DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Black Day w 2006 11 02, 11:40:45

Tytuł: Stare Księgi Paladyna .
Wiadomość wysłana przez: Black Day w 2006 11 02, 11:40:45
Wszystko zaczyna  się  od tego :

Pewnego dnia narodził się w spokojnej rodzinie kowala  chłopiec , rodzice nazwali go
,, Xymox ,, .

Błyski na niebie i praca ojca w kuźni dały początek imienia mego lecz da się odczytać to w słowach spisanych w Legendę i zaklętych w księgi  .

Wiele lat wstecz :


Minęło wiele dni i wiele nocy nim zastanowiłem się, kim naprawdę jestem.

Księżyc tej nocy świecił dziwnym blaskiem a zapach kwiatów przed zamkiem zmieszany z krwią wymordowanych oddziaływał dość mocno.

Zerkając na kowadło zadałem sobie pytanie, jakie mogło dać ostateczna odpowiedz na sens bytu.

Błysk iskry w palenisku był odrobiną jednego dnia z mego życia , uchwyciłem jednak ten blask jak i wielu innych dni jakie los dał mi zobaczyć .


Zerkając na fale rozbijające się o brzegi przed pracownia chwyciłem pióro by spisać wiele lat przeszłości w kilka ksiąg myśląc, iż gdy ktoś je odczyta oraz zrozumie.

Pozna  czemu zwali mnie Xymox, gdy odejdę kiedyś, co spotka każdego....

Dziś dzień :

Rycerz wchodząc do Zamku starej twierdzy  udał się do skrzyni z pamiątkami , czuł jej oddech na plecach tak to śmierć krocząc od wielu dni za nim przypomina mu o jego śmiertelności.

Pochylił głowę szepcąc modlitwę –  Nie czas dziś na Rycerza !

Chwycił szybko kilka starych ksiąg delikatnie wodząc dłonią po oprawach .

Zaśmiał się a w błękicie oczu jego iskra radości zalśniła niczym gwiazdy na niebie .

Czas już czas ujawnić waszą zawartość i moją młodość , powoli rozchylił pierwszą księgę czytając i wspominając swe młodzieńcze lata. .

Legenda kroczyła słowami odczytanych starych ksiąg w jego umyśle oraz wspomnieniach jego życia .

Stary Rycerz pochylił głowę czytając wspominał, od czego wszystko to się rozpoczeło:




                                                             WSTĘP

Zacznę od początku .

Ziemia  na jakiej się urodziłem  leżało daleko  od wielkich cywilizacji okolona wielkim morzem .

Około sześciu stuleci wstecz przybyli na nasze ziemie ludzie Lertyna  , próbując w sposób pokojowy skolonizować miejscową ludność . Gdy się to nie udawało, siłą narzucali swoje prawa.


W miarę upływu czasu mieszkańcy zasymilowali  się z najeźdźcami , przyjęli ich prawa stając się tym samym po prostu jednymi z nich .
Królem został powszechnie lubiany  i szanowany za swe szlachetne serce Książe ,, Britan ,, oddany syn Lertyna .

Całe społeczeństwo wiązało z nim nadzieje na lepsze jutro a pierwszą wiekszą osade nazwano ku jego czci BRYTANIA.

Książe przywiózł ze swojej  Ojczyzny trzy moce .

Były to :

   Tablice Prawdy
   Kamienie Przepowiedni
   Złoty Medalion ( posiadający największą moc )

Za pomocą tablic prawdy król mógł odpowiedzieć na każde pytanie dotyczące królestwa , jednak z ich wiedzy mógł  korzystać tylko  człowiek czystego ducha .

Tablice król przekazał przeorowi klasztoru z dala od stolicy...

Kamienie przepowiedni posiadały moc przekazywania wizji miejsc i czasów które miały dopiero nadejść .
Kamienie te oddane zostały pod opiekę Strażnikowi Południowej Granicy.

Najbardziej sekretnym z tych przedmiotów był Medalion Mocy .

Żaden z wielkich  królów nie mógł zasiąść na tronie  nie będąc rozpoznanym przez jego tajemną siłę jako prawowity następca .

Dzięki jego potędze król mógł dowodzić nieprzebranymi zastępami rycerzy . Jedynym warunkiem , jaki musiał spełnić było to , że stale musiał go mieć przy sobie .

Życie w  płynęło spokojnie i w harmonii . Panowały prawe i uczciwe rządy , królestwo  rozwijało się w ciszy i spokoju  .

                                                    ROZDZIAŁ 1


W tym miejscu zaczyna się moja historia .

Urodziłem się w średnio zamożnej rodzinie mieszkającej w małej mieścinie Minoc  .

Ojciec był kowalem i tworzył prawdziwe dzieła sztuki ze stali : wielkie miecze , zdobione tarcze , zbroje godne rycerzy królewskich , sztylety zdolne przebić najgrubszą stal .

Nie wiadomo czemu jego wyroby sprzedawały się nadzwyczaj szybko , rycerze byli z nich zadowoleni i mówili , że dzięki nim walczy się lepiej i dodają siły w walce . Sam nie wiedziałem , o co im chodziło .

Pamiętam jak pewnego dnia jeden z rycerzy powiedział , że podczas walki na jego ostrzu pojawia się dziwny błysk . Ojciec uśmiechał się tylko i mówił :

   ,, Możliwe, przecież wkładam w to całe moje serce ".  

Wtedy wiedziałem , że lubi to robić i że sprawia mu to wielką radość .

Często  jako młodzik siedząc z ojcem w kuźni chwytałem za młot . Weseląc się i pomagając mu przy pracy rozmawialiśmy na wszelkie tematy.

Śmiał się zerkając na mnie mówił :

- Aha Ty malutki siłaczu .

Żyło nam się dostatnio , nigdy nie brakowało  chleba czy też innej strawy a i na rozrywkę trochę grosza było .

Życie płyneło beztrosko , razem z matka i bratem cieszyliśmy się z tego .
Minęły dziecięce lata , wiek młodzieńczy , pierwsze kroki w miłości , problemy i czas przemyśleń .
Do naszej kuźni zaglądali  różni rycerze , którzy czasem uczyli mnie podstaw techniki walki , uników , różnych ciekawych sposobów na pokonanie przeciwnika .

Starałem się jak mogłem , zaczynało mnie to bardzo interesować i coraz więcej czasu poświęcałem na treningi i ćwiczenia .

Pewnego wieczoru przy kolacji ojciec powiedział , że nie pieniądz decyduje kim człowiek jest ,lecz wiedza jaką posiada .

A gdy odnajdę swoja drogę , mogę ułatwić życie sobie i innym .

Zerkał na mnie i na matkę mówiąc te słowa :


A to jest najważniejsze .

Dodał również , że w naszej rodzinie jest osoba , która mogłaby udzielić mi większej pomocy .

,, W lasach Yew mieszka twój wuj , zamożny i samotny , ponieważ wybrał drogę poświęcenia " .

Zabrzmiało to bardzo zagadkowo.

Ojciec rzadko o nim wspominał , może dlatego, że przed laty odcioł się od rodziny i pędził samotne życie . Pamiętam, że kiedyś ktoś  nazwał go dziwakiem .

No i stało się tak , jak powiedział mój ojciec . Młodszy brat został z rodzicami , a  ja wyruszyłem w podróż  do Yew .                  

   
                                                    ROZDZIAŁ 2

Wuj mieszkał w odległym królestwie jakieś cztery mile od jego  zachodniej  granicy ,
w starej , opuszczonej rezydencji .

Na pierwszy rzut oka wiało od niej grozą , lecz po przekroczeniu jej progu czuło się dziwne ciepło i spokój . Wuj przygotował obfitą kolację , przydzielił mi pokój we wschodnim skrzydle i polecił , abym wypoczął , bo jutrzejszego ranka chciałby mi coś przekazać .

Zastosowałem się do poleceń wuja , rozpakowałem bagaż i ułożyłem się do  snu .
Jednak tej nocy ciężko było mi zasnąć , tak daleko od domu, rodziny ...

W nocy miałem dziwny sen : postacie w czarnych zbrojach , zbrukane krwią , wyjące straszniej niż stado wilków na łowach . Na samą myśl o nich robiło się zimno i całe ciało przechodziły dreszcze .

We śnie widziałem również postać : mocno zbudowany mężczyzna w lśniącej zbroi - w jednej dłoni trzymał miecz , w drugiej pięknie zdobioną , świecącą dziwnym światłem tarczę .

Jego twarz przykrywał hełm .
Widziałem w życiu różne rodzaje zbroi i miecze - przecież ojciec był kowalem i naprawiał zbroje podróżników z dalekich krajów ... lecz ta miała w sobie zupełnie coś innego .

Widziałem to tak dokładnie .

Nagle postacie ruszyły na tego mężczyznę , były ich dziesiątki ...

Mężczyzna bez wahania ruszył w ich kierunku . Nie wiem jakim sposobem bestie padały jedna po drugiej , część nawet nie przystąpiła do walki , jakby jakaś siła przełamała ich morale .

Niektóre z nich stawały w ogniu , kilka pokryło się lodem , a mężczyzna walczył dalej ,
do momentu , aż ostatnia z bestii nie padła u jego stóp .

Uniósł swój miecz do góry, a po chwili odszedł w milczeniu. Potem sen się urwał .

Widziałem to tak dokładnie ...


Lecz to opisze innym razem .
Nim świt nastanie .

Nim serce sercem się stanie .

Nim prawda życia celem będzie ...

CDN ..
Tytuł: Stare Księgi Paladyna .
Wiadomość wysłana przez: Black Day w 2006 11 03, 10:56:17
Kropla za kropla spływały z dachu zamku przemierzając odległość by rozbić się o ziemie.

Kap, kap kolejna za kolejna dążyły ku swemu przeznaczeniu podroży.

Chwyciłem kolejna księgę powoli rozchylając jej oprawy czytałem:

Wspomnień ciąg dalszy..

Więc nocy tamtej sen znaczył wiele, nie sadziłem jak wiele.
Wspomnienia dalsze przychodziły powoli.


Rankiem przy śniadaniu opowiedziałem o moim śnie wujowi, a on zerknął na mnie i delikatnie się uśmiechając powiedział , że dowiem się wszystkiego w swoim czasie .

Przez chwilkę się nad tym zastanawiałem , potem dokończyłem śniadanie .

Kilka kolejnych miesięcy, było bardzo podobne do siebie .

Rano -  lekcje walki , poznawanie nowych rodzajów broni dotychczas przeze mnie nieznanych i sposobów ich najlepszego wykorzystania . Czasami nauka trwała do późnych godzin poobiednich .

Wieczorem - rozmowy z wujem i powiększanie mojej wiedzy o broni oraz szkolenie ducha .
 
Nocą - odpoczynek .    

Mijał dzień za dniem , a ja nabierałem wprawy we władaniu bronią i rozwijałem swój umysł .

Od czasu do czasu otrzymywałem wiadomości od mojej rodziny :

Wiodło im się dobrze i bez żadnych problemów . Ojciec pracował w kuźni a brat pomagał matce gdy ona dbała o dom

Bardzo tęskniłem za nimi i jedynie wieści , że wiedzie im się dobrze , podnosiły mnie na duchu...

" Krople łzy widniały na stronicy księgi rozmywały odrobinę zapisane w niej słowa"


                                                           ROZDZIAŁ 3

Któregoś pięknego, słonecznego poranka , wuj zbudził mnie wcześnie i powiedział , że nadszedł dzień w którym będę musiał zdecydować , jaką drogą będę zmierzał .

Wyszliśmy z budynku i swoje kroki skierowaliśmy w kierunku lasu .
Idąc podziwiałem piękno natury . Dzisiejszego ranka jakby więcej światła padało na okolicę .
Szliśmy w milczeniu , byłem niespokojny i ciekawy , co też wuj chce mi pokazać .

Przeszliśmy kawał drogi a ja nic szczególnego nie widziałem . Nagle tuż za lasem ujrzałem zieloną polanę i  wzgórze , a na nim dziwny kamienny krąg .

Wuj zatrzymał się i powiedział , że dotarliśmy do celu.

Stałem i podziwiałem tą dziwną konstrukcję . Zastanawiałem się , czemu mogła ona służyć... Zaniepokojony spytałem o to wuja .

Zerknął najpierw na mnie potem na krąg wbił pięknie lśniący miecz w ziemie opierając dłoń na tarczy powiedział:

   ,, Widzisz... To jest Święty Krąg ,  zwany Stonehengem Północy ".

Rzeczywiście , był to krąg 13 kamiennych słupów i odchodzących od nich promieniście na bok głazów .

Wuj, po chwili zadumy , opowiedział mi historię tego miejsca ...

Kamienie zostały postawione w tym miejscu setki lat temu przez Druidów -  kapłanów ,
a ich przeznaczenia nikt nie poznał do końca .

Wiadomo tylko , że mają wielką moc oraz możliwość przekazywania wiedzy .

Opowiedział mi również legendę , która głosiła , że są to olbrzymy , które zebrały się w tym miejscu aby przeciwstawić się nadchodzącemu chrześcijaństwu i za karę zostały zamienione w kamień przez pewnego świętego .

Byłem bardzo zainteresowany tą historią i poczułem , że coś mnie ciągnie w głąb kręgu ...
Wuj  popatrzył na mnie , uśmiechnął się i przekonującym gestem ręki zachęcił do tego , abym zbliżył się do kręgu .

   ,, Idź chłopcze . Już pora, abyś poznał prawdę " .

Ruszyłem śmiało w kierunku kamieni , a gdy znalazłem się pośrodku zauważyłem , jak dziwnie odbijają się od nich promienie słońca ... Poczułem pewne osłabienie i ciepło .

Padłem na kolana , a w mojej głowie zaczęły przewijać się tysiące wizji ... ... ...

Jedne były złe : ofiary składane na kamiennych blokach , ludzie paleni w wiklinowych koszach , wojownicy jedzący ciała swoich wrogów aby posiąść ich moc i siłę .

Inne dobre : Modły Płodności , Słońca i Księżyca , uzdrowienia rannych , czerpanie magicznych mocy przez kapłanów ...

Nie wiem jak długo to trwało ... Byłem zmęczony i wyczerpany .

Kiedy wracaliśmy do domu , wuj powiedział , że dziś mam wolne , mogę ten czas przeznaczyć na odpoczynek lub inne zajęcia .

Gdy dotarliśmy do domu poszedłem prosto do swojego pokoju , rzuciłem się na łoże i ciężko oddychałem.

Leżąc tak zaczynałem się zastanawiać , w jakim celu wuj mnie tam zabrał .

Myślałem , a do głowy przychodziły wspomnienia ...

                                                    ,, Dobro i Zło ,,

,,Stronica rozmazana po ścieraniu woda odbicia zaciśniętej skrwawionej dłoni ,,

Już spokojniejszy pisze te słowa.

To wszystko mnie przytłacza pisząc te księgi wracają inne wspomnienia .


Stary rycerz uśmiechając się odłożył kolejną księgę , radując się zerkał na miecz przy skrzyni .

Byłem wtedy dużo młodszy , dłonią przeczesał włosy głośno śmiejąc się
.



CDN ...
Tytuł: Stare Księgi Paladyna .
Wiadomość wysłana przez: Alvor_Lucard w 2006 11 03, 19:16:50
prosto zrozumiale
dobrze sie czytalo - czekam na ciag dalszy
Tytuł: Stare Księgi Paladyna .
Wiadomość wysłana przez: Black Day w 2006 11 04, 10:23:27
Nastała noc wiatr delikatnie muskał włosy starca zerkającego w dal przez jedno z okien starego zamku .

Wiele liści uniesionych mocą natury , wirowało by unieść się ponownie nad konary drzew po czym ponownie opadać na ziemie .

Noc jest niczym piękne natchnienie . Atena miała racje wszak jest wampirem ....


Otworzył kolejną ze starych ksiąg czytając .


Nagle przypomniałem sobie pewne zdarzenie z dzieciństwa .

Jako młody chłopiec lubiłem chodzić do lasu po to , aby szukać w nim odpoczynku , ciszy i spokoju.

Pewnego dnia, gdy tak biegałem i dokazywałem po okolicy , pod małym krzakiem dzikiej róży ujrzałem rannego ptaka . Był przemoczony , zmarznięty i wyglądało na to , że ma uszkodzone skrzydło .

Chciałem  go złapać , a on się trzepotał i bronił .
Po kilku próbach udało mi się jednak ...

Miałem go swych dłoniach . Z zaciekawieniem zerkałem na niego , zrobiło mi się go bardzo żal .
Stałem tak ,  trzymając go w dłoniach , spoglądałem na niego i nagle ptak się uspokoił , przestał się bronić ...

Poczułem wielkie ciepło w sercu ...


Powoli rozchyliłem dłonie, a ptak poleciał wysoko ponad las .

Zerkałem wtedy radosny na ptaka jaki leciał wysoko .


Potem przyszło następne wspomnienie , jak to po okolicznych uliczkach grasowała banda młodych łobuziaków .

Ich szefem był gruby Gerb .

Łapali słabszych od siebie , straszyli , bili i ograbiali z wszystkiego co się miało akurat przy sobie . Gerb był silnym i przerażającym chłopakiem .

Cała okolica go się bała .
Pewnego dnia przyszła kolej i na mnie : szedłem po chleb do piekarza , kiedy nagle za rogu wyskoczyła cała banda , a po chwili spokojnym krokiem podszedł do mnie sam Gerb .

   ,, Dawaj wszystko co masz , bo oberwiesz  "- powiedział .

Bałem się bardzo , lecz coś mi mówiło , aby mu się przeciwstawić .

Staliśmy tak przez chwilę i patrzyliśmy sobie w oczy .
Gerb złościł się coraz bardziej i spoglądając na mnie , szykował się do ciosu .

Nagle , nie wiadomo czemu odwrócił się i zaczął uciekać . Widziałem tylko , jak znika za rogiem , a wraz z nim ucieka cała banda .

Wraz z tymi wspomnieniami przyszła mi do głowy myśl , czy czasem w naszej rodzinie nie ma jakiejś magicznej mocy .

Ojciec wyrabia zbroje i miecze o magicznych właściwościach , wuj osamotniony , waleczny człowiek ...

A następnie pytanie :  - Jaka jest moja droga życia ???

Na tych rozmyślaniach minęło mi całe popołudnie . Zrobiło się późno , więc przekąsiłem coś , obmyłem się i położyłem spać .

Tej nocy spałem spokojnie - jak nigdy dotąd .

Rano przygotowałem posiłek dla mnie i wuja , a gdy usiedliśmy do stołu , opowiedziałem mu o wszystkim .

Wuj , jak zawsze , uśmiechnął się i powiedział :

   " Zastanawiasz się chłopcze , jaka jest twoja droga ? "
   ,, Więc pomyśl dokładnie ... ,,

- ,, Jesteś prawdziwym wojownikiem , a ptak w twoich dłoniach i uciekający chłopiec to znak ".


- ,, Czy słyszałeś kiedyś takie słowo jak Paladyn ? ".

   ,, Tak "- odparłem .
   ,, Są to rycerze poświęcający się dobru i prawdzie ".
   
               ,, Dobrze , dobrze chłopcze "- powiedział wuj .

- ,, Paladyn to rycerz światła , mający czyste serce .

Kieruje się szerzeniem dobra , prawa i własnej wiary . Zawsze gotowy do walki i pomocy innym .

Wiara jest jego osłoną i tarczą .

Jego wiara daje mu błogosławieństwo , które niesie pomoc jemu i jego kompanom ".

Po chwili milczenia krzyknąłem :

-,, Wiem... już wiem... To wszystko łączy się w jedną całość - odnalazłem moje przeznaczenie w światłości , wszystkie te zdarzenia , całe moje dotychczasowe doświadczenia mówią o tym , że powinienem nim zostać ".

   ,, Tak chłopcze, tak jak i ja zostaniesz Paladynem , Rycerzem Światła ".

Ja już jestem za stary i zbyt zmęczony życiem , aby to kontynuować , tak więc ty zrobisz to , czego ja nie zdążyłem wykonać .

Zanim jednak wyjedziesz opowiem ci  jedno z moich ostatnich wspomnień .

Musisz wiedzieć , na co się narażasz , będąc Rycerzem Światła .

Więc słuchaj :


Rycerz powoli odłożył księge zerkając za okono a liście unoszone wiatrem nadal opadały by po chwili znów podnieść się w góre .

CDN...
Tytuł: Stare Księgi Paladyna .
Wiadomość wysłana przez: Black Day w 2008 07 19, 04:53:48
Pewnego dnia postanowiłem odwiedzić starych znajomych .
Kiedy jechałem leśną drogą , pokrytą gęstą mgłą , poczułem swąd spalenizny , dochodzący
z małej osady położonej na skraju  lasu .

Przyspieszyłem , lecz nie za mocno , nie chciałem , aby mój bojowy rumak męczył się przed walką , gdyż tego się właśnie spodziewałem .
Miałem złe przeczucia i obawy , że nie będę w porę i nie zdołam powstrzymać tego ,
co się tam działo . Kiedy byłem już blisko wioski , na drogę wyskoczyły  orki ...

Pierwszego przeciąłem nawet nie zwalniając . Dwa następne zdążyły tylko ryknąć , nim mój miecz zakończył ich paskudny żywot .
Pędziłem niczym wiatr , zabijając po drodze kilku innych, którzy stanęli mi na drodze.

Po kilku minutach szybkiej jazdy przebiłem się i wjechałem do wioski .
To , co ujrzałem zmroziło mi krew w żyłach .

Najbliższe chaty już się dopalały , a wśród nich aż roiło się od orków i ogrów. Zamknąłem przyłbicę, chwyciłem za miecz i tarczę , i ruszyłem do ataku .

To , co się działo później , niewielu ludziom dane było zobaczyć choć raz w życiu ...
Każde cięcie mego miecza odcinało łapy , głowy a nawet przecinało ciała na pół...
Walczyłem niczym idealna maszyna do zabijania . Atak , obrona , atak , cięcie znów obrona i tak dalej.

Po kilku minutach dotarłem na środek wioski , zatrzymałem się , podniosłem
przyłbicę i rozejrzałem się .

Po lewo chaty dopiero niedawno podpalone , płonęły potężnym ogniem .
A wszędzie leżały zmasakrowane ciała . Znów opanowała mnie fala złości . Zamknąłem przyłbicę i wściekły ruszyłem na biegające po wiosce orki . Znów zacząłem siać spustoszenie wśród włochatych stworów .

Kilkanaście metrów dalej , kilka co odważniejszych ogrów zebrało się razem i trzymając w łapach sękate maczugi ruszyło na mnie . Widząc to skierowałem konia w ich stronę i znów zacząłem ciąć ich swym długim ostrym mieczem .

Bestie były ciężkie i powolne , nie miały szansy mnie trafić .
Tam, gdzie nie sięgał miecz , sięgały podkute kopyta bojowego ogiera . Koń ten był specjalnie szkolony do walki , więc w dwójkę tworzyliśmy zgrany  i śmiertelnie groźny duet .

W pewnej chwili usłyszałem przeraźliwy krzyk ...
Kilka metrów ode mnie ork ciągnął za włosy małą dziewczynkę , która wrzeszczała w niebogłosy . Ruszyłem jej na ratunek .

Naprzeciw mnie stanęło kilka ogrów i orków . Wpadłem między nich kładąc jednego po drugim . Było ciężko i przeciwników przybywało , lecz cały czas przybliżałem się do dziewczynki . Ork, który trzymał dziewczynkę , puścił ją gwałtownie i przyłączył się do walki . Nabrałem przekonania , że uda mi się ją uratować .

Nagle mój miecz pękł zderzając się z kamienną maczugą jednego z orków. Ogry ryknęły z radości.  Jednak przedwcześnie...
Wydobyłem topór i potężnym uderzeniem wytrąciłem maczugę z ręki ogra . Po czym wbiłem mój topór w jego kudłaty łeb aż po kark .
Jeszcze jedno , drugie , trzecie uderzenie i już byłem przy dziewczynce .
Szybkim ruchem wciągnąłem ją na konia . Dziewczę było tak przerażone i przestraszone , że nawet nie zareagowało .

Ruszyłem w kierunku lasu . Ominąłem ogromnego ogra , który zamachnął się i niewiele brakowało a trafiłby ogromnym konarem w konia . Zwierze jakby zrozumiało i tuż po minięciu kopnęło ogra z całej siły , łamiąc mu na pewno kilka żeber .
Po kilku minutach tej szaleńczej jazdy byliśmy w lesie . Zeskoczyłem z konia , po czym zdjąłem dziewczynkę i przytuliłem mocno do siebie . Ta nadal drżała z przerażenia .

-  ,, Dziewczynko! Dziewczynko , czy ktoś jeszcze przeżył ? ,, - zapytałem głośno usiłując przekrzyczeć  ryczące stwory .

-   ,, Nie wiem Panie , nie wiem , tam lezą zabici , spaleni przez te straszne stwory ,, - dziewczynka ryknęła płaczem .

-  ,, Dobrze już, dobrze , nic ci już nie grozi ,, –   znów przytuliłem ją mocno do piersi .


Nagle usłyszałem przeraźliwy ryk , a zaraz po nim jeszcze głośniejszy skowyt jakiejś dziwnej istoty .

Automatycznie chwyciłem za medalion , a ten płonął czerwonym światłem , parząc nawet przez kolczugę . Po raz pierwszy ogarnął mnie strach .
Nie o siebie ale o małą, z trudem uratowaną dziewczynkę .

Rozejrzałem się i zobaczyłem grubą gałąź , jakieś dwa metry nad ziemią . Wsiadłem na konia i posadziłem małą na niej .

-  ,, Słuchaj mnie, przestań płakać , nie ma czasu , wejdziesz jak najwyżej i będziesz czekać,aż po ciebie wrócę . Zgoda ? " - dziewczynka pokiwała głową i pomału zaczęła wchodzić po gałęziach coraz wyżej .

Gdy już schowała się między gałęzie skierowałem konia w kierunku wioski i ruszyłem galopem . Przy pierwszych budynkach chwyciłem  ręką za medalion i wypowiedziałem zaklęcie .

Z talizmanu zaczęła się snuć niebieska poświata , która po krótkim czasie otoczyła mnie i konia . Czar ochrony przed złą magią , zaczął działać . Czekałem jeszcze chwilkę , po czym chwyciłem topór i tarczę i ruszyłem powoli do przodu . Byłem bardzo skupiony .
Wiedziałem , że przeciwnik z którym przyjdzie teraz mi się teraz zmierzyć , jest bardziej niebezpieczny od orków czy ogrów . Jechałem spokojnie , oczekując w każdej chwili ataku .
Jednak nie niepokojony przez orki wjechałem bezpiecznie do wsi .
Błękitna poświata skutecznie odstraszyła je. Jeden tylko stwór znalazł się w moim zasięgu . W tej samej chwili  odciąłem mu łeb po czym zatoczył się i padł martwy na ziemię .

W pewnym momencie poczułem bardzo mocne uderzenie magii . Było tak silne , że topór mało co nie wyleciał mi z ręki .
Stojące obok orki nagle rozstąpiły się . Zza nich wyjechał ubrany w czarny strój , z narzuconym na głowę kapturem , konny rycerz. Rumak zadrżał , poczułem ten sam odruch u siebie ...

To, na czym jechał ów dziwny rycerz przypominało konia , jednak nim nie było .
Jeździec zbliżał się , nagle owiała mnie fala lodowatego zimna . Ścisnąłem mocniej topór i tarczę . Jeździec był już kilkanaście metrów ode mnie . Wtedy dojrzałem puste oczodoły , a w nich zielone ogniki .

Zrozumiałem , że mam przed sobą demona .
Tysiące pytań wchodziło do mojej głowy . Lecz nie czas na myślenie w takiej chwili .
Sytuacja stała się bardzo niebezpieczna . Nie znałem mocy demona , która stanowi o  sile tego upiornego stworzenia .

,, Mogę nie dać rady – pomyślałem " - trzeba użyć rogu .
Cofnąłem konia o kilka metrów, zza pasa wyciągnąłem róg i zadąłem w niego . Orki i ogry uciekały przerażone , lecz demon stał nieporuszony .
Nie bał się głosu rogu . Chwyciłem topór i ruszyłem w kierunku demona . Ten szybkim ruchem wyciągnął czarny jak heban miecz , a w drugą dłoń, okrytą czarną rękawicą , chwycił wielką prostokątną tarczę .

Gdy to zrobił , dojrzałem znak namalowany na tarczy . Widok ten zmroził mnie niczym lodowaty podmuch . Moim przeciwnikiem był jeden z upiorów  Czarnego Legionu .
Jeden z tych , którzy wiele lat temu zostali wskrzeszeni przez czarnoksiężnika Orastesa , podczas wielkiej wojny ...

Mój koń cały czas drżał , on także czuł strach . Nagle upiór skoczył do przodu . W jednej chwili zderzyliśmy się ze sobą , a mój topór uderzył w miecz demona . Rozległ się huk , a na ziemie posypał się grad iskier . Odjechaliśmy , po czym znów ruszyliśmy na siebie . Tym razem czarne ostrze uderzyło w moją tarczę . Przez ramie przebiegła  fala ogromnego bólu , tak wielkiego, że puściłem tarczę .

Upiór natychmiast to wykorzystał , ciął potężnie i tylko odskok konia mnie uratował . Miecz demona przeciął powietrze . Oddychałem ciężko. Magia upiora atakowała mnie z ogromną siłą , a czar ochronny , choć potężny , nie był w stanie chronić mnie całkowicie . Mroczna siła zdawała się zaciskać coraz ciaśniejszą  pętlę wokół mnie . Zielona poświata otaczająca demona zaczęła otaczać i mnie. W chwile później otoczyła  mnie całkowicie i zaczęła gęstnieć , a na koniec przemieniła się w gęsty obłok jasnozielonej mgły .

Po zbroi konia i mojej zaczęły przeskakiwać zielone ogniki . Koń zaczynał wykazywać pierwsze objawy paniki . On także czuł , że zaklęcie słabnie . Nie miałem innego wyjścia , zawiesiłem topór i obiema dłońmi chwyciłem za medalion . Ten płonął czerwonym światłem , parzył przy tym, jakby się gotował . Nie zważając na ból przypalanych dłoni starałem się skupić . Zamknąłem oczy i starałem się oczyścić swój umysł z wszelkich myśli .
Byłem teraz całkiem bezbronny , ale na szczęście demon nie atakował . Trwało to dość długo , w końcu byłem gotów . Otworzyłem oczy i wykrzyczałem zaklęcie ochronne .
Efekt był natychmiastowy . Zielona poświata zapłonęła ogniem i po kilku sekundach rozproszyła się niczym poranna mgła .

Uścisk demonicznej magii poważnie zmalał , odzyskiwałem siły . Odjechałem kilka metrów dalej od demona wyraźnie broniącego się przed moim czarem .
Wiedziałem , że mogę zginąć , wiec postanowiłem ostrzec przed nim innych .
Nabrałem powietrza i ponownie zadąłem w róg , tak mocno , jak tylko potrafiłem .

Róg zagrał wspaniałym głosem , tak silnym , że maszkara dźwigająca upiora stanęła dęba .
Po krótkiej przerwie zadąłem jeszcze raz , ale tym razem krócej . Schowałem róg , w dłoń chwyciłem topór i ruszyłem na demona .

Mój topór raz za razem trafiał upiora , lecz on sobie nic z tego nie robił . Ostrze kilka razy przeszło przez niego nie napotykając oporu .
Demon zaczął odpowiadać na moje ataki i zaczęła się ostateczna rozgrywka . Czułem jak opuszczają mnie siły , moje ruchy stawały się coraz wolniejsze .
Powoli magia demona brała górę . Wreszcie miecz demona przeciął stal mojej kolczugi i wypalił długą ranę na moim ramieniu .

Topór wypadł mi z ręki, stałem się całkowicie bezbronny , straciłem wszelkie nadzieje na przeżycie tej morderczej walki . Czekałem na śmierć , która zbliżała się do mnie wielkimi krokami .
Nagle na skraju wioski ujrzałem ją .

Tak, to była ona , ta mała dziewczynka , której wcześniej pomogłem . Dziwiłem się , czemu nie pozostała tam , gdzie ją pozostawiłem .
Stała nieruchomo, w jej oczach widziałem starach przed czymś , czego nie zna , czego się obawia ...
Lecz biła od niej jakaś dziwna poświata , która wydawała się być czysta i szczera . Nie wiem , co ją nakłoniło  aby powróciła do tego piekła , lecz na chwilę demon przestał mnie atakować i zainteresował się nią .
Patrzył i nie mógł się zdecydować , czy zabić mnie czy ją pierwszą . Nagle ruszył w kierunku dziewczynki ...

W jej oczach widać było przerażenie i strach . Dziewczynka z przerażenia zaczęła głośno krzyczeć , a w tle dało się słyszeć coś jakby pisk.

Tak , ona krzyczała , a przy tym słychać było pisk - ale niezwykłej mocy - bo demon zatrzymał się na chwilę , ten dziwny dźwięk chyba go osłabiał .

Nie czekając chwili dłużej zeskoczyłem z konia i chwyciłem w dłonie topór , podbiegłem do demona i szybkim cięciem skosiłem nogi bestii na której siedział .
Padł na ziemie  tam już nie miałem z nim problemu . Wbiłem  w niego ostrze mego świętego sztyletu , usłyszałem syk i poczułem odór wydobywającego się z niego dziwnego zielonego gazu .

Demon był martwy , a na skraju wioski stała mała dziewczynka,  która ocaliła mi życie .

Podszedłem do niej i przytuliłem , dziewczynka powoli zaczynała się uspokajać i uśmiechnęła się do mnie . Nie zapomnę tego uśmiechu do końca życia . Tak szczery uśmiech ...
Była szczęśliwa i radosna . Odpoczywając po trudach walki , rozmawiałem z nią .
Postanowiłem podarować jej pierścień wezwania . Był tam wizerunek dłoni  która trzyma węża , miał on wielką siłę . Nachyliłem się nad nią i szepnąłem do ucha :

-  ,,Gdy tylko będziesz potrzebowała pomocy wystarczy , że pomyślisz o tym , a osoba o czystym sercu  znajdująca się w pobliżu udzieli ci jej " .

Po czym wsadziłem ją na konia i odjechaliśmy z tego ponurego miejsca . Zostawiłem ją pod opieką zaufanych przyjaciół .
Po latach dowiedziałem się , że wyrosła z niej wspaniała kobieta , dumna i odważna , stawiająca czoła wszelkim problemom ...

Tak więc uważaj na demony ciemności i pamiętaj , że nie oręż , lecz siła ducha niszczy zło ..."

Poczym wuj uśmiechnął się jak zawsze , a w jego oczach widać było błysk iskierek radości .

Dzisiejszy ranek i popołudnie spędziłem na rozmyślaniach nad tym co powiedział wuj .
Nie miałem chęci do nauki walki , ani na nic innego myślałem i zastanawiałem się co mam teraz zrobić .

Słońce chyliło się ku zachodowi , przez okolone bluszczem okno komnaty widziałem wuja spacerującego  przed budynkiem . W dali rysował się masyw wzgórz pokrytych lasami .
Siedziałem na ławie pokrytej miękka niedźwiedzią skórą . Właśnie podniosłem do ust puchar pełen przedniego wina , kiedy nieoczekiwanie pojawił się wuj .

Jak zawsze uśmiechnięty i radosny , podszedł do mnie i powiedział :  

-  ,, Idź spać, odpocznij, czeka cię daleka wyprawa ... ,,

-  ,, Tak już pora... jestem tego pewien... rano pojedziesz do ..... ,,

CDN ...