Wszystko zaczyna się od tego :
Pewnego dnia narodził się w spokojnej rodzinie kowala chłopiec , rodzice nazwali go
,, Xymox ,, .
Błyski na niebie i praca ojca w kuźni dały początek imienia mego lecz da się odczytać to w słowach spisanych w Legendę i zaklętych w księgi .
Wiele lat wstecz :
Minęło wiele dni i wiele nocy nim zastanowiłem się, kim naprawdę jestem.
Księżyc tej nocy świecił dziwnym blaskiem a zapach kwiatów przed zamkiem zmieszany z krwią wymordowanych oddziaływał dość mocno.
Zerkając na kowadło zadałem sobie pytanie, jakie mogło dać ostateczna odpowiedz na sens bytu.
Błysk iskry w palenisku był odrobiną jednego dnia z mego życia , uchwyciłem jednak ten blask jak i wielu innych dni jakie los dał mi zobaczyć .
Zerkając na fale rozbijające się o brzegi przed pracownia chwyciłem pióro by spisać wiele lat przeszłości w kilka ksiąg myśląc, iż gdy ktoś je odczyta oraz zrozumie.
Pozna czemu zwali mnie Xymox, gdy odejdę kiedyś, co spotka każdego....
Dziś dzień :
Rycerz wchodząc do Zamku starej twierdzy udał się do skrzyni z pamiątkami , czuł jej oddech na plecach tak to śmierć krocząc od wielu dni za nim przypomina mu o jego śmiertelności.
Pochylił głowę szepcąc modlitwę – Nie czas dziś na Rycerza !
Chwycił szybko kilka starych ksiąg delikatnie wodząc dłonią po oprawach .
Zaśmiał się a w błękicie oczu jego iskra radości zalśniła niczym gwiazdy na niebie .
Czas już czas ujawnić waszą zawartość i moją młodość , powoli rozchylił pierwszą księgę czytając i wspominając swe młodzieńcze lata. .
Legenda kroczyła słowami odczytanych starych ksiąg w jego umyśle oraz wspomnieniach jego życia .
Stary Rycerz pochylił głowę czytając wspominał, od czego wszystko to się rozpoczeło:
WSTĘP
Zacznę od początku .
Ziemia na jakiej się urodziłem leżało daleko od wielkich cywilizacji okolona wielkim morzem .
Około sześciu stuleci wstecz przybyli na nasze ziemie ludzie Lertyna , próbując w sposób pokojowy skolonizować miejscową ludność . Gdy się to nie udawało, siłą narzucali swoje prawa.
W miarę upływu czasu mieszkańcy zasymilowali się z najeźdźcami , przyjęli ich prawa stając się tym samym po prostu jednymi z nich .
Królem został powszechnie lubiany i szanowany za swe szlachetne serce Książe ,, Britan ,, oddany syn Lertyna .
Całe społeczeństwo wiązało z nim nadzieje na lepsze jutro a pierwszą wiekszą osade nazwano ku jego czci BRYTANIA.
Książe przywiózł ze swojej Ojczyzny trzy moce .
Były to :
Tablice Prawdy
Kamienie Przepowiedni
Złoty Medalion ( posiadający największą moc )
Za pomocą tablic prawdy król mógł odpowiedzieć na każde pytanie dotyczące królestwa , jednak z ich wiedzy mógł korzystać tylko człowiek czystego ducha .
Tablice król przekazał przeorowi klasztoru z dala od stolicy...
Kamienie przepowiedni posiadały moc przekazywania wizji miejsc i czasów które miały dopiero nadejść .
Kamienie te oddane zostały pod opiekę Strażnikowi Południowej Granicy.
Najbardziej sekretnym z tych przedmiotów był Medalion Mocy .
Żaden z wielkich królów nie mógł zasiąść na tronie nie będąc rozpoznanym przez jego tajemną siłę jako prawowity następca .
Dzięki jego potędze król mógł dowodzić nieprzebranymi zastępami rycerzy . Jedynym warunkiem , jaki musiał spełnić było to , że stale musiał go mieć przy sobie .
Życie w płynęło spokojnie i w harmonii . Panowały prawe i uczciwe rządy , królestwo rozwijało się w ciszy i spokoju .
ROZDZIAŁ 1
W tym miejscu zaczyna się moja historia .
Urodziłem się w średnio zamożnej rodzinie mieszkającej w małej mieścinie Minoc .
Ojciec był kowalem i tworzył prawdziwe dzieła sztuki ze stali : wielkie miecze , zdobione tarcze , zbroje godne rycerzy królewskich , sztylety zdolne przebić najgrubszą stal .
Nie wiadomo czemu jego wyroby sprzedawały się nadzwyczaj szybko , rycerze byli z nich zadowoleni i mówili , że dzięki nim walczy się lepiej i dodają siły w walce . Sam nie wiedziałem , o co im chodziło .
Pamiętam jak pewnego dnia jeden z rycerzy powiedział , że podczas walki na jego ostrzu pojawia się dziwny błysk . Ojciec uśmiechał się tylko i mówił :
,, Możliwe, przecież wkładam w to całe moje serce ".
Wtedy wiedziałem , że lubi to robić i że sprawia mu to wielką radość .
Często jako młodzik siedząc z ojcem w kuźni chwytałem za młot . Weseląc się i pomagając mu przy pracy rozmawialiśmy na wszelkie tematy.
Śmiał się zerkając na mnie mówił :
- Aha Ty malutki siłaczu .
Żyło nam się dostatnio , nigdy nie brakowało chleba czy też innej strawy a i na rozrywkę trochę grosza było .
Życie płyneło beztrosko , razem z matka i bratem cieszyliśmy się z tego .
Minęły dziecięce lata , wiek młodzieńczy , pierwsze kroki w miłości , problemy i czas przemyśleń .
Do naszej kuźni zaglądali różni rycerze , którzy czasem uczyli mnie podstaw techniki walki , uników , różnych ciekawych sposobów na pokonanie przeciwnika .
Starałem się jak mogłem , zaczynało mnie to bardzo interesować i coraz więcej czasu poświęcałem na treningi i ćwiczenia .
Pewnego wieczoru przy kolacji ojciec powiedział , że nie pieniądz decyduje kim człowiek jest ,lecz wiedza jaką posiada .
A gdy odnajdę swoja drogę , mogę ułatwić życie sobie i innym .
Zerkał na mnie i na matkę mówiąc te słowa :
A to jest najważniejsze .
Dodał również , że w naszej rodzinie jest osoba , która mogłaby udzielić mi większej pomocy .
,, W lasach Yew mieszka twój wuj , zamożny i samotny , ponieważ wybrał drogę poświęcenia " .
Zabrzmiało to bardzo zagadkowo.
Ojciec rzadko o nim wspominał , może dlatego, że przed laty odcioł się od rodziny i pędził samotne życie . Pamiętam, że kiedyś ktoś nazwał go dziwakiem .
No i stało się tak , jak powiedział mój ojciec . Młodszy brat został z rodzicami , a ja wyruszyłem w podróż do Yew .
ROZDZIAŁ 2
Wuj mieszkał w odległym królestwie jakieś cztery mile od jego zachodniej granicy ,
w starej , opuszczonej rezydencji .
Na pierwszy rzut oka wiało od niej grozą , lecz po przekroczeniu jej progu czuło się dziwne ciepło i spokój . Wuj przygotował obfitą kolację , przydzielił mi pokój we wschodnim skrzydle i polecił , abym wypoczął , bo jutrzejszego ranka chciałby mi coś przekazać .
Zastosowałem się do poleceń wuja , rozpakowałem bagaż i ułożyłem się do snu .
Jednak tej nocy ciężko było mi zasnąć , tak daleko od domu, rodziny ...
W nocy miałem dziwny sen : postacie w czarnych zbrojach , zbrukane krwią , wyjące straszniej niż stado wilków na łowach . Na samą myśl o nich robiło się zimno i całe ciało przechodziły dreszcze .
We śnie widziałem również postać : mocno zbudowany mężczyzna w lśniącej zbroi - w jednej dłoni trzymał miecz , w drugiej pięknie zdobioną , świecącą dziwnym światłem tarczę .
Jego twarz przykrywał hełm .
Widziałem w życiu różne rodzaje zbroi i miecze - przecież ojciec był kowalem i naprawiał zbroje podróżników z dalekich krajów ... lecz ta miała w sobie zupełnie coś innego .
Widziałem to tak dokładnie .
Nagle postacie ruszyły na tego mężczyznę , były ich dziesiątki ...
Mężczyzna bez wahania ruszył w ich kierunku . Nie wiem jakim sposobem bestie padały jedna po drugiej , część nawet nie przystąpiła do walki , jakby jakaś siła przełamała ich morale .
Niektóre z nich stawały w ogniu , kilka pokryło się lodem , a mężczyzna walczył dalej ,
do momentu , aż ostatnia z bestii nie padła u jego stóp .
Uniósł swój miecz do góry, a po chwili odszedł w milczeniu. Potem sen się urwał .
Widziałem to tak dokładnie ...
Lecz to opisze innym razem .
Nim świt nastanie .
Nim serce sercem się stanie .
Nim prawda życia celem będzie ...
CDN ..
Kropla za kropla spływały z dachu zamku przemierzając odległość by rozbić się o ziemie.
Kap, kap kolejna za kolejna dążyły ku swemu przeznaczeniu podroży.
Chwyciłem kolejna księgę powoli rozchylając jej oprawy czytałem:
Wspomnień ciąg dalszy..
Więc nocy tamtej sen znaczył wiele, nie sadziłem jak wiele.
Wspomnienia dalsze przychodziły powoli.
Rankiem przy śniadaniu opowiedziałem o moim śnie wujowi, a on zerknął na mnie i delikatnie się uśmiechając powiedział , że dowiem się wszystkiego w swoim czasie .
Przez chwilkę się nad tym zastanawiałem , potem dokończyłem śniadanie .
Kilka kolejnych miesięcy, było bardzo podobne do siebie .
Rano - lekcje walki , poznawanie nowych rodzajów broni dotychczas przeze mnie nieznanych i sposobów ich najlepszego wykorzystania . Czasami nauka trwała do późnych godzin poobiednich .
Wieczorem - rozmowy z wujem i powiększanie mojej wiedzy o broni oraz szkolenie ducha .
Nocą - odpoczynek .
Mijał dzień za dniem , a ja nabierałem wprawy we władaniu bronią i rozwijałem swój umysł .
Od czasu do czasu otrzymywałem wiadomości od mojej rodziny :
Wiodło im się dobrze i bez żadnych problemów . Ojciec pracował w kuźni a brat pomagał matce gdy ona dbała o dom
Bardzo tęskniłem za nimi i jedynie wieści , że wiedzie im się dobrze , podnosiły mnie na duchu...
" Krople łzy widniały na stronicy księgi rozmywały odrobinę zapisane w niej słowa"
ROZDZIAŁ 3
Któregoś pięknego, słonecznego poranka , wuj zbudził mnie wcześnie i powiedział , że nadszedł dzień w którym będę musiał zdecydować , jaką drogą będę zmierzał .
Wyszliśmy z budynku i swoje kroki skierowaliśmy w kierunku lasu .
Idąc podziwiałem piękno natury . Dzisiejszego ranka jakby więcej światła padało na okolicę .
Szliśmy w milczeniu , byłem niespokojny i ciekawy , co też wuj chce mi pokazać .
Przeszliśmy kawał drogi a ja nic szczególnego nie widziałem . Nagle tuż za lasem ujrzałem zieloną polanę i wzgórze , a na nim dziwny kamienny krąg .
Wuj zatrzymał się i powiedział , że dotarliśmy do celu.
Stałem i podziwiałem tą dziwną konstrukcję . Zastanawiałem się , czemu mogła ona służyć... Zaniepokojony spytałem o to wuja .
Zerknął najpierw na mnie potem na krąg wbił pięknie lśniący miecz w ziemie opierając dłoń na tarczy powiedział:
,, Widzisz... To jest Święty Krąg , zwany Stonehengem Północy ".
Rzeczywiście , był to krąg 13 kamiennych słupów i odchodzących od nich promieniście na bok głazów .
Wuj, po chwili zadumy , opowiedział mi historię tego miejsca ...
Kamienie zostały postawione w tym miejscu setki lat temu przez Druidów - kapłanów ,
a ich przeznaczenia nikt nie poznał do końca .
Wiadomo tylko , że mają wielką moc oraz możliwość przekazywania wiedzy .
Opowiedział mi również legendę , która głosiła , że są to olbrzymy , które zebrały się w tym miejscu aby przeciwstawić się nadchodzącemu chrześcijaństwu i za karę zostały zamienione w kamień przez pewnego świętego .
Byłem bardzo zainteresowany tą historią i poczułem , że coś mnie ciągnie w głąb kręgu ...
Wuj popatrzył na mnie , uśmiechnął się i przekonującym gestem ręki zachęcił do tego , abym zbliżył się do kręgu .
,, Idź chłopcze . Już pora, abyś poznał prawdę " .
Ruszyłem śmiało w kierunku kamieni , a gdy znalazłem się pośrodku zauważyłem , jak dziwnie odbijają się od nich promienie słońca ... Poczułem pewne osłabienie i ciepło .
Padłem na kolana , a w mojej głowie zaczęły przewijać się tysiące wizji ... ... ...
Jedne były złe : ofiary składane na kamiennych blokach , ludzie paleni w wiklinowych koszach , wojownicy jedzący ciała swoich wrogów aby posiąść ich moc i siłę .
Inne dobre : Modły Płodności , Słońca i Księżyca , uzdrowienia rannych , czerpanie magicznych mocy przez kapłanów ...
Nie wiem jak długo to trwało ... Byłem zmęczony i wyczerpany .
Kiedy wracaliśmy do domu , wuj powiedział , że dziś mam wolne , mogę ten czas przeznaczyć na odpoczynek lub inne zajęcia .
Gdy dotarliśmy do domu poszedłem prosto do swojego pokoju , rzuciłem się na łoże i ciężko oddychałem.
Leżąc tak zaczynałem się zastanawiać , w jakim celu wuj mnie tam zabrał .
Myślałem , a do głowy przychodziły wspomnienia ...
,, Dobro i Zło ,,
,,Stronica rozmazana po ścieraniu woda odbicia zaciśniętej skrwawionej dłoni ,,
Już spokojniejszy pisze te słowa.
To wszystko mnie przytłacza pisząc te księgi wracają inne wspomnienia .
Stary rycerz uśmiechając się odłożył kolejną księgę , radując się zerkał na miecz przy skrzyni .
Byłem wtedy dużo młodszy , dłonią przeczesał włosy głośno śmiejąc się .
CDN ...
prosto zrozumiale
dobrze sie czytalo - czekam na ciag dalszy
Nastała noc wiatr delikatnie muskał włosy starca zerkającego w dal przez jedno z okien starego zamku .
Wiele liści uniesionych mocą natury , wirowało by unieść się ponownie nad konary drzew po czym ponownie opadać na ziemie .
Noc jest niczym piękne natchnienie . Atena miała racje wszak jest wampirem ....
Otworzył kolejną ze starych ksiąg czytając .
Nagle przypomniałem sobie pewne zdarzenie z dzieciństwa .
Jako młody chłopiec lubiłem chodzić do lasu po to , aby szukać w nim odpoczynku , ciszy i spokoju.
Pewnego dnia, gdy tak biegałem i dokazywałem po okolicy , pod małym krzakiem dzikiej róży ujrzałem rannego ptaka . Był przemoczony , zmarznięty i wyglądało na to , że ma uszkodzone skrzydło .
Chciałem go złapać , a on się trzepotał i bronił .
Po kilku próbach udało mi się jednak ...
Miałem go swych dłoniach . Z zaciekawieniem zerkałem na niego , zrobiło mi się go bardzo żal .
Stałem tak , trzymając go w dłoniach , spoglądałem na niego i nagle ptak się uspokoił , przestał się bronić ...
Poczułem wielkie ciepło w sercu ...
Powoli rozchyliłem dłonie, a ptak poleciał wysoko ponad las .
Zerkałem wtedy radosny na ptaka jaki leciał wysoko .
Potem przyszło następne wspomnienie , jak to po okolicznych uliczkach grasowała banda młodych łobuziaków .
Ich szefem był gruby Gerb .
Łapali słabszych od siebie , straszyli , bili i ograbiali z wszystkiego co się miało akurat przy sobie . Gerb był silnym i przerażającym chłopakiem .
Cała okolica go się bała .
Pewnego dnia przyszła kolej i na mnie : szedłem po chleb do piekarza , kiedy nagle za rogu wyskoczyła cała banda , a po chwili spokojnym krokiem podszedł do mnie sam Gerb .
,, Dawaj wszystko co masz , bo oberwiesz "- powiedział .
Bałem się bardzo , lecz coś mi mówiło , aby mu się przeciwstawić .
Staliśmy tak przez chwilę i patrzyliśmy sobie w oczy .
Gerb złościł się coraz bardziej i spoglądając na mnie , szykował się do ciosu .
Nagle , nie wiadomo czemu odwrócił się i zaczął uciekać . Widziałem tylko , jak znika za rogiem , a wraz z nim ucieka cała banda .
Wraz z tymi wspomnieniami przyszła mi do głowy myśl , czy czasem w naszej rodzinie nie ma jakiejś magicznej mocy .
Ojciec wyrabia zbroje i miecze o magicznych właściwościach , wuj osamotniony , waleczny człowiek ...
A następnie pytanie : - Jaka jest moja droga życia ???
Na tych rozmyślaniach minęło mi całe popołudnie . Zrobiło się późno , więc przekąsiłem coś , obmyłem się i położyłem spać .
Tej nocy spałem spokojnie - jak nigdy dotąd .
Rano przygotowałem posiłek dla mnie i wuja , a gdy usiedliśmy do stołu , opowiedziałem mu o wszystkim .
Wuj , jak zawsze , uśmiechnął się i powiedział :
" Zastanawiasz się chłopcze , jaka jest twoja droga ? "
,, Więc pomyśl dokładnie ... ,,
- ,, Jesteś prawdziwym wojownikiem , a ptak w twoich dłoniach i uciekający chłopiec to znak ".
- ,, Czy słyszałeś kiedyś takie słowo jak Paladyn ? ".
,, Tak "- odparłem .
,, Są to rycerze poświęcający się dobru i prawdzie ".
,, Dobrze , dobrze chłopcze "- powiedział wuj .
- ,, Paladyn to rycerz światła , mający czyste serce .
Kieruje się szerzeniem dobra , prawa i własnej wiary . Zawsze gotowy do walki i pomocy innym .
Wiara jest jego osłoną i tarczą .
Jego wiara daje mu błogosławieństwo , które niesie pomoc jemu i jego kompanom ".
Po chwili milczenia krzyknąłem :
-,, Wiem... już wiem... To wszystko łączy się w jedną całość - odnalazłem moje przeznaczenie w światłości , wszystkie te zdarzenia , całe moje dotychczasowe doświadczenia mówią o tym , że powinienem nim zostać ".
,, Tak chłopcze, tak jak i ja zostaniesz Paladynem , Rycerzem Światła ".
Ja już jestem za stary i zbyt zmęczony życiem , aby to kontynuować , tak więc ty zrobisz to , czego ja nie zdążyłem wykonać .
Zanim jednak wyjedziesz opowiem ci jedno z moich ostatnich wspomnień .
Musisz wiedzieć , na co się narażasz , będąc Rycerzem Światła .
Więc słuchaj :
Rycerz powoli odłożył księge zerkając za okono a liście unoszone wiatrem nadal opadały by po chwili znów podnieść się w góre .
CDN...
Pewnego dnia postanowiłem odwiedzić starych znajomych .
Kiedy jechałem leśną drogą , pokrytą gęstą mgłą , poczułem swąd spalenizny , dochodzący
z małej osady położonej na skraju lasu .
Przyspieszyłem , lecz nie za mocno , nie chciałem , aby mój bojowy rumak męczył się przed walką , gdyż tego się właśnie spodziewałem .
Miałem złe przeczucia i obawy , że nie będę w porę i nie zdołam powstrzymać tego ,
co się tam działo . Kiedy byłem już blisko wioski , na drogę wyskoczyły orki ...
Pierwszego przeciąłem nawet nie zwalniając . Dwa następne zdążyły tylko ryknąć , nim mój miecz zakończył ich paskudny żywot .
Pędziłem niczym wiatr , zabijając po drodze kilku innych, którzy stanęli mi na drodze.
Po kilku minutach szybkiej jazdy przebiłem się i wjechałem do wioski .
To , co ujrzałem zmroziło mi krew w żyłach .
Najbliższe chaty już się dopalały , a wśród nich aż roiło się od orków i ogrów. Zamknąłem przyłbicę, chwyciłem za miecz i tarczę , i ruszyłem do ataku .
To , co się działo później , niewielu ludziom dane było zobaczyć choć raz w życiu ...
Każde cięcie mego miecza odcinało łapy , głowy a nawet przecinało ciała na pół...
Walczyłem niczym idealna maszyna do zabijania . Atak , obrona , atak , cięcie znów obrona i tak dalej.
Po kilku minutach dotarłem na środek wioski , zatrzymałem się , podniosłem
przyłbicę i rozejrzałem się .
Po lewo chaty dopiero niedawno podpalone , płonęły potężnym ogniem .
A wszędzie leżały zmasakrowane ciała . Znów opanowała mnie fala złości . Zamknąłem przyłbicę i wściekły ruszyłem na biegające po wiosce orki . Znów zacząłem siać spustoszenie wśród włochatych stworów .
Kilkanaście metrów dalej , kilka co odważniejszych ogrów zebrało się razem i trzymając w łapach sękate maczugi ruszyło na mnie . Widząc to skierowałem konia w ich stronę i znów zacząłem ciąć ich swym długim ostrym mieczem .
Bestie były ciężkie i powolne , nie miały szansy mnie trafić .
Tam, gdzie nie sięgał miecz , sięgały podkute kopyta bojowego ogiera . Koń ten był specjalnie szkolony do walki , więc w dwójkę tworzyliśmy zgrany i śmiertelnie groźny duet .
W pewnej chwili usłyszałem przeraźliwy krzyk ...
Kilka metrów ode mnie ork ciągnął za włosy małą dziewczynkę , która wrzeszczała w niebogłosy . Ruszyłem jej na ratunek .
Naprzeciw mnie stanęło kilka ogrów i orków . Wpadłem między nich kładąc jednego po drugim . Było ciężko i przeciwników przybywało , lecz cały czas przybliżałem się do dziewczynki . Ork, który trzymał dziewczynkę , puścił ją gwałtownie i przyłączył się do walki . Nabrałem przekonania , że uda mi się ją uratować .
Nagle mój miecz pękł zderzając się z kamienną maczugą jednego z orków. Ogry ryknęły z radości. Jednak przedwcześnie...
Wydobyłem topór i potężnym uderzeniem wytrąciłem maczugę z ręki ogra . Po czym wbiłem mój topór w jego kudłaty łeb aż po kark .
Jeszcze jedno , drugie , trzecie uderzenie i już byłem przy dziewczynce .
Szybkim ruchem wciągnąłem ją na konia . Dziewczę było tak przerażone i przestraszone , że nawet nie zareagowało .
Ruszyłem w kierunku lasu . Ominąłem ogromnego ogra , który zamachnął się i niewiele brakowało a trafiłby ogromnym konarem w konia . Zwierze jakby zrozumiało i tuż po minięciu kopnęło ogra z całej siły , łamiąc mu na pewno kilka żeber .
Po kilku minutach tej szaleńczej jazdy byliśmy w lesie . Zeskoczyłem z konia , po czym zdjąłem dziewczynkę i przytuliłem mocno do siebie . Ta nadal drżała z przerażenia .
- ,, Dziewczynko! Dziewczynko , czy ktoś jeszcze przeżył ? ,, - zapytałem głośno usiłując przekrzyczeć ryczące stwory .
- ,, Nie wiem Panie , nie wiem , tam lezą zabici , spaleni przez te straszne stwory ,, - dziewczynka ryknęła płaczem .
- ,, Dobrze już, dobrze , nic ci już nie grozi ,, – znów przytuliłem ją mocno do piersi .
Nagle usłyszałem przeraźliwy ryk , a zaraz po nim jeszcze głośniejszy skowyt jakiejś dziwnej istoty .
Automatycznie chwyciłem za medalion , a ten płonął czerwonym światłem , parząc nawet przez kolczugę . Po raz pierwszy ogarnął mnie strach .
Nie o siebie ale o małą, z trudem uratowaną dziewczynkę .
Rozejrzałem się i zobaczyłem grubą gałąź , jakieś dwa metry nad ziemią . Wsiadłem na konia i posadziłem małą na niej .
- ,, Słuchaj mnie, przestań płakać , nie ma czasu , wejdziesz jak najwyżej i będziesz czekać,aż po ciebie wrócę . Zgoda ? " - dziewczynka pokiwała głową i pomału zaczęła wchodzić po gałęziach coraz wyżej .
Gdy już schowała się między gałęzie skierowałem konia w kierunku wioski i ruszyłem galopem . Przy pierwszych budynkach chwyciłem ręką za medalion i wypowiedziałem zaklęcie .
Z talizmanu zaczęła się snuć niebieska poświata , która po krótkim czasie otoczyła mnie i konia . Czar ochrony przed złą magią , zaczął działać . Czekałem jeszcze chwilkę , po czym chwyciłem topór i tarczę i ruszyłem powoli do przodu . Byłem bardzo skupiony .
Wiedziałem , że przeciwnik z którym przyjdzie teraz mi się teraz zmierzyć , jest bardziej niebezpieczny od orków czy ogrów . Jechałem spokojnie , oczekując w każdej chwili ataku .
Jednak nie niepokojony przez orki wjechałem bezpiecznie do wsi .
Błękitna poświata skutecznie odstraszyła je. Jeden tylko stwór znalazł się w moim zasięgu . W tej samej chwili odciąłem mu łeb po czym zatoczył się i padł martwy na ziemię .
W pewnym momencie poczułem bardzo mocne uderzenie magii . Było tak silne , że topór mało co nie wyleciał mi z ręki .
Stojące obok orki nagle rozstąpiły się . Zza nich wyjechał ubrany w czarny strój , z narzuconym na głowę kapturem , konny rycerz. Rumak zadrżał , poczułem ten sam odruch u siebie ...
To, na czym jechał ów dziwny rycerz przypominało konia , jednak nim nie było .
Jeździec zbliżał się , nagle owiała mnie fala lodowatego zimna . Ścisnąłem mocniej topór i tarczę . Jeździec był już kilkanaście metrów ode mnie . Wtedy dojrzałem puste oczodoły , a w nich zielone ogniki .
Zrozumiałem , że mam przed sobą demona .
Tysiące pytań wchodziło do mojej głowy . Lecz nie czas na myślenie w takiej chwili .
Sytuacja stała się bardzo niebezpieczna . Nie znałem mocy demona , która stanowi o sile tego upiornego stworzenia .
,, Mogę nie dać rady – pomyślałem " - trzeba użyć rogu .
Cofnąłem konia o kilka metrów, zza pasa wyciągnąłem róg i zadąłem w niego . Orki i ogry uciekały przerażone , lecz demon stał nieporuszony .
Nie bał się głosu rogu . Chwyciłem topór i ruszyłem w kierunku demona . Ten szybkim ruchem wyciągnął czarny jak heban miecz , a w drugą dłoń, okrytą czarną rękawicą , chwycił wielką prostokątną tarczę .
Gdy to zrobił , dojrzałem znak namalowany na tarczy . Widok ten zmroził mnie niczym lodowaty podmuch . Moim przeciwnikiem był jeden z upiorów Czarnego Legionu .
Jeden z tych , którzy wiele lat temu zostali wskrzeszeni przez czarnoksiężnika Orastesa , podczas wielkiej wojny ...
Mój koń cały czas drżał , on także czuł strach . Nagle upiór skoczył do przodu . W jednej chwili zderzyliśmy się ze sobą , a mój topór uderzył w miecz demona . Rozległ się huk , a na ziemie posypał się grad iskier . Odjechaliśmy , po czym znów ruszyliśmy na siebie . Tym razem czarne ostrze uderzyło w moją tarczę . Przez ramie przebiegła fala ogromnego bólu , tak wielkiego, że puściłem tarczę .
Upiór natychmiast to wykorzystał , ciął potężnie i tylko odskok konia mnie uratował . Miecz demona przeciął powietrze . Oddychałem ciężko. Magia upiora atakowała mnie z ogromną siłą , a czar ochronny , choć potężny , nie był w stanie chronić mnie całkowicie . Mroczna siła zdawała się zaciskać coraz ciaśniejszą pętlę wokół mnie . Zielona poświata otaczająca demona zaczęła otaczać i mnie. W chwile później otoczyła mnie całkowicie i zaczęła gęstnieć , a na koniec przemieniła się w gęsty obłok jasnozielonej mgły .
Po zbroi konia i mojej zaczęły przeskakiwać zielone ogniki . Koń zaczynał wykazywać pierwsze objawy paniki . On także czuł , że zaklęcie słabnie . Nie miałem innego wyjścia , zawiesiłem topór i obiema dłońmi chwyciłem za medalion . Ten płonął czerwonym światłem , parzył przy tym, jakby się gotował . Nie zważając na ból przypalanych dłoni starałem się skupić . Zamknąłem oczy i starałem się oczyścić swój umysł z wszelkich myśli .
Byłem teraz całkiem bezbronny , ale na szczęście demon nie atakował . Trwało to dość długo , w końcu byłem gotów . Otworzyłem oczy i wykrzyczałem zaklęcie ochronne .
Efekt był natychmiastowy . Zielona poświata zapłonęła ogniem i po kilku sekundach rozproszyła się niczym poranna mgła .
Uścisk demonicznej magii poważnie zmalał , odzyskiwałem siły . Odjechałem kilka metrów dalej od demona wyraźnie broniącego się przed moim czarem .
Wiedziałem , że mogę zginąć , wiec postanowiłem ostrzec przed nim innych .
Nabrałem powietrza i ponownie zadąłem w róg , tak mocno , jak tylko potrafiłem .
Róg zagrał wspaniałym głosem , tak silnym , że maszkara dźwigająca upiora stanęła dęba .
Po krótkiej przerwie zadąłem jeszcze raz , ale tym razem krócej . Schowałem róg , w dłoń chwyciłem topór i ruszyłem na demona .
Mój topór raz za razem trafiał upiora , lecz on sobie nic z tego nie robił . Ostrze kilka razy przeszło przez niego nie napotykając oporu .
Demon zaczął odpowiadać na moje ataki i zaczęła się ostateczna rozgrywka . Czułem jak opuszczają mnie siły , moje ruchy stawały się coraz wolniejsze .
Powoli magia demona brała górę . Wreszcie miecz demona przeciął stal mojej kolczugi i wypalił długą ranę na moim ramieniu .
Topór wypadł mi z ręki, stałem się całkowicie bezbronny , straciłem wszelkie nadzieje na przeżycie tej morderczej walki . Czekałem na śmierć , która zbliżała się do mnie wielkimi krokami .
Nagle na skraju wioski ujrzałem ją .
Tak, to była ona , ta mała dziewczynka , której wcześniej pomogłem . Dziwiłem się , czemu nie pozostała tam , gdzie ją pozostawiłem .
Stała nieruchomo, w jej oczach widziałem starach przed czymś , czego nie zna , czego się obawia ...
Lecz biła od niej jakaś dziwna poświata , która wydawała się być czysta i szczera . Nie wiem , co ją nakłoniło aby powróciła do tego piekła , lecz na chwilę demon przestał mnie atakować i zainteresował się nią .
Patrzył i nie mógł się zdecydować , czy zabić mnie czy ją pierwszą . Nagle ruszył w kierunku dziewczynki ...
W jej oczach widać było przerażenie i strach . Dziewczynka z przerażenia zaczęła głośno krzyczeć , a w tle dało się słyszeć coś jakby pisk.
Tak , ona krzyczała , a przy tym słychać było pisk - ale niezwykłej mocy - bo demon zatrzymał się na chwilę , ten dziwny dźwięk chyba go osłabiał .
Nie czekając chwili dłużej zeskoczyłem z konia i chwyciłem w dłonie topór , podbiegłem do demona i szybkim cięciem skosiłem nogi bestii na której siedział .
Padł na ziemie tam już nie miałem z nim problemu . Wbiłem w niego ostrze mego świętego sztyletu , usłyszałem syk i poczułem odór wydobywającego się z niego dziwnego zielonego gazu .
Demon był martwy , a na skraju wioski stała mała dziewczynka, która ocaliła mi życie .
Podszedłem do niej i przytuliłem , dziewczynka powoli zaczynała się uspokajać i uśmiechnęła się do mnie . Nie zapomnę tego uśmiechu do końca życia . Tak szczery uśmiech ...
Była szczęśliwa i radosna . Odpoczywając po trudach walki , rozmawiałem z nią .
Postanowiłem podarować jej pierścień wezwania . Był tam wizerunek dłoni która trzyma węża , miał on wielką siłę . Nachyliłem się nad nią i szepnąłem do ucha :
- ,,Gdy tylko będziesz potrzebowała pomocy wystarczy , że pomyślisz o tym , a osoba o czystym sercu znajdująca się w pobliżu udzieli ci jej " .
Po czym wsadziłem ją na konia i odjechaliśmy z tego ponurego miejsca . Zostawiłem ją pod opieką zaufanych przyjaciół .
Po latach dowiedziałem się , że wyrosła z niej wspaniała kobieta , dumna i odważna , stawiająca czoła wszelkim problemom ...
Tak więc uważaj na demony ciemności i pamiętaj , że nie oręż , lecz siła ducha niszczy zło ..."
Poczym wuj uśmiechnął się jak zawsze , a w jego oczach widać było błysk iskierek radości .
Dzisiejszy ranek i popołudnie spędziłem na rozmyślaniach nad tym co powiedział wuj .
Nie miałem chęci do nauki walki , ani na nic innego myślałem i zastanawiałem się co mam teraz zrobić .
Słońce chyliło się ku zachodowi , przez okolone bluszczem okno komnaty widziałem wuja spacerującego przed budynkiem . W dali rysował się masyw wzgórz pokrytych lasami .
Siedziałem na ławie pokrytej miękka niedźwiedzią skórą . Właśnie podniosłem do ust puchar pełen przedniego wina , kiedy nieoczekiwanie pojawił się wuj .
Jak zawsze uśmiechnięty i radosny , podszedł do mnie i powiedział :
- ,, Idź spać, odpocznij, czeka cię daleka wyprawa ... ,,
- ,, Tak już pora... jestem tego pewien... rano pojedziesz do ..... ,,
CDN ...