DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Pho3niX w 2006 11 04, 13:52:23

Tytuł: Pomsta...
Wiadomość wysłana przez: Pho3niX w 2006 11 04, 13:52:23
Początek
To był zwykły jesienny poranek. Starzec podniósł się ze swego łoża aby zebrać trochę miodu ze swych uli.
Po chwili, zaniepokojony usłyszał ciche kroki... Czuł iż ktoś się skrada przed jego rezydencją. Powiewał delikatny wiatr...
Z drzew opadały jesienne liście... Wzruszając ramionami powrócił do pracy, po chwili jednak znowu coś przerwało jego uwagę...
Wyszedł poza obręb swego domostwa i podparł się mocno na swym starym drągu. Rozglądał się zniecierpliwiony po okolicy... Zirytowany całą sytuacją zaczął klnąć pod nosem. Nagle za żywopłotem ujrzał młodą sylwetkę mężczyzny... Odziany był w proste ubranie... Na jego głowie spoczywała mycka... Mycka, którą wcześniej Starzec widział na łbie jednego z Bandytów.
Deymous ścisnął mocno kij w dłoni po czym podszedł do mężczyzny.
- Czego tu szukasz... To prywatna posesja... - Wyszeptał Starzec.
Bandyta uśmiechnął się lekko a następnie odwracając uwagę Starca ugodził go rękojeścią miecza...
Deymous złapał się za głowę po czym wrzasnął głośno.
- Cóż ty wyczyniasz młodzieńcze! Daremny twój wysiłek... Żem starzec, lecz nie głupiec... - wykrzyczał rozgniewany
- Twarda głowa... Wiedziałem iż Bruce jest wytrzymały! - Powiedział lekko poirytowany złodziejaszek.
Nagle mężczyzna zaczął biec w strone ogrodu, czyniąc straty materialne. Robiąc dziurę w żywopłocie wdarł się do środka.
Starzec zmrużył oczy po czym uśmiechnął się lekko.
- Stąd już nie uciekniesz... - wyszeptał.
Przestraszony rzezimieszek rozglądając się nerwowo szukał drogi ucieczki... Próbując uciec tą samą drogą, którą wdarł się na posesję... Wpadł prosto na Starca.
- Marny twój żywot... Poniesiesz karę ! - Wyszeptał ochrypłym głosem po czym uderzył bandytę strumieniem energi.
Starzec podszedł do ciała po czym zbeształ je...
-  Tak kończą takie rzezimieszki - pomyślał.
Westchnął lekko po czym wrócił do swej pracy. Nagle jednak coś wzbudziło w nim lęk. Przez dziurę weszła dość mocno zbudowana postać... Wyglądała podobnie jak człowiek, którego pozbył się przed chwilą starzec... Mimo to postać ta wyglądała na starszą i silniejszą.
- Bardzo dobrze... - wyszeptała postać po czym uśmiechnęła się syderczo.
Starzec uniósł brew i zdziwiony wyszeptał...:
- Kim jesteś? Czego tu szukasz? Przybyłeś w tym samym celu co tamten młodzieniec..?
Postać zaśmiała się głośno po czym wyszeptała..:
- To był amator... mały złodziejaszek, nawet nie potrafił Cię zgładzić...
- Zgładzić?! O co tu chodzi do licha ciężkiego!? Kim ty w ogóle jesteś do cholery!? - Wykrzyczał zduszonym głosem starzec.
- Przyszedłem po twój łeb... Wysoką nagrodę dostane za ciebie... 500 tysięcy to spora sumka... - wyszeptał
- Przeklęty Banito! Na nic twój trud! W ogóle kto wystawił nagrodę za mnie!? - Zaczął wrzeszczeć starzec.
- Zaczynasz mnie irytować! Wynoś się stąd nim ja cię stąd na zbity ryj nie wywalę! - Deymous kontynuował.
Po chwili jakby z nikąd Starzec usłyszał chód konia... Speszony Banita uciekł przez dziurę w żywopłocie.
Przed Deymousem ukazała się sylwetka jego młodszego Brata... Dikalla.
- Ah.. to Ty... Ktoś próbuje mnie zabić - wyszeptał starzec.
Dikall podniósł brew po czym podniesionym głosem powiedział:
- Jak to? Ciebie? Za co?...
- Nie mam pojęcia jednak czuje iż zaraz rozlegnie się bratobójcza walka... Lepiej uzbrój się Bracie. - Powiedział niespokojnie starzec.
Minęła chwila.. Deymous podnosząc kij stuknął nim trzy razy w ziemię... Olbrzymia księżycowa brama otworzyła wejście do miasta. Dikall wszedł w portal po czym uzbroił się.
- Jestem gotów! - Wykrzyczał Dikall ściskając mocno widły w dłoni. - Niech tu wrócą a popamiętają... Nie z Fennidami te numery. Zawsze możesz na mnie liczyć Bracie...
Starzec uśmiechnął się lekko po czym zaczął się rozglądać po okolicy.
- Idą! Idą! - Zaczął wrzeszczeć. - Wiedziałem że wrócą...
Oczy Fennidów ujrzały grupkę banitów stojących naprzeciw... Jeden z nich wyciągnął zza płaszcza świstek papieru po czym rzucił go na ziemię.
- To glejt w którym zawarte jest zlecenie na twój parszywy łeb starcze. - Wykrzyczał Herszt...
Starzec ściskając kurczowo swój drąg zaczął skupiać energię w dłoni.
- Bracie, pozbędę się ich ... Już mnie zaczynają denerwować. - Wyszeptał Dikall - Odejdźcie póki jeszcze możecie!.
W pewnym momencie drużyna ruszyła w stronę Mac Bruców. Rozpoczęła się walka. Poległ pierwszy z banitów. Ranni Banici próbowali szukać drogi ucieczki. Herszt został uwięziony w magiczne kajdany przez starca.
- Powiedz mi co teraz mam z tobą zrobić... Kto cię w ogóle przysłał...? - wydusił Deymous.
- Nie wiem! Naprawde nie wiem! Nie znam zleceniodawcy... Naprawdę uwierz mi! - krzyczał Banita.
- Łże Bracie... Łże jak pies... - wyszeptał młody wojownik.
Zirytowany starzec wyszeptał:
- Zatem jak chciałeś odebrać nagrodę za mój łeb? Łżesz psie...
Herszt chowając się w kąt zaczął drżeć krzycząc głośno przy tym:
- Ja naprawdę nic nie wiem! Nagrode miałem odebrać przed więzieniem w Yew o godzinie 11:30 czasu astralnego!
Starzec podniósł brew po czym wypuścił banitę na wolność...
- Niech się cieszy wolnością... Więcej tu nie przyjdzie.. - powiedział Deymous.
- Ruszajmy zatem w kierunku więzienia... Zobaczym któż chciał twego łba. - powiedział Dikall.
- Chwila, chwila... Nie możemy iść tam tak po prostu... Nie złapiemy go w ten sposób.. Musimy zorganizować zasadzkę... Nawet mam pewien pomysł... - wyszeptał starzec. - Załóż ubrania tego martwego rzezimieszka... - Deymous wskazał na martwego banitę. - Schowam się i będę na niego czychał ino ty musisz go zwabić...
Bracia ruszyli w stronę więzienia... Wszystko szło zgodnie z planem... Po chwili do młodszego z Braci podszedł tajemniczy mężczyzna. Widać było iż mężczyzna był wyraźnie zaniepokojony. Jego osobie towarzyszyla skrzydlata bestia przypominajaca mlodego smoka...
- Dawaj łeb - zaczął krzyczeć mężczyzna.
Bardzo dobrze... - pomyślał starzec - złapał haczyk...
- Najpierw złoto - ciągnął Dikall.
- Nie mam czasu na głupoty... Dostałeś już połowę... teraz głowa.
Wtem starzec postanowił wykonać swój ruch... Uwięził mężczyznę w magicznej ścianie...
- Kim jesteś?! Co ci uczyniłem? Czy ma głowa jest warta naprawdę aż tyle...? - Wrzeszczał starzec. - Musisz mieć naprawdę ważny powód.
- Jak to!? Skąd...? Szlag... wpadłem w pułapkę! - Krzyczał mężczyzna. - Pozbawiłeś życia mego syna! Przyszedł czas zemsty! Biada wam!
- Nikogo nie zabiłem... Nie mieszam się w walki ostatnimi czasy... Chyba że mnie pamięć zwodzi... - Kontynuował starzec. - Żal w twych oczach dlatego pozwolę ci jeszcze odejść. Idź póki jeszcze możesz.
- Nigdy! Pomszcze syna! Nie spocznę póki tego nie uczynię... - mężczyzna wrzeszczał niczym oszalały.
Nagle oczy skrzydlatej bestii nabrały silnego blasku. Mężczyzna stanął niczym spetryfikowany. Jego pierś zaczęła się lekko unosić ku górze. Widoczny był tylko wyraz twarzy, który zmieniał się wraz z zachowaniem smoczyska... Bestia zaczęła atakować Braci. Pod gradem ciosów poczęła się uginać. Ciało unoszące się przy polu walki wyglądało jak gdyby nie posiadało swego ducha.
Smok przemówił : - Pomszczę syna Fennidzi!
Po chwili bestia padła na ziemię wraz z ciałem mężczyzny, które jeszcze przed chwilą unosiło się nad ziemią.
W tym samym momencie niebo zabłysło jasnym blaskiem, na ziemi zaczęły się rozstrzaskiwać krople deszczu... Mytherillowa zbroja wojownika zaczęła rdzewieć wraz z bagienną skórznią maga... Starzec był szczególnie zdziwiony bowiem nie widział jeszcze rdzewiejącej skórzanej zbroji... zwłaszcza w takim tępie. Rozległ się potężny huk. Spłoszona lania zaczęła biec w stronę Braci. Stało się coś jeszcze bardziej dziwnego niż całe dzisiejsze zdarzenie... Nagle zwierze stanęło. Jej oczy zaczęły świecić mocniejszym blaskiem niż ślepia smoka... Zwierze przemówiło zduszonym głosem...: Smoki zostaną przebudzone... Pożałujecie tego coście zrobili... Mój ojciec i brat zostaną pomszczeni... Zginiecie w męczarniach...
Nagle zwierze się rozproszyło... Niebo pociemniało... Deszcz ustał... lecz to dopiero początek...


Dziękuję za miło spędzony poranek... Było fajnie. Podziękowanie dla Illidriasha. Czekam na kontynuacje :)
Tytuł: Pomsta...
Wiadomość wysłana przez: Black Day w 2006 11 04, 14:32:09
Dobrze opisane , używaj więcej odległości w pisanym tekscie . Broncie Yew l!

Los dał wam tą szanse.

Przeczytane - ale oddziel zdania będzie łatwiej czytać .
Tytuł: Pomsta...
Wiadomość wysłana przez: Pho3niX w 2006 11 04, 14:56:08
Moja pierwsza historyjka w tym dziale... mam nadzieje ze bede mial wiecej okazji by tu cos napisac. Wtedy zastosuje się do twych rad.
Tytuł: Pomsta...
Wiadomość wysłana przez: Black Day w 2006 11 04, 15:11:22
Jedz dalej szczerze - dobrze sie czytało :D
Tytuł: Pomsta...
Wiadomość wysłana przez: Dysiek w 2006 11 06, 19:03:37
Był to zwykły jesienny poranek. Młodzieniec jak zwykł w swoim zwyczaju wybrał się do lasy by ćwiczyć. Postanowił jednak na sam początek odwiedzić Brata w rezydencji, która znajdowała się w samym środku lasy Yew.  Gdy szedł przez las usłyszał dziwne hałasy popędził swego konia i czym prędzej dotarł do rezydencji. Tam spostrzegł, iż jego Brat rozmawia z jakimś człekiem. Dikall spoglądał chłodno na człowieka. Gdy Bandyta spostrzegł wojownika spłoszył się i czym prędzej uciekł. Dikall rzeknął do starca:
-Bracie co się tu stało? Czego chciał ten rzezimieszek?
Po chwili Starzec odparł.
-Bracie ktoś wyznaczył za mą głowę nagrodę
Dikall początkowo nie wiedział co zrobić lecz więź, która łączy dwojga Braci nie pozwoliła mu potraktować tego bez uwagi .
Starzec  rzekł do młodszego brata:
-Bracie pędź czym prędzej uzbroić się by pomóc mi w walce z Bandytami.
Starzec przeczuwał iż banici zostawią go w spokoju. Wiedział również iż nie obędzie się bez sieczki. Podniósł kij do góry po czym uderzył nim trzy razy w ziemię. Przed obliczem Dikalla ukazał się wielki portal. Po chwili starzec dostrzegł grupę bandytów zmierzających ku nim.
Rozwścieczony Dikall zaczął wrzeszczeć:
-Cóż tu się dzieje na Bogów. Czego chcecie od mojego Brata!?
Wtem spośród grupy banitów wyszedł herszt mówiąc:
-Nie wtrącaj się Młodzieńcze nie twoja sprawa czego szukamy.
Po chwili Deymous szepną do młodszego brata:
-Bracie to są Ci, którzy przyszli po mą głowę ...
Wtem wojownik odparł:
-Nie dostaniecie nic i lepiej się wynoście stąd bo nie ręczę za siebie.
Ściskając mocno widły w dłoni Dikall czekał na reakcję Bandytów. Starzec mocno się irytował i poprosił Dikalla aby ten przepędził ich z posiadłości. Dikall bez chwili zawahania uderzył jednego z bandytów doprowadzając do jego śmierci. Rozpoczęła się walka, Bracia łącząc swe siły powstrzymali atak najeźdzców. Jeden z bandytów uciekł pozostawiając swojego dowódcę. Herszt zdezorientowany nie miał jak uciec, gdyż Deymous uwięził go w magicznej ścianie energii.
Jeden z braci rzekł wtedy:
-Kto Ci zlecił to zadanie odpowiadaj prędko.
Po chwili Bandyta opowiedział:
-Nie wiem uwierzcie mi. Bracia  nie chcieli wierzyć  w słowa banity lecz ostatecznie puścili go wolno. Herszt odchodząc rzekł Braciom:
-Wiem tylko tyle, że miałem się z nim spotkać koło wiezienia.
Po tych słowach Bandyta zniknął. Deymous i Dikall czym prędzej popędzili do miejsca spotkania.
W drodze Dikall rzekł:
-Bracie nie możemy iść tam tak po prostu, masz jakiś pomysł?
-Przebierz się za jednego z nich i będziesz czekał tam na tego co zlecił to zadanie.
Po chwili Dikall wyglądał jak jeden z bandytów. Po kilku minutach Dikall i Deymous znaleźli się w miejscu, które wskazał Bandyta. Starzec ukrył się i czekał na istotę, która chciała jego głowę. Po kilku minutach przed oczyma Dikallem stanął człowiek u boku którego stała bestia przypominającego smoka. Człek ten zażądał głowy starca, wtem Dikall odparł mu:
-Ha Najpierw złoto później głowa.
Mężczyzna  odparł:
-Dostaliście już połowę złota teraz oddaj głowę.
Nagle z cienia wyłonił się Deymous i uwięził przybysza w magicznej ścianie energii.
-Po co Ci moja głowa mów natychmiast!
Dikall stał obok i przyglądał się z uwagą. Zdenerwowany zaczął wymachiwać swą bronią.

Nagle mężczyzna rzekł:
-Zabiłeś mego syna! Żądam zemsty!
Wtem Starzec wykrzyknął:
-Nikogo nie zabiłem nie sięgam po przemoc już od wielu lat. Odejdź póki masz czas.
Przybysz niczym oszalały zaczął krzyczeć:
-Nigdy! Pomszczę mego syna.
Po słowach tych oczy bestii zaczęły błyszczeć. Człowiek zaczął się dziwnie zachowywać. Jego pierś unosiła się lekko ku górze. Wtem jakby z nikąd bestia wpadła w szał. Rzuciła się na starca. Dikall czym prędzej ruszył z pomocą Bratu. Rozpoczęła się kolejna walka... Mężczyzna wisząc lekko w powietrzu nie wykonywał żadnych czynności... Jedyne co było bardzo niepokojące to grymas twarzy, który był widoczny zależnie od sytuacji skrzydlatej bestii...
Jakby z nikąd rozległ się cichy szept...
- Bestia to ja... mężczyzna to ja... To wasz koniec śmiertelnicy.
Walka z bestią trwała jeszcze chwilę. Wtem bestia padła pod naciskiem ciosów i strumieni energii... Wraz z bestią ciało mężczyzny upadło na ziemię.
Dumny z siebie młody wojownik... krzyknął:
-Tak się kończy zadzieranie z mym Bratem!
Po śmierci smoka zdarzyła się dziwna rzecz...  Jakby z nikąd oczy Braci ujrzały piękne, dorodne zwierze... Łanię... Sytuacja była szczególnie dziwna, gdyż łania przemówiła:
- Pomsta nadejdzie... Śmierć ojca i brata zostanie pomszczona...
Bracia spoglądając na stworzenie znużeni wykrzyknęli ...:
- Kim do cholery jesteście!? Czego chcecie!?
- Smoczy ród zostanie zbudzony... Nastąpi krwawa walka... - Słowa wydobyły się jakby z zewnątrz łani.
Wtem zaczął padać deszcz... Na zbroi Dikalla i Deymousa zaczęły tworzyć się dziwne rdzawe ślady. Deymous rzekł do Dikalla:
-Bracie lepiej odejdźmy stąd bo czuje, że zbliża się coś złego.
Po tych słowach dwaj bracia oddalili się od miejsca walki i udali się do miasta.
Nagle deszcz ustał... Wszystko nagle ucichło, lecz to dopiero początek przed prawdziwą walką...




Bardzo mi się podobało i czekam na ciąg dalszy. Wielkie podziękowania dla Illidriasha .    

PS. Sorki że tak późno ale wcześniej brakło mi czasu. Przepraszam za wszelkie błędy stylistyczne, ale to moje pierwsze opowiadanie... Mam nadzieję że będzie coraz lepiej.