DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Motharq w 2006 11 26, 16:24:34

Tytuł: Czarne serce
Wiadomość wysłana przez: Motharq w 2006 11 26, 16:24:34
Ląd na horyzoncie stawał się coraz bardziej wyraźniejszy, a przez lunetę już można było odróżnić istoty ludzkie od drzew. Potężne dwie twierdze nachylały się ku sobie czołami, łącząc się kamiennym językiem pomostu. Od gęstwiny otaczającej twierdze bił skwar, a powietrze było gęste i trudno było oddychać. Zaczerpnąłem ostatni łyk wody z bukłaku i wyrzuciłem go pod pokład.
- Dwa stopnie na lewą burtę, powoli! - nie wiem czy sternik mnie usłyszał, lecz robił już te rzeczy odruchowo od wielu lat, moje komendy były czasem tylko formalnością. Karmazyn  nareszcie po dwóch dniach rejsu przybił do brzegu. Rageus wyskoczył błyskawicznie z miejsca dla sternika na burtę i przywiązał linę cumowniczą do drewnianego pala.
-Na jak długo schodzimy kapitanie? - nie zauważyłem nawet zamyślony jak sternik juz stał przy mnie.
- Jakieś dwie klepsydry, nie więcej. Nie pij za dużo, nie wiem czy nie trzeba będzie ruszyć w tempie szybszym niż spokojnym - wytłumaczyłem Rageusowi i mrugnąłem do niego nieznacznie.
-Tak jest kapitanie! - odpowiedział i w mgnieniu oka znikł mi z oczu. Mimo małych niziołczych nóżek cechował się sporą szybkością. Przebierał nimi niczym wiosłem na morzu, a siłę w rękach to on ma przecież niezłą. Otrząsnąłem się z zamyśleń i wyjąłem z skrzyni ciemnoszarą poszarpaną togę. Nałożyłem ją, włożyłem kaptur tak by nie było widać mej twarzy i podpierając się sękatą laską powędrowałem w stronę bramy twierdzy.
- Ejże! Ktoś ty, i co tutaj porabiasz? - strażnik odziany w lśniącą zbroje z dwoma wężami na napierśniku zagrodził mi drogę halabardą. Uniosłem halabardę  żeby móc przejść, jednak strażnik dalej się upierał.
- Serpents Hold to nie miasto kupieckie! Z czym tu przyłazisz nędzniku? - strażnik podniósł ton i wyglądało na to że trzeba udzielić mu odpowiedzi.
- Przybyłem tu handlować, nikogo nie wpuszczacie, nic dziwnego że miasto schodzi na psy...
- Na PSY?? Ja ci zaraz... - strażnik dobył miecza i zamachnął się na mnie. Już miałem dobyć katany gdy powstrzymał strażnika jego druh.
-Zostaw... Nie widzisz że biedny kupiec? Niziołka wpuściłeś, a kupca nie wpuścisz?
-Niziołek sam mi przebiegł pod nogami... A ten tu czym niby handluje? Nic nie ma przy sobie prócz tych łachmanów i kja! - strażnik był zbulwersowany
-Handluje ziołami leczniczymi - odparłem spokojnie i pokazałem mały worek. Strażnik otworzył go rozsiewając wokół aromat przypraw korzennych.
-Idźże Telesie do karczmy, odpręż się, za długo stoisz na warcie - poklepał po ramieniu strażnika jego druh. - A waść niech odda kostur, tu nie wolno mieć broni, rozumie pan chyba?
-A czort z kosturem... odparłem podając kostur strażnikowi. Udając kulenie na lewą nogę poczłapałem za bramę i skręciłem w ciemności. Tam ruszyłem biegiem.
[...]
- Dziwny ten bank - powiedziałem do siebie patrząc na kwadratową budowle bez podłogi i drzwi. Po środku stało kowadło i piec a pod ścianą stos pustych skrzyń i znudzony bankier śpiący na nich. Gdyby nie ciche czknięcie, zapewne nie odkryłbym obecności drugiej osoby.
-A jednak jesteś tutaj... - powiedziałem cicho i zbliżyłem się do leżącej postaci. Czkanie przerwane na moment zostało krótkim łyknięciem z butelki.
- A coś ty za jeden? Jaki to szczur lądowy mnie szuka? Chyba tylko łowca głów z Cove albo tamten łysy z Jheolm... - odrzekła postać pociągając nosem. Wytarła nos rękawem i znów pociągnęła łyk z butelki.
- Narazie daleko mi do łowcy głów. - odpowiedziałem i ściągnąłem kaptur.
- Czego twa dusza pragnie Vidarze? - postać musiała doskonale widzieć w tych błogich ciemnościach wieży
-Zawiodłem się trochę na panu kapitanie. - powiedziałem ze smutkiem w głosie. - Myślałem że pływa pan morzach i oceanach Sosarii i zbiera wszystkich piratów, tych młodych i tych najlepszych, że organizuje pan atak, rozporządza budową statku i nadejdzie ten dzień kiedy  popłynie pan odbić ojczyzne... Odbić Norę! Ale pan przepił już chyba wszystkie złoto i nawet broń i statek. I rozpacza pan bogowie tylko wiedzą nad czym...
- Khykhykhy! - śmiech połączony z kaszlem ozwał się od leżącego kapitana - Gdyby to było takie proste! Gdyby to byli ludzie! Albo krakeny! Tak! Wtedy odbilibyśmy Buccader's Den bez problemu! Ale to przecież demony i smoki jakie me oko nigdy nie widziało. Byli na wyspie najwięksi arcymagowie i wojownicy białego oręża. Byli nekromanic, byli wielcy łucznicy i nikt nie znalazł sposobu na te bestie! To myślisz że banda źle uzbrojonych nieogolonych opryszków na radę tym bestiom? Znajdź mi sposób Vidarze, a dostaniesz 100 beczek najlepszego rumu i dom na własność na Buccs! - kapitan po skończeniu monologu zaśmiał się już lekko przepitym głosem. -Gdyby to było takie proste... - powiedział już cicho do siebie i opróżnił butelkę do cna. Powietrze przeszyło ostre chrapanie. Założyłem kaptur i skierowałem się ku portowi. Po drodze targnęły mym umysłem złe przeczucia.