Siedziałem w domu wpatrując się w swój portret z młodości. Jakiż byłem piękny, umięśniony, miałem wtedy 24 lata. Dziś zmieniłem się. Nastała nowa era w moim życiu. Skończyłem 30 lat! Siedziałem sam, samotny w swoim parterowym drewnianym domku. Wziąłem drzewo z przedsionku i rozpaliłem swój kamienny kominek kupiony w Minoc za dawnych czasów. Rozpalając go zobaczyłem dziwne światełko w oknie.
- Pewnie znowu te cholerne świetliki. – powiedziałem sam do siebie.
Kominek już się palił, lecz cos się stało z kominem. Dym zamiast uciekać na zewnątrz tłumił się w środku. Zacząłem kaszleć, piekący obłok dostawał się do oczu i płuc. Dławiąc się uciekałem z domu, łzy wylewały mi się z oczodołów. Biegłem szukając wyjścia, macając ściany w poszukiwaniu choćby maleńkiej szpary w ścianie, aby zaczerpnąć choć odrobinę świeżego powietrza. Jest, znalazłem cel swych poszukiwań, małe okienko nad stołem. Krztusząc się próbowałem otworzyć owe źródło życia, lecz nic. Jakaś zła siła nie dawała mi dążyć do swego skarbu. Ostatkiem sił podpełzłem do drzwi. Moje ciało odmówiło posłuszeństwa. Nie mogłem nic zrobić. Czułem okropny ból w płucach, a oczy miałem zamknięte, bo nie wytrzymywałem pieczenia. W myślach przeleciały moje najszczęśliwsze chwile spędzone w Sosari. Moi przyjaciele, znajomi, także i wrogowie. Było to szczęście w nieszczęściu. Przypomniałem sobie różne zdarzenia, których nie pamiętałem, zdarzenia z mojego dzieciństwa, z lat młodości. Nagle... umarłem. Wiedziałem, że już się nie obudzę.
Otworzyłem oczy. Przed sobą zobaczyłem błękitne niebo, lecz nie było żadnej chmury. Leżałem tak dobre kilka ziaren, aż zrozumiałem gdzie jestem. Byłem między niebem, a piekłem. Podniosłem się i spoglądałem zaskoczony tym co widziałem. Pode mną znajdowało się piekło. Czerwona lawa ściekała po czarnych jak smoła skałach, a gdzie niegdzie widziałem małe czerwone postacie. Niewątpliwie były to diabły o czerwonych twarzach i żółtych oczach. Na głowie miały rubinowe rogi. Chodziły całkiem nago, nic nie ukrywając. Jak na diabła przystało w rękach trzymały widły zrobione z royala. Zlękniony tymi obrazami spojrzałem w górę. Widziałem tylko błękitne niebo. Gdzie się podziały anioły? Gdzie jest ten mityczny raj? Za życia byłem mordercą. Jeżeli nie widzę nieba, to zostało mi tylko piekło. Przymknąłem oczy, myślałem, że to wszystko to zły sen, lecz bardzo się myliłem. Otworzyłem oczy i zobaczyłem przed sobą 16 kamiennych tronów. Po prawej stronie siedzieli Bogowie chaosu, a po lewej Bogowie prawa i sprawiedliwości ( w skrócie PiS-u) Na środku siedział sam stwórca, Ahn'bys. Z lewej strony siedziały dobre bóstwa, czyli:
- Methestel
- Donar
- Erenthia
Na środku siedziały neutralni Bogowie:
- Saternos
- Raydil
- Dalia
- Luna
- Araknasel
- Storn
- Requanis
- Valstor
A na prawej stronie siedzieli najokrutniejsi:
- Lloth
- Morkar
- Yloth
- Daywados
- Netheril
- Co jest grane? – odrzekłem do Bogów.
- Era Dm'a dobiegła końca – odpowiedział Ahn'bys.
- Aha... – powiedziałem ze smutkiem.
Usiadłem na ziemi i czekałem na dalszy rozwój wydarzeń. Bogowie rozmawiali ze sobą, nawet ci źli z dobrymi. Byli jak jedna wielka rodzina. To oni tworzyli DM'a, im wszystko zawdzięczamy.
- Nie! Era DM'a nie dobiegła końca! – krzyknął jeden z Bogów.
- Jak to nie? Zaraz rozpłyniemy się i nic z nas nie zostanie. – odpowiedział Ahn'bys.
- Dupa! Przeżyjemy! – krzyknął Daywados.
- No ba! Nie możemy ot tak sobie zniknąć! – warknął Storn.
- Ależ możecie... – powiedział stwórca.
Jego palec zbliżał się do metalowej puszki ze zwykłego żelaza, a dokładniej do wielkiego czerwonego przycisku z napisem ,,Format". Czas zdawał się płynąć wolniej, wszystko działo się tak wolno. Przeszczep Ahn'bysa zbliżał się do przycisku i ... nacisnął go. Nastała ciemność. Nikogo nie widziałem nikogo nie słyszałem. Myślałem, że to koniec, lecz nie! Zabłysło białe światło, otworzyły się wrota. W oddali zobaczyłem wielką pomarańczową betoniarkę, kręcącą się bez końca. Zmrużyłem oczy i ... wyjechał z niej człowiek na czerwonym samochodziku z niebiesko białymi felgami 19 calowymi. W bagazniku była malutka zielona betoniarka. Był to Gwail, we własnej osobie! Wjechał owym pojazdem na środek sali i krzyknął:
- DM2! Dziedzictwo Mistrzów!
Obudziłem się w swoim domu przed kominkiem. Myślałem, że to był sen.
- Pewnie to był zły sen... – powiedziałem do siebie.
Jeżeli kogoś obraziłem to przepraszam. ;)
Cytat: "Gucio"Wziąłem drzewo z przedsionku
przedsionka?
Cytat: "Gucio"i rozpaliłem swój kamienny kominek kupiony w Minoc za dawnych czasów.
nie wiem czy celowe czy nie, ale kominek sie buduje a nie kupuje w minoc i przynosi w plecaku do domu ;]
Cytat: "Gucio"Nagle... umarłem. Wiedziałem, że już się nie obudzę.
ktos kto nie zyje raczej nie wie ze sie nie obudzi
Cytat: "Gucio"W bagazniku była malutka zielona betoniarka.
[/quote]
tego to nie rozumiem... betoniarka w bagazniku ? ;]
przedsionek = malutkie pomieszczenie
Kominek kupiony w minoc i koleś go zbudował? :mrgreen:
"Nagle... umarłem. Wiedziałem, że już się nie obudzę. " Taka metafora :twisted:
"W bagazniku była malutka zielona betoniarka." Tak betoniarka w bagażniku :mrgreen: Popatrz na avatar Gwaila. :mrgreen:
no pare bledow na pewno jest, warto popracowac tez nad oprawka stylistyczna, ale w sumie cos w tym jest ;]. Troche mi sie Twoja tworczosc z czyms kojarzy, ale z czym to nie powiem... ;) Pracuj nad soba a sadze, ze bedzie coraz lepiej. ;)
Polinisci sie znalezli :)
Cytat: "potwora"no pare bledo na pewno jest
Literke pani zgubila(skoro juz sie czepiamy... :smile: )
Cytat: "Lithodes"Cytat: "Gucio"i rozpaliłem swój kamienny kominek kupiony w Minoc za dawnych czasów.
nie wiem czy celowe czy nie, ale kominek sie buduje a nie kupuje w minoc i przynosi w plecaku do domu ;]
Formalnosci zwiazane z budowa zalatwil w Minoc, wybudowal gdzie indziej(kupil deeda).
Synek, jak nie wiesz po której stronie niektórzy bogowie stoją to może nie wypisuj głupot? No to w zasadzie tyle, stylistykę itp już wytknięto.
Edit: [+1].
:lol: A mi sie podoba :wink:
Nie po to ludziska opowiadanka pisza zeby rzesza czytajacych sprawdzala slowko po slowku ze slownikiem w reku...opanujcie sie :wink:
Stylistyka, trochę mnie razi wręcz logika w co niektórych fragmentach. Ogólnie czasem przydaje się sprawdzenie i poprawienie ew. błędów po napisaniu.
Ale ogólnie okej. ;)
Aa....i kiedy Diabellus, pomimo swojego języka (swojego, jak przystało na Diaba) ma rację. Stawianie Luny u boku bogów Chaosu uważam za osobistą obrazę. ;)
Valstor Bogiem Chaosu... dobre :shock: :???:
Tinerot, ale ja nie daję ostrzeżeń za poglądy, tego by jeszcze brakowało ;). Mam tylko spore zastrzeżenia co do formy, nie treści.
A że Gucio tak a nie inaczej postrzega panteon bóstw, to... zmartwienie głównie odpowiednich QMów ;). Czy to on pierwszy i ostatni w ten sposób upraszcza sobie pojmowanie naszego świata?
Mnie urzekła ta betoniarka... choć mogła wjeżdżać bezpośrednio, nie w bagażniku innej fury ;).
No Gucio, jeszcze kilka takich tekstow z Gwailem w roli glownej i na dzien dobry na nowy UP masz silne plecy ;)
Gucio, mozesz byc dumny z takiego odezwu. W tym dziale to raczej rzadkosc ;)
Cytat: "Melo"Polinisci sie znalezli :)
Cytat: "potwora"no pare bledo na pewno jest
Literke pani zgubila(skoro juz sie czepiamy... :smile: )
Chodzilo mi raczej o bledy rzeczowe, stylistyczne i logiczne ;) Sama jak pisze to robie mnostwo bledow ale generalnie nie czytam 2 raz swojego posta wiec nie czesto mi sie udaje to wylapac :D I to nie byl atak, tylko stwierdzenie, Gucio wie jaki ja mam stosunek do jego tworczosci, a to ze pare rzeczy mu wypomne, raczej go do niczego nie zniecheci :)
PS. Diabellus mnie powalil na ziemie "Ktoś tu gwary śląskiej chyba niezna...."- hm z tego co wiem to Gwail jest ze Szczecina, dobrze mysle? :roll:
Gwailu, a ja nie bronię formy, popieram treść. Jeszcze by brakowało. ;)
Wiem, jak bardzo się nie chce po napisaniu czegokolwiek ponownie tego czytać, sprawdzać. Ale...często gęsto przydaje się, żeby uniknąć potem wypominania tysiąca pięciuset trzydziestu jeden błędów ;)
Podoba mi sie :) mimo bledow jest ciekawe.
Cytat: "Diabellus"Synek, jak nie wiesz po której stronie niektórzy bogowie stoją to może nie wypisuj głupot? No to w zasadzie tyle, stylistykę itp już wytknięto.
Edit: [+1].
Wiem jaki Bóg jest zły jak dobry, są też neutralni. To co miałem ich po kątach porostawiać? Paru tam paru tu i wsio. Jak Ci sie nie podoba to nie komentuj.
PS:
Jak tak bardzo wam przeszkadzało, poprawiłem sprawe z Bogami.
Nie poprawiaj błędów w przygodach. Po prostu naucz się czegoś z tej napisanej i lepszą napisz. Całkiem całkiem. Widze potencjał.
Dziękuje za rade. ;)
Ludzie, kolega napisał opowiadanko a wy po nim zjechaliscie jak po burej suce.
Weźcie na wstrzymanie.
Albo pokazcie przyklad i sami napiszcie coś takiego z polotem coby sie dobrze czytalo.
Gucio - dobrze sie czyta, a to najwazniejsze. Nie przejmuj sie tymi wytykaczami :) Pisz dalej.
fajnie sie czyta, bledy mam w dupie
serio fajny pomysl
calkowita racja, dobry pisarz nie musi umiec pisac bezblednie, od tego jest korekta wydawcy
Teraz to juz mu wlewac zaczynacie
;)
Szczerze powiem, że z polskiego mam 2 lub 3 za opowiadanka itp. :mrgreen:
Przez 3 lata liceum miałem na koniec roku 2. Na maturze z polaka (pisemnej) miałem 2.
"Bogu dziękuję, żem nigdy nie poszedł do szkół, w których posłali by mnie na ścieżki glupców. Zamiast tego mogłem wyruszyć w niekończącą się drogę." W. Blake :wink:
bo tak zazwyczaj jest ze racjonalny umysł polonisty/stki nie jest w stanie pojac mistycyzmu jaki jest wtlaczany w owczesna fantastyke ;)
Bo jakby tak odpieprzyć na teście jakąś rozprawkę związaną z fantastyką to by cię wyśmiano. :neutral: Szkoda, że nie można pisać o czym się chce. :wink:
Cytat: "Gucio"Bo jakby tak odpieprzyć na teście jakąś rozprawkę związaną z fantastyką to by cię wyśmiano. :neutral: Szkoda, że nie można pisać o czym się chce. :wink:
Zależy jak to uargumentujesz, ja na maturze pisałem o Conanie i jeszcze 1 książkę fantastyczną podałem ale nie pamiętam czy to z cyklu "Pern" z z "Chroniki Cheysuli" :D temat pracy byl coś tam o honorze no ale musiałem tam coś naskrobac o Konradach i Giuarze i coś tam jeszcze
Wszelkie przejawy wybijania się z tłumu będą karcone. Wszelka inwencja własna - zabroniona.
NIENAWIDZĘ gdy ktoś próbuje niszczyć ambicje. To najgorsze co można zrobic człowiekowi - najpierw zrównać go z tłumem, a później zdeptać jak robaka na chodniku.
Dziwię się, czemu niektórzy nauczyciele polonistyki karali za wszelkie przejawy wybijania się z kanonu lektur. Do dziś pamiętam słowa mojej polonistki, gdy w temacie pracy która dotyczyła horroru rozpisałem się na temat Lovecrafta, a nie lektur - wspomniała że nie można pisać w pracach o książkach z dolnej półki...
TAK! Trzeba wziąść ściągę, i napisać ver. 066 tego samego opowiadania co tłum. Bo tak jest prościej, bo tak łatwiej sprawdzać. Tak łatwiej pisać... niee... nie łatwiej, ciężko się pisze o czymś, co się nie podoba. Ale lektury MUSZĄ sie podobać, i trzeba je chwalić. Powiesz że lektura jest fe ? To nauczycielka powie 'nie masz prawa człowieku o niej się negatywnie wyrażać, KRYTYCY ją ocenili bardzo dobrze i należy ona do klasyki światowej'.
Spróbuj mieć długie włosy, a wyrwą je Tobie - równość
Spróbuj stworzyć coś więcej - a powiedzą że za dużo - równość
Spróbuj być inny, a powiedzą żeś inny, i że to chore - równość
Kowalski do szeregu! Nie?
*plask plask plask*
Dyscyplina musi być! Ordnung Muss Sein! MUSISZ kochać swój kraj!
*bierze kieliszek wódki, dolewa kilka kropel krwi borsuka, po czym połyka momentalnie*
Wydzieliłem offtopic i proszę o nie kontynuowanie go tutaj.
Starzec, sędziwy... Kilka lat do setki, leżał w wynajętym łóżku w karczmie Yew. Zawsze mówił te dwa słowa do karczmarki...
- Wynajmę pokój!
I po chwili zjawiało się dwóch wielkich drwali i ciągnęli go za habety do pokoju. Gdy już powiedziałeś te słowa nie musiałeś się niczym przejmować. Wszystko było już załatwione, jeżeli rzuciłeś im kilka złotych monet rozbierali cie, delikatnie położą cie do snu, nakrywali szczelnie kocem. Słyszałem, że w mieście Minoc, tym nowym oczywiście, rządzonym przez Legion Asmodaja była karczmarka, która tak bardzo lubiła się w minocojczyckich tradycjach. Przed spaniem sama wchodziła do pokoju i dawała całuska w czółko... Ah jakie to słodkie. Słyszałem też, że Legion wybrał to miasto na swoją siedzibę właśnie dlatego. Czyżby zabrakło im w dzieciństwie matczynej miłości? Cycka? Ust? Myślę, że tak. No, ale nie o tym mowa... Leżałem tak już przebrany, zawinięty w koc jak mumia i patrzyłem w sufit. Stary, opajęczyniony każdy kąt, deski jakby już spróchniałe. Pomyślałem, że długo to już ta karczma nie postoi. Patrzyłem tak jeszcze przez chwilę, zamknąłem oczy... usłyszałem pękające drewno i...