Wstał jak zwykle z lekka obolały, pamiętliwy przy tym, że to już znaczny okres czasu, jak zatracił zdolność snu... Być może to właśnie najdotkliwiej go uwierało, to nieznośne poczucie zatracenia, pustki... A może duszy?
Poprzez wyżłobienia w okiennicy nieśmiale zakradała się czerwień zachodzącego Słońca. Głód od tygodnia zdawał się nasilać, każdej nocy stawał się dręczącą obsesją i niemal obezwładniał w nim resztki człowieczeństwa. Zdawał się zatracać w swym jestestwie. Nie umiał sobie odpowiedzieć, bynajmniej nie w danej chwili, czy zaistniała sytuacja, stan w jakim się znalazł pozwoli niegdyś w pełni dać się opanować, a raczej okiełznać.
Bestię można jedynie okiełznać.
Podążał mrocznymi zaułkami zastygłego w bezruchu miasta. Znał te ulice niemal na pamięć, tak mu się niegdyś zdawało.
Dziś widzi jak bardzo się mylił. Każdy kamień, mimo iż zdawałby się martwy tętnił mroczna poświatą. To nauczył się dostrzegać...
Widział, dokąd idzie, wiedział co musi zrobić, i pomimo ostałej w głębi serca moralności, nie przerażało go to, czego dokona. Robi to każdej.
Znalazł się w okolicach hałaśliwego tłumu, bawiącego się w takt charczącej muzyki. Dźwięki zdawały się jazgotliwe i hipnotyczne.
Dostrzegł, w odmętach mroku i hałasu swój słodki łup. Chybotliwa sylwetka jego ofiary, zdawała się zatapiać w oszponionych dłoniach niczym zwiewna, jedwabna chusta. Pomimo gwarnej euforii otaczającej kata i jego ofiarę , dosłyszeć się nagle zdało chrzęst zatapianych szczęk w karku młodej i nieświadomej swej tragedii kobiety. Delikatna stróżka krwi poczęła spływać po jej delikatnych ramionach zataczając malowniczy i zaklęty w czerwień wzór na białej szacie. On tymczasem napawał się okrutnym rytuałem zaspakajania rządzy głodu.
Czerpiąc życie uzupełniał tą nieopisaną pustkę jaką zastał po przebudzeniu.
W tle tego mrocznego i magicznego zjawiska dostrzec można było parę lśniących niebieskich oczu. Ich blask przebijał pośród mgły i płynącej niczym tytoniowy dym muzyki.
Wzrok ten utkwiony zdawał się trwać nadzwyczaj długo, a były to jedynie sekundy.
Nauczyciel był dumny ze swego ucznia...
Czas już by uczeń sam zadbał o siebie, by samemu przyjąć niegdysiej brzemię belfrowania. Wszak klan musi rosnąc w siłę...
Wspaniała opowieść, powinszować kunsztu,
mam nadzieje że bedzie mi dane
przeczytać wiecej takich na tym Forum.
Mówiłem, że powinieneś swoje powieści publikować. Teraz to jest rozkaz od twojego opiekuna! Nie zwracając uwagi na brak ledwo widocznej nutki schizofrenii mogę nadal stwierdzić, że dobrą robotę odwaliłeś :wink: .
Tylko pogratulować tak pięknej powieści. Przez ciebie coraz bardziej pragnę aby DM wstało
jak dla mnie bomba...