DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Motharq w 2006 12 15, 23:33:08

Tytuł: (Nie)kończąca się opowieść
Wiadomość wysłana przez: Motharq w 2006 12 15, 23:33:08
-Orki, i tylko orki? - na twarzy orka pojawiło się wyczekiwanie.
- Tak, miejmy nadzieję, że to się powiedzie - odpowiedziała spokojnym głosem postać siedząca na skale. Pstryknęła palcami i zerwał się lekki wiatr, dość silny jednak by zszarpnąć biały kaptur togi i odsłonić uśmiechniętą przez zmęczenie twarz elfa.
- Ale mamy być agresywni i przebiegli czy robić z siebie idiotów? - ork nie dawał za wygraną, bombardując elfa pytaniami. Dłubał przy tym małym nożykiem, doprowadzając prawdopodobnie elfa do białej gorączki. Ten jednak nie dał poznać tego po sobie.  
- Możecie nawet zabłysnąć inteligencją, tylko pamiętajcie, że mają problemy z ogrem, z wami więc też by mieli. Szaman niech idzie lepiej na kawę, mają słabą odporność na magię.
- Sie robi! - ork zasalutował uderzając przy tym łokciem drugiego orka.
- Uważaj co robisz, za tą pensje nie stać mnie będzie na miksture przeciwbólową - warknął pokrzywdzony ork na przyjaciela.
- Zbierajcie się, już tu idą. Podeśle wam wsparcie jeśli sobie poradzą. - powiedział elf jakby nie zwracając uwagi na kłótnie. Kolejne pstryknięcie i zniknął.
                            ***
-Pomarańczowa na dziesiątke! - głos młodzieńca przywdzianego w białe szaty powoli przechodził w chrypke. Odwrócił głowę w stronę otwierających się z hukiem drzwi i zorientowawszy się w sytuacji podbiegł do dwóch niziołków taszczących kogoś na noszach.
- Co my tu mamy?
- Przepuklina.
- Znowu górnik? Ale nie wygląda...
- Kopał rude w zbroi. Bez zwierząt jucznych.
- ...
- Gdzie go zanieść?
- Dziesiątka zaraz się zwolni.
- Wyleczyliście Karczmarza?
- A ty myślisz że mamy surowice na jad Pajęczego Lorda?
- No tak, nie ma księcia, Korona nie ma nic dla służb zdrowotnych.
- Zanieście go już, bo nam tu skona.
- Już się robi. - Niziołek zaklął bezgłośnie. Skierował kroki w strone wskazanego łóżka.
- Wiesz że ostatnio wzrosła nam liczba oparzeń? - niski głos wyrwał młodzieńca z zamyślenia. Odwrócił się i zobaczył przed sobą kapłana Ahn'Bysa.
- Tak wiem... Taka moda teraz chyba, uczą się odporności na magię podpalając krzesło na którym siedzą. Masochistyczne ale czasem działa. Dopóki nie skończą się składniki potrzebne do wyleczenia...
- Za moich czasów nie kładło się specjalnie nacisku na takie rzeczy. Liczyły się inne cechy, jak oddanie Araknaselowi, Honor, Lojalność wobez narodu i takie tam inne, których znaczenie już nawet zanikło.
- Zastanawia mnie tylko po co oni robią to w łatwopalnych szatach?
- A chciało ci się kiedyś leczyć ciężkozbrojnych bez zdejmowania ich takielunku? Pewnie wiele razy ich grube pancerze odbierały ci chęć do pracy. Ja kiedyś tak jednego owinąłem bandażem z lenistwa... Ale umarł na zawał, bo przez pomyłke użyłem bandaży którymi leczyłem licha - kapłan uśmiechnął się złośliwie i cichotając oddalił się w głąb izby.
- On kapłanem Ahn'Bysa? Dobre sobie... - młodzieniec przez chwilę przerażony ziewnął rzewnie i skierował kroki w stronę dziesiątego łóżka.

C.D.N.