DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Gucio w 2006 12 18, 17:32:35

Tytuł: Stare czasy.
Wiadomość wysłana przez: Gucio w 2006 12 18, 17:32:35
Ruszyłem pędem do świętego miasta Jhelom. Jest to miasto Valstora, miasto wojowników, miasto odizolowane od reszty. Jedynym skutecznym sposobem na dostanie się do jego wnętrza jest magiczny portal. Niektórzy wybierają drogę morską, lecz nie zawsze jest ona tak bezpieczna jak poprzednia. Na drodze czyha wiele niebezpiecznych potworów. Sam miałem z jednym do czynienia. Był to wielki, obślizgły kraken w krwisto czerwonej skorupie. Wielkością dorównywał stodole. Jego szczypce był porośnięte zielono czarnym glonem, a gdzie niegdzie rosły wodorosty. Widziałem, że owe narzędzia były naprawdę ostre. Matka natura bardzo dobrze uzbroiła te wstrętne stworzenia. Po paru godzinach udało mi się rozprawić z monstrum. Rozciąłem zwłoki i przeszukałem wnętrzności pokryte zieloną mazią. Dostrzegłem tam zwłoki 3 osób. Zapewne byli to żeglarze. Zabrałem rozszarpane ciała i odprawiłem im należny pochówek. No dobrze nie o tym mowa. Wracając do Jhelom. Wyruszyłem tam po to, aby odwiedzić starego znajomego. Był nim mój przyjaciel Mikhail. Znam go od 20 roku życia, czyli około 22 lat. Kiedyś mieszkał w pięknym, leśnym miasteczku Yew, lecz teraz przeniósł się do Jhelom. Gdy przybyłem do Sosarii wybrałem sobie Yew na moje przyszłe siedlisko. Zawitałem tam w zielonej wełnianej koszulce, spodenkach i z tępym sztyletem w dłoni, oprócz tego miałem jeszcze świeczkę, która starczyła mi tylko na 2 godziny. Nie miałem nic, umiałem tylko troszkę czarować i gdzieś tam umiałem posługiwać się kijem, ale i tak bardzo słabo. Wszedłem do banku po drodze mijając piękny ratusz i park z wielkim pomnikiem na środku, widniał tam napis ,,Dorrian Mac'Morna". Na pewno był to wielki wódz, to on przyczynił się do rozbudowy Yew, wszystko to jego zasługa. W banku widziałem kilka osób. Pierwszą osobą, która przykuła mój wzrok był Mikhail. Ubrany w niebieską togę, z granatową mycką na głowie. Z tyłu widziałem jego niebieskie włosy ułożone w nieduży kucyk. Obok niego siedział mężczyzna w średnim wieku, dobrze zbudowany. Miał na sobie śnieżny kubrak, czerwoną czapkę, czerwone buty, spodnie, rękawice. Jednym słowem wszystko miał czerwone, no oprócz kubraka. W ręku trzymał royalową siekierę co wskazywało, że był drwalem. Trzecią osobą była piękna kobieta o błękitnych oczach i blond włosach. Ubrana była w czarną skórzaną sukienkę i utwardzany biustonosz. Miała zgrabne ciało, po prostu piękność. Podszedłem do nich bliżej i...
-   O młody. – odezwał się Mikhail.
-   A no, mało ich ostatnim czasy. – odrzekł umięśniony mężczyzna.
-   Trzeba go przywitać nie? Może w czymś pomożemy. – powiedziała z uśmiechem kobieta.
-   Ja jestem Lilu Criamon. – uśmiechnęła się życzliwie.
-   Miło mi ja jestem Droghey Gloow.
W tej chwili mężczyźni spojrzeli na mnie po czym powiedzieli:
-   A ja jestem Mikhail, miło mi.
Uścisnąłem dłoń. Nie zdążyłem nic powiedzieć, a już odezwał się drugi mężczyzna.
-   Jam jest Cromwell z rodu Hawarian.
-   Bardzo mi miło. – odrzekłem uśmiechając się przy tym.
W tej chwili do banku wszedł mężczyzna z laską z ostrzami. Siwe włosy i broda dodawały mu lat, lecz nie był, aż tak stary. Podszedł do kobiety po czym dał jej buziaka w policzek.
-   Witaj, kochanie. – powiedział do kobiety.
Niewątpliwie był to jej mąż.
-   Witam i was drodzy panowie.
-   Cześć. – odpowiedzieli jednocześnie mężczyźni.
-   O! Młody! – krzyknęła nowo przybyła postać.
-   A tak tak... młody. Zwe się Droghey Gloow, miło mi.
-   Ja jestem Hassan Criamon, mąż Lilu, pewnie już się znacie?
-   A tak, już wszystkich tutaj znam. – odpowiedziałem z uśmiechem.
Nikt nie zdążył wyjść, a już w banku pojawiła się nowa postać. Była to kobieta, szybka, sprytna niczym łasica. Ubrana w ognistą zbroję, a w ręku trzymała czerwony sztylet.
-   Cześć! – krzyknęła na cały bank.
-   Witaj Lili. – powiedział Crom.
-   Dzieńdobry.
-   Pozwól, że Ci przedstawię. Oto jest Droghey Gloow, nowy mieszkaniec naszej małej wioseczki. – powiedział Mikhail.
-   Witaj, ja jestem Lilionish Yuale'anar.
-   Dzieńdobry, bardzo mi miło. – pocałowałęm Lili w rękę.
Spojrzałem na resztę zebranych i zapytałem:
-   Kim był Dorrian Mac'Morna? Bo widziałem jego pomnik w parku.
-   Ahh... był on, a właściwie jest władcą Yew, zrobił wszystko co najlepsze dla tej pięknej osady. – powiedziałą Lilu.
-   Aha, więc postawiono mu pomnik, gdy jeszcze żyje?
-   Tak, a co w tym dziwnego? – powiedział Hassan.
-   A nic, tak tylko pytam.
-   Może czegoś Ci potrzeba? – zapytała Lili – Bo ja krawcem jestem, znaczy się krawcową. – zaśmiała się pod nosem.
-   Hmm... mam tylko to co na sobie, skrzynia pusto, ale jakoś dam radę.
-   No co Ty, nie zostawimy Cię tak. – powiedział Crom.
W tej chwili do mojej skrzyni zaczęły wędrować różne ciekawe przedmioty. Lilu wrzuciła mi sporo ziółek, Mikhail magiczne pierścienie, naszyjniki, Crom 10 000 złotych monet, Lili parę kompletów skórzanych, a Hassan kilka sztyletów i kosturów.
-   Nie, nie, naprawdę nie trzeba. – powiedziałem.
-   Bierz i nie gadaj nam nie trzeba, a Ci na początek na pewno się przyda. Masz trochę jedzenia. – powiedział Hassan.
-   Naprawdę, dziękuję wam. Oddam na pewno. – uśmiechnąłem się.
-   Nie trzeba. – zaśmiała się reszta.
W tej chwili weszło jeszcze dwóch mężczyzn. Jeden ubrany był w koszulę z długim rękawem i spodnie, a drugi w bagienny skórzany komplet, z dębowym łukiem w ręku.
-   Witajcie! – powiedzieli jednocześnie.
-   A cześć wam. – powiedziała reszta.
Podeszli do mnie i:
-   Ja jestem Feniks.
-   A ja Damolus.
-   Miło mi. – odpowiedziałem – Ja jestem Droghey Gloow.
-   O! Zrzuta dla młodego! – krzyknął Damolus, po czym zaczął wrzucać mi do skrzyni dużo jadła. Przyłączył się do niego Feniks i wrzucił mi sporo kamieni szlachetnych.
-   Dziękuje wam bardzo, naprawdę mili jesteście i bardzo hojni. – powiedziałem do wszystkich obecnych.
Wszyscy byli jak jedna wielka rodzina, byli bardzo życzliwi i mili.
-   Witaj w cudownym Yew! – krzyknął Mikhail.
Tak Yew to cudowne miasteczko, było, jest i będzie, na pewno będzie.

Dedykuję to wszystkim, którzy już nie są w naszym gronie. :(