DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Neshi w 2007 01 21, 20:37:22

Tytuł: Rytuał przy bramie wymiarów
Wiadomość wysłana przez: Neshi w 2007 01 21, 20:37:22
Późny wieczór.
Wodząc oczami za wprawnie poruszającymi piórem palcami, kronikarz usłyszał delikatny trzask charakterystycznego rozładowania magii teleportacyjnej. Podniosł wzrok znad tworzonego zwoju, kierując go stronę domniemanej lokalizacji skupienia energii.
Puk! Puk! - ktoś zaczął dobijać się do drzwi jego domostwa.
Zmieniając w dłoni pióro na sztylet, skryba wstał od warsztatu i skierwał swe kroki w stronę wejścia.
- Otwieraj pismaku!  - zza drzwi dał się słyszeć dobrze znajomy głos.
- Pewnie, że otworzę – odpowiedział radośnie, poznająć głos gościa kronikarz – jeśli bowiem tego nie uczynię, to za chwilę będę musiał zacząć szukać nowych drzwi.
- Witaj druhu! - stojąca w  wejściu krzepka postać niemłodego juz maga uśmiechała się serdecznie.
- Witaj Gorn! - podali sobie dłonie. - Co Cię sprowadza w me progi?
- Spieszę się , więc będę mówił bez ogródek. Przybądź dzisiaj wieczorem do domu Elmara. Ponoć Pan ma dla nas jakieś zadanie! - wyszeptał.
- Naprawdę ?! Asmoday ukazał się Elmarowi ? To wspaniale!
- Ciiii... - przybyły położył rękę na ramieniu gospodarza – Porozmawiamy wieczorem. Czas na mnie. Muszę powiadomić pozostałych. Nie wiem kogo uda mi się jeszcze odnaleźć. Bywaj!
- Bywaj przyjacielu! - obraz niedawnej postaci powoli już rozwiewał się przed oczami kronikarza. - Pan ! Pan ! Nareszcie ...

Było ich tylko czterech. Gorn, wyraźnie zmartwiony opsiywał jak jego całodniowe poszukiwania członków Legionu spełzły na niczym.
Nie czekali długo. W chwilę po tym jak do grupy dołączył Dhagt w powietrzu dał się wyczuć wyraźny zapach siarki. Wszyscy to poczuli – był zbyt ostry i wyraźny. Asmoday przybywał. Poteżny grzmot przetoczył się po okolicy a z umieszczonego przed domem Elmara ołtarza uniósł się wielki słup ognia. Po chwili zaczęła materializować się w nim sylwetka demona - wielkiego, potężnego księcia Otchłani.
Zebrani pozsiadali natychmiast z wierzchowców, przyklękli i spuściwszy oczy oddali pokłon swojemu Mistrzowi.
- Powstańcie ! – głos Pana, jak zawsze grzmiał niczym huk gromu po uderzeniu błyskawicy. - Mam dla was zadanie. Nadarzyła się sposobność zdobycia potężnej mocy, której nie mogę przepuścić. Sytuacja wymaga sprawnego działania, a wy stanowicie zgrany zespół. Słuchajcie zatem uważnie ...

,, ... Właśnie w tamtym miejscu energia odczuła poważną dekompresję. Otwarły się wrota, która początkowa była mi nie na rękę, jednak to co z niej wyszło okazało się całkiem ... użyteczne. Z owej bramy wyszedł demon, który pochłonął tego, który pilnował swego miejsca. Demon ten chowa się łatwo poprzez bramę w swym wymiarze i nie podejmie walki, jeśli nie będzie to konieczne. Zatem odprawicie w tamtym miejscu odpowiedni rytuał, kóry zmieni bieg dróg w magicznej bramie i wyrzuci go do nas."
(z zapisków kronikarza)

Jakis czas już penetrowali jaskinię wśród lodów. Poszukiwali pierwszego ze strażników bramy. Mistrz nazwał to ,,odwrotniakiem". Nigdy wcześniej nie słyszeli o czyms takim. Nie wiedzieli zatem czego się spodziewać. Nerwowo zaciskane na rękojeściach broni ręce juz bielały na kostkach. Wtem spostrzegli coś, czego widok mógł oznaczać, że są na właściwym miejscu i we właściwym czasie. Stwór wyglądał iście obrzydliwie. Nienaturalnie powykręcane członki, białka odwróconych oczu, pokryta śluzem skóra – wszystko to sprawiało, że poczuli do niego bardziej obrzydzenie niż strach.
Walka nie trwała zbyt długo. Potęga czarów oraz siła miecza sprawiły, że po chwili przeszukiwali zewłok poczwary, z którego zebrali krystalicznie czysty (o dziwo!) flakon krwi. Był to – według słow Asmoday'a – pierwszy z trzech, potrzebnych do odprawienia tajemniczego rytuału, składników.

Zanim dotarli do celu poszukiwań, na ich drodze staneło jeszcze dwóch gwardzistów demona. Pierwszym z nich był ,,demoniczny twór", drugim zaś ,,lodowy strażnik"  - z tychże, po zaciętej walce pozyskali stosownie gorejące i lodowe serca. Teraz, mając komplet potrzebnych składników byli gotowi do odprawienia rytuału przyzwania demona, który naruszył równowagę wymiarów.

Znali to miejsce. Wyrysowany krwią ogromny pentagram a pośrodku nienaturalnej barwy portal do Otchłani. Gospodarza nie zastali, zresztą nie spodziewali się go spotkać. Nie tak od razu.
Nashgath ułożył na ziemi wewnątrz symbolu, wszystkie zanotowane składniki. Kiedy tylko zwój czystego papirusu dotknął powierzchni gruntu, jego kolor z miejsca uległ zmianie. Stał sie kruczo czarny, jakby uległ natychmiastowemu zwęgleniu nie tracąc jednak przy tym swej struktury. Skryba delikatnie rozwinał go, a następnie umieścił na nim krewo dwrotniaka i oba serca nieszczęsnych strażników. Niemal natychmiast zachwiał się grunt pod nogami kompanów tak , że bardzo się zlękli. Drżenie przybierało na sile i teraz przypominało poteżne trzesienie ziemi. W tym momencie wejście do jaskini zostało zasypane a ich samych ogarnęły ciemności.
Gorn tknięty złym przeczuciem poszukał ręką znajdującego się jeszcze przed chwila obok niego Nashgatha'a. Znalazł. Poczuł szarpnięcie, a przez jego dłoń przepłynęła nagle potężna energia. Parzyła! Czuł jakby nagle cały znalazł się w płomieniu ognia.
Kiedy Dhagt rozświetlił pomieszczenie, ich oczom ukazał się przerażający widok. Postać Gorna przybrała okropny wygląd. Na całym ciele wystąpiły potworne zmiany skórne. Coś , co kiedyś było ich przyjacielem teraz zaczęło stopniowo przypominać sługę rodem z Otchłani. Z paszczy niedawnego maga wydobył się przerażający ryk. Zaraz po tym zaczął artykułować dziwne słowa. Coś, czego nie zrozumieli a co spowodowało pojawienie się na czarnym zwoju dziwnych słów. Kiedy skończył, odsapnał i jakby począł się kurczyć. Zachwiał się i upadłby, gdyby nie Dhagt który w czas złapał mdlejącego towarzysza. Na jego rękach przemiana odwróciła swój tor. To jednak nie był koniec biegu wypadków. Sklepienie jaskini rozstapiło się z hukiemi a ze szczeliny, wprost pod nogi wojownika wbił się jaśniejący ognistym blaskiem wspaniały miecz. Elmar chwyciwszy go, wyciągnął z ziemi. Na głowni rozpoznał opalizujący symbol Asmoday'a. Usmiechnął się znacząco do spoglądających na niego z zaciekawieniem kamratów.
- Bracia... - Nashgath podniósł z ziemi magiczny, pulsujący mocą zwój. - przygotujcie się. Czas się zmierzyć z tym, co na nas czeka w tej bramie! Elmar, trzymaj swój miecz w pogotowiu. Znaki naszego Pana nie znajdują się na nim nadaremnie.
Rozwinąwszy zwój, z niemałym trudem odczytywał znajdujące sie na nim znaki. Potok bluźnierczych słów popłynął z ust skryby wprost do materii portalu. Brama jakby ugięła się, a z jej wnetrza dał się słyszeć potężny ryk. Po czym zebranym ukazał się potężny demon. Rozpostarłwszy skrzydła zaprezentwał się w pewnej okazałości. Nienawistnym wzrokiem przetoczył po legionistach. Szyderczy smiech potwora z Otchłani rozległ się w zamkniętym pomieszceniu. Zamilkł jednak w momencie, w którym dojrzał magiczny miecz w ręku jednego z nich. W jednej sekundzie zrozumiał kim są i z czyjego polecenia się tutaj znaleźli. Buta i pewność siebie nagle zmieniły się w przerażenie. Zdał sobie sprawę z tego, że tutaj i teraz przyjdzie mu stoczyć swój ostatni pojedynek. Błyskawicznie zwrócił się w stronę wejścia do jaskini i dwoma machnięciami ramion odgarnął zwały gruzu. Nie zdążył jednak wydostac się na zewnątrz. Słowa silnych czarów związły go w miescu zmuszając do nawiązania walki. Uwijał się wściekle starając się jednocześnie unikać kontaktu z magicznym mieczem jak tylko mógł. Moce magów zaczęły po chwili słabnąć i sytacja zaczęła wymykać się im spod kontroli. Jeden cios jednak odmienił losy pojedynku. Jedno pchnięcie, którym Elmar trafił demona i ryk zranionego potwora obwieściły, że wynik walki jest przesądzony. Kilka następnych uderzeń uświęconej broni dopełnioło dzieła. Wraz z ostatnim tchnieniem demona jego aura w postaci delikatnego, zwiewnego obłoku zaczęła okrążać zewłok , po czym skierwała się i ,,wpłynęła" do miecza.
- Zrobił się cięższy - zauważył Elmar. - i jakby gorętszy. Zatem chyba mozemy nasze zadanie uważać za wykonane.

Ponownie spotkali się kilka dni później w siedzibie Legionu. Wypoczęci i weseli opowiadali sobie wrażenia z ostatnich wydarzeń. Kiedy podziwiali moc i piękno drzemiącą w ostrzu świętego miecza, pośrodku komnaty buchnął ogień. Tak jak wiele razy wcześniej Asmoday zaszczycił swych wyznawców swą obecnością. Wykrzywił usta w makabrycznym uśmiechu - był wyraźnie zadowolony. Bez zbędnych słów pochwały (czego zresztą się nie spodziewali) nakazał im podejść do uświęconego kamienia Legionu.
- Elmarze, oprzyj ostrze miecza o kamień a wy wszyscy dotknijcie dłońmi jego rękojeści. - rozkazał.
Kiedy to uczynili , broń jakby delikatnie rozbłysła i zrobiła się wyraźnie cieplejsza, wręcz gorąca. Oczom braci ukazał się obraz spływającej po mieczu do kamienia małej sylwetki demona.
- Ekhemmm.. – książe Otchłani dał znać, że już po wszystkim. - A teraz Elmarze... – tu wymownie spojrzał na swą broń.

Jeszcze tego samego dnia na kartach kroniki Legionu pojawił się nowy rozdział zakończony słowami:
,,... Ponownie udowodniliście swą wartość. Zwój , który posiadacie zachowajcie. Przyda się jeszcze. - rzekł, po czym wstąpił w ogień i odszedł."
(z zapisków kronikarza)

-----

Wielkie podziękowania dla Aruvina za wspaniałe przygotowanie questa. Znać, że nie tylko poznał historię i koncepcję LoA ale również świetnie potrafił się wczuć w rolę Wielkiego Demona  :wink:
Tytuł: Rytuał przy bramie wymiarów
Wiadomość wysłana przez: Gorn w 2007 01 21, 20:52:22
dzieki wielkie, bawilem sie naprawde niezle ;)
Tytuł: Rytuał przy bramie wymiarów
Wiadomość wysłana przez: Aruv w 2007 01 21, 20:58:46
Kamienny strop zachwiał się, a z nowo powstałych szczelin posypał się piach. Zapowiedziany głośnym hukiem miecz przebił się przez wszystkie przeszkody i wbił się triumfalnie w kamienną posadzkę, która rozstąpiła się pod jego naporem. Po krótkiej chwili złote ostrze miecza poczęło płonąć wiecznym ogniem. Wyrysowany na rękojeści symbol Asmodaya spłynął krwią.
- Działajcie. - Głos Demona odbił się echem w głowach Legionu.


***

Gratuluję całej czwórce i dziękuję za wspaniałą zabawę. :)
Tytuł: Rytuał przy bramie wymiarów
Wiadomość wysłana przez: Rakshash w 2007 01 21, 22:14:29
Ladnie opisane, fajnie sie czyta.