DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Tinerot w 2007 02 03, 17:32:08

Tytuł: Skowyt z popiołów
Wiadomość wysłana przez: Tinerot w 2007 02 03, 17:32:08
Wbił przekrwione ślepia w oczy Praojca. Wpatrywał się krótki czas w gorejące, wściekle szkarłatne punkty podobne rubinom. Zgiął kark i niezgrabnie pochylił łeb, charknąwszy coś niewyraźnie do siebie. Podszedł powoli, powłócząc łapami. Położył jedną na postumencie, napinając wszystkie mięśnie. Szarpnięcie, wściekły charkot. Przewrócił się, a kiedy potrząsnął łbem i rozejrzał, gotów do natychmiastowego skoku, zobaczył tylko uspokajające okolice Świątyni. Skulił się w sobie, zbierając strzępki urwanych myśli, wiążąc wszystko w jedno silne pragnienie...Metamorfoza.

Stał wyprostowany, pozwalając niesfornemu wiatrowi targać długie, siwe włosy. Wzrok utkwiony w Pani, królującej na nocnym niebie zdradzał, że jego właściciel jest gdzieś daleko, w krainie marzeń. Potrząsnął głową nagle i wyciągnął szyję ku niebu. Pogładził zimne koraliki emanującego delikatnym blaskiem naszyjnika, zastanawiając się nad sensem wszystkiego, co dziś przedsięwziął. Tak bardzo pragnął tego dnia, tak niecierpliwie na niego czekał...Nabrał powietrza w płuca.

Jego Skowyt, niesiony na skrzydłach wiatru dotarł do wielu bratnich uszu...Potężne, nie znoszące sprzeciwu wezwanie zostało przekazane dalej przez setki wilczych gardeł. Wsłuchiwał się w dźwięki z brutalną gwałtownością rozdzierające spokój Nocy. Na twarzy widniał uśmiech i uniesienie, serce biło mu mocniej. Zaczyna się...
Tytuł: Skowyt z popiołów
Wiadomość wysłana przez: Colgate w 2007 02 03, 19:14:10
Zadarł łeb, rozejrzał się niespokojnie po okolicy... Potężny, donośny zew uderzył niczym grom, rozpłynął się po każdym zakamarku jego ciała. Wzdrygnął się, ponownie uniósł głowę, wziął głęboki oddech, zawtórował wyciu, skowyt szybko wypełnił okoliczne lasy.. Ruszył, blask Srebrnej tarczy na niebie oświetlał drogę, Drzewa wyciągały ku niemu swe oblodzone gałęzie, wspaniale lśniące w świetle księżyca. Wiedział dokąd powinien się udać.. Dobiegł, dysząc ciężko. Błysk, refleksy światła, pulsujący w skroniach tępy ból... Skok... Zimna posadzka świątyni. Widział Go, stojącego przed posągiem Matki. Nieskładne myśli, jedno pragnienie...

Podszedł powoli, nisko skłonił głowę, uspokajany miłym ciepłem, widokiem posągu, gestem Brata...

Zaczęło się...
Tytuł: Skowyt z popiołów
Wiadomość wysłana przez: skib w 2007 02 04, 00:35:05
Podniósł ospale rękę zamawiając tym samym kolejny kufel piwa. Następnie wyjął z kieszeni zmiętoszony kawałem tytoniu oraz starą, dębową fajkę. Energicznym ruchem ręki zgniótł ziele, które tworząc zielonkawą mgiełkę spełzło niczym poranna mgła do wnętrza ciemnego cybucha. Powoli zbliżył ustnik do warg, kiedy to z oddali dobiegł przeraźliwy skowyt...
Jego wzrok utkwił w odbijającym się od jednej ze szklanek blasku księżyca, wpadającego przez niewielkie okienko znajdujące w tylnej części pomieszczenia. Podniósł się z krzesła, czując nagłą potrzebę opuszczenia sali, w której odbywał się bal zorganizowany na około 100 dni przed końcowym sprawdzeniem umiejętności bojowych. Skowyt rozległ się ponownie, przeszywając jego pierś, niczym zatruta strzała. Już miał przestąpić próg, gdy jakaś nieznana siła zmusiła go do zawrócenia oraz udania się w tany. Przez ogólne zamieszanie jakie zapanowało w głównej sali, szybko zapomniał o kierowanym doń wezwaniu.....
Dopiero następnego dnia dowiedział się co go ominęło....



hyhy  :cool:
Tytuł: Skowyt z popiołów
Wiadomość wysłana przez: Aruv w 2007 02 04, 17:30:22
Rytuał dopełnił się. Gwiazdozbiór Wilka błysnął dumnym światłem na tafli szarego nieba. Chwile później przyszedł dobrze znany ból. To dziwne, ale chyba zawsze oszukuje siebie, że może tym razem obędzie się bez niego albo będzie zdecydowanie mniejszy. Zielone oczy zaszły mgłą a umysł zalała fala tysiąca myśli. To właśnie teraz odbywa się walka bestii z myślącą istotą. Jednak dziś, w tym kręgu, ta walka skończyła się niesłychanie szybko. Ból też jakby szybciej dał o sobie zapomnieć. Stając na tylnich łapach, wilkołak wydał z siebie długie i donośne wycie.
Tytuł: Skowyt z popiołów
Wiadomość wysłana przez: Will w 2007 02 04, 21:51:32
Noc była spokojna. Gęste chmury na nieboskłonie zasłaniały oblicze Luny i pogrążały wyspę w ciemnościach. Szpon w spokoju leżał na swym posłaniu w świątyni pani wyczekując dzisiejszej "uroczystości".
Wiedział, że nie wszystkie szczenięta powrócą. Z resztą mało go to obchodziło - każdy kreuje sam swoje przeznaczenie, a niektórzy do tego nie dorośli.
Uczestnicy zbierali się powoli. Niczym znerwicowane muchy nieliczne wilkołaki kręciły się po świątyni, unikając leża alfy. Najbardziej nerwowy wydawał sie Kapłan. Heh... Naiwny... Wierzył, że te wciąż głupie stwory zjawią się jak tylko rzuci im pare ładnych frazesów. Stał na szczycie konstrukcji przywołując młode niczym dzwonnik z wieży świątynnej.
Przybyło niewielu...
Tkacz Grzechów, Łza i ta mała co nazywała Starego dziadkiem. Dziwne dziecię. Wyglądała tak niewinnie, a jednocześnie było coś w niej co kazało myśleć iż jakby dać jej nóż do ręki i odpowiednią sugestię to mogłaby z uśmiechem na twarzy pójść obcinać dzieciom z Minoc ręce.
Zniechęcony Kapłan rozpoczął skromne zebranie.

Zaczęło się klasycznie, jak zawsze. Młode stały i słuchał jak Stary rozwijał przed Nimi baśnie i prawdy o naszej Pani. Alfa słyszał to już dziesiątki razy. Ze znużeniem stał i patrzył jak młode wpatrzone w twarz mędrca pochłaniają wiedzę.
- "Sam pewnie kiedyś tak skończe" - pomyślał.
Kapłan po jakimś czasie wyprowadził wszystkich na zewnątrz...
No nie... Czyżby chciał to robić? Znowu? Przy tych młokosach i w dodatku tylko trzech?
A jednak...
Rytuał się zaczął. Odwieczny symbol pojednania sług Pani. Krew moja, krew Twoja, jedną tworzą całość. Umysł twój, jednym umysłem z resztą w Stadzie się połączy.

Ale czemu znowu...

Szpon niczym w transie przejął sztylet od Kapłana. Chwycił ostrze mocno lewą dłonią.
- "Czy wiesz..." - zaczął mówić. Prawą dłonia chwycił rękojeść sztyletu - "...że po pewnym czasie i za którymś razem to zatraci swoje znaczenie?"
Twarz Kapłana nie drgnęła. Szpon pociągnął rękojeść w dół. Krew popłynęła prosto do misy. Reszta z pewnym niepokojem dokonała tego samego.
"Eh... Desperat..." - pomyślał Szpon patrząc na Kapłana mieszającego zawartość misy - "Powtórzyć znowu ten sam rytuał... Desperacja..."
Stary podał alfie misę z karmazynowym napojem. Szpon przełknął szybko podobnie jak reszta zebranych. Świat zawirował... Szkarłatne orgie kolorów zakręciły jego głową.

A później tylko znana jasność i świat w barwach zapachów...

Chmury zniknęły. Gwiazdozbiór wilka mienił się na niebie...
Tytuł: Skowyt z popiołów
Wiadomość wysłana przez: Tinerot w 2007 02 04, 22:00:04
Stał wyprostowany, obserwował zmiany na twarzach Lykan kiedy po kolei dopełniali rozpoczętego rytuału. Przymknął oczy, pozwalając swoim pragnieniom przejść szeregiem pod zaciśniętymi powiekami. Kiedy je otworzył, śmiertelnie blada Łza oddawała Tkaczowi misę. Kapłan nie uśmiechał się. Rozważał słowa Szpona, jakby wcisnęły się siłą do jego mózgu i odbijały rykoszetem wewnątrz czaszki nie dając mu spokoju. Ogarnęły go wątpliwości, chwilowe. Tak, powtarza Święty Rytuał. Wie, że może mieć to różne skutki...przemożna chęć Złączenia, potrzeba Jedności jednak wzięły górę nad wszystkimi "ale". Pozwolił odejść niepewności wraz z podmuchem wiatru, który zaniósł ją gdzieś, skąd tak szybko nie wróci.

Przypomniał sobie twarze, pytania, kiedy opowiadał. Wiedział, że tak trzeba, mimo, że Szpon wydawał się kompletnie znudzony początkiem spotkania. Tak, jest jednym z najstarszych jego Dzieci. Ma prawo być znudzony, ale mimo to kontynuował - dla Nich. Bo to dla Nich teraz żyje, jest tylko śladem wiecznej legendy, który nie może dopuścić, aby zapomniano o niej. Jeśli plan się powiedzie, oznaczy Szpona Alfą. Ale najpierw...

Położył misę, pokłonił przed posągiem Pani i zaczął mówić. Z jego ust wylał się potok słów przesyconych uniesieniem, nadzieją i tysiącem pragnień. Wyraził prośbę o błogosławieństwo gorącą modlitwą, po czym sięgnął po Krew, upił łyk i Poczuł to. Poczuł się, jakby wraz z wypitą krwią przedostała się do jego ciała potęga, która zakiełkowała i właśnie rosła, rozdymając go od środka. Zadrżał, porażony bezmiarem i zamknął oczy. Kiedy je otworzył, spojrzał na górującą nad ich głowami Lunę. Uśmiechnął się lekko, zawieszony w przestrzeni, gdzie powietrze stało się tak ciężkie, że niemal namacalne. Czuł wiążącą ich siłę, kiedy posążek rozbłysnął srebrzystym blaskiem, a Pani zesłała na nich błogosławieństwo przemiany...

Kiedy Likantrop podrzucił łeb i zawył przeciągle do swojej Matki, zauważył na niebie gwiazdy układające się w konstelację, której jego stare oczy nie widziały od wielu lat. Poczuł ucisk w sercu, niewyobrażalne uniesienie i płynącą z serca nadzieję.

Gwiazdozbiór Wilka...