Był słoneczny dzień, pierwsze promyki słońca mieniły się w soczystej, trawie lasu. Drzewa budziły się z zimowego snu... Powietrze pachniało typową wiosną, dawało radość na licach ludzi jako nadzieja ciepłych dni... Jedną z leśnych dróg jechała z wolna kobieta znana w gronie swych znajomych jako Elizabeth Singh, odziana w czarne szaty na śniadym wierzchowcu, zapewne wracała z polowania, lecz nigdy tego się nie dowiemy gdyż...
Nagle!
* Pewien Pan is attacking you! *
Strzała trafiła ją w ramię. Elizabeth uniosła głowę wyżej by dostrzec skąd padł strzał. Zauważyła sylwetkę odzianą w niebieskie szaty, a w dłoni błyszczała ,,exp ohii cięzka kusza".
Zszokowana faktem iż bardzo, bardzo, bardzo (BARDZO)... dawno nie walczyła z innymi ludźmi poczęła uciekać ponaglając kulejącego – niestety konia.
Ostatnie słowo jakie wypowiedziała ,,Pewny Panie ja nie walcze..."
Ten odrzekł ,,Ale ja tak" po czym bezlitośnie oddal ostatni strzał w głowę...
Jej eteryczne ciało jedynie widziało konającego wierzchowca, oraz pochyloną z zainteresowaniem sylwetkę swojego kata, która niczym 'menda cmentarna' ograbi zakrwawione zwłoki swojej ofiary...
Reasumując
Podziękowania dla:
Las Yew - za wspaniałe świeże powietrze i bujną roślinność bez której naprawdę traciłby cały swój urok :)
Pewien Pan – za bezmyślne PK bez słowa...
bardzo realistyczna przygoda...
Nie pisz na przyszłość "pewien Pan" bo nie wiadomo o kogo chodzi, a myśle że większość osób skojarzy to z moją postacią, która nie brała udziału w tym wydarzeniu.
Kirvin odzyskała na chwile świadomość w swym niekończącym sie ostatnio pijackim amoku.
Znow sniolo jej sie jak ubila Elizabeth.
Po czym zadowolona z siebie oparla glowe o zarzygany bufet popadajac na powrót w alkocholowy sen
Kapoer zrozumiał dlaczego jego ziemniaki z kotletem w sosie myśliwskim tak dziwnie na niego patrzą. Zrozumiał, że one rozumieją swoją beznadziejną pozycję względem niego. Rozejrzał się by upewni się odnośnie bezpieczeństwa otoczenia po czym jego mózg zrozumiał, że tak czy siak ma wszystko w dupie.
Krążyła niegdyś, wiele lat temu plotka w karczmie Minoc.O tym jak pewna kobieta ubiła bardzo młodego krasnoluda w lasach Yew.Bez slowa czy też powodu.Teraz baba o tym samym nazwisku nagle postanowiła ruszyc ten temat na forum?
Nie przekladam relacji z gry na irc, forum, rl czy cholera wie co jeszcze...bez obrazy, buehehe ;-]
A topic godny forum 5-10-15 :wink:
Cytat: "coldfire"
Nie przekladam relacji z gry na irc, forum, rl czy cholera wie co jeszcze...bez obrazy, buehehe ;-]
Widocznie nie przeczytałeś pewnej rzeczy:
Przygody
Fabularne wydarzenia na Dream Masters. Komentujemy przygody już zakończone.Moderator Kap
To była przygoda...
P.S Nillus to
nie byłeś Ty i topic nie wspomina o Tobie. :) - tak dla jasności.
No właśnie. Moderator : Kap. Zobaczę jakieś FF albo wycieczki osobiste to użyje moich nader rozwiniętych umiejętności dyplomaty i wyżebrze u kogo trzeba bana na forum. Taka mała anegdotka.
To tylko przygoda... Przecież każda fabularna sesja na DM to przygoda, postaram się opisywać ich więcej. Może to wniesie jakąś innowacje dla znudzonych ulubieńców pvp. :cool: Coś więcej niż 2xklik.
Pozdrawiam ludzi bardzo dobrze mnie znających i zapraszam na irc w celu debaty nad projektami rpg. :)
p.s
:grin:
Enkil :)
kopał.. i kopał, wkońcu trzeba krzepy nabrać, a co walczyć umie tylko siły brak. Pozatym rude zawsze kupią.... hmm a obiło sie o uszy że do kopalni wchodzą gdzieś tam. No ale tu jestem bezpieczny - pomyślał - dom blisko.
Ale jak on sie mylił...
Rozkładająca sie postać stanęła w wejściu, Corp Por... i tyle z kopania
CorpPor ftw.
a z innej beczki
Rozbił się ale na pięknej wyspie, pola ogromne. A on - rozbitek nowe życie znalazł. Trochę pieniędzy dostał to kupił juczniaka. ruszył na pole a tam zza dnia bardzo blada postać, co ona mówiła rozbitek nie rozumiał bo ani języka nie zna a gestami porozumieć się niemógł. Wskazywał na kukurydze to podał. Potem postać dziwnie skwiercząc obszukała go. mówiąc coś o psach rzucił czar... ciemność a co ostatnie usłyszał to zdychająca lama.
nie ma jak pekowanie 1no dniowej postaci :>
... gdy po kolejny skarb ruszal, kolejna z kolei skrzynie wykopal, ale zamiast zlota, znalazl w niej kilka zwinietych listow. Zaczal je czytac, jeden po drugim... A niech mnie!! *krzyknal* znow jakis dowcipnis listy z pogruszkami w skrzyni zostawil! Wsciekly ruszyl na poszukiwanie dalszych skarbow"
Wam sie nudzi?
Obudzony śpiewem ptakow wsiadł na konia i pojechał w strone banku Jhelom...
W zagrodzie zostawił konia i ruszyl ospale w strone drzwi banku.. Wtem uslyszal nadbiegajacego szybko konia.. obrócił się i zobaczył..koniec młota pędzący w jego strone...
wskoczyl z ostatkiem sił na konia i zaczął uciekać.. niestety morderca zabil go bez slowa...
po czym zabiljego konia i zebrał doszczętnie jego martwe zwłoki. Nagie ciało zniszczył wrzucając do smieci... morderca... tak oto zakonczył się piękny poranek przed bankiem jhelom.. Morderca uciekł ciesząc się ze swego łupu..
...aaaaaaaaa...
Ten krzyk przeciął powietrze, niczym najlepsze ostrze. Zabójcza precyzja. Bohater spojrzał pod nogi widząc swoją ... nieważne już co. W każdym razie było fe. Spojrzał na... no właśnie kto to był, mroczny zły, chaosnik czy order? Wszyscy tacy sami. Bohater postanowił oddalić się, wtem te magiczne słowa. - CORP POR - ahh... poezja dla uszu, tylko nie dla bohatera...
Dziarskim kroczkiem, przez świat, ruszył przed siebie, podziwiając różne odcienie szarości i śmiejąc się do siebie . - a magiki i tak zostawiłem w banku - ...
har har :|