Czas, jak niewiele go mamy a wy ludzie - jeszcze mniej. Wyszeptał drow do swego ucznia.
- tak mistrzu, odpowiedzial pokornie adept
- powrocmy do cwiczen, nie zapominaj iz najwazniejsze jest skupienie najwazniejsze jest....
Słowa drowa ucichły, cos bylo nie tak.
- Pilnuj wiezy. Syknął do adepta.
Szybko zbiegł po schodach swej siedziby, wiedział ze cos naruszyło ich spokoj.
Drzwi siedziby otworzyly sie z impetem, wiatr zawiał w korytarzu siedziby Drowiego Nekromanty. Czerwone oczy Drowa rozgladaly sie po okolicy, poczym spoczely mna pobliskim cmentarzu.
Uczen sprzeciwiajac sie woli mistrza zbiegl na dol pytajac o powod owej reakcji.
Zignorowałem wowczas nieposluszenstwo, zawsze moglem pozniej wyciagnac konsekwencje z impertynencji ucznia.
- Cos naruszyło moje terytorium... szepnał drow rozgladajac sie uwaznie.
Powiał wiatr
Kaptur spadł
Białe włosy trzepoczace pod wpływem wiatru
I uczucie czyjejs obecnosci.
- TAM! krzyknał uczen czarujac zaklecia ochronne
Rzeczywiscie, dostrzegłem wowczas Upiora, wzywał mnie, potrzebował mnie...
Nie jestem w stanie dokladnie przytoczyc słow z tamtych dni, lecz pamietam jedno - obietnica potegi - zdobyc artefakt lecz gdzie? gdzie szukac?
- dowiem sie tego Moj panie. odpowiedz pojawila sie w umysle drowa.
Idz wiec Upiorze...
Niepewnosc...
Czas mijał, wydaje sie jakby to była wiecznosc, zapomniałem juz o Upiorze - wydawalo mi sie to kaprysem bogow, byc moze mial byc to sprawdzian.
Lecz ta siła nie zapomniała o mnie.
*Zima, dzien... nie jestem juz w stanie spamietywac dni*
Na stole lezy ksiega, nad nia pochylona postac z czarnym piorem w reku. Pioro wydaje sie zlewac z kolorem hebanu dłoni drowa.
* Nie jestem w stanie powiedziec co sie stało, lecz ktos igra z mym losem, teraz juz wiem iz to sam Netheril potrzebował mych usług a ja, przyrzeklem mu byc wierny za wyzwolenie. * Drow oderwał sie na chwile od pisania* - To było tak dawno...
Alvor pochylił sie nad ksiega i powrocił do pisania.
* Czas wydawał się cofac, stałem się swiadkiem przesłuchania jakiego dokonywał jeden z najwiekszych Nekromantow naszej płaszczyzny na Palladynie.
- gdzie me serce? - pytał spokojnie ten ktorego nazywano Shelfanem
- Nigdy NIGDY! rozumiesz mnie? nie dowiesz sie tego...
- to sie jeszcze okaze, wracam tu co roku a ty jak zawsze jestes tu przykuty, jak zawsze uparty. Daj mi wiedze ktorej potrzebuje a zaznasz spokoju.
- Twe sztuczki zachowaj dla istot słabej wiary - krzyczał palladyn.
Przygladałem sie temu, powoli w mym umysle kształtował się plan, układanka zaczeła wkoncu przypominac spójna całosc...
Swiadomosc Drowa absorbowała kazde słowo, cała wiedze, ktora moglby wykorzystac, uzyc. Przysłuchiwał sie dalej rozmazanym postaciom.
- Posłuchaj mnie Palladynie, jeszcze dzis mozesz dołaczyc do swych bliskich - zony - dzieci - rodziny i przyjaciol, ktorzy umarli tak dawno temu. Widziałem twoja matke, płakała wykrzykujac bluznierstwa wobec Bogu ktoremu słuzysz, na jego plaszczyznie, dlaczego cie tu nie ma. Czy chcesz aby i ona zostala zgubiona? przez ciebie? *usmiechał sie nekromanta*
Daj mi informacje! gdzie jest moje serce!
Palladyn wydawal sie byc udreczony.
- jestes przeklety Shelfanie, nawet twoje Bostwo sie ciebie wyrzeklo!
- mozliwe...szepnal czlowiek
Drow kalkulował zdobyte informacje, wiedział juz jak postapi...
- gdzie jest serce...szeptał drow, MOW - zaklinał palladyna choc wiedzial ze nie jest w stanie zmienic przeszłosci. Podekscytowany zaczal rozgladac sie po pomieszczeniu - ta wiedza moze mi sie jeszcze przydac jakbym musial tu kiedys jeszcze trafic.
Uwage drowa przykuła reakcja Nekromanty
- jestem juz zmeczony, twa zwłoka mnie irytuje palladynie * polozyl dlon na czole wystraszonego człowieka*
Ciało Palladyna pokryły czarne płomienie a wrzaski agonii wydawały sie zwracac uwage wszystkich bogow na te wlasnie miejsce.
- SWIATYYYNIA!!!!!!
*reka cofnela sie*
- co rzekłes? * Nekromanta usmiechał sie pod nosem*
- Swiatynia Shelfanie! tam lezy twe serce, lecz nigdy tam nie wejdziesz...ty juz jestes martwy tak jak i ja!
- ja nie wejde lecz kiedys moze ktos zrobi to za mnie * obejzał sie za siebie*
Alvorowi wydawało sie iz Nekromanta patrzy prosto na niego, lecz to było niemozliwe, oczy Nekromanty nagle pobłądziły gdzies dalej za postac Alvora. Wydawało mi sie... *szepnał*
- Uwolnie cie jak obiecalem.
*cialo palladyna zaczelo gwaltownie gnic, w przyspieszeniu ogladałem co sie dzieje z człowiekiem kiedy umiera*
Alvor oderwał sie od pisania, wygladał juz na zmeczonego. Wszystko przytrafilo sie zaledwie wczoraj. Kiedy pomyslał o zmeczeniu owo nagle znikneło...
- czy to moc, ktora mi obiecano?
Pytanie pozostało bez odpowiedzi gdyz tylko on przebywał w swej wiezy.
Nekromanta Rady ujał pioro w dłon i poczał pisac dalej
* Wrociłem po tym do swych czasow, wiedziałem iz musze odnalesc to serce, co z nim zrobie mialem zadecydowac pozniej, dzis juz nie wiem czy postapilem slusznie...
Udałem sie w okolice Yew gdzie pod ziemia była swiatynia, lecz kiedy tam dotarlem bylem niemal przekonany iz to nie jest to miejsce, wszedzie krew i przedmioty nikczemne jak ja sam, tu Shelfan wszedl by bez trudu jak i ja to uczynilem.
Mysli krazyly mi po glowie kiedy uslyszalem słowa:
- czego tu szukasz?
Wampir wydawal sie poruszac bezszelestnie
Skarcilem sie w myslach za swoj brak ostroznosci.
- Niczego Nieumarły, juz wychodze.
- Nie wracaj tu wiecej Nekromanto, to nie jest miejsce dla ciebie.
- Byłem tu przed toba Wampirze i bede po tobie. Zejdz mi z drogi.
Wampir chichotał na swoj sposob lecz mysli Drowa powedrowały w okolice Trinsic...*
* Kiedy tam dotarlem bylem pewien iz to o tym miejscu mowil Palladyn, to stad musial sie wywodzic, ostatecznie byla to ostatnia twierdza Palladynow. Wjechalem do miasta, straz jeszcze nie spała a i ja miałem pecha napotkac Zakonnikow, ktorzy natychmiast bez slowa zaatakowali mnie.
Oczywistym było iz nie mieli szans, wywiodlem ich w pole zataczajac koła nastepnie wszedłem do miasta z drugiej strony. Czułem iz dobrze trafilem, moc przyciagała mnie do siebie, wołała obiecujac potege jakiej nie zaznał nikt przedtem. *
Noc wydawała sie nadchodzic, gdyz czern pomieszczenia stapiała sie z kolorem togi Drowa.
* Ruszyłem dalej unikajac czujnych spojzen Straznikow miasta, dotarlem ostatecznie do Swiatyni, nie czułem nawet bolu, dziwiło mnie to wowczas gdyz osobnik o miłosci do zycia i strachu wobec smierci, ktory wkroczyl by do przybytku Netherila, poczuł by jego gniew. Mnie jednak nic sie nie stało - niestrzezona swiatynia wydawala sie pulsowac moca. Miecz i uswiecana ksiega Palladynow lezały po lewicy Drowa, stamtad tez wyczuwal drgania mocy.
Bałem sie dotknac tych swietych przedmiotow, lecz czy to strach czy rozsadek... Netheril mnie osadzi. Zblizylem dlon do miecza, skrzynia zmaterializowala sie przed mymi oczyma a w niej spoczywalo ludzkie serce. Zabralem je jak najszybciej uciekajac z miejsca, postanowilem nie kusic losu - wszystko poszlo mi za latwo i nie bylem pewien czy zgromadzenie Zakonnikow nie jest tu przypadkiem aby mi przeszkodzic. *
Drow odłozył pioro i podszedl do okiennicy, wyszeptał cicho słowa prostego czaru i jego oczy przystosowaly sie do ciemnosci, patrzył na miejsce gdzie jeszcze wczoraj spoczywalo Ciało Shelfana - najwiekszego z nekromantow.
Ksiege zamknał, odkładajac spisanie reszty na przyszly dzien.
Wspomnienia naszly go ponownie.
Stoje nad grobem,
- masz trzy wyjscia Nekromanto
Albo mnie wskrzesisz a robiac to bedziesz mym uczniem, naucze cie wszystkiego co wiem i razem rzucimy Netherila na kolana
Albo odrzucisz moc...
Albo pochłoniesz moje serce i zdobedziesz moc i wiedze ponad wszystkie wyobrazenia....
- Dlaczego zdradziles mego pana?
- zdradzilem? * cichy chichot rozbrzmiewal w umysle Drowa* ja nikogo nie zdradzilem Nekromanto, ja doszedlem do takiej potegi iz sam Netheril zaczal sie mnie obawiac, postanowil mi pokazac ze nawet ja jestem smiertelny.
- Niezbadane sa wyroki naszego pana a grzechem jest siegac po wiecej niz jest nam przeznaczone. * usmiechal sie pod cieniem kaptura Drow*
- wiem co masz w sercu Drowie, pragniesz byc taki jak ja....i skonczysz jak ja
- nie wydaje mi sie...
Pochłonąłem wowczas jego serce, jeki w mej glowie zmusily mnie do przyklekniecia. Nie czulem zadnej roznicy.
- Dobrze ze kleczysz, w takiej pozycji powinien sluga witac swego Pana.
- Netherilu moj panie! *drow pochylil glowe przed ogromna postacia koscianego smoka, ktora zmaterializowala sie przed nim*
- uczyniles slusznie
- tak panie, wszystko dla ciebie * syczal cicho drow*
- wiem Alvorze... obiecana moc otrzymasz, juz niedlugo
* nikly usmiech wyplynal na lica drowa, lecz skryty pod cieniem kaptura zostal niewidoczny przed Bostwem*
- Wszystko aby powiekszyc twa chwale *wysyczał drow renegat*
- słuz mi wiernie, nie zapominaj iz to ja cie wyzwolilem od Klatwy twej starej Bogini.
- nigdy *drow wydawal sie usmiechac* moj panie...
Smok znikł tak samo szybko jak i sie pojawil
Drow wstał i spojzał w ciemnosc.
Popatrzył na miejsce gdzie spoczywał Shelfan
- Oj nie, ja nie skoncze jak ty... ja go pokonam...
dzieki za quescika, komukolwiek chcialo sie konczyc go po tak dlugiej przerwie.
gratuluje pomyslu z powrotem do przeszlosci :) ryjek mi sie usmiechal jak bralem w tym udzial.
no i ps. :D wciaz czekam na obiecana potege :)
pozdrawiam i mam nadzieje ze miło sie czytało
:))
Tym razem nie ja bede miala trafic na ofiarny ołtarz uff... *ociera czolo* :wink:
Fajny opis Alvorku, powialo Mrokiem :twisted:
Genialnie opisane :)
Może kiedyś Cie w tym dogonie 8)
Trolik słoneczko, wszystko jeszcze przed toba ;)
Aru dzieki i nie przesadzaj z tym dogonic. Kazdy pisze jak umie i dla siebie, to nie wyscigi :)
ale ciesze sie ze sie komus podobalo.
Pozdrawiam
Wow...
milo robic takie questy... byloby wczesniej... ale nie moglem cie uchwycic wolnego.
Zawsze koncze questy. 8)
A dla mnie jest miło brac w nich udział.
A ze pisac lubie, z rozmaitymi efektami badz co badz, to chetnie opisuje.
Mam nadzieje ze nie masz za złe ze niektore rozmowy ubarwiłem.
dzieki Gofer
Wlasnie ubarwianie opisow sprawia, ze moga je zrozumiec ludzie nie znajacy calej zlozonosci koncepcji postaci/rasy/[wstawic to co trzeba].
Dla mnie taki opis to nagroda.
Dziekuje Alvorze
*klimatycznie klania sie i zamiata kurz z podlogi*
Pogratulować jednej, jak i drugiej stronie. Alvor gratulacje za trzymanie już od kilku ładnych lat wysokiego poziomu.
A ja ciesze sie ze ktos go dostrzega.
dziekuje przyjaciele
redzi narzekaja na brak przygód?;)
za pozwoleniem, Alvor nie jest po prostu "redem" więc zastanów się zanim palniesz coś głupiego :?
a, zapomniałem alvor to czikita;)