Dzień zaczął się wcześnie. Nyderad wyprawił się by kontynuować swój trening. Zwierzęta, które spotykał korzyły się przed nim i dołączały do niego dokładnie tak jak tego chciał. Przeszywająca zimnem Lodowa Wyspa i parne Bagna Zaginionych Lądów. Wszystko zgodnie z planem. Dokładnie tak jak można było przewidzieć... Do czasu.
Pierwszy syk usłyszał z zza krzaków:
- sssssczsssssegossss
Chwilę później wyłoniła się z nich głowa ogromnej zielonkawej kobry. Pełzła wolno w jego stronę. Jej ruch niemal hipnotyzował. Nim gotarła spytała po raz kolejny:
- ssssczssssegossss ssssuuusssss ssssszssssukasssssszssss
- Treningu - odparł Mag lekko przestraszony, bo choć widział wiele w życiu to jak kazdy człowiek postawiony przed niesamowitym i niespodziewanym potrzebował chwili by zrozumieć sytuację.
-sssstrssseninssssgusss - syk był niemalże pytający... Kobra zdawała się nie rozumieć... bo i skąd miała by rozumieć
- Tak, uczę się kontrolowania zwierząt, zatem oswajam je by mnie słuchały, bym mógł im pomagać i by one pomagały mi. - milczenie sugerowało iż bestia nadal nierozumie więc Kapłan uciekł się do tematu, który z pewnością nie był jej obcy - Na przykład - kontynuował - jeśli pójdziesz ze mną i będziesz mi pomagać, na przykłąd użyczać Twojego jadu do badań to ja w zamian będę Cię karmił.
- sssskasssrmisssss, sssszsssczsssuryssss. Massssszsssss ssssszssssczsssuryssss?
- Mogę mięc...
- sssszzznassssssjdęssss ssssiessss
Po tych słowach wpełzła między krzaki i Nyderad już jej nie widział... Mijały dni, Kapłan wciąż pamiętał o Kobrze więc zwabił jednego z wielkich szczurów z okolic kamiennej pustyni i trzymał na wszelki wypadek. Kolejne spotkanie przyszło tak samo niespodziewanie jak pierwsze. Wypełzła mu przed wierzchowca i tylko zręczność, uchroniła Maga przed upadkiem gdy spłoszone zwierze niemal spanikowało.
- Massssszsssss ssssszssssczsssuryssss? - zapytała
- Mam - odpowiedział - chodź ze mną.
Magowie posiadają fantastyczną zdolność podróży w czasie i przestrzeni. Najznamienitszym uświetnieniem wiedzy o magii jest umiejętność otwierania portali, podobnych nieco do portali księżycowych. Co prawda nie mogą utrzymać się tak długo jak owe słynne bramy ale są bardzo użyteczne by szybko przenieść się z innymi istotami, które nie posiadają tego daru.
Niebieska wyrwa w przestreni utrzymywała się przez chwilę kilka centymetrów nad ziemią. Niczym w lustrze wody można było zobaczyć w niej odbicie drugiej strony portalu. Drogę prowadzącą do Moonglow.
- Chodźmy - rzekł Nyderad i zniknął w portalu.
Po drugiej stronie kazał Kobrze czekać, a sam udał się po obiecanego szczura. Była zachwycona. Sennie wspieła się na jego ramię, a on zaprowadził ją do Lycaeum wiedząć, że gdzie jak gdzie ale tam będzie bezpieczna. Wytlumaczył że będzie dostarczał szczury, sama też może na nie polować, ale ma nikogo nie straszyć...
Ostatnie spotkanie przyszło jak poprzednie. Niespodziewanie. Jeden ze studentów Lycaeum wspomniał że odwiedziła go ogromna kobra domagająca się jedzenia. Nyderad szukał jej przez chwilę, ale to ona jego odnalazła.
- Sssssyssssderasssstssss Massssszsssss ssssszssssczsssuryssss? - znów to samo pytanie, choć cieszyło go że zna już jego imię.
- zaprowadze Cię do miejsca gdzie jest mnóstwo szczurów - powiedział i otworzył portal do miejsca, które zwą Shame.
Tam bestia zapolowała i najadła się do syta. Tam też została. Wpełzła na jedno z drzew przy jaskini. Nyderad by była bezpieczna sprawił że stała się niewidzialna dla oczu zwykłych śmiertelników, a Kapłan wrócił do swoich zajęć...
- ssszsssczssssury... ssssossssszssstajssssessss
-------------------
Nie wiem komu ale serdeczne dzięki za zabawę i umilenie ostatnich dziesiątych procenta do kosza. Dawno strata czegoś nie bolała jak zostawienie tej kobry na drzewie koło shame.