Bylo to dawno, dawno temu, a moze nie az tak dawno jakby sie wydawalo, w bardzo odleglych krainach albo moze jedynie w tych do ktorych czlowiek o zdrowym rozsadku sie nie zapuszcza z obawy o swoje zycie lub zdowie. Pewien wedrowiec ubrany jedynie w czerwona tge wiedzial zo ma tam zrobic teraz, czul to juz od dluzszego czasu
- musze sie w koncu dowiedziec tej ostatniej tajemnicy, o ktorej slyszalem jedynie plotki, musze wiedziec wszystko! dzisiaj zloze ofiare w postaci swiezego miesa i zlota, oddania do ostatniej kropli krwii i za wszelka cene, moze "on" mi to powie.
Po dotarciu do pentagramu i zbudowaniu z pochodni odwrocenego krzyza rozpoczal rytual ofiarny, wprawil sie w trans, uzyskal podswiadome polaczenie ze stworzycielem i rozpoczal tajemna rozmowe. Nie zauwazyl trzech zbrojnych rycerzy, ktorzy z oddali obserwowali jego przedziwny rytual. Gdy zbrojni zdecydowali sie uderzyc na niego Bog okazal swoja laske, zezwolil mu na przemiane w bestie jaka pod przykrywka samotnego wedrowca w czerwonej todze byl i zeslal do pomocy swoje slugi, po wyczerpujacej walce, rycerze wyjeli srebrne lancuchy i schwytali przerazajaca bestie. Spetana, zniewolona, musiala uznacwyzszosc oprawcow i przywiazana do konia niczym zwykly kundel podazyc za swoim panem w nieznane, jak sie pozniej okazalo byla to siedziba Inkwizycji.
- wrzucmy to do lochow - warknal jeden i splunal na bestie - i wyciagnijmy z niego to o co nas proszono.
Bestia ciagle szarpiac sie w kajdanach nie podejzewala do czego zdolni sa inkwizytorzy
- przygotuj srebro! musimy go oslabic i przemienic spowrotem do ludzkiej postaci.
Gdy pierwsza porcja roztopionego srebra zostala wylana na bestie, rozlegl sie przerazliwy wrzask, szarpiac sie w kajdanach ciagle ludzil sie nadzieja, ze moze jedno z ogniwjest slabsze i zdobedzie ta jakze upragniona przewage, rzuci sie do gardel oprawcow i wyjdzie z tego calo.
- wylej na niego reszte! wylej na niego reszte!
- to nic nie da! trzeba go zwyciezyc modlitwa! ta bestia jest przekleta - zawyrokowal zbrojny i zaczal przygotowywac sie do odprawiania modlow, rozpoczal mantre.
- DAYWADOSIE!!! - ryknela bestia - POMOZ SWOJEM SLUDZE!!!- wydobywalo sie z jego przerazliwego gardla, ale tego nie slyszal nikt, nie mogl slyszec, jego krzyk pozostal gleboko pod ziemia zamkniety w skalnym grobowcu
- przemienia sie! modlitwa zaczyna dzialac! nie przerywaj!- Inkwizytor nie slyszal podnieconych glosow swoich kompanow, byl zbyt skupiony nad mantra i nad zadaniem jaki go czeka po przemianie.
Bestia z minuty na minute malala, miesnie wiotczaly, zanikaly, Mores wiedzial co stanie sie za chwile z jego poteznym cialem
- DAYWADOSIE!!! - krzyczal - DAJ MI MOC! TERAZ POtrZEBUJE CIE NAJBARDZIEJ!!!
Padl na ziemie nieprzytomny, nieobecny i przerazony. Nad nim stali uzbrojeni mezczyzni a on sam, spetany i zniewolony wiedzial ze nadszedl jego kres.
- Mores, Mores Micze... - mowil spokojnym tonem Inkwizytor - powiesz nam wszystko...
- NIE! - krzyknal, choc wiedzial ze przeciwko nim w tej postaci nie ma najmniejszych szans
- zanim nastepnym razem odpowiesz niepytany zastanow sie lepiej - krzyknal jeden i z calej sily zdzielil go po ryju. Mores padl na ziemie niczym szmaciana kukla, byl tak slaby, jednak ciagle liczyl, ze moze ktorys z jego przyjaciol miecza ruszy mu na ratunek, rozpocznie poszukiwania, ze moze znowu stanie sie bestia, wyrowna szanse... Nic takiego jednak sie nie dzialo, modlitwa Inkwizytora wzmocniona swietymi przedmiotami byla zbyt potezna tutaj w tej sali. Mores pekl jak tafla szkla pod naporem rzuconego kamienia, wiedzial ze koniec jest bliski.
- przyciagnij to bydle tutaj, dzisiaj ja z nim porozmawiam - krzykan zbrojny - jak nie chce gadac po dobroci, to wyciagne od niego wszystko na moj sposob - wybuchnal smiechem a pozostali mu zawturowali.
Wciagneli go do jasnej salia gdzie mezczyzna, ktorego glos slyszal w celi konczyl wlasnie rozgrzewac swoj miecz.
- NIE! tylko nie to! ja nic nie wiem! ja nic nie wiem!!! - krzyczal przerazony
- STUL PYSK! STUL PYSK! PSIA MAC! Bo cie zabije, skoro i tak jestes gowno warta padlina - Inkwizytor nachylil sie nad Moresem z rozgrzanym mieczem w dloni i powiedzial nad wyraz spokojnie - mow gnoju, mow albo wypale ci oczy
- nic wam nie powiem! nic nie wiem! - krzyknal ostatkiem sil Mores i poczul przerazliwy bol i swont palonego miesa; zaczal sie ostatni epizod jego marnego zycia
NIEEEE!!!!! - krzyczal z bolu, a moze to tylko jego druga natura krzyczala w jego slabym ciele, chciala sie uwolnic, rzucic na nich, pozagryzac i uwolnic sie z tego piekla
NIEEEEEEEEE!!!!
- odetnij mu paluchy, inaczej nic z niego nie wydobedziemy.
Kolejny bol przeszyl jego cialo
- "o matko! Daywadosie! Morkarze!" - krzyczal w myslach, nie pamietal co stalo sie pozniej
- Mow co wiesz!
- Wasz czas jest policzony! - wybuchnal opetanym smiechem a jego glos brzmial niepokojaco dziwnie
- Wasz czas ie konczy, ta ziemia jaka znacie splonie
- O co ci chodzi bydlaku?!
- Dziecko...
- Jakie dziecko?!!
Lezacy czowiek wyuchl ponownie smiechem tak samo mrocznym i dziwnym jak wczesniej, smiechem zza swiatow
- Nadchodzi Dziecko zniszczenia, nadchodza nowe czasy tego swiata - Inkwizytorzy cofneli sie o krok
- JAKIE DZIECKO BYDLAKU!!!!?
- Nadchodzi Was koniec, swiat juz nie bedzie taki sam, po jego przejsciu nie pozostanie kamien na kamieniu, to jest poczatek Waszego konca, juz nie macie ucieczki, mozecie jedynie uzbroic sie w cieprliwosc i oczekwiac swojego konca.
Jeden z nich wzial potezny zamach i z calcyh sil uderzyl postac w glowe, glos umilkl...
Mores odzyskal przytomnosc, ocknal sie skapany we wlasnej krwii ciagle czujac swad palonego miesa, jego wzrok byl nieobecny
- co wiesz o pentagramach?! mow gnoju bo trace juz cierpliwosc!
Jego wzrok byl nieobecny, rozgladal sie dookola jakby nie pamietal gdzie jest, jakby nie pamietal ze zostal schwytany i przyprowadzony tutaj sila
- Nadchodzi Dziecko... - wyszeptal nieswiadomie - nadchodzi zaglada
- Mow o pentagramach!
- Wezmy go na kolo, tam wyspiewa reszte - szarpniety i zarzucony na ramie nie stawial juz oporu, nie byl swiadomy tego co sie z nim dzieje. Rzucili go na kolo i skuli ponownie,
- Co wiesz o pentagramach? To twoja jedyna i ostatnia szansa, juz nie zapytam ponownie
- Dziecko..., nadchodzi Dziecko - wyszeptal jedynie Mores, nie bylo go juz tutaj, jego swiadomosc lewitowala spokojnie ponad wszystkimi problemami, bolem i cierpieniem.
- Dziecko... - wyszeptal ponownie - niszczyciel
- Z niego juz nic nie bedzie
- Wrzucmy go do morza, niech jego los sie dopelni, niech jego splamione cialo nie stapa wiecej po naszym swiecie.
Zaciagneli go nad morze, staneli nad skarpa, Mores nie wiedzial co sie z nim dzieje, kleczal poslusznie bo tego oczekiwali od niego zbrojni
- Masz niepowtarzalna szanse naprawienia swoich wszystkich grzechow zanim wrzucimy cie do morza, Co wiesz o pentagramach? Moze Ahn'bys bedzie dla ciebie laskawszy?
Nie odezwal sie ani slowem, nagle poczul silny bol w plecach i jakis silny kopniak zepchanl go ze skarpy w czelusc blekitu.
Poczul wilgoc, woda otaczala go dookola, zapraszala go do siebie, wciagala go glebiej, nie walczyl,nie mogl walczyc, liny blokowaly mu wszystkie ruchy, zapadal sie coraz glebiej i glebiej, jedynie Boska moc mogla go ocalic, on juz o tym nie myslal, jego swiadomosc w koncu byla wolna.
Jakas niezrozumiala moc zezwolila mu zyc, zlitowala sie nad jego marnym, gowno wartym losem, nad nicoscia jaka soba prezentowal. Wypchnela goz wody, tchnela w nim zycie, pozwolila sluzyc mu dalej.
Ocknal sie na skraju skarpy, zaczal sie odczolgiwac od smiercionosnej wody, gdy byl juz w bezepicznej odleglosci oparl sie o drzewo i zaczal zbierac mysl. Ujrzal "Go" przed soba w calej okazalosci a w jego umysle uslyszal "Jego" glos
- "daje ci szanse, twoj dlug wzrosl, idz splacaj do mnie w sposob w jaki umiesz najlepiej"
Rozplynal sie we mgle, a moze to od poczatku byla jedynie mgla jaka tworzy sie podczas nastawania nocy
Poczul to, poczul ze jego "kochanka" noc znowu jest jego sprzymierzencem, czul jak wracaja mu sily witalne, jak jego cialo staje sie znowu potezne. Byl z siebie dumny, mimo bolu i cierpienia jaki zadali mu oprawcy, tajemnice zachowal dla siebie, nie zdradzil jej, mogl dalej chodzi dumnie po swiecie i zabijac swoje ofiary w imie Daywadosa, przekazal im jedynie przestroge, ze nadchodzi koniec starej ery a zarazem poczatek nowej, mrocznej ery jaka spowije w wojnach i zagladzie cala sosarie.
Nie pamietam kto mi to opowiadl, nie pamietam nawet czy osoba ktora mi to opowiadala byla trzezwa i nie do konca jestem pewny jak ona sie skonczyla, a moze to sie nigdy nie wydarzylo, jedynie stalo sie to w moim chorym usmysle dziwaka w todze i jedynie skrzywdzilo biedaka o imieniu Mores, Mores Micze...
Ale to juz chyba niewazne
*zamaszysty podpis*
skryba erebus
Rozejrzeli się raz jeszcze... Dziwne... Potem spojrzał w dół, na klęczącego i spętanego kultystę. Mores Micze... - Imie jak każe inne - pomyślał. Przyłożył powoli, bezszelestnie miecze do pleców skatowanego... człowieka? - Spójrz na słońce... odpowiedz z czego są zrobione pentagramy, a może Ahn'byss zlituje się nad twoimi grzechami...- szepnął mu prosto w ucho i poczuł swąd spalonej skóry na policzku. NIe dosłyszał się odpowiedzi. Lekki ruch ręki, miecz przeszedł na wylot skatowanego ciała, te zwiotczało. Wstał. - Do wody z tym ścierwem...- rzucił. Kopniak, plusk wody, cisza... - Kultysci... - westchnął i razem z pozostałą dwójką ruszył w strone posępnej siedziby... Anagramy nie dawały mu spokoju, iskierka niepweności zaświtała w jego głowie, a jeśli kultysta miał rację? List do generałów i służb odpowiednich został wysłany w przeciągu paru ziaren... Teraz już będą przygotowani... O ile ten wariat mówił prawdę....
po duzym plusie dla całej grupy questowej :)