Okolica jak zwykle pusta, las Yew, okolica gdzie wietrzyk muskal korony drzew a spokojna cisza zalegla sie w kazdym zakatku lasu... Jednak gwaltownosc z jaka Kapoer galopowal do swojej pracowni nie pozwalala mu rozkoszowac sie pieknem stworzonego przez Netherila Pana Jedynego swiata. Kapoer wpadlszy do wiezy zgarnal kilka ksiazek, wrzucil do jednego worka kilka mikstur i przywiazal do pasa woreczek ze skladnikami, hebanowe ostrze , nieodlaczny jego partner, samo wskoczylo mu do dloni po czym wypowiedzial on trzy - czlonowe zaklecie, zawiazal pieczec z domena demonow i otworzylo sie przed nim blekitne przejscie, bez wachania wskoczyl w portal.
Podroz w czasoprzestrzeni zawsze dzialala na niego tak samo, mdlosci i niemozliwy bol glowy skonczyl sie gdy Kapoera uderzyl przepiekny zapach wydzielajacy sie z kadzide rownie przepieknego kosciola zbudowanego na czesc Pana Milosiernego, wieza Rady Necromantow stala przed nim w calym swym uroku. Obejrzal sie raz ostatni by rozkoszowac sie spokojem otaczajacym to swiete miejsce, ktore sam Pan wydzwignal z glebin morz by jego wierni mogli zaznac Milosci plynacej z Jego slow i jego religii. Zostawil swojego wiernego wierzchowca i udal sie po schodach w jasnosc wypelniajaca wnetrze wiezy.
- Witaj Mistrzu, niech nieprzenikniona milosc Pana otoczy twa dusze. *przezegnal sie czyniac znak Netherila na sercu*
- Witaj Kapoerze. *czarna postac wymawiajaca te slowa zdawala sie zwracac nikla uwage na przybysza*
Czekajac w modlitwie na ostatniego z nich, Radni poglebiali swa wiare w slowach Pana.
- Witajcie bracia... *rozlegl sie silny meski glos w duzym pomieszczeniu*
- Witaj bracie, czekalismy na Ciebie.
- Wybaczcie, Wiara kazala mi dokonac wyboru, ktory opoznil moje przybycie.
*dwojka juz siedzacych pokiwala glowa w strone trzeciego*
Zaczela sie rada apostolow Pana, chwal Jego imieniu, niech na wieki madrosc okryje kochajacych Pana. Lecz nagle spokoj modlitw i gorliwej wiary zostal zalamany gdy wibracje ogromnej sily przeszly przez wieze, w pomieszczeniu pojawila sie wielka istota z cienia utkana.
- Nadszedl czas *glos nie brzmial ani ludzko ani demonicznie, byl nieopisywalny* by swiatu zostala przywrocona wola Pierwszych, udacie sie za mna, czy jestescie gotowi?
Zdziwieni ale zaciekawieni wszyscy odparli jednomyslnie, slowo "Tak" bylo ostatnim jakie uslyszaly mury wiezy tego dnia.
Pojawienie sie w astralnej sferze cieni wywolalo na Kapoerze burze zmyslow, wszystkie jego nerwy pracowaly ze wzmozonym wysilkiem by wylapac jak najwiecej wibracji tego wspanialego miejsca. Jednak rozmowa, ktora nastapila pozniej zmienila jego chwilowe marzenia. Naprzeciw zobaczyl trzy istoty ziemskie, dwoch mezczyzn - elfa i czlowieka - oraz kobiete elfke. To co nastapilo zaledwie chwile pozniej okazalo sie sadem nad losami naszego swiata... Kapoer szybko wyrecytowal jeden z psalmow na czesc Pana, przezegnal sie raz setny w ciagu ostatnich kilku chwil, odmowil modlitwe "Pan Nadchodzi", zlapal mocniej za Codex Damnorum, ksiege slow Pana, postapil krok naprzod gdyz z woli jego towarzyszy on pierwszy mial odpowiadac na pytanie, ktore zapowiedzial w tejze chwili Cien Przeszlosci... Reszta zalezala od woli Kochajacego wszystko co zyje Pana, Netherila, Pana Zycia i Smierci, stworzyciela ziemi i raju pozaziemskiego, tworcy przemijalnosci cierpiacego dla milionow, jedynego nieskazitelnie dobrego.
Uh coz za quest :), coz za pole do popisu slownego, walka slow, jezyk twoim mieczem, niech wygra lepiej wladajacy nie mieczem czy czarem lecz jezykiem polskim, duma naszego narodu :). Chwala pokonanym tego starcia gdyz dzielnie sie opierali nieprzenikionemu dobru Jedynego :)
kap ty fanatyku :)
hehe bosko opisane:)
ok to teraz ja:
- Niech to, to wszystko zapewne przez ta pajeczyce Lloth... wie kiedy sie spiesze i zawsze wtedy musi mi krzyzowac plany.
*szeptał nekromanta*
- Witajcie Bracia
*pokiwali mu glowami*
- Zaczynajmy *rzekl głowny Rady*
Kazdy z nas mial cos do powiedzenia lecz chwile przerwały rzeczy trudne do opisania nawet istocie tak długowiecznej jak ja.
*przerwał na chwile pisanie, zamyslajac sie*
Rzeczywiscie, nigdy nie widzialem takiej istoty jak ta, ktora wybrala nas do swego konkursu, prawde mowiac bylem oburzony lecz o tym pozniej.
Przeniosło mnie jak i moich braci do niesamowitego miejsca - jakby nowy wymiar stworzony jedynie na nasza potrzebe. Musze przyznac ze zaparlo mi dech w piersi, przed mymi oczyma dostrzeglem jedynie wrogow. Troje ich bylo, plugawe Elfy jak i Zakonnik.
Nie wierzylem ze walka o przedmiot wladajacy swiatem ma sie rozstrzygnac z takimi mizernymi istotami. Lecz nasz Gospodarz miał inne plany - walka miała odbywac sie na słowa.
Pytania pytania pytania, zaczynalo mnie to denerwowac, nigdy nie mialem cierpliwosci do rozmow, szczegolnie z wrogami. Kazda konczyla sie jednakowo.
Tym razem krew nie zostala przelana. Choc w pewnej chwili naszla mnie ochota aby do tego doszlo, bezustanne przerywania ze strony "dobra" zupelnie jakbym stał na rynku a nie prowadzil dysputy odnosnie przyszlosci Swiata.
Teraz musze zapisac ze ich zaslepienie checia czynienia dobra zaimponowalo mi, niczego nie kwestionowali, byli przygotowani na jedna wizje - wizje swego pana. Byc moze to przeklenstwo, ja i mnie podobni - dostrzegamy wszystko, szanujemy wszystko. Poczatek i Koniec.
*Drow odłozył na chwile pioro*
*Potarł zmęczone oczy prawą dłonia i przyjzal sie dokladniej temu co zapisał*
*Opuscil dłon na papier, kontynuujac*
Poczatkowy podziw przeobraził sie w jeszcze wieksza pogarde i nienawisc.
Pamietam iz szepnalem do jednego z Braci
- Co oni wygaduja? to zarkasza o bzdury, jeszcze wysłowic sie nie potrafia.
- Zaczekaj Alvorze - nasz Pan wszystko widzi, nie pozwoli nam na porazke z takimi przeciwnikami. Zreszta ten Cien wydaje sie byc istota hmmm
sprawiedliwa
Ta odpowiedz mnie zmartwila, sprawiedliwosc to pojecie niezwykle wzgledne. Z prostego szacunku do naszych przeciwnikow, nie przerywalem im ich tyrad, nie znizyl bym sie do poziomu ponizej godnosci Rady.
Ostatecznie, rozmowy dobiegly konca. Ku memu zdziwieniu Cien prowadzil dysputy odnosnie słusznosci słow po obu stronach.
Jakim obu? ich bełkot? słuszny?
Poczulem na ramieniu kojaca ciepla dlon Kapoera, złość odeszła.
- Berło nalezec bedzie do Nekromantow! - słowa dudniły mi w uszach
- NIE! - krzyczała Elfka
*Nikły usmiech pojawił sie na licach Drowa*
Poczelismy przenosic sie spowrotem na nasze miejsca, skad nas zabrano.
Prawdziwe rozmowy zaczely sie dopiero pozniej
*Trzej nekromanci siedzieli w opustoszałej Sali za ogromnym stołem, ich szeptom towarzyszyły migotania swiec*
- to co uczynimy?
*zapytał jeden a pozostali wykrzywili usta w makabrycznej imitacji usmiechu*
OK tnx za quescika
dzieki Elfom i zakonnikowi za miłe chwile.
dzieki Braciom za to ze sa :>
Czuł to doskonale.
Czuł niemalże każde wypowiadane słowo, każde odczucie, i większość myśli.
Czuł to, pomimo że go tam nie było.
Właśnie to mu umożliwiała tak głęboka wiara.
Siedział teraz w swym zamku, pogrążony w głębokiej medytacji.
Jego duch był zaraz przy nich.
Żałował że go nie wybrano do tego zadania.
Jednak to tylko go motywuje, do zgłębiania wiary w Jedynego Pana...
Kap bardzo fajnie opisane, miło się czyta :D
Alvor - tu nawet nie musze mówić, wcale mnie nie zaskoczyłeś poziomem 8)
Szkoda że mnie nie było ;)
Powtorze sie po Aruvinie - aż miło się czyta... tak...
i ten absolutny brak ironii w opisie Kapoera ;) tak...
urzekające sa Milosc i Dobro Pana, tak...
nekromanci łobuzy nie śpią... to znak, ze trzeba Wam cos popsuć :twisted: :wink:
Mam nadzieje, ze to nie ostatnie tak urzekajace opisy
" .... swiat sie wali swiat sie wali :), druidka nekromantow chwali .... "
ciekawe czyje to słowa :P
Aluve'
A przeciwnicy spia? Pozniej wstawie poczatek tej historii.
Cienie chylkiem umykaly przed wschodzacym sloncem. Zdarzaly na miejsce spotkania, na wezwanie Ostanich Cienistych Lordow.
- Nasza Rasa Wymiera - rzekl Lord 12 kregu - czas abysmy wypelnili przyrzeczenie zlozone przez nas.
Szmer przeszedl wsrod cieni. Wokol zapanowala cisza. Nawet szare plomienie ofiarnych plomienie zastygly w oczekiwaniu.
- Tak, czas oddac Pierwordnym Przeklenstwo Cieni, czas oddac Berlo Elrohila, Berlo Krwi, Berlo Krolow Eldaru. Wszyscy znamy moc jego - ciagnal - moc, ktora prawie zniszczyla nas swiat, moc ktora doprowadzila do tego, co jest obecnie. Wraz z Zabojstwem Przewodnika, moce Berla zaczely sie uwalniac. Podczas najblizszej koniunkcji planet, nie damy rady ich zatrzymac. Nastepca Przewodnika Wsrod Cieni jest jeszcze za slaby, aby nam pomoc. Musimy oddac berlo. Zgodnie z przysiegom tylko tym, ktorzy nim wladac powinni.
Wszystkie Cienie skierowaly spojrzenia na Lorda 1 kregu, ktory uniosl sie lekko.
- Jeden z nas wyruszy i odnajdzie 3 uczniow Pana Zaglady i 3 sposrod Elfow - slowa brzmialy jak wyrok. Stocza oni boj na slowa, na prawde, na pragnienia... Zguba jaka zgotowal Elrohil - slowa z trudem zostaly wypowiedziane - nalezy i do Ludu Gwiazd i do Slug Smierci. Niech los zadecyduje... Oni nie sa gotowi... Czas jednak dopelnic slowa przysiegi - rzekl i zaczal inaktowac zaklecia [...]
Wiele dni minelo zanim na oltarzu przed Pierwszym wsrod Cienistych Lordow w karmazynowej poswiacie ukazalo sie Berlo Elrohila. Lordzie - zwrocil sie do Lorda Poslanca - zabierz je i wyrusz... Niech bogowie maja nas i ich w swojej pieczy...
nadal czekam na opisy strony przeciwnej