DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Motharq w 2007 06 10, 04:53:51

Tytuł: A kiedy nadejdzie noc...
Wiadomość wysłana przez: Motharq w 2007 06 10, 04:53:51

A wiatr kołysał kłosami zbóż, równie leniwie co złocistej barwy włosami, które odbijały ostatnie refleksy słońca ginącego na krwisto-pomarańczowym niebie. Dziewczę posiadające ów włosy uśmiechało się do stojącego przed nią młodzieńca tak i różanymi ustami, jak i miodowymi oczami. Delikatne ręce muskane przez kłosy, podążały za leniwie stąpającą dziewczyną, niczym woda w rzece podążająca za swym biegiem. Kierunek nieznany, cel żaden.
                                               
                                               

- A skąd młodzieńcze to jesteś? - zielone oczy starowinki kontrastujące z szarą pomarszczona twarzą starowinki, przenikały chłopca na wskroś, łapiąc i pijąc chciwie każdy szczegół z jego twarzy.
- Eeee nie wiem, tu i tam było się... - młodzieniec bąknął jakby nieśmiale.
-A taki bladyś trochę, może jeść ci trza? - ciągnęła dalej starowinka. Nawet podkrążone oczy nie uszły uwagi kobiety - wysuszone i poskręcane palce pogładziły młodzieńca po  poliku. Ale mimo szorstkiego dotyku, chłopiec nie drgnął, nawet się uśmiechnął, ale tylko ktoś naprawę bystry dojrzałby w tych oczach nutę kpiny i arogancji.

                                                 
Słońce powoli zachodzi.

                                                 

Syk, szum, szept i trzask. Ciche przełknięcie, głośny okrzyk, półgłośne przeklnięcie. Tak walczą z ciemnością.

                                                 

-Tak jakowoś nabrałeś kolorów, mój chłopcze. Widzę że moja miksturka pomaga! - ciepły głos starowinki nie docierał jednak do chłopca. Ale znów ten uśmiech!


Łan zboża rozchylił się niczym morze na mityczny gest jakiegoś opętanego kapłana. Niebo dopiero co przybrało kolor szkarłatny, ale gwiazdy już rozlały się u stóp srebrnej tarczy, która teraz stała się widoczniejsza. Młodzieniec patrzył w  stronę gdzie kłosy zakończyły swój żywot ale nie zdradził nic do końca żadnym gestem ni mimiką twarzy. By nie umarła w strachu. Posoka koloru rubinu szybko ogarnęła mieniącą się w srebrnym blasku księżyca biała sukienkę.

Wybaczcie mi, różnie pierdoły się w nocy pisze gdy się rodzinka prawie rozpada...  :neutral: