Na głównym placu Britt, na ławeczce tuż pod wielgachnym pomnikiem Lorda Britisha siedział ktoś ... Ktoś bardzo wyjątkowy jak na ludzkie standardy. Młody mężczyzna, ciemno opalony z czarnymi włosami grzał się w słońcu. Jego odmienność najpierw można było zasłyszeć, cichy gardłowy pomruk przypominał tylko jedno, mruczenie kota. Dalej, gdy przyjrzeć mu się bliżej można było zauważyć cienkie biało-czarne wąsy śmiesznie sterczące spod nosa, oraz pionowe źrenice reagujące na najmniejszą nawet zmianę światła... Ramirez, dywaniarz, amant, pirat i szczęśliwy aktualnie mieszkaniec stolicy był wyjątkowo zadowolony. Dywany sprzedawały się dobrze, a pracy z nimi nie było dużo, bo kocie pazury pomagały operować dratwą. Wszystko byłoby piękne gdyby nie to, że właśnie o sobie dał znać brzuch.. a ryby w plecaku się skończyły. Wiele się nie zastanawiając dywaniarz udał się do pobliskiego domku w którym się już kilka razy stołował... podobnie jak w kilku innych w tym w siedzibie wysłanników niebios. Stołował się wszędzie tam gdzie ludzie hodowali sobie rybki – był to bowiem nie lada przysmak. Tak jak chciał tak zrobił i gdy już wkładał dokładnie obgryziony szkielet do akwarium ( zawsze tak robił bo wydawały mu się szalenie zabawne szkielety unoszące się w wodzie ) coś przestało być w porządku...
Nikt nie powiedział mu, że właścicielka wróciła...
Szybko to trwało... Rybki – szkielet – panika w oczach – łuska na wardze... nie pomogło również O dziwo ! Stwierdzenie 'to nie ja ta rrrrrybka tak sama' w którym 'r' było mruczane
Podniósł się krzyk i rumor. Ramirez prychnął kilka razy z tego hałasu i z dziwnym niepokojem przywitał strażnika w drzwiach... jednak już po chwili dziękował mu w myślach – tylko on byłby w stanie powstrzymać tę wredną babę przed rozszarpaniem jego pięknego kociego seksownego ciała.
A gdy akurat wszystko miało się wyjaśnić ona zemdlała... Ach jaki głupi był nasz koci amant, że nie wziął łap za pas i nie uciekł... Strażnik począł okładać kobietę po twarzy pierścieniową rękawicą i chwała mu za to ! Pytacie dlaczego ? Otóż, gdy już nasz były korsarz strażnika odprawił i zajął się cuceniem kobiety ( w czym ma Ramirez niesamowitą wprawę ) Odezwała się ona najpiękniejszym z głosów jakie można znaleźć w męskiej skali... Właśnie ... męskiej Baryton to ładna barwa .. ale nie u istoty która nosi suknie i sztuczne cycki ! O kuśce znikającej w gaciach nie wspominając... No więc się zaczęło, strażnik nie wiedział o co chodzi, to COŚ zaczęło naszego kociaka ścigać i obmacywać co futro kocie źle znosi ...Istota w sukni dostała w łeb i strażnik się zbuntował ! Zaczął halabardą wymachiwać, ale nasz dywaniarz nie jedną bitwę przeżył i wiedział, że halabarda zła jest przy niskich sufitach... Żyrandol spadł na tego podstępnego faceta w babskich fatałaszkach a zdarta suknia otworzyła oczy strażnikowi – on miał więcej mózgu, i w długą ! Ramirez biedny począł się bronić jak mógł, rzucał meblami aż w końcu roztrzaskał głowę transwestyty... no nie do końca, bo gdy ten zemdlał to Ramirez rozgniótł mu czaszkę... Co za słaboszczak... w karczmach na łbach to sie baryłki rozbija a ten tu nie wytrzymał nawet elfiego krzesła z wikliny a pozatym to sobie zasłużył ! Nikt nie będzie obłapiać Ramirezowych pośladków będąc facetem, no chyba, że Ramirez będzie mu akurat pokazywać tatuaż piracki na jego tyłku ( bo ma takowy.. pamiątka .. nie ważne po czym )
No i się zlecieli... Strażników .. Jak much ! No to nasz Kociak uciekł na piętro, ale i tam zaraz weszli, próbował nasz nieszczęśnik jeszcze sztuczki z udawaniem ofiary ale strażnicy wiedzieli jak wygląda od tego co to uciekł w popłochu. I co ? Musiał skakać, jak kot z balustrady... wprost w objęcia 10 strażników ... Skopali biednego zaszczuli i wtrącili do lochu.. Smutny los kociaka by był gdyby nie pewna portowa Kurw... lekkich obyczajów dziewka. Ona to mężnie, choć kobieta była z krwi i kości wyratowała naszego mruczka z obsesji... a cienko z nim było oj cienko... No i ? Zostawiła list... Że jeszcze się z nim spotka i że go lubi ... mimo że nie wyglądała jak go opuszczała – to chyba dobrze ? Koty lubią być pieszczone a kto się kotem lepiej zatroszczy niż kobieta ? No właśnie, tylko czekać aż się pojawi znów. Oby niebawem
Hyh... Dziękuje za gre :] Rybki podjadałem już od dawna :p
Odcisnęła usta, wysmarowane wyblakłą szminką, na pogniecionej kartce i wsunęła list pod drzwi warsztatu. "Całkiem niezły ten... kociak..." mruknęła cicho. Przygładziła fałdki poszarpanej, choć gustownej sukieneczki. Delikatnie rozplotła spięte w kok blond włosy i szybkim krokiem ruszyła w stronę bramy.... " Jeszcze się spotkamy" rzuciła w myślach, patrząc po raz ostatni tego dnia w stronę warsztatu... "Lorenzo..."...