DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Alkus w 2005 11 11, 10:58:33

Tytuł: Kronika
Wiadomość wysłana przez: Alkus w 2005 11 11, 10:58:33
                                                           13 dzien Szponow Mrozu

        Drogi Mortarisie,
      Wiem, ze dawno nie pisalem. Chyba sie balem... W kazdym razie widze je ponownie. Za kazdym razem jak zamykam drzwi, one na mnie patrza. Ja ich nie widze, ale widze ich rozbierajacy wzrok, widze kazde ich spojrzenie, ktore jak grot strzaly, przebija mnie na wylot. Gdy zasiadam do stolu, sztucce nie pozwalaja mi jesc. Obijaja sie jak szalone o porcelanowy zestaw, ktory dostalem od Yezdigarda. Rozszalalem wpadaja w moj umysl i tam panosza sie, pobudzajac kazdy receptor bolu jaki mi pozostal. Ja nie chce tak bytowac. Musimy cos z tym zrobic, prosze przyjedz jak najszybciej...

                                   Z pozdrowieniami twoj przyjaciel Jason Marbles                                          




i tak oto milym wstepem rozpoczynam kronike zamku wampirow ;] Najmilej by bylo, gdyby nawet najdrobniejsze eventy byly opisywane tutaj w postaci wszelkich listow, ogloszen, wystapien... Oczywiscie nawet zwykle wydarzenia, w ktorych nie bral udzialu zaden GM, a bylyby dosc wazne, wypadaloby opisac :P
Tytuł: Kronika
Wiadomość wysłana przez: sleeper w 2005 11 12, 12:35:54
Najdrozsza
Wybacz, ze nie wymieniam w tym liscie Twojego imienia, lecz moglby on sie dostac w rece osob trzecich, co postawiloby pod znakiem zapytania Twoja dzialalnosc. A jestes dla nas zbyt cenna. Ostatnimi czasy wiele sie dzieje w naszej malej spolecznosci, jednak z wyzej wymienionych powodow nie o wszystkim moge Ci napisac.
Przyjelismy wczoraj do Rodu nowego czlonka. Bardzo zaradna osoba jak na smiertelnika. Zdobyl dla nas kilka ciekawych informacji. Wiekszosc to plotki krazace o wampirach na powierzchni, plotki w ktorych nie ma ziarna prawdy. Tym lepiej z reszta dla nas, im mniej ludzie o nas wiedza, tym lepiej.
Chcialbym Ci przyblizyc sam rytual zarazenia. To napiecie, ta wyraznie jak nigdy wyczuwalna obecnosc Przedwiecznych... Mam nadzieje, ze kiedys sama tego doswiadczysz... A ja bede tym ktory Ci to ofiaruje.
Jak juz wspomnialem, wczoraj zarazilismy nowego smiertelnika. Ma na imie Koriel. Bardzo niepewnie przekraczal progi Sanktuarium. Dla mnie, jako Dziecka Nocy taka reakcja jest conajmniej dziwna, jednak ta wszechobecna krew i jej zapach moga zwyklego smiertelnika przyprawic o mdlosci. Cala niepewnosc zniknela w momencie, gdy nacialem mu nadgarstek i pozwililem aby jego krew zmieszala sie z krwia reszty Vampirica. Na krotka chwile cala krew zakrzepla w naczyniu jakby ozyla. Zakotlowala sie moment po czym znow zastygla. Tak... krew Rodu Vampirica... juz nie tak silna jak kiedys, coraz bardziej rozrzedzona, jednak nadal majaca w sobie ogromny potencjal. Potencjal, ktory mam nadzieje uda sie wyzwolic juz niedlugo...
Przez caly czas byl ze mna takze On... w mojej glowie. Mowil do mnie przez caly czas trwania rytualu. Ksiaze uwaza,  ze powinienem Go ignorowac, zapomniec o Nim. Jednak ja nie potrafie... Nie potrafie zapomniec o tym ktory powolal mnie do istnienia. O tym, dzieki ktoremu mam jakiekolwiek wspomnienia z poprzedniego zyca (nawet jesli sa one metne i niejasne). Mam nadzieje, ze Ty jedna potrafisz zrozumiec to co czuje. Ten glos... Jego glos i inne ktore zsyla do mojej glowy... Czasem bol jest nie do wytrzymania... Ale musze byc mu posluszny, bez wzgledu na wszystko.
Koncze juz ten list, On znow nie pozwala mi sie skupic. Musze odpoczac, glowa znow zaczyna mnie strasznie bolec...

Pozdrawiam, Mortaris.

PS
Mam nadzieje,  ze uda nam sie jak najszybciej spotkac. Tam gdzie zwyke...


Dzieki Alkus, ze pomyslales o takim temacie :) Mam nadzieje, ze uda mi sie regularnie tutaj cos skrobnac ;)
Tytuł: Kronika
Wiadomość wysłana przez: Alkus w 2005 11 12, 23:58:08
Szept. Jedyny. Przeciskajacy sie przez trwale marmurowe sciany. Dumnie stojace, pedzace w gore, jak gdyby probowaly sie same rozrastac. Moze tak robily?

....i liczylem ciala jak owieczki, przeskakujace przez wyimaginowany plotek...

szloch? niepojety. napewno przedzierajacy sie przez resztki czlowieczenstwa...
Tytuł: Kronika
Wiadomość wysłana przez: Gofer w 2005 11 13, 13:30:15
wykasowane

Panowie i Panie kulturki za grosz?
Tytuł: Kronika
Wiadomość wysłana przez: Yezdigard w 2005 11 14, 21:52:37
4 dzień Wysokie Słońce roku 540

Tego dnia jak już od wielu tygodni zagłębiony w swej pracowni  młody wampir Yezdigard Quells z monotonią oddawał się treningowi zakazanej magii. Czas mijał szybko, godziny mijały jedna za drugą, aż po raz nie wiadomo już który, poczuł to mrowiące, miłe uczucie, nadchodziła noc i jej błogosławieństwo. Nadeszła ponownie ta jedna z niewielu chwil, kiedy w spokoju, bez obawy przed palącymi promieniami słońca będzie mógł przemierzać Sosarię.

Zaginione Krainy to dziwne miejsce ale tam akurat przyszło mu wyruszyć, jechał do pracowni nekromantów po zaopatrzenie w kości demonów. Zerwała się wtedy dziwna zawierucha, ziarna piasku poczęły zataczać  kręgi obejmując powoli kopyta wierzchowca i jego ciało. Spiął konia i pognał czym prędzej ku nekromantom. Chciał jak najszybciej opuścić to miejsce i wrócić do swej pracowni, nie było mu to dane. Woda poczęła występować z morza i odcinać mu drogę powrotu, chciał się wycofać lecz z tyłu także kotłowały się fale, cofnął się wiec pod skały, uchwycił mocniej cugle i czekał chwili do skoku. Nagle woda cofnęła się tak szybko jak wystąpiła z brzegów, przybliżała się teraz do niego i oddalała, kołysała się równomiernie, zdawało mu się jakby wyciągała po niego swe spienione dłonie. Jego wzrok sięgał teraz daleko, bardzo daleko, przed oczami zaczęły przebiegać obrazy niedawnych zdarzeń, myśli błądziły gdzieś pomiędzy światem żywych i umarłych.

Wizje zaczęły się materializować widział ponownie i słyszał głosy, które męczyły go od pierwszych dni stania się tym kim był teraz, od dnia kiedy po raz pierwszy postawił nogę w Mieście Wampirów.

Dziwne rozmowy w jego pracowni osób, których nigdy nie widział, krwawe jatki krzyki, patroszenie ciał i nagle cisza, cisza tak straszna, że przewiercała mózg, potem kujący  ból i omdlenie. Budził się i ponownie słyszał rozmowy. Rozmowy o ciałach, krwi, zabijaniu i trzynaście, uparcie powtarzane trzynaście, wciąż to jedno kołatało się w głowie Rada Trzynastu.

Mała dziewczynka stojąca w zamku, w zamku Gillesa de Rais. Widział ją przez chwilę. Taka mała, taka niewinna, taka .... przezroczysta. Patrzyła na niego swoimi oczami, pełnymi radości i smutku trzymając małego misia, którego mocno obejmowała. Chciał ją dotknąć, przytulić, pomóc, ale im bardziej się do niej zbliżał tym bardziej ona się oddalała, aż w końcu znikła. Coś w nim wtedy na chwilę pękło, zjawa, dziecko, a może wspomnienie? Wspomnienie tego, że kiedyś był kimś innym. Po policzku spłynęła mu wtedy łza, jedna jedyna, tak zimna, że spadając rozbiła się o posadzkę na tysiące drobnych kryształków lodu..

Patrzył teraz na Badalamana, mówił coś do niego mocno gestykulując, nie słyszał z tego ani słowa, popatrzył jednak w bok gdzie tamten mocno wskazywał. Jakże był zdumiony tym co zobaczył. Stał przedni jeździec na koniu, przyodziany w zbroję płytową identyczną jak sam nosił i oręż ten sam. Jakże był przerażony gdy jeździec zdjął hełm. Zobaczył samego siebie, ale nie takiego siebie jakiego znał, oczy płonęły kolorem krwi, piana toczyła się z ust, na twarzy malowała się wściekłość jakiej nigdy dotąd nie widział, a może widział? Gdzieś ...... gdzieś głęboko w najdalszych krańcach swego umysłu.

Ocknął się patrząc w głębię wody, jak długo tu stał? Właśnie budził się świt.

- Nic tu po mnie – powiedział.

Wskoczył na konia i czym prędzej wrócił do swojej pracowni.
Tytuł: Kronika
Wiadomość wysłana przez: Alkus w 2005 11 14, 22:32:34
                               OBWIESZCZENIE

           Zaleca sie domykania wszelakich drzwi i okiennic. Spowodowane jest to grasujacymi nieopodaal zartownisiami i huliganami. Podczas zmiany wartownikow, zaobserwowane zostaly dziwne wydarzenia o charakterze destrukcyjnym. Zapasy wina zostaly doszczetnie zniszczone, zas napoj porozlewany po calym pomieszczeniu. Straz pracuje nad rozwiklaniem calej zagadki.
                                      Komendant strazy zamku Gillesa de Raisa
Tytuł: Kronika
Wiadomość wysłana przez: Yezdigard w 2005 11 15, 19:03:15
17 dzień Wysokie Słońce roku 540

Yezdigard stał spokojnie w zamku Gillesa de Raisa przy swej skrzyni bankowej, przebierał w niej zajadle przepatrując zakamarki w poszukiwaniu składników. Tego dnia w banku panował spokój i głucha cisza, dało się tylko słyszeć szybkie sapanie i co jakiś czas rzucane półgębkiem przekleństwo:

- Psia mać, te składniki kończą się szybciej niż je skupuje.

Niezmąconą prawie niczym ciszę przerwał nagle przeciągły świst, ostry powiew wiatru pchnął drzwi przedsionka skarbca i z łoskotem cisnął nimi o ścianę po czym z takim samym łomotem je zatrzasnął. Yezdi cofnął się za kamień miasta i stał tam osłupiały w bezruchu przez dobrych parę chwil. Drzwi z hukiem otworzyły się ponownie, wiatr szalał po pomieszczeniu, jak oszalałe łomotały też otwarte jakimś cudem drzwi skarbca. Wszystko to trwało mgnienie oka, a może tak się tylko wydawało i tak jak się zaczęło tak się skończyło.

,,Jak to możliwe – pomyślał. Przecież drzwi od skarbca powinny być zaryglowane"

Wychodząc z pomieszczeń bankowych Yezdi kątem oka dostrzegł jakiś cień, może zjawę, a może po prostu ogłupiałego wiatrem szczura uciekającego w popłochu,  tak mu się przynajmniej wydawało. Powstrzymał kroku, by przez chwile omieść wzrokiem pomieszczenie i poczuł coś na swoich plecach, coś jakby ........ oddech. Odwrócił się na pięcie i oczom jego ukazała się półprzezroczysta, zakapturzona postać, która widząc jego spojrzenie natychmiast znikła.

- Ktoś ty – wycedził przez zęby Yezdi. Ukaż się!

Zjawa pojawiła się jeszcze kilka razy w różnych miejscach, jakby z niego drwiła i znikła.

- Czemu biegasz jak obłąkany – zapytał nagle stojący obok strażnik.
- Strażnik – krzyknął Yezdi. Widziałeś to, widziałeś ją.
- Kogo miałem widzieć – zapytał tamten. Nie widzę tu nikogo prócz obłąkanego młodzieńca.

Yezdigard pokiwał głową.

- Nic, nic, coś......, ktoś......., widać mi się przywidziało.
- Zaiste, nie inaczej – odparł strażnik i wrócił do swej służby w zamku Gillesa.

Młody wampir nie wiedział już co ma myśleć, co mówić. Coraz więcej dziwnych zdarzeń tkało dziwną sieć wokół niego, coraz więcej głosów wypełniało umysł, świat zawirował. Padając na posadzkę zdążył jeszcze dostrzec dziwnie emanujące światło odbijające się od kunsztownie wykonanej zbroi stojącej na stojaku przy wejściu, a może to też było przywidzeniem?.

Teraz już tylko ciemność .......... ciemność spowijająca umysł na wiele godzin.
Tytuł: Kronika
Wiadomość wysłana przez: Kirvin w 2005 11 15, 21:53:30
Ponowne przebudzenie
PROLOG
Był późny, letni poranek. Słońce grzało wznosząc sie leniwie ku zenitowi i ogrzewało zgromadzonych interesantów w Banku Yew.
Kirvin bardzo lubiła tą pore roku, właśnie tego brakowało jej przez wiele stuleci, gdy była pogrążona w chorobie.
Rozsiadła sie wygodnie na ławce, w centrum skwerku aby troszkę opalić śniadą skóre. Nogi ułożyła na pustej czesci siedziska i przekreciłą sie tak, aby całym ciałem cieszyć sie promieniami słońca.
Zamknęła oczy i zaczeła snuć marzenia o bitwach, skarbach i łowach, czyli o wszystkim tym co tak bardzo lubiła i czym zajmowałą sie teraz niemal cały czas.
Wnet przez chwile poczuła nieprzyemne swędzenie na łydkach. Sądząc że ukąsił ją jakiś wredny komar, pospolity o tej porze roku, tylko podrapała.
W chwile później gry juz zdążyła niemal całkowicie zapomnieć o niemiłym incydencie, poczuła to samo znow w tym samym miejscu i na drugiej nodze.
Lecz tym razem było to setki razy bardziej dokuczliwe, jakgdyby ktoś rozżażonym węglem ocierał o jej skóre.
Chciała sie zerwać, lecz całe ciało było sparalizowane jakąs niewytłumaczalną siłą, nie mogła wykonać najmniejszego ruchu.
Ból i palenie stawało sie coraz bardziej dotkliwe... co wiecej, postępowało po wszystkich odkrytych miejcach ciała.
Czuła jak pochłania ją ogien
Skóra pękała a z ran wylewała sie ropa pomieszana z krwią.
Paliła sie żywcem... chciała krzyczeć, uciekać, płakać... nie mogła!
I gdy już osatnie płomienie miały skończyć jej agonie, przypomniała sobie Jego imie  i poczuła jak w niej narasta... znow sie zbudził tym razem by zabrać ją na zawsze...
***
- NIE!!! - zerwała sie z krzykiem zwracając na siebie uwage Goorgotha i kilku jego rozmowców.
- Co Kir? Śniło Ci sie że Elmar Cie goni? - zachichotał Berserker, a jego kompani wybuchli śmiechem.
Kirvin nawet nie drgnęła, była przerażona...
Na swej łydce ujrzała świeże poparzenie...
Tytuł: Kronika
Wiadomość wysłana przez: Kirvin w 2005 12 15, 11:44:53
Ponowne przebudzenie
ROZDZIAŁ 1
W powietrzu rozległ się cienki świst, który szybko przeszył gęste powietrze.
Ogr szerzej otworzył żółte ślepia, pozostał chwile w bezruchu, poczym zatoczył się, plunął krwią i runął na ziemie. Z pobliskich zarośli wynurzyła się smukła postać ubrana w skórzaną zbroje a w ręku trzymała potężny łuk refleksyjny. Łuczniczka szybko obejrzała ścierwo w poszukiwaniu kosztowności a następnie wyrwała dobrą jeszcze strzałę z szyi potwora.
Uśmiechnęła się do siebie i wskoczyła na Ostarda.
Ruszyła w dalszą drogę, pocierając rękawicą oparzone miejsce na nodze, jak gdyby, pomimo kilku tygodni nadal ją piekło.
Od kilkunastu godzin polowała na poczwary zbierając, co cenniejsze, zdążyła zgłodnieć i była już zmęczona, toteż postanowiła wrócić do domu.
Była blisko od miasta, a jednak droga dłużyła się w nieskończoność wijąc się miedzy drzewami. Niebo zdążyło pociemnieć, a szlak nadal wiódł dalej.
Drzewa jakby zmieniły oblicze, stały się ciemniejsze i srogie.
W końcu Kirvin dostrzegła znajome kształty zamku...
ZAMKU!? Przecież w Yew nie ma zamku...!!
Drzewa wokoło były czarne i posępne.
Dziewczyna kierowana ciekawością nadal jechała na przód, mimo chłodu i narastającej grozy.
Na tle potężnego zamku z czarnego marmuru ujrzała wielkie schody prowadzące wprost do gigantycznego sklepienia.
Zatrzymała zwierze a sama powoli pięła się po stopniach.
Nie była przerażona, ani zdziwiona... Znała to miejsce i wydawało się jej być domem... Jednak tak dawno... Tak dawno widziała je po raz ostatni.
Po przekroczeniu pięknie zdobionego portalu znalazła się wewnątrz wielkiego holu zrobionego bogatymi ozdobami sprzed wieków.
Mimo całego przepychu nie była olśniona tym dostatkiem, nawet nie zwróciła na niego większej uwagi. Dobrze znała to miejsce, spędziła tu większość swej egzystencji.
Zamek Gillesa niczym się nie zmienił od czasu, kiedy go opuściła, może tylko trochę zarósł pajęczynami, co mogło sugerować, że nie ma tu już żadnej kobiecej dłoni, która opiekowałaby się starymi murami.
Szła dalej, stąpając ostrożnie i wytężając zmysły. Rozglądała się uważnie. Szukał czegoś, chociaż sama nie była wstanie powiedzieć, czego.
Weszła do biblioteki. Półki aż uginały się od ciężaru ksiąg i skroli. Znów wyszła do holu i poczęła kierować się w stronę schodów prowadzących do fontanny krwi - jak dobrze zapamiętała.
-OPAATHAAV!!! - wtem ostre, ochrypłe słowa przecięły cisze niczym ostrze tafle wody.
Kobieta znieruchomiała i odwróciła się za siebie, lecz nikogo nie ujrzała. Spanikowana poczęła bezradnie obkręcać się wokoło. Nałożyła strzałę na cięciwę i miotając się, próbowała znaleźć autora wypowiedzianych słów.
-Thass neeth ynathess, Maavsth Dessaan! - znów zagrzmiał głos, lecz postać nadal się nie ujawniła.
Przerażona i zmęczona łuczniczka stałą jeszcze chwile wpatrując się w gęstniejącą mgłę spowijającą hol. Wtem dojrzała jakiś kształt zbliżający się do niej powoli. Niewiele myśląc wypuściła strzałę, która z świstem wbiła się w sylwetkę.
Cel jeszcze chwile postał, po czym zwalił się bezwładnie na ziemie.
Kir odetchnęła i na moment zamknęła oczy, aby się koncentrować.
Kiedy znów je otworzyła ze zdziwieniem stwierdziła, że znajduje się pod bramami Yew a kilka łokci dalej, na trawie, leży jej ostard w kałuży krwi.
- Oszalałam - szepnęła do siebie...
- Thass neeth ynathess... - nagle rozbrzmiały w jej głowie słowa, odbijając się pustym echem...
Przez kobietę przeszły ciarki a ona sama złapała się za głowę mocno zamykając oczy...
Na jej łydce popatrzenie nabrało dziwnego kształtu przypominającego herb Vampirici - rodu wampirzego.


cdn...
Tytuł: Kronika
Wiadomość wysłana przez: Tinerot w 2005 12 16, 08:16:37
Przez Ciebie musiałem szukać na mailu słownika i tłumaczyć ten bulgot :D Ale w końcu podołałem. Na moje to masz lekkie problemy z interpunkcją. Poza tym jakoś nie mam zarzutów. Come back, Kiriam! We miss you!
Tytuł: Kronika
Wiadomość wysłana przez: sleeper w 2005 12 16, 17:38:41
Staraj sie Kir, staraj;] Brakuje nam Ciebie ;**
Tytuł: Kronika
Wiadomość wysłana przez: Krowi_Bog w 2006 01 11, 15:43:14
Gdyby nie On, to wszystko byłoby niczym. Pustką. Z każdym zmierzchem ten sam rytuał. Uniesione wieko trumny, spojrzenie w bok - tam zamknięte trumny mej Matki i przyjaciela. Cała wieża, pełna splendoru i przepychu, a także ciszy. Co sprawia, iż ci, którzy trwali w nieżyciu dłużej, wstają z wyłożonej atłasem trumny coraz rzadziej, by następnie zapaść w w wieloletni, jeżeli nie wieczny sen? To nie jest świat dla nieśmiertelnych. To świat tych, w których żyłach płynie najdrogocenniejszy skarb Sosarii o cieple tak wielkim jak to, które dawało śwało Słońca padające na twarz. Czy... Czy, aby dobrze to pamiętam? Zgnuśnienie świata. Gdyby nie On też i moja trumna leżała by z zamkniętym wiekiem. Nadchodzą nowe czasy - czasy śmiertelników. Czy to oni rosną w siłę? Czy to słabnie nasza moc? Nic nie smakuje tak, jak krew z tętnicy szyjnej pachnąca lękiem... Klęczący przede mną śmiertelnik ze spodniami ubrudzonymi moczem i fekaliami w spazmach lęku przypomina o tym, kim się jest... A oni? Chcą ze mną rozmawiać, zapłacić mi za Dar. O Panie! Uważają, iż te kilka złotych krążków sprawi, iż będą godni... Dlaczego nie wstajesz ze swego grobowca, gdy wiesz co dzieje się tu na powierzchni?! Nie są godni by raczyć ich dotykiem mych ust na ich szyjach. Robactwo.
Gdyby nie On, dawno bym już...
Zawsze pragnęłam Mocy, a bronią mą i narzędziem mym było kłamstwo. Fokhard, Shak'kri, Aron i wielu innych... Kłamstwo. Myślałam, że byłam wielka. To, że się myliłam uświadomił mi Mistrz. Wtedy, gdy uczyniłam by to on został mym Mistrzem i wtedy, gdy splunął na świat i położył się do trumny na wieczność. Oczyma wyobraźni myślałam o osikowym kołku. Ale On...
Gardziłam Jego miłością, bawiłam się Nim, wystawiałam Go na próby dla mego zadowolenia, a On nie zaprzestawał. Ileż to razy nie zrugałam go z błotem... Nie śmiałam się z niego w cieniu gospody Yew, gdy na piętrze spoglądał w wyryte na stole serce i słowa. A On? Uczynił to, o co nie mogłam Go nigdy prosić. Poświęcił się dla mnie, tak jak ja poświęciłam się księgom i słowom mocy. Gdy ja wertowałam stronice zamkowej biblioteki, rozmawiałam z bliźniakami z latarni On cierpiał by mi udowodnić.

Nie zdarza się już by tworzył dla mnie pieśni. Nie rysuje już, chociaż z czcią przechowuję skoroszyt ze szkicami, które powstały z ręki jego w Yew. Stał się wielki, mimo że nikt go takim nie nazywał. Kocham Go. Kocham te jego srebrne oczy o blasku Księżyca, kocham ciepło jego futra, kocham przywiązanie jakim mnie darzy. Kocham to, iż zawsze stanie w mej obronie. Kocham Go za Jego miłość do mnie... Mimo, że rzadko mogę dotknąć jedo drobne dłonie i tylko kilka miejsc w Sosarii pozwala nam wyznać sobie miłość nie zamieniłabym tego Daru na żaden inny.

Budząc się wieczorem wiem, iż tej nocy nie jestem sama, posilając się wiem, iż i On posila się na podobny sposób, a idąc w las uśmiecham się słysząc znajome mi wycie wilka.

Jestem Jego na wieczność.
Tytuł: Kronika
Wiadomość wysłana przez: Alkus w 2006 01 14, 17:54:25
Przypadek Willhelma Jhareda

  Czy go uslyszal? Tego nie byl pewien... zreszta malo czego byl pewien. Kazdy szelest byl jak krzyk przeszywajacy kazda czesc jego.. ciala? Ciemnosc byla jego korona, z ktora sie nie rozstawal, jednak to czucie bylo czyms, co zmienialo ta zlota korone w korone cierniowa. Nie potrafil myslec, bytowac w zapomnieniu i zatapiac sie w swoim przezytym zyciu, wiedzac, ze jest juz ktos... KTOS. Jego zywot byl dosc paradoksalny. Zyl, a jednak nie zyl. Nie mozna tez do konca powiedziec, ze byl nieumarlym. Moze byl poprostu BARDZIEJ nieumarly, jezeli mozna to tak nazwac. Nie slyszal tych rytualnych glosow wszystkich spirytualistow, probujacych go wyciagnac z powloki rzeczywistosci. Cale jego istnienie bylo jednym wielkim paradoksem. Nie czul, a jednak wiedzial, ze TEN KTOS jest... jedynym wytlumaczeniem na to bylo: "czuje Cie", "Czuje, ze nadchodzi"... Ale nie czul... Cholera, nigdy tak bardzo nei czul jak teraz. Jedyne, co bylo wspaniale w takim bytowaniu to pamiec... Pamietal co bylo wczoraj, dzis i co bylo jutro... On to juz przezyl, choc nawet tego jeszcze nie bylo. Bo tam, gdzie on sie znajdowal to wszystko nie mialo sensu. Czas dopadal tylko slabych i byl narzedziem rzeczywistosci. Gdzie byl? A moze lepiej.. kiedy byl?
   Poczul go...

   Dlon powoli przeciskala sie przez zawieszone miedzy swiatami wieko trumny. Ogromna sila delikatnie wyrwala Wieko z zawiasami, zas zardzewile gwozdzie z metalicznym hukiem opadly na ziemie.

   Huk byl nie do zniesienia. Cisza, bedaca jego jedynym zajeciem pekla jak pecherzyk powietrza, pedzacy po lustrzanej nawierzchni wody. Wiatr zachwial jego swiatem, burzac fundamenty Nieczucia. Poczul jego delikatne opuszki palcow. Rzeczywistosc nabierala sensu.. prawie wszstko. Jego przerazajaca rownowaga umyslu nie pozwalala na abstrakcyjne poznawanie tego, co utracil przed laty. Nic nie bylo takie same, tajemnicze, troche szalone. Tutaj wyobraznia nie naginala Prawdy, nie ciela rzeczywistosci na kawalki i jka najatrakcyjniej podawala mu do dokladnej analizy. Teraz wszystko bylo takie... suche i obce. To czym zywila go jego pamiec runelo, ukazujac czysty obraz terazniejszego swiata. Pamietal moment kiedy sie budzil.
Pamietal teraz.
 
   Postac przez chwile zalewitowala w powietrzu, chwytajac za niewidzialna klamke perfekcyjnej gramy pomiedzy dwoma swiatami. Delikatnie rozchylil drzwi. Wpadl przez nie niewidzialny, a jednak namacalny promien, ktory nie nalezal ani do TEGO, ani do TAMTEGO swiata. Przez chwile swiat przystanal, zas istota zrobila malutki krok. Czas i rzeczywistosc ruszyla po chwilowej pauzie.


   Dalem mu moj pojemnik na wspomnienia. Cos, dzieki czemu bede magazynowal swiat, upychal kazda emocje w BARDZIEJ niezywym pojeciu istnienia. Dzieki niemu poznam kazde uczucie od nowa... bo teraz niepamietam "JAK?".
_______________________________
zaraz reszta... :P
Tytuł: Kronika
Wiadomość wysłana przez: sleeper w 2006 01 14, 20:55:17
Byl z nim odkad pamieta. Byl z nim, a wlasciwie w nim. Glos. Glos ktory go prowadzil, glos ktory powolal go do istnienia. Co bylo przedtem? Nie pamietal. Obrazy z poprzedniego zycia niczym puzzle ukladaly sie w makabryczna ukladanke, ktorej mimo wszystko nie chcial znac.

Tak bylo az do momentu gdy zjawilo sie to.. cos. A wlasciwie ktos. Bogato ubrany, z arystokratycznymi manierami. Kwieciste slownicto. Moznaby pomyslec, ze to jakis bankier (ktorym napewno kiedys byl), gdyby nie to, ze postac sie rozmywala. Byla.. niematerialna. Unosila delikatnie nad ziemia nie wzbudzajac najmniejszego nawet szelestu swoimi ruchami. Cala postac byla jakby z mgly.
Zaproponowala mu... byt. Istnienie. Nie moznabylo tego nazwac zyciem, gdyz umarl dawno temu. Nie byla to takze smierc, gdyz organizm funkcjonowal.

Ale przeciez Mortaris juz od dawna znajdowal sie w stanie nie-zycia. Predestynowalo go do tego to, czym byl.
Upior jednak oferowal mu to czym byl, tylko... bardziej. Jednoczesna obecnosc tutaj i tam.

Z reszta Mortaris podswiadomie chcial zmiany. Meczyl go praktyczny brak samoswiadomosci. Robienie wszystkiego pod dyktando kogos, kogo istnienia w gruncie rzeczy nie byl pewien.

Stal sie.. upiorem. Nie, nie typowym upiorem jakich pelno na zalnikach. Stal sie bytem zawieszonym miedzy dwoma swiatami, a jednoczesnie mogacym przejsc do jednego z nich. Lacznikiem miedzy nami, a nimi.
Nie byl swiadom konsekwencji swojego czynu. Mial sie dopiero o nich przekonac...
Tytuł: Kronika
Wiadomość wysłana przez: Alkus w 2006 01 14, 21:12:28
Upior... hm.. jak mozna to nazwac... Jest chmura, przenikajaca nietrwala sciane zycia i smierci... Nie kazdy potrafil przejsc przez ta sciane... niektore istoty, zdolaly wrecz usadowic sie w niej dokaldniej, mieszkajac tam, zyjac, koegzystujac ze soba. Tworzac cos na ksztalt swojego wlasnego swiata, skladajacego sie z Pamieci. Dla istot zawieszonych pomiedzy dwoma swiatami podstawowym budulcem jest wlasnie Pamiec. Pamietaja wszystko to co bylo, jest i bedzie. Sa w tym swiecie zamkniete, zazwyczaj dlatego, ze maja jakas misje do spelniania. Czasem jednak istoty owe, z wlasnej woli nie robia tego ostatniego kroku ku zapomnieniu. Upior pomaga im przecisnac sie przez waskie szczeliny tej sciany. Tak naprawde nie jest w zadnym z tych trzech swiatow. Nie nalezy do Nie-zyjacych, nie nalezy do zyjacych, ani nie podlega prawom swiata przechodniego. Jest Haronem wszystkich lewitujacych miedzy swiatami...

Ale to nie bylo zycie dla bankiera... nie wytrzymywal tego, nie potrafil nigdy myslec o niczym dobrym... przez to nie mogl byc materialny. Draznila go jeszcze Czystosc umyslu.... ale najgorsze byly glosy... pedzily za nim zawsze, wszedzie... byly nieodlaczna czescia bycia upiorem. ALbo sie do nich przyzwyczajales, albo... szalales. Chyba, ze byles sprytniejszy i ten "dar" przekazales dalej, jak chorobe, albo neichciana zabawke, ktora miala pewien element, cholernie psujacy cala zabawe. I wtedy znalazl kogos, kto byl dobry.. nie nie nie... nie byl dobry na jego miejsce... byl odpowiednio szalony by przyjac propozycje zamiany miejsc... i zrobil to...
Tytuł: Kronika
Wiadomość wysłana przez: Aruv w 2006 01 15, 15:25:17
Z prywatnego dziennika...

Dziś zostałem zaproszony na dziwną rozmowę. Mój stary znajomy, Mortaris Horn, koniecznie chciał udać się w odosobnione miejsce prawie, że wyciągając mnie za szaty z zamku Leśnej Osady Yew. Zawsze był mocno zdenerwowany (nerwowe ruchy dłońmi, niespokojne przyglądanie się wszystkim) jednak tym razem przeszedł chyba sam siebie.
Gdy tylko drowowi udało się uspokoić wampira, wyciągnął zza szaty kilka ziół z błyszczącymi wśród nich kamieniami i rzucił mocno o ziemie. Szmaragdowe opary spowiły dwie postacie...Po chwili oboje znajdowali się już przy bramie cmentarza Cove.
- Jestem Strażnikiem tego miejsca - rzucił bezceremonialnie mroczny elf.
Mortaris nawet nie zareagował. Gdy tylko zbliżyli się do pobliskiego drzewa, zszedł szybko z koszmara i rozpoczął swoje opowiadanie.
Nekromanta widząc, że zapowiada się dłuższa rozmowa, ściągnął swój hebanowy kaptur i przyglądał się światłu gwiazd słuchając nerwowych szeptów wampira.
- Podobno potrafisz kontaktować się ze światem umarłych! Opowiedz mi o tym... - Wyrzucił z siebie Horn.
Drow podszedł do niego chowając sztylet za szatę. Wzniósł dłonie w górę i wypowiedział słowa przywołania. Chwilę po tym wszystkie leśne odgłosy ucichły. Drow unosił się trochę ponad ziemią a czarny falujący całun spowijający jego ciało zdawał się pochłaniać każde, nawet najmniejsze światło.
- Dar ten płynie od naszego Pana Netherila - Dalurvith przemówił dwoma głosami - Jeśli tylko chce..... - Urwał natychmiast odwracając się do tyłu. Ślepia drowa jarzyły się szmaragdowym światłem. Dwa punkty obserwowały dokładnie całą okolicę...
Cichutkie szepty zdawały się tańczyć po pobliskich drzewach. Ich zabawy wydawały się być coraz bardziej zastanawiające i interesujące.

- Dalurvith Tor'ath

[cdn jak się dokulam do domu :P ]
Tytuł: Kronika
Wiadomość wysłana przez: Aruv w 2006 01 26, 20:27:04
Z prywatnego dziennika...
Fragment II


Szybciej szybciej!
Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć!
Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć!
Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć!
Chichoczące głosy skakały wciąż w wesołym tempie po otaczających dwójkę osób drzewach. Wreszcie...Ustały. Lecz tylko pozornie. Po cichu, jakby skradając się, zbliżyły się do postaci odzianej w czarną szatę i po cichu szeptały...
- Dance Macabre..
- Dance Macabre...
- Dance Macabre!
Ostatnie słowa odbiły się głębokim echem w pobliskim lesie. I jakby na to zawołanie, zza horyzontu powoli zaczęło wychylać się słońce. Pierwsze promienie natychmiast boleśnie ukłuły czułe oczy drowa, a następnie zaczęły z wolna smażyć marmurową skórę Mortarisa.
Nekromanta naciągnął mocniej kaptur na głowę, obserwując jak jego znajomy rozpływa się w krwawej mgle, wymykając się po raz kolejny porankowi...


- Dalurvith Tor'ath
Tytuł: Kronika
Wiadomość wysłana przez: Alkus w 2006 01 26, 21:44:48
Czy wyobrazales sobie, ze ostatnia rzecz jaka uslyszysz bedzie cisza?


Bedac "po wszystkim", tak naprawde slyszalo sie i widzialo wiele rzeczy. Nic nie bylo takie, jakie bylo w rzeczywistym, nakreslonym przez czlowieka swiecie. Cisza miala swoj wlasny dzwiek.Byla jak tepy olowek, probujacy za wszelka cene wbic sie w glowe, meczac przy tym istote dzwieku. Slodycz miala swoj wlasny ksztalt, pedzacy przez zadyme Pamieci, krzatajaca sie to tu, to tam, wpajajac w oswiecone umysly piaski zawilych intryg innych upiorow. Bo po smierci nie byles niczym innym tylko swoistym upiorem, krzatajacym sie bezcelowo po niematerialnym, nierzeczywistym swiecie. Nierzeczywistym z perpektywy patrzenia normalnego czlowieka, ktory "normalnosc" i "rzeczywistosc" wykreowal sobie sam. Tak naprawde swiat po hm.. przejsciu, jak mawiaja tutaj CI, ktorzy sa tu dluzej.. poprostu dluzej. Zatem swiat po "przejsciu" byl ngromadzeniem personifikacji wszelkich zjawisk. Tak naprawde, byl nawet bardziej zywy, niz swiat, ktory opuszczali.
Tytuł: Kronika
Wiadomość wysłana przez: Alkus w 2006 01 29, 10:03:23


Para slow splunela niespodziewana metafora. Wyobrazenie cienia popychalo jego wieksza, prawdziwa istote wlasnego istnienia. Trafiajacy tutaj czlowiek tworzyl swoj wlasny, unikatowy swiat, bo tak naprawde to on uczlowieczal wszystkie zjawiska. Nie potrzebowal zadnych konkretnych zmyslow - wszystkie wyobrazenia byly jak otwarte ksiegi, ktore mialy okreslony zapach, wizje, odpowiednio mowily czy dzwieczaly. Zatem Smak mial kulisty ksztalt, zoltawa barwe i dzwiek podobny do brzeczacej wiertarki. Jego wyrzuty sumienia byly w postaci ogromnego, czarnego kociska, co chwile atakujacego swoja wypelniona miche z kolorowym napisem imienia: "Sumienie". Wiekszosc swiatow byla zanimalizowana. Wiekszosc ludzi w dziecinstwie karmiona byla tymi bajkami, gdzie rozne cechy charakteru byly przedstawione w postaci zwierzat. Stad chytrosc to leniwy lis, lezacy ospale na niskiej imitacji Odpoczynku. Zatem jezeli swiat, jaki tworzy to jego nowe pole do istnienia, mogl naginac go jak chcial. Czy to nie bylo niebo? Mogl nakreslic wyglad swojego wlasnego JA, mogl jeszcze raz przezyc swoje zycie, tak jak chcial...
Skoro zatem on zyje i egzystuje z innymi... istnieniami... w TAKIM swiecie, to moze... cos wiekszego, po swojej smierci stworzylo ten... "rzeczywisty", "prawdziwy" swiat? Realny swiat jest prawdziwym okresleniem wszystkich wymiarow alternatywnych. Nie mozna stworzyc swiata totalnie odmiennego od realnego, gdyz kazde wyobrazenie bedzie w jakis sposob opierac sie na tym, co czlowiek juz przezyl, zobaczyl lub chociaz pomyslal... Pomysly tez sa kontrolowane i nie powstaja bez przyczyny. Szare oko sieci przebieglo po Drodze. Ta cicho jeknela i powrocila do swojej pracy - lezenia... To wszystko bylo tak paradoksalne, tak dziwacznie smieszne. Jakby moj umysl byl nieulozony, zostawiony w chaosie i niebycie... wypadaloby to jakos uporzadkowac.

***

Ale nikt nie zauwazyl poruszenia w miedzywymiarze, procz niego. Odlepil przyklejony do plecow Cien, odrzucil go z potezna sila i jak gdyby nigdy nic przyjal spodziewanego goscia...
Tytuł: Kronika
Wiadomość wysłana przez: Alkus w 2006 01 30, 18:20:19
Slyszal niewiele monologow krokow w tym miejscu. Nie bylo to przyjemne miejsce, a zawod etatowego wartownika nie przychodzil mu z latwoscia. Zwlaszcza, jezeli mial opierac sie swoim fantazja. W tym momencie wlasnie operowal na zywo mlodego mezczyzne. Napawal sie kakofonia jego krzykow. Wyciagnal niesamowicie splatana nic jelit, ocierajac ja o swoje marmurowe policzki. Ich wrodzone zimno piescily mile bezsilne rureczki, doprowadzajac do bezustannych dygotan. Kochal jak robi to material...
Oblizal spierzchniete usta.
Przybyli mlodzi.. Para mloda. Prychnal od niechcenia, zeby tylko tak naprawde zwrocic na siebie uwage. Staneli w niepewnej kaluzy krwi, ktora gdyby byla wieksza pochlonela by i nakarmila nicoscia. Dotykali sie.. oni naprawde sie dotykali.. swinstwo. Oni sie dotykali w sposob czlowieczego pieszczenia. W sposob ochydnie wyrafinowany i ukazujacy... emocje. Cholerne emocje doprowadzajace do pustej, slepej uliczki umyslu, ktory nie moze wytrzymac i eksploduje racjonalnym mysleniem...
Powrocil do przechadzania sie swoimi delikatnymi opuszkami po rozwartych gorach watroby. Jej sliska nawierzchnia byla troche smolista, zas wszedobylska krew wbiegala na jego palce.
Przymknal oczy, napawajac sie nierealnym widokiem.
Dotykaja sie ustami? Caluja? Perwersja... Musze doniesc, ze burmistrz wampiorow posiada niebezpieczne dewiacje... oni naprawde wymianiaja pomiedzy soba sline. Prychnal? Nie... oni na to nie zasluguja. Pokrecil sie przez chwile po pomieszczeniu, tylko z ukosa patrzac na pare. To nie jest odpowiednie miejsce... Musial uciec...
Swym niedawno kupionym zaokraglonym nozem do garbowania skory, wcinal sie miedzy wywazone schodki kregoslupa. Przejezdzal po nich powoli, bawiac sie w swoista gre. Oczyszczal ja z resztek miesiwa, aby byly tak niewinnie czyste. Najchetniej wyrwalby je z tego worka, jednak wolal jeszcze chwile... pobawic sie? Podobal mu sie fakt odlepiania skory oraz miesni. Potem odczepienie kregoslupa bylo kwestia czasu.
Szczytowal.
Para wyciagnela z potoku krwi dwie obraczki. Wysoki wampir nalozyl metaliczny chlod pierscienia na ciepla dlon kobiety. Ta usmiechnela sie, wzbudzajac reszte ulatujacych emocji do dzialania.

Ale Mortaris byl inny. Nie pozwolil uciec emocja.

I straznik o tym wiedzial. Wzgardzal nim za kazdym razem... Wolal zdecydowanie swoj wlasny swiat, w ktorym wszystko bylo na swoim miejscu. Zawsze karmiony byl wyimaginowanymi krzykami, delikatnym skrzypem lamanych kosci, czy mechanicznego dzwieku maszyny do szycia. Ale utopijny swiat zawsze musial pryskac przez bande ideologicznych kretynow, ktorych kiedys oszukano.
Mala wycieczka jego jezyka po wnetrzu swojej jamy ustnej. Skok pomiedzy konkretnymi zebami, nie pomijajac dumnych klow.
Teraz wlasnie rozdzieral platy skory, wieszajac je tuz obok na pojedynczej lince. Wolal to robic po zgonie materialu. Skora jest nietrwalym materialem, zagiac w nieodpowidnym miejscu i juz jest do wyrzucenia.. albo chodzi sie ze zgietym wiecznie kolnierzem. Oczyszczal je, polewajac wiadrem cieplej wody. Czesto zrywal troche dalej skore, wiedzac, ze ma tendencje do skorczania sie..
Oparl sie o sciane i polozyl spocona glowe o sciane. Ta delikatnie uderzyla o niego.
Para konczyla swoj poganski incydent. Teraz towarzyszyly mu tylko kroki...

Wychodzac slyszeli chichot. Towarzyszyl im do ostatniego ruchu. Potem chichot przeszedl w szept, szept w belkot, a ten decydujaco w oszalaly.. szloch?

Dwie krople zwiazaly sie ze soba w powietrzu i twardo odbily sie od ziemi. Pierwszy raz zazdrosc i gniew spienily sie ze soba razem...


***

Przepraszam, ale ten termin mi srednio odpowiadal i nie dalem z siebie widocznie wszystkiego :\[/i]
Tytuł: Kronika
Wiadomość wysłana przez: sleeper w 2006 01 30, 19:43:38
Natura Mortarisa, to czym byl i czemu mimowolnie musial sie poddac, pozbawiala go wiekszosci uczuc. Smierc Mortarisa Horna i "narodziny", aczkolwiek odpowiedniejszym slowem byloby "przemiana", Mortarisa Cruach mialy pozbawic go ziemskich uczuc i stworzyc z niego jednostke wysocee zindywidualizowana i zamknieta we wlasnym quasi-swiecie.
Jednak cos sie nie udalo. W umysle, ktory z zalozenia mial pozostac jalowy, narodzilo sie uczucie. Uczucie ktore ciezko bylo scharakteryzowac tudziez w jakikolwiek sposob nazwac. Zwlaszcza, ze jedynym uczuciem ktore towarzyszlo Mortarisowi przez cale jego nie-zycie, byla bezgraniczna nienawisc, a jednoczesnie bezgraniczne uwielbienie, do jego stworcy.

 ***

Byla dziwna. Prawie z nikim sie nie zadawala, jakby bala sie opuscic bezpieczny schron, jaki stanowily granice jej umyslu. Podswiadomie szukala czegos... lub kogos. Nie wiedziala kto, lub co to moze byc. Nawet specjalnie sie nad tym nie zastanawiala, zajeta kontemplowaniem jalowej ciszy i pustki, ktora przepelnione bylo cale jej jestestwo, a zarazem tej ciszy i pustki, w ktorej znajdowala upragniony spokoj.
Jednak grube, "monolityczne" bariery ktorymi odgradzala sie od rzeczywistosci mialy jedna wade... nie chronily przed tym, co rzeczywistoscia nie bylo.

***

W powietrzu unosil sie duszacy i slodki zapach krwi i stechlizny. Twarz Dwayny, mimo iz wiekszosc smiertelnikow zapach ten przyprawial o mdlosci, pozostawala obojetna. Mala, okragla twarz nie zdradzala prawie zadnych emocji. Rzadkie, delikatne usmiechy przywodzily na mysl kogos, kto po bardzo dlugiej spiaczce uczyl sie na nowo okazywac swoje odczucia.
Posadzka, mimo ogromnej kaluzy krwi nie byla sliska. Staneli w centrum sanktuarium. Mortarisowi, mimo prob, nie udalo sie utrzymac kamiennej twarzy. Nagromadzenie emocji i mysli rozsadzalo czaszke nie przywykla do ich nadmiaru.
Skora Dwayny byla niemal tak biala jak jego. Ze strachu? Mogl sie tylko domyslac.
Delikatnie, starajac sie zadac jak najmniej bolu, Mortaris zatopil kly w zgrabnym nadgarstku.
Krew byla ciepla. I slodka. Slodsza niz jakakolwiek ktore pil do tej pory. Kaskada rozkoszy uderzyla mu do glowy, rozbijajac sie o skronie. Setki mysli i uczuc, ktore jeszcze przed chwila rozsadzaly jego umysl z niewyobrazalna sila, staly sie nagle proste i uporzadkowane. Wszystko nagle stalo sie proste...
Z dwoch ranek powstalych po klach wampira, powoli splynely dwie krople krwi. Przez chwile plasaly na posadzce w chaotycznym tancu, przyjmujac wszystkie ksztalty i jednoczesnie zadne, aby w koncu przybrac forme malych pierscieni. Pierscieni z zakrzeplej krwi.
Tytuł: Kronika
Wiadomość wysłana przez: Aruv w 2006 01 31, 23:48:21
Przeszłość.
Szła powolnym krokiem. Jej beznamiętny wzrok obejmował każdy element kamiennego pomieszczenia. Czasem zdarzało się, że uciekał jej gdzieś w pobliże wielkich kolumn czy na puste krzesła. Dla niej wcale nie były takie puste. Wydawać się mogło, że tylko ona widziała tam jakieś dziwne postacie, które jakby podpowiadały jej, co ma robić lub jak się zachować.
Tę jałową ciszę przerwało długie ukłucie. Chwilę potem w okolicach nadgarstka temperatura jakby podniosła się. Gęsta posoka skapywała na posadzkę...z każdą jej kroplą dziewczyna żegnała się ze swoim człowieczeństwem (lub tym co z niego zostało).


Teraźniejszość.
Wszystko jest takie chłodne, jakby bez wyrazu. Niegdyś denerwująca cisza zmieniła się w tysiące dźwięków przyjemnie pieszczących ucho. I teraz tylko jeden dźwięk wydaje się być inny niż pozostałe...dźwięk krwi wtłaczanej w żyły przez bijące serca żywych istot.

Przyszłość.
Wyrzekniesz się tego, co niegdyś twoje było...
Odrzucisz niczym niechciany przedmiot...
Dołączysz do nas i noc pokochasz...
Bo od teraz jej dziecięciem się stałaś...


***
Była późna noc. Kamieniarz właśnie kończył grawerować napis na jednym ze swoich nagrobków. Zamówienie przyszło całkiem niedawno, a właściciel zapłacił dwa razy więcej, by pospieszono się z jego wykonaniem...tak jakby umarłym miało się gdzieś spieszyć. Skończone.
Rzemieślnik po raz ostatni spojrzał na swoje dzieło:

Dwayna Cruach
Pożądała istnienia, Dostała coś więcej..


---
Dziękuję Alkusowi i Sleeperowi za pomoc i wprowadzenie mnie do świata wampirów :)
Tytuł: Kronika
Wiadomość wysłana przez: Alkus w 2006 02 05, 23:21:31
Puste, martwe drzewa, kolysaly sie targane przez nachalny wiatr, ktory jak myszlowo rzucil sie na ziemie, przez chwile przebijajac sie przez niewidoczne blony wietrznej przyzwoitosci. Dzwiek, jak cien jego, przemknal oplatajac neogotyckie wieze zamku. Jak fala pierscieni, czepiajac sie strzelistych okien.
Wkoncu wiatr wcisnal sie niemal caly do klatki... zywej, naturalnej klatki otoczonej szescioma parami marmurowych kosci.
Ghul nieprzytomnie rozejzal sie dokola. W jego.. umysle (?) wedrowaly tylko slowa, ktore pobudzaly go do zycia. Niezbyt z tego rozumial, a ta abstrakcja doprowadzalaby go do bolu glowy, gdyby tylko potrafil porozmawiac z bolem. Teraz od jego otwartych ramion czaszki targal sie szept, ktory rozkazywal, w wolnym tlumaczeniu, "szlajaj sie". POwloczac jedna noga, szlajal sie po terenie Gillesa de Raisa.
Ale coz niszczy jego, utrwalony przez fotograficzna pamiec, obraz calego swiata? Przelatujace masy slow, oddechow i mysli. Mieszkancy? Pierwszy raz skonfrontowal sie z egzystencja.

Dwa wampiry, zaczely ogladac nieprezyjemna kopule personifikacji wszelkiej zgnilizny, rozpadu i nietrwalej milosci.

Automatycznie wsadzil palec do nosa. Ten zakleszczyl sie jak naturalny pierscien wokol jego palca i postanowil nie odstepowac go nawet na jeden ruch. Wampiry dosyc dlugo ogladaly jego szafirowy szkielet, jeden nawet zlapal go za.. "uko"...

Istotnie, starsza z wampirzyc delikatnie chwycila go za ucho, ciagnac do siebie. Te, jak gdyby bylo tylko doczepione do plastelinowego ludzika, odlazlo, ciagnac za soba maly plat skory. Druga probowala poglaskac go, na co zareagowala imatacja wlosow. Kosmki, swymi lepkimi palcami, otoczyly marmurowa dlon wapirzycy.

*tutaj nastepuje ciag propagandowych slow. Nie chce zdradzac szczegolow, ale Cumhailowie wiedza o co chodzi... w kazdym razie od tego momentu ghul, procz slowa "szlajac sie", w lepetynie ma zlepek slow, ktore w wolnym tlumaczeniu brzmia: kumkajl goł brak. Mysle, ze nie wymaga to komentarzy.."

Odchodzac ghul poczul niesamowita ulge. Tak jakby, ciezkie, oleiste powietrze jaskini podniosloby go do gory, zas grawitacja dala za wygrana, robiac sobie przerwe na male "rzyghanie". Przez chwile zastanawial sie, jak polaczyc obie czesci... tejze czesci ciala. Postanowil, ze poki co przeniesie je razem na plecach do zamku. Najwyzej potem poprosi kogos o pomoc...

Ghul niezdarnie przeciskal sie przez rzedy schodow, przyciskajac do plecow swoje oba posladki

Magia slow... dlatego nie zdradza swojego imienia... poborcy podatkowi, kodeks umarlych... br.... strach sie bac...

Nie zauwazyl, kiedy mlodsza, przezornie spokojna, zaczela bawic sie jego plocienna skora. W zastraszajaca krotkim tepie i z niesamowita precyzja, pokolorowala jego skore na jaskrawo-zielony kolor (mozna tez nazwac go szczypiorkowo-koperkowym czy tez kolorze-trawy-o-poranku-pierwszego-dnia-wiosny... dla mnie dalej bedzie tylko zielonym...)

Kroki byly jak delikatne igielki wtapiajace sie w jego skron. Zauwazyl, ze do srodka jego glowy wpadly jego oczy, teraz jezdzac po jego wnetrzu, jak po hermetycznym sloiczku o sliskich scianach. Cien jest dowodem istninia. Odwrocil sie po predce. Tak... szedl za nim. Troche sie bal, ze to szpieg administracji, jednak po jakims czasie zaczal sie do niego przyzwyczajac. I zaczal pamietac slowa... Kumkajl, szlajac sie, uko... w tej chwili, jego skrzyneczka umieszczona gdzies na pozor w potylicy, gromadzila magie slow... ciekawe tlyko ile wytrzyma....
Tytuł: Kronika
Wiadomość wysłana przez: PatroL w 2006 02 06, 22:27:08
Noc ciemna spowijala niebo pelne jasnych gwiazd. Wokol unosil sie lekki powiew wiatru niosac delikatny zapach mchu. W zamysle dwojga istot zrodzila sie idea. Zamysl zrodzil czyn. Dwie kobiety opiekunka Seelena ze swa powiernica uczynily najzwyklejszy zart. NIeprzystoi on, jednakze pod wplywem chwili i ciaglego znudzenia istoty poczynily podroz do miasta, tych ktorzy mimo wszelkich praw nie skonali dawno temu. Nie zwazajac na powage miejsca i kare mogace je spotkac mlodsza Aiko na tablicy przed miastem w mgnieniu oka, wprawnie przybila swa tablice opatrzona koslawymi znakami tworzacymi zlepek niefrasobliwych slow. W zamysle obojga bylo spowodowac gniew jednego z samcow, ktory nieomylnie zwroci na tablice swa uwage przy najblizszej nadarzajacej sie okazji. Seelena nie sprzeciwiala sie a na jej ustach pojawila sie nuta rozbawienia. Nasycily sie one zartem. Chwile potem obecnosc kogos wyczuly. Istote istnie pokretna, dziwna, wzbudzajaca usmiech na ustach swym zachowaniem. Seelena zajela obecnosc niezdarnej istoty. Plocienna skora tejze zaciekawila mlodsza Aiko. Stwor poczul lekkie laskotanie na calym ciele ktore to wywolalo na jego twarzy niemadry, dzieciecy usmiech. Obie kobiety dumne byly z uczynionego dziela. Powloka ciala istoty stala sie jasno zielona. Gdyby tego mialo byc malo starsza zdominowala umysl ghula kodujac w zamysle tejze poczwary slowa uzupelniajace w pewnym sensie tresc wypisana na tablicy. Slowa brzmialy w umysle nieprzerwanie nakazujace glosic jakoby na powitanie: "Cumhail Go Bratch".  Prawdziwie rzec mozna upiekly one dwie pieczenie przy jednym tylko ogniu. Czyz los nie jest przewrotny dajac liczne i wszelakie, dodatkowe okazje?
Tytuł: Kronika
Wiadomość wysłana przez: Alexej w 2006 02 06, 22:39:41
Alexej wypil kolejne 6 beczulek piwa, spalil tyton z Ocllo i obserwowal jak mija dzien
Tytuł: Kronika
Wiadomość wysłana przez: PatroL w 2006 02 06, 22:41:02
a pf  :P .Pijok z ciebie ;] dziadziu  :D
Tytuł: Kronika
Wiadomość wysłana przez: sleeper w 2006 02 09, 18:26:20
Wampir zarzucil worek z ksiazkami na plecy i ogarnal po raz ostatni wzrokiem fortece. Grube kamienne mury, ktore za chwile mialy przestac byc jego wlasnoscia. Wciaz slyszal te glosy, szepty ktore na stale zagniezdzily sie w starej budowli. Wypelnialy kazde pomieszczenie, kazda nawe i kazda szczeline miedzy ciezkimi blokami kamieni, z ktorych byly sciany.
Wampir drgnal lekko na dzwiek ciezkich, okutych wrot ktore zatrzasnely sie za nim, gdy tylko opuscil budynek. Cos sie konczy... - pomyslal, po czym skierowal swoje kroki w strone stojacej nieopodal wiezy. Pozostawalo dopelnic kilku formalnosci...

* * *

W wiezy wszechobecny byl zapach starych ksiazek i magicznych komponentow. Wampir lubil tam przebywac. Mogl godzinami napawac sie tym zapachem. Zapachem magii i wiedzy. Zapachem, ktory tak nienaturalnie dzialal na jego zmysly. Niemal jak narkotyk.
Wampirzyca uniosla pytajaco brwi.
- Nie pytaj o nic Yaineil - wampir staral sie unikac jej wzroku. - Zmusila mnie do tego sytuacja... Po prostu tak musi byc. Pamietaj tylko prosze o... - wampir wskazal na lezace na stole list i mala ksiazke.
- Oczywiscie - Usmiechnela sie Yaineil. Jakiekolwiek inne slowa byly zbedne. Nie mozna sie sprzeciwic temu, co konieczne. Temu, co sprzeciwu nie znosi i nie toleruje. Wiedzieli o tym oboje.
A wieza ciagle pachniala wiedza... wiedza i magia.

* * *

W swiatyni jak zwykle panowal zaduch. Powietrze bylo tak ciezkie i tak geste, ze wydawalo sie iz mozna je czerpac garsciami. Wampir jednak nie zwracal na to uwagi. Zdazyl sie przyzwyczaic.
Skierowal swe kroki ku glownemu sanktuarium. Im blizej niego sie znajdowal, tym powietrze stawalo sie jeszcze bardziej geste. Przesiakniete zapachem krwi i rozkladu. Wampir zblizyl sie do sciany. Wymacal na niej dobrze znany sobie przelacznik i lekko go nacisnal. Sciana z gluchym loskotem przesuunela sie, ukazujac wykuty w skale korytarz prowadzacy do dalszych pomieszczen. Powietrze tutaj bylo troche mniej zatechle niz w innych czesciach kompleksu. Zapalil obie zatkniete na scianach pochodnie i pomieszczenie nierownomiernie wypelnilo sie slabym swiatlem, ktore jak gdyby mialo problem z pokonaniem niemal materialnej ciemnosci. Mroczny pajak natychmiast schowal sie w rog klatki, unikajac kregu swiatla. Wampir slyszal jak strzykaja jego dlugie owlosione odnoza. Syszal rowniez slabe oddechy "bydla" znajdujacego sie w klatce w przeciwleglym kacie pomieszczenia.
Usmiechnal sie lekko spogladajac na stol z ogromna czaszka jakiejs humanoidalnej istoty. Bedzie trzeba sie tu jakos urzadzic - pomyslal, po czym zabral sie za wypakowywanie ksiag.