Zapewne kazdemu z nas zdarzylo sie zalatwiac sprawe w dowolnym urzedzie bedac nieustannie odsylanym od pokoju do pokoju, stojac w kolejkach bez konca. Jesli mieszkacie w ktoryms z miast korony, macie okazje miec do czynienia ze szczegolnie rozbudowanym systemem administracyjnym. Bedac u szczytu calego mechanizmu, zwykle zalatwiam wszystkie sprawy wlasciwie od reki i nikt nie czyni trudnosci. Okazuje sie, ze przedstawianie sie jako jedynie burmistrz jednego z miast, moze dosc wiele zmienic.
U poczatku swej podrozy, ktorej celem mialo byc utworzenie banku w Wezowej Twierdzy, udalem sie do ratusza miejskiego w Britain. Poinformowano mnie o koniecznosci zebrania kilku koniecznych dokumentow. Mialo byc ich az piec. Duzo biegania jak na jeden dzien. Pierwszym mial byc kwit od kancelarzysty z zamku krolewskiego.
Wspomnianego urzednika odnalazlem niemal przypadkiem. Minal mnie na korytarzu jednego z pieter. Zdalo mi sie, ze nosi jakies odznaki, choc wygladal z pozoru na zwyklego straznika. Dlatego poszedlem za nim docierajac do lazni. Zdziwiony zobaczylem, jak zaczyna sie rozbierac, wiec zapytalem go mowiac dalej per 'straznik'. Oburzyl sie na ten przydomek i wymienil siebie jako szlachcica. Wykpil sie pomocy w mojej sprawie atakiem szczurow na sklad zwojow, nieudolnoscia szczurolapa i opoznieniami w dostawach nowych papierow. Dowiedzialem sie, kto jest za to odpowiedzialny, a jemu w przyplywie zlosci kazalem uszykowac dokument do mojego powrotu pod grozba chlosty. Krolewski urzednik nie powinien traktowac smiechem uwag o niewykonywaniu obowiazkow. Przedstawilem mu sie jedynie jako burmistrz i widac zostalem potraktowany jak osoba z prowincji.
Nieco podenerwowany wyruszylem na poszukiwania nieudolnych dostawcow. O prawdopodonym miejscu ich pobytu dowiedzialem sie od jednego ze straznikow w miescie. Sa oni prawdziwa baza informacji. Wiedza niemal wszystko i o wszystkim. Nie ma co sie w sumie temu dziwic, gdyz starac na warcie nie maja wiele wiecej do roboty, niz nieustannie plotkowac. Czyli wymieniac informacje. Kierujac sie ich uwagami odnalazlem karczme w dzielnicy portowej, ktorej regularnym gosciem bywa wspominany dostawca. Wszedlem tam najpierw jedynie na sekunde, by sie rozejrzec. Zauwazywszy grupke gosci, wyszedlem i po ledwie minucie bylem juz tam ze straznikiem stojacym w drzwiach. Ha! Okazalo sie, ze kobieta przy jednym ze stolikow jest zona dostawcy. Gladko ja wypytalem o wszystko, a ona rada, ze ktos raczy ja wysluchac, mowila jeszcze dalej po tym, jak skonczylem pytac. Ponoc miala kupowac zwoje dostajac jedynie 4 sztuki zlota na kazdy! Niesamowite. Mieli tez ponad jeden i pol miesiaca opoznienia w dostawie. Nakazalem jednak straznikowi pilnowanie jej do mojego powrotu.
Nie rozumiem, jak ludzie moga spedzac wiekszosc swojego wolnego czasu w miejscach jak to (mam na mysli karczme). W polmroku, posrod smrodu i psujacych sie resztek jedzenia, stapajac w bagnie nieczystosci.... Zawsze unikam takich miejsc. Ze wzgledow estetycznych i bezpieczenstwa. Umiejetnosc sprawnego poslugiwania sie kijem nie zawsze musi mi gwarantowac przetrwanie.
Wracajac na zamek, mijalem wysoki slup w dzielnicy portowej. Pomyslalem wtedy, ze pregierz bylby wlasnie czyms idealnym na dzisiejszy dzien. Sytuacja nie mogla obyc sie bez kary.
Wkraczajac do zamku, od razu zaczepilem jakiegos straznika. Polecilem zaprowadzic sie do spotkanego wczesniej kancelarzysty. W glebi ducha nie liczylem, ze sprawa wyjasni sie tu i teraz. Bylem pewien, ze bedzie sie wykrecal i klamal. Niemniej, kazalem straznikowi wejsc do srodka pokoju kopistow razem z soba. Stanelismy razem w drzwiach calkowicie je blokujac i uniemozliwiajac wyjscie. Urzedznik jeszcze do konca nie rozumiejac, o co chodzi, wskazal mi niemal z duma i na dowiedzenie swoich ulomnosci bezczynnych kopistow. Odpowiedzial takze bez oporow na kilka krotkich pytan. Okazalo sie, ze dostal 40 tysiecy sztuk zlota na zakup 2 tysiecy arkuszy papieru. Po odliczeniu jego kosztow urzedowych mialo z tego pozostac 16 tysiecy dla dostawcow. Oczywista defraudacja. Polecilem straznikowi aresztowanie. Kancelarzysta opieral sie zapewniajac o swoim szlachectwie i nietykalnosci. Straznik nie byl jednak niekompetentny i odprowadzil aresztanta pod klucz.
Przyznam sie, ze stracilem rezon w omawianym momencie. W jednej chwili zostalem bez zwojow, bez urzednika i bez zlota. Straznik obiecal jednak, ze zwojami i zlotem zajmie sie juz sedzia, a dokument mogl mi wypisac kopista. Tak sie tez stalo. Wracajac zaczepilem po drodze jeszcze straznika, by dowiedziec sie o miejsce pobytu jego kapitana i zlecic zwolnienie zony dostarczyciela.
Kapitan byl wysokim mezczyzna patrolujacym na silnym koniu okolice wrot miejskich. Od razu mnie zauwazyl i poznal. Trzezwy i rzeczowy. Zwrocil mi uwage, ze przyszedlem do niego bez potrzeby. Zaswiadczenia jakie wydaje o bezpieczenstwie miejsca pracy dla bankiera konieczne sa tylko w miastach, gdzie nie stacjonuje straz krolewska. Wspomnial, ze urzedniczka z ratusza jest jego zona i... dal do zrozumienia wyraznie, ze ja bije. Przypomnialem mu zatem o delikatnosci kobiet i odszedlem dosc znieszmaczony dzisiejszym dniem. Chyba powinienem z obojgiem porozmawiac za jakis czas.
Kolejnym celem miala byc gildia magow. Ufff....
Zastanawiam sie, ile osob zdazylo juz zwiedzic gildie magow britain. Architektura tego miejsca jest dosc ciekawa. A jesli mowic, jeszcze o zawartosci wnetrza, rozmaitych przejsciach, mostkach, portalach i teleportach.... Szczegolnie, gdy jakis zgrywus zamuruje przejscia magicznymi scianami. No, bylo z tym nieco zabawy, hehehe. Po dotarciu do maga nie bylo trudnosci, choc musialem sie domyslac sensu niektorych rzeczy, o jakie prosil. Starczylo wykonac kilka magicznych krysztalow. Alternatywa bylo zaplacenie siedmiocyfrowej sumy. Wiadomo wiec, ze to pierwsze nie zajelo mi wiele czasu. Pozostal juz ostatni dokument.
Ostatnim zadaniem bylo zmierzenie sie z grzechami przeszlosci i humorem straznika wieziennego w Trinsic. Po dotarciu do niewielkiego aresztu w tej rozleglej twierdzy, uraczyl mnie dowcipami, ale i zdazyl powyliczac cos niecos z dlugiej listy przewinien mojego zycia. Na sam koniec okazalo sie, ze jednak nie zostane odbywac swojej zasluzonej kary, a co wiecej - nie ma podstaw, by twierdzic, ze zgwalce bankiera podczas jego eskortowania. Jeszcze raz ufff....
Po powrocie do stolicy, udalem sie ponownie do ratusza. Urzednicza nieco sie zmartwila, domyslajac sie, skad dowiedzialem sie o braku koniecznosci skladania jednego z dokumentow. Po krotkiej rozmowie otrzymalem upragniony dekret na 'wydanie mi bankiera' i zszedlem schodami w strone banku.
W banku Britanii wpadlem na swoja zone. Przywitalem ja cieplo jak zawsze calujac jej policzek. Nie mialem jednak czasu na nic ponad krotkie pytanie o przebieg jej dnia, a i ona wydawala sie zajeta. Bankierka, ktora na mnie czekala, zdawala sie za to nie odkrywac mojego zniecierpliwienia. Powiem nawet, ze zdawala sie starac przyciagac moja uwage. Widac bylo po niej wyrazny zawod, gdy zamiast dlugiej drogi statkiem wybralem sekundowa droge przez magiczny portal. Bedziemy sie jednak czesto widywac. Gdy bede ja prosil o podanie skrzyni, oczywiscie.
Ten dzien pozostawil za soba kilka niedokonczonych spraw. Przyniosl pewien brak satysfakcji z doprowadzenia wszystkiego do konca. Przyniosl jednak takze zmeczenie, na ktorego zaspokojenie zaslugiwalem... jak mniemam. Dluga podroz i ufff... po raz trzeci.
Gdy Mae'tall załatwiał ważne dla niego papiery, Nimrod stał pod bramą ksieżycową. Minęło całkiem sporo czasu, cennego czasu, który pozwolił burmistrzowi Wężowej Twierdzy uporać się z wieloma sprawami, a Nimrod nadal stał pod bramą księżycową. Wtedy tajemniczy głos odezwał się w te słowa : " Ale po co on ciągle stoi pod bramą księżycową?"
- ch** wie.
Sorry, jest 3:22 w nocy , ale mam nadzieję ze dostanę tylko +1.