DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Nanuki w 2007 08 10, 14:38:38

Tytuł: Wladca Zywiolow
Wiadomość wysłana przez: Nanuki w 2007 08 10, 14:38:38
Pociemniale slonce chylilo sie juz ku zachodowi. Wlasnie mijal kolejny nudny dzien mego zycia i w zasadzie nie dzialo sie nic nadzwyczajnego. Ot, siedzialam przy stole i rozmyslalam nad jakimis blahostkami. Setzer jak zwykle wydurnial sie nieopodal, akurat chyba nasmiewajac sie przy tym z Thorina ktory walil jak oszalaly w przezarty przez mole worek treningowy. Nagle odglos grzmotow zmacil nudny spokoj owego gęstego  wieczora.
Z nieba posypaly sie blyskawice, z ktorych jedna trafila wrednie Thorina kladac go na miejscu trupem. Caly dom zasnula mieszanina dymu, kurzu i cegielnianego pyłu. Zakasłałam. Ledwo widziałam czubek wlasnego nosa,  jednak czujnie nasluchiwalam. Doslyszalam bardzo nieprzyjemny odglos przypominajacy bulgotanie starego impa w polaczeniu ze swistemwiatru w konarach drzew, oraz pelne zdziwienia " Ouuu" Setzera polaczone ze pstryknieciem palcami, jakie zwykl czynic wskakujac w kraine cienia.
Nagły, silny poryw wiatru rozwial cala ta zamiec odslaniajac przedemna widok napawajacy serce nie tyle strachem, co bezgranicznym zdziwieniem. Oto Thorin przygnieciony ceglami, osmalony, i absolutnie martwy lezal u stóp Zywiolaka Powietrza. Dywan zniszczony, krzesla potrzaskane, a manekin wygladajacy jakby cwiczyl na nim nie Thorin, a wszyscy mieszkancy Trinsic.  Setzera ani sladu, ale to normalne. Zaraz sie pokaze, on zawsze tak. Podnioslam zdziwione oczy pelne wyrzutu na zywiolaka.
Pomimo braku oznak mimicznych, czuc bylo od niego niemala aure zmieszania. Wskrzesilam czym predzej Thorina. Nie byl zadowolony, lecz nie przytocze jego slow. Wietrzny poslaniec wrescie przemowil.
- Nimfo,  bedaca najblizej serca Krola Zywiolow, musisz wyruszyc na wyspe gdzie ogien wieczny plonie , tam dowiesz sie wiecej o swym przeznaczeniu.

Byla jeszcze drobna sprzeczka miedzy stworem a Thorinem na temat spalenia mu glowy przez pioruny ale mniejsza z tym.


I na tym stanelo. Zarysy powietrznego poslanca zaczely zanikac, az wrescie staly sie nie dostrzegalne. Odszedl.
A ja z Thorinem i Setzerem wyruszylam zebrac reszte przyjaciol by udac sie na wyspe wiecznego ognia i dowiedziec sie jakie to zadanie nas czeka.
Nie bede  was zanudzala opowiadaniem o przygotowaniach do wyprawy, grunt, ze w Trinsic stanelo nas 6 osob. Ja z nieodlacznym Setzerem, Avatar i Thorin oraz Greg z Cartusem.
Kiedy wszyscy ubrali sie i najedli, rzucilam, portal na wyspe. Tam przywital nas poslaniec Krola Zywiolow i opowiedzial, co nas czeka.
Mielismy odnalezc trzech klucznikow i odebrac im klucze do skarbca zywiolow. Pierwszy mial byc w glebinach lochu szczurolakow - Shame, drugi na wodach w krainie Ilshaner, a trzeciego mielismy znalezc sami. Predko zgodzilismy sie owe zadanie wykonac i wyruszylismy.


Udalismy sie niezwlocznie w bezdenne czelusci lochu Shame, aby zdlawic wielkiego weza dzierzacego pierwszy klucz.

Spotkanie z bestia nie nalezalo do najprzyjemniejszych. Gadzina wladajaca potezna magia i dlugimi na metr pazurami a jeszcze dluzszymi klami byla poteznym przeciwnikiem, lecz LoA nie poddaje sie nigdy.
Aby uproscic sobie sprawe, jedynie dla wygody, przyzwalam poteznego sojusznika zwanego Baldurpio, znanego ze swego talentu w zakresie pacyfikowania niebezpiecznych bestii.
Nie minelo 5 minut a gad wyzianal ducha, a po lochu rozeszla sie paskudna won martwego cielska wilgotnego stwora. Sprawnym ruchem rozcielam podbrzusze, i wskoczylam w jelita stwora. Po paru chwilach babrania sie we wnetrznosciach stwora odnalazlam klucz i ruszylismy dalej, jednak juz nie w tym samym skladzie.


Wyruszylam jedynie z Baldurpiem i Setzerem, gdyz reszta  towarzyszy udala sie na spoczynek. Kolejnym celem naszych poszukiwan byl Wladca Krakenow, paskudna bestia nawiedzajaca jeziora krainy zwanej Ilshenar. Dlugo zajelo nam zeglowanie po bezmiarze tamtejszych wod, az wrescie trafilismy na olbrzyma o stu odnozach. Zaskakujaco niezgrabna bestia, po paru razach od Baldurpia pozegnala sie z tym swiatem. Zaskakujaca sile ma ten jego mlot, az sama sie boje.
I znowu wyprawa do wnetrznosci, i kolejny klucz w mym plecaku.  Coraz blizej  celu...


Wrocilismy zmeczeni, ale zadowloni jednoczesnie. Wszak pozostal do zgladzenia jeszcze jeno jeden stwor!
Nie obylo sie jednak bez pewnych przeszkod, mianowicie pojecia nie mialam gdzie szukac trzeciego klucznika.
A kiedy nie mam pojecia co robic, zazwyczaj siadam w swym domostwie, i posrod ciszy i spokoju rozlegaja sie jedynie tak magiczne slowa, slowa niby malo wazne a jednak tyle potrafiace zmienic... slowa...
IN NOX .... IN NOX.... IN NOX...
No wiec siedzialam tak i siedzialam, az pewnej godziny spokoj moj zmacil  przepiekny ptak siadajacy na krancu dachu. Slyszac przepiekne swiergotanie słowika, odlozylam na pozniej, co niespotykane, moj trening codzienny i podeszlam otworzyc mu okienko aby mogl znalezc schronienie.
Slowik jednak ani myslal wlatywac do srodka, miast tego ozwal sie czlowieczym glosem.

"Ptak krązy nad morzami wiatrem niesiony, krzyk jego z wyspy az do bagien siega.
I leci dalej, az do drzwi drowow potega"

A skonczywszy, odlecial czym predzej. Zerwalam sie na rowne nogi, wsypalam worek wilczych jagod na powrot do skrzyni i biorac Thorina za reke udalam sie natychmiast we wskazane miejsce.

Dotarwszy na wyspe ujrzalam ptaszysko wielkie a piekne, o dlugich, rozlozystych skrzydlach i wyjatkowo ostrym dziobie. Nie wiele myslac Thorin ruszyl na przeciwnika.
Z poczatku wygladalo to krucho, obawialam sie juz czy podolamy lecz oto pstrykniecie palcow napelnilo me serce nadzieje.
" Czolem " rzucil nonszalancko Setzer, otrzepujac rekawy z resztek ciemnej substancji. " Ten cien sie do mnie strasznie lepi ostatnio" powiedzial i " Usmiechnal sie".

Przy pomocy jego magii cienia raz dwa uporalismy sie z ptaszyskiem, i juz po chwili pilismy herbate w naszym domu.

Nastepnego dnia powrocilam z Avatarem i Thorinem na wyspe wiecznego ognia. Spotkalismy znowu sluge krola zywiolow, ktory postanowil zaprowadzic nas do trzech straznikow skarbca, rezydujacych na znanym nam juz Ilshenarze. Poszlismy wiec, napotkalismy wilkolaki, walczylismy.. Nic nadzywaczajnego. Nagle jeden z kluczy zajasnial niezwyklym swiatlem, ale zanim zdazylismy nacieszyc sie tym widokiem, pojawil sie pierwszy straznik, Cerberosem zwany. Niezbyt trudny przeciwnik, skonal nim zdazyl wyrządzić nam powazniejsze szkody.
Z chwila ustania pracy serca Cerberosa, na niebie zebraly sie niezwykle ciemne chmury ktore wiatr znosil nad gorzysta kraine nieopodal, gdzie czym predzej sie udalismy.  Tam wdalismy sie w potyczke z behemotami, az nagle zajasnial drugi klucz i znowu ukazal nam sie straznik skarbca. O wiele silniejsza bestia niz Cerberos, niczym okazala sie jednak w porownaniu z brutalna sila Avatara.
Dwoch zatem z glowy, a gdzie trzeci?
- Tam!- powiedzialam i wskazalam palcem na zamczysko stojace nieopodal.
- No, skoro tam, to chodzmy - Odpowiedzial Avatar bez entuzjazmu.

Zamek jak kazdy prawdziwy zamek mial tez swoje lochy, ktore odnalezlismy po chwili poszukiwan. A lochy, jak kazde prawdziwe lochy byly zamieszkane przez oslizgle i jadowite stwory. Odnalezlismy trzeciego straznika!

Tym razem nie bylo juz tak prosto jak z poprzednimi straznikami. Naszym przeciwnikiem okazal sie waz wielki jak włócznia Thorina, a jest niemała. Nie bylo jednak czasu na strach, trzeba bylo sie bronic, bo waz nie czekal.
I tym razem skroce historie, bo kto by tam chcial sluchac nudnych szczegolow z walki z wezem. Grunt, ze przed smiercia gadzina splunela jadowita ślina na Avatara,na skutek czego biedaka zupelnie sparalizowalo.

Ale bez obaw, znana jestem ze swej wprawy w przyrzadzaniu najbardziej nawet skomplikowanych antidotow i odtrutek.
Chwila zabawy z moździerzem i Avatar stanal na nogi. Za cielskiem straszliwego weza znalazlam skrzynie, a w skrzyni kuferek . To byl wlasnie skarb Krola Zywiolow.

Udalismy sie wszyscy na spoczynek, a nazajutrz razem z Setzerem, ktory zdazyl juz oczyscic cala toge z dziwnego smaru wyruszyliscmy na wyspe wiecznego ognia.

Jak zwykle czekal juz tam na nas poslaniec Wladcy Zywiolow.

Zapytal nas o efekty naszej pracy, po czym powiedzialam mu wszystko to, co i Wam teraz mowie.

Odebral odemnie skarbczyk i powiedzial ze czas na nagrode. Nagroda mialo byc spelnienie naszych najsmielszych marzen.  Jakich marzen, pytacie? Nie powiem . To sprawa prywatna. * Usmiecha sie *

Zywiolak zabulgotal i stalo sie.  Setzerowi zabraklo glosu do powiedzenia jak szczesliwy sie stal, podobnie bylo ze mna. Nie moglismy liczyc na wiecej.. trwalismy w blogiej ekstazie przygladajac sie sobie az nagle...

Wszystko minelo. Czar prysl.

" Zdrada.."- Szepnal Setzer takim glosem, ze az ja sie przestraszylam, i rzucil sie na zywiolaka..

Uhh, zmeczylam sie tym gadaniem. Przyjdzcie jutro, opowiem wam co bylo dalej...

Wodna Nimfa, Atesnea Silesnar.


-------------------------
Pierwsze moje opowiadanie, wiec prosze mnie nie bluzgac aczkolwiek wkładałem w to serce :)

Czekam na komentarze :)
Tytuł: Wladca Zywiolow
Wiadomość wysłana przez: Aruv w 2007 08 16, 11:11:54
Ciekawie wyszło, choć moje oczy mają Ci za złe kursywę. ;)
Tytuł: Wladca Zywiolow
Wiadomość wysłana przez: Gofer w 2007 08 16, 22:15:23
czas powoli uciekał... egzekutorzy zbliżali sie coraz bardziej do ofiar...