Kociak nie lubił podróży. To było coś co sprawiało, że jego kocia dusza - o ile to możliwe czuła się obco... Każdy przecież wie, że koty nigdy nie okazują tego, że gdzieś czują się obco. Ba ! Wręcz przeciwnie, kocim zwyczajem zachowują się one jakby były panami ziemi na której kładą swe futrzaste łapy gdziekolwiek by to nie było....
Ale to miasto ... Te ruiny... Ostatni raz wybrał sie z elfem to pewne ...
Błądzili chwilę pośród zawalonych murów i rzek lawy, elfy robiły rozeznanie pod okiem wojowników na białych koniach i czarodziejek. Kot, bezpiecznie trzymał sie w pobliżu Dona którego przecież miał obowiązek pilnować... albo na odwrót ... ale do tego przecież otwarcie byc się nie przyznał.
Rozejrzał się... Most.. Żółciowy potworów ... Upiór... No tak...
Koty znajdujące się w potrzasku rzadko kiedy panikują, o ile oczywiście są na swoim terenie a przecież kocim obowiązkiem jest każdy teren uznawać za swój wiec.... nie ma się czego bać ?
Z rozmyśleń, które każdym neuronowym połączeniem prowadziły do wielkiej czerwonej lampy z napisem "PANIKA" wyrwał go duch... tak duch elfa, którego ciało leżało trochę dalej i było aktualnie objadane przez upiory.
Koty zawsze panikują z gracją i wyczuciem, robią to jak prawdziwi znawcy dziedziny chociaż przecież to nie leży w ich naturze, no ale jakoś trzeba wyglądać... nawet w tych złych chwilach. Zadziwiające, impulsy biegnące połączeniami do wielkiej czerwonej lampy z napisem "PANIKA" były naprawdę zawiedzone. To jak przyjść na długo wyczekiwaną imprezę ze striptizem i zastać starą sprzątaczkę która z dziką i obleśną pasją poleruje rurę przy której tańczyły dziewczyny. No ale co zrobić....
Kociak miotał się i krzyczał. Rozbiegane żółte ślepia zatrzymywały sie kolejno na potworach aż w końcu zauważyły lukę i możliwość ucieczki.
Ten kto nigdy nie obserwował świata z wnętrza głowy kota nie zna tego uczucia gdy cały obraz rozmywa się a ostry pozostaje tylko ten kawałek który jest aktualnie tym najbardziej w obecnej chwili pożądanym... Samica, jedzenie, droga ucieczki - tak są różne podtypy.
Rozmazana czarna smuga śmignęła za plecami żółciowego potwora. Dobył nabrzeża na którym wylądowali po przybyciu i odetchnął. Don ... don przyzwał swojego sternika i starał się wrócić po elfa ale upiory zagradzały drogę. Nie było sensu, nie wiedział jak szybko go tu wywęszą, trzeba uciekać.
Lódź rozcinała fale, żagle łopotały. Dziwne, że kociak lubił morze.. wody nie ale morze tak. Było w nim coś z kota nieokiełznane i zawsze robiące to na co ma ochotę.
Błyskawica uderzyła w maszt paląc trochę kociego futra. Dwa krakeny zagradzały droge do przesmyku. Kot jak to kot wybrał najbezpieczniejsza drogę ... Ładownia jest bardzo miłym i przytulnym miejscem a sternik przecież sobie poradzi sam....
Łódź stuknęła o brzeg. Kot wygramolił się z cienia i zszedł na pomost aby od razu zniknąć przed nadbiegającym szmuglerem. Nie wiedział jak długo się tak przekradał. Szmuglerzy, ogry trolle. Niewielkie odległości pokonane sprintem korzystając z tego że większe potwory były wolne.. Nie wiedział dokąd zmierza... Wyszedł z małej kotlinki i poczuł ukłucie.
Ciemność cicha i powarkująca. Z kłami i żółtymi ślepiami pełna futra i napiętych mięśni....
Obudził się i otworzył oczy. Był nagi ale żył, tak przynajmniej obwieszczał wrzeszczący ból. I był w Britt. Wszystko inne to zagadka....
Don odetchnął z ulgą...
Rozjerzał się wokoło po Vesperowym porcie. Wkońcu był w domu! Udało mu się uśmiechnąć nawet, pomimo że jego jako pierwszego z podróżników złe bestie odarły z życia.
Dzięki jego dzielnym kompanom udało się przecierz odzyskać złoty moździeż, jego niezgorszy łuk, a nawet zabrał spodnie jednemu z pobitych szmuglerów, których pierwotnie nie udało się odzyskać, a które prawdopodobnie zostały zjedzone przez bestie, wszak były z czystego jedwabiu - bestie przynajmniej miały gust.
Nagle po plecach przeszedł mu zimny dreszcz, a potem niby piorun poraził po kręgosłupie. Mina mu zrzedła a w myślach pojawiło się zapomniane w troskach i zamieszaniu słowo, a właściwie imie osoby, przyjaciela.....Rrrrrramirez?
Tylko żeglarz i strażnik spojarzeli dziwnie na wgapionego w bezkres morza elfa, wypowiadającego raz za razem słowa..... "ups".....