Ow lipcowa noc byla nieznosnie goraca. Jonathan Gray siedzial na lozku i w pamieci mietosil swoj zdeprawowany sen, wplatajacy mu sie miedzy dlonie ostatnimi nocami. Ta parawizyjna lekkosc jego projekcji przyprawiala go o istne szalenstwa, potegowane przez mizantropyjne oklady letnich oparow. Niespokojnym spojrzeniem lustrowal nieruchoma kolyske, z ktorej dobiegalo slodkie cmokanie kciuka. Jonathan wiedzial, ze jego dziecko jest egzaltowane. Ale ta egzaltacja byla raczej wymuszona przez same dziecko, niz spodziewanie popelniana przez rodzicow. Wstal i nagi podszedl do balkonu. Tej letniej nocy caly ogrod wydal sie groteskowym przedstawieniem, aktem jakichs turpistycznych, ukrytych seksualnych pozadan, ktore zadne z dziel Freuda nie potrafiloby choc w czesci zwizualizowac. Bezwladne masy poskrecanych struktur zywopotow wily sie w orgiastycznych pozycjach. Pelne namietnosci wargi motylastych barw kwiatow, lapaly atramentowe czlony wysokich traw. Hiperinterpretacja roslinnego zgielku doprowadzila do wszechobecnosci kolejnych wizji ow patoogicznego snu. Poczul sie okropnie nagi.
Ubral sie, choc bylo goraco jak w niebie.
***
Pani Margaret Killgrew siedziala na bujanym krzesle, dlonie trzymajac na nowo wyszydelkowanych dzieciecych skarpetkach i myslala o smierci.
***
-To zobaczymy sie po 17, zlotko - malinowe usta i dzieciecy policzek. Spiecie neuronow. Pobudzenie sutkow.
-Juz, juz, bo nigdy sie z nia nie rozstaniesz...
-Ajh! - Maia gladzi swoja czarna spodnice. Ostatni usmiech do Jona i zamyka drzwi pasazera. jonathan odpala silnik i powoli opuszcza rodzinna posiadlosc.
Poranne drogi strasza udawana uprzejmoscia. Jonathana cisnie rozpalony od slonca garnitur i skurczony krawat. Sasiedzi kiwaja glowami, ale nie z uprzejmosci tylko z zazdrosci. Ukrywana ksenofilia eksploduje w domowych zaciszach niebieskimi wulkanami. Fotopatologiczne, oniemiale geby reklamowe towarzysza im od zjazdu w wieksze ulice. Smieja sie, jakby mialy za male buty i scisniete jaja. McDonalny, cicho ulozone w gwiazdozbiory Oriona, w pozaziemskie symbole i znaki, by nawet na marsie rozwinac swoje korporacyjne wplywy.
Jon zamawia kawe.
Dziecko juz wtedy wie.
-Kurwa! - podstawka do kawy wyslizguje sie kubkowi i oblewa spodnie Jonathana. - Przepraszam moje zlotko. - Jon naprawde nie chcial jej nazwac "zlotkiem", tym bardziej swoim. Wlasciwie to nawet nie wie, ze tak je nazwal.
-odwieziemy Cie teraz, do przekletej pani Killgrew. zajmie sie Toba do 17. Potem odbiore Cie i pojedziemy na lody. - Jon usmiecha sie do dziecka, jednak usmiechu nie odwzajemnia.
Jakis kretyn z przyciemnianymi szybami niemalze wbija im sie w tyl samochodu. Przez chwile nieme tarcie stali umiera w ultradzwiekach.
-Jak jezdzisz popaprancu!! Nie widzisz, ze jade kurwa z dzieckiem!! Przepraszam kochanie, nie powinnas mnie sluchac. - Jon nikogo nie nazywa mianem kochania.
Dojezdzaja do odrestaurowanej kamienicy niedaleko pracy Jona. Wyciaga dziecko, ktore wydaje mu sie strasznie ciezkie. Jonathan czuje sie, jakby niosl kule armatnia.
Wkoncu dzwonek milknie, a w drzwiach pojawia sie sympatyczna, czarnoskora staruszka, kontrastujaca calkowita biela swoich starych wlosow. Krotki dialog. Chociaz wlasciwie wymiana monologow. Synalefa to smieszne slowo.
Wraca do samochodu. Opiera dlonie o kierownice.
Jonathan placze.
***
Pani Margaret Killgrew nie byla nianka.
I na tym moznaby skonczyc ten wywod, gdyby nie ten dziwny fakt, ze to wlasnie u niej wiekszosc bogatych ludzi zostawialo swoje dzieci. Zostawiali jej z tego samego powodu, z jakiego w bogatych rodzinach rodzono dzieci. Dla niej i dla dziecka nie istnialo pojecie losu, a smiertelnosc byla kwestia przemyslen. Zapalila taniego papierosa bez filtra. Czastki tytoniu wyrykoszetowaly w nierowne palisady zoltych od nikotyny zebow. Obraca dziecko, ktore jak magnez przyszpilone jest do zimnego od okulstystycznych znakow stolu. Dziecko lezy na brzuchu i macha swoim lisim ogonem.
Te nozyczki nigdy nie rdzewialy. Wlasciwie nie mialy prawa rdzewiec, bo rdza czysto bala sie tej antySubstancji.
Odcina ogon. Dziecko histerycznie krzyczy. Wije sie w konwulsjach, odbijajac od stolu jak pilka, jednak nie odrywajac sie od jego powierzchni nawet na 5cm. Nadgrawitacja lamie mu noge i popelnia trzynascie siniakow na plecach. Popada w hipnotyczna maligne.
Pani Killgrew modli sie do Toma Cruise'a i Daniela Dafoe, powtarzajac swoja mantre.
-oszukac diabla, to nie grzech.
Pije wodke w swoim starym fotelu, a walizki spiete rownie wiekowym sznurem czekaja przy drzwiach. Dziecko wyrzuca przez okno.
***
Jonathan jest w windzie. Swiatelka pieter sa "zajebiscie oczojebne", jak okresla jeden z jego kolegow z biura.
*ciach* ciecie nozyczek.
-Pani Killgrew to naprawde dobra kobieta. - usmiecha sie. pamieta, ze musi przyjechac po swoje dziecko o 17.
***
Tluste wlosy ropierzchly sie po glowie jak psy. kruczoczarne brwi afirmuja kolonie nierozpoznanego robactwa, zjadajacego lewe oko, rozlane o zamienione w arktyczna biel. Na wpol sprawne oko dosiega rzeczywistosc ograniczona do 7m^2. Zahibernowany sluch zamkniety jest raczej w narkotycznych, przecpanych areach umyslu.
Jednak Brudny Tom slyszy dzieciecy placz.
Dziecko dorasta w brudze i w wieku 17 lat zdycha na nierozpoznana chorobe. nie mozna tego nazwac umieraniem. nawet po smierci jest jeszcze kilkanascie razy gwalcona. Dopiero jak zaczyna smierdziec, podrzucana jest do piwnicy innej kamienicy, zeby wine zrzucic na innych bezdomnych. Nikt nie czuje sie winny. Tylko Brudny Tom zaluje, ze nigdy nie nastawil jej tej zlamanej nogi.
Pis end sejten.
Niestety to przerasta możliwości percepcyjne tego forum.
Ps: Jezu... :???:
Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze...Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze... Blagam... Jeszcze... Prosze... Jeszcze...
Fetyszysta :D