Wysokiej rangi oficer straży, podpierając jedną nogę o pień ściętej palmy, podrzucał w rękach dużą brzoskwinię. Słońce będące już prawie w zenicie mrugało do niego wesoło z pomiędzy liści dużych palm, w których cieniu się skrywał. Przejechał językiem po szarym meszku jakim pokryta była brzoskwinia. Wbił nagle zęby w soczysty miąższ, aż sok pociekł mu po brodzie. A przez cały ten czas nie spuszczał wzroku z zielonych oczu związanego jegomościa, który mimo że stał pod szubienicą, uśmiechał się. Jakby to był jego najszczęśliwszy dzień w życiu.
Oficer wytarł ręką brodę i podszedł bliżej. Oddalił ręką strażnika który automatycznie podbiegł do dowódcy chcąc go ochraniać przed ewentualnym atakiem. W oczach skazańca nie widział strachu. Ale nie widział też pogardy. Widział niezmierne szczęście. W końcu odezwał się, a jego głoś mimowolnie zadrżał jakby to on miał zaraz zawisnąć :
- To twój szczęśliwy dzień, co?
- Piękniejszego nie miałem. - odparł skazaniec ukazując w uśmiechu niekompletne uzębienie. To które posiadał wcześniej w większości było zbyt cenne by pozostawić je właścicielowi. Przynajmniej tak myśleli ci którzy go złapali.
- Kiedyś po morzach kręciło się więcej statków handlowych, teraz prędzej spotkać można okręt flagowy Serpents Hold czy biednego rybaka. Jest więc wiele przyjaźniejszych i łatwiejszych sposobów na zarobek. Czemuż więc nadal jest was tylu na tym świecie?
- Łatwiejszych? Może dla kogoś komu bliski jakiś szczególny fach. Przyjaźniejszych? O nie. Zrozum mnie. Los pirata jest taki że jednego dnia smakuje w porcie słodkiego rumu i tuli do twarzy młodą pierś, a drugiego czuje tylko na nadgarstkach mocny sznur, a zapach szczurów, deszczu i kału przebija czasem jego własny. Czy to nie piękny widok, gdy bukszpryt z melodyjnym zgrzytem i trzaskiem wbija się w burtę obcego statku? Gdy haki dźwięcznie zagrają o reje i maszty? Metaliczny posmak kordelasa trzymanego w zębach, słodki posmak krwi na której ślizgasz się po pokładzie. I blask złota wypełniającego skrzynię. - oficer otworzył usta żeby coś powiedzieć ale pirat nie pozwolił mu na to ciągnąc dalej - Dla takich krótkich chwil warto nawet zaryzykować, że gdy cię złapią to tylko jedno ci przeznaczone. Ale wtedy na twoją twarz wpełza uśmiech triumfu - byłem piratem, umrę jak pirat! W walce czy na szafocie, ale nie jako zgrzybiały starzec. Nie jako zielarz, którego rozszarpała harpia, czy jako alchemik któremu nie udała się mikstura. O nie. Dla nich śmierć to ryzyko zawodowe, a my w pewnym sensie na swoją godną śmierć pracujemy. Czy zostaniemy złapani prędzej czy może później? - tego nikt nie wie z nas.
- Ja też nie wiem kiedy zginiesz. - odparł oficer i odwracając się do straży krzyknął - Rozwiązać go i wrzucić do zatoki na pożarcie rekinów!
-Tu nie ma rekinów... - mruknął do oficera pirat
- Ale oni o tym nie wiedzą - odpowiedział oficer uśmiechając się i wyrzucając pestkę gdzieś przed siebie daleko.