Słońce schowało się za horyzontem pozostawiając za sobą ciemną noc. Księżyc lśnił wśród tysięcy gwiazd, a skowyt wilków przyprawiał o dreszcze śmiertelną społeczność.
Reynar siedział sobie w komnacie oparty na krześle, przesuwając raz po razie osełką po swej broni. Dokoła niego walały się po kątach skrzynie wypełnione po brzegi licznymi skarbami i dziennym zaopatrzeniem. Obok siedziała milczkiem bankierka o licu bladym niczym trup człowieka, wypełniając swym pismem stronice jakiejś urzędniczej księgi. Reynar przymknął na chwilę oczy i zaczął degustować myślami. Po chwili jego stan przerwał dźwięk otwierających się drzwi.
- Saath bracie! - powiedziała nowo przybyła postać unosząc swą dłoń w geście powitalnym.
- Saath Thorilu - odparł Reynar powróciwszy do rzeczywistości i swej drobnej robótki.
- Wybacz, że Ci przerwę kochana pracę, ale muszę skorzystać ze swej skrzyni - Thoril wskazał kierunek swą laską zakończoną dwoma ostrzami solidnej konstrukcji.
Bankierka niechętnie położyła na blacie pióro i z lekkim grymasem twarzy przyniosła pożądaną rzecz wampirowi.
Thoril wyjął z podręcznego bagażu pewne artefakty, po czym zaczął przekładać do przyniesionej skrzyni.
- To wszystko dziękuję - puścił oczko bankierce i skierował swój wzrok w kierunku Reynara.
- Gvaihir zaraz przybędzie, reszta myślę też się zjawi niebawem - podrapał się delikatnie po policzku.
Reynar włożył do bocznej kieszonki osełkę wymachując kilkakrotnie umiejętnie bojowymi widłami. Popis przerwał kolejny nowo przybyły osobnik chwytając ręką za widły.
- Bo jeszcze komuś krzywdę zrobisz - zaśmiał się puszczając broń Reynara
- Gvaihirze! Cieszę się, że Cię widzę!
- Chodźmy! Reszta czeka na zewnątrz - oznajmił łagodnie Gvaihir.
- Pilnuj nam tutaj - uśmiechnął się w kierunku bankierki Thoril, po czym wszyscy ruszyli przed siebie mijając po drodze mroczne komnaty wyniosłej budowli.
Dotarli do wielkich prowadzących w dół schodów, gdzie czekali na nich Thiass, Maffaer, Mantra i Azura...
Vas Rel Por! - Zakrzyknął Thiass, wymachując bronią w sposób zaiste komiczny.
Portal w mgnieniu oka pojawił się tuż przed nimi, przeszli przezeń wszyscy, bez wyjątku.
Maffaer stał przed wielkim wodospadem, przejściem które dobrze już znał, lubił to miejsce.
Wewnątrz było cicho, na ich pancerzach już po chwili pojawiły się krople wody - powietrze było strasznie wilgotne. Maff próbował w otaczających ich ciemnościach wyślepić ten jakże charakterystyczny kształt szkieletów, które z reguły bronią tego miejsca. Nic jednak nie dostrzegł, przestąpił z nogi za nogę i dalej gapił się w pustkę długich korytarzy. Nieprzebrany mrok zdawał się falować, żyć, zamykać ich w sobie. Thoril machnął laską z ostrzami, jakby chciał dosięgnąć kogoś niewidzialnego, kogoś, kto czaił się tuż przy nich. Maff raz jeszcze rozejrzał się uważnie, wskoczył i spiął wierzchowca, ruszając stępem zaraz za Reynarem, który w swej kunsztownej zbroi robił za przynętę...
... przedzierali się przez pradawne podziemia w poszukiwaniu jednego z artefaktów będących przyczyną ich słabości. Nieumarłe istoty starające się opóźnić ich marsz szybko przemieniały sie w stosy kości i popiołu. Silna aura Sługi Przedwiecznych - strażnika artefaktu - różdżki - szybko zdradziła jego miejsce spoczynku. Z cienia wyłoniłoniła się sylwetka Księcia Krwi.
- Marna przynęta będzie z tego wojownika - oświadczył wskazując na Reynara - On nie zwróci nawet na niego uwagi. A do póki jest skoncentrowany wasza broń ani czary nie są mu straszne.
- Zatem jak mamy go pokonać? - zapytał któryś z wampirów.
- Potrzebna jest nam niewinna dziewica aby skupić na niej uwagę strażnika różdżki, wówczas będziemy mieli szanse go unicestwić.
- Ale skąd my weźmiemy w tych lochach dziewice? -Zapytał zdziwiony Maffer spoglądając na Azure i Mantrę.
- Zadbałem już o to. - odpowiedział Książe wskazując elfkę spętana w sąsiedniej komnacie.
Pomruk zadowolenie przerwał cisze zapadła w lochach.
- Więc nie ma na co czekać, noc jest krótka. -Przypomniał Reynar.
Maffer wraz z Gvaihirem podnieśli szamoczącą sie ze strachu elfkę. Przemknęli w ciszy przez korytarz prowadzący do komnaty strażnika. Po gwałtownym otworzeniu wrót ich oczom ukazała się postać demona pogrążonego w medytacji. Reynar chcąc sprawdzić prawdziwość słów Księcia wymierzył stworowi pierwszy cios, lecz jego broń nie dotarła do celu zatrzymując się tuż przed Sługą i natychmiast wytrącona z ręki.
-Reynar zaklął szpetnie- Rzeczywiście nic mu nie mogę zrobić.
- A nie mówiłem... - Przypomniał książę z ironicznym uśmiechem na twarzy. - Pokażcie mu ją.
W tym momencie elfka została wypchnięta przed szereg wampirów. Na efekt długo nie trzeba było czekać, demon w mgnieniu oka doskoczył do ofiary.
- Mmm... co ja tu widzę... już od tak dawna nie nasyciłem się krwią niewinnych. - Grzmiał zadowolony Strażnik nie zwracając uwagi na czekające w napięciu wampiry.
Był to jego ostatni błąd.
-Teraz -Rzucił Książę wskazując wszystkim cel.
Nie było to jednak potrzebne gdyż wszyscy wiedzieli co mają robić. W komnacie rozgorzała walka. Kamienne ściany aż trzeszczały od magii uwolnionej w jednej chwili.
Nikt nie potrafi opisać zadowolenia Istot Nocy w momencie zgładzenia Sługi Przedwiecznych, ale również nie do opisania był okrzyk zawodu gdy okazało się, że nie znaleźli tego czego szukali...