DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Szmaglomea w 2007 11 05, 10:10:57

Tytuł: Skrytobójca - początek.
Wiadomość wysłana przez: Szmaglomea w 2007 11 05, 10:10:57
Miał dosyć dotychczasowego życia. Chciał opuścić miasto w którym ludzie przestali
być przyjaźni, a środków na utrzymanie brakowało... Sposób na poprawę był prosty.
Znał wielu, którzy poszli tą drogą i teraz są z siebie zadowoleni. Zaczęli walczyć.
Potrafił. Jednak już kilka pierwszych starć pokazało mu, że jest wielu, którzy potrafili lepiej.
Znalazł się w potrzasku. Jednak dość szybko znalazł sposób. Cień. Ukrywanie się.
Z czasem wychodziło mu to coraz lepiej, aż w końcu osiągnął mistrzostwo. Dosiadł widmowego wierzchowca.
Teraz nie musiał uciekać. Mógł się rozpłynąć w powietrzu.
Odnalazł się w tym zawodzie. Walka nie sprawiała mu już takich problemów jak na początku. Jednak jak się
miało okazać - wszystko jeszcze przed nim...

Było chłodno, jak zawsze. Mimo osiągnięcia mistrzostwa, trzeba było zachować formę i ćwiczyłem sztukę
cienia w alejce nieopodal banku. I stało się. Usłyszałem kroki. niby nic dziwnego, gdyby nie dochodziły
one z dachu banku.
Wyjrzałem na dach sprzed wyjścia - czysto.
Wyjrzałem na dach zza banku - czystko.
Czyżby już mnie słuch zwodził? Lata dają o sobie znać?
Wyjrzałem na dach od innej strony - ktoś tam jest!
Ciemna sylwetka spostrzegła moje spojrzenie i zaczęła uciekać, przeskakując z dachu na dach.
W końcu złapałem go w cechu kowalskim. Tam stał między czterema kamieniami miast, mierząc coś podręczną wagą
i mrucząc cos pod nosem. Potem wyszedł na dach, stanął na krawędzi i skoczył...
Szaleniec! Spojrzałem w dół. Wylądował nie robiąc sobie krzywdy - zwinny jak kot...
Wyjrzał w moją stronę i chociaż jego wzrok ukryty był pod kapturem to można było się domyślić, że chce
widzieć mnie na dole. "Nie będę gorszy" - pomyślałem i stanąłem na krawędzi. Skoczyłem.
Lądowanie odbiło się w moich kościach skręcając kilka w lewej nodze. Przybysz nie był jednak przekonany,
czy to odwaga, czy głupota. Poszedł w stronę kotłów do przetapiania rudy, i wskoczył na nisko zawieszony dach.
Ruszyłem za nim, ale zbroja za bardzo mnie ciążyła bym dał radę wskoczyć za nim. Zdjęcie jej z siebie też nic nie dało.
Czy to na mnie, czy w plecaku, to dalej ten sam ciężar. Rzuciłem więc plecak na ziemię i skoczyłem. Podciagnąłem się i wgramoliłem na górę.
"Imponujące... Jeszcze przyjdzie się nam spotkać" i rozpłynął się w powietrzu. Jeszcze przyjdzie sie nam spotkać...

A na kolejne spotkanie nie trzeba było długo czekać. Po tamtym spotkaniu ruszyłem w podróż, by zostać najlepszym w tym fachu.
Popłynąłem na Ilshenar, gdzie miałem się skupić na treningu. Wieczorem, będąc już mocno zmęczonym, postanowiłem przysnąć w jakimś leśnym zagajniku.
Zdążyłem zrobić kilka króków i wśród skał ujrzałem znajomą sylwetkę.
"Potrafisz się ukryć na tym zwierzęciu?" - spytał wpatrując się w wierzchowca. Ukryłem się i zakradłem za niego, więdząc jakie będzie kolejne pytanie.
"A umiesz się zakradać?" - wtem pojawiłem się za nim.
"Może coś z tego będzie... niedługo" - i znów zniknął.

Wróciłem na przedmieścia, by siać strach wśród ludzi. Udało się, ludzie zaczęli się obawiać. Listy - zgodnie z życzeniem nieznajomego zostały podkładane ofiarom.
Podczas jednej z narad w rzemieślniczym mieście miał miejsce zamach na burmistrza Magnicii. Wszystko idealnie, jak sztuka.
Teraz oczekuję. Czekam, aż przybysz znów się pojawi. Czekam, aż dowiem się, czemu tak bardzo interesował się tymi czterema kamieniami. Czekam, aż pomoże mi zostań mistrzem.
Zwinnym, szybkim - perfekcyjnym...
Tytuł: Skrytobójca - początek.
Wiadomość wysłana przez: Rudus w 2007 11 05, 13:53:41
Postać w aksamitnym płaszczu weszła do ciemnej sali. Na krzesłach siedziało kilka osób, najwyraźniej na coś czekających. W nikłym świetle pochodni zawieszonej na ścianie mignęły naszyjniki ...

Długo to trwało ale czas nie miał znaczenia. Nikt nie powiedział nawet słowa a wszyscy wiedzieli. Kolejne karty były zapisywane i podawane z rąk do rąk... Gesty, ruchy - wszystko miało znaczenie. Karty spłonęły a osobnicy ? Jeden wprost zniknął, inny spokojnie przekroczyl parapet aby zanurzyć się w otchłani nocy. Niska postać otuliła się grubą togą i zanurkowała w otwór w podłodze... Tylko jeden... tylko jeden z nich kroczył pewny i z dumnie podniesioną głowa - wszak to było jego najlepszym kamuflażem...
Tytuł: Skrytobójca - początek.
Wiadomość wysłana przez: Adi w 2007 11 05, 17:04:04
Długo na niego nie trzeba było czekać.
Pojawił się w mieście górników i kowali - Minoc. W zamian za życie górnicy oddawali co mieli najcenniejsze - najlepsze kilofy.
W swym fachu był chyba najlepszy. Było słychać tylko szept, lecz nikt go nie widział. Dźwięk jego cichego głosu był tak władczy, że nikt nie potrafił mu odmówić.

To był najlepszy Skrytobójca w całym królestwie....
Tytuł: Skrytobójca - początek.
Wiadomość wysłana przez: SolTell w 2007 11 05, 17:55:51
Adi skrytobójca to nie złodziej czy prosty rozbójnik co zabiera kilofy górnikom :o
najlepszym przykładem Skrytobójcy to nadchodzący Assasin's Creed :)
Tytuł: Skrytobójca - początek.
Wiadomość wysłana przez: Rudus w 2007 11 05, 18:20:12
Dziekuje Sol zes mnie wyreczyl :]
Skrytobojca nie przyjmuje haraczu .... :/ W momencie gdy dostaje zlecenie na kogos nawet wagon kilofow go nie skloni do zmiany zamiarow - Czlek okradajacy gornikow z kilofow to rozbojnik nie skrytobojca :>
Tytuł: Skrytobójca - początek.
Wiadomość wysłana przez: Szmaglomea w 2007 11 05, 21:07:02
Trenował - musiał utrzymać formę. Wieża magii Vesper nadawała się do tego.
Znalazł sobie sługę, który wiernie wykonywał polecenia.
Mijały godziny...
Każdy, kto chciał skorzystać z wieży miał do czynienia ze ścianąw drzwiach.
Sługa wiedział, że jego Pan chce spokoju.
Az juz pod sam wieczór, przyszedł bajarz.
-"Czy mogę z Panem porozmawiać - na osobności?" - Aaron domyślił się od razu.
-"Oczywiście."
-"Ktos powiedzial, ze ktos inny komus powiedzial..." - Ciagnal gre slowna, na ktorą
skrytobójca nie zwracał uwagi. Liczyły się fakty.
-"W karczmie na przedmieściach jest pewna hrabina. Ludzie jej nie lubia..." Na te slowa liczyl.
Usmiechnał się lekko.
Potem słyszał już tylko konkrety, wyłowione ze słów przybysza.
"Hrabina... Dwaj strażnicy... zbroja płytowa... Sałatka warzywna..."
Sałatka?!
Ukrył zdumienie: "To... istotny fakt..."
Zastanawiał się jak to wykorzystać. Chwilę. W głowie zaświtał mu idealny plan...
-"zrozumiałem" - umówili się z zapłatą, część 'przed', część 'po'.

Ruszył, a za nim jego sługa. Nie znał go. Nie musiał. Ślepo wykonywał polecenia,
a to było wystarczające. Przedstawił słudze plan. Udać się do karczmy, prosto do Hrabiny,
aby dać jej pakunek z salatką. To miało być biletem do jej sypialni. Doszli do karczmy.
Sluga pieszo, otulając się płaszczem, on skryty w cieniu sługi. Weszli do środka.
Aaron korzystając z cienia w korytarzu udał się wprost pod drzwi sypialni. Sluga mial juz isc do tych drzwi, gdy
nagle zachuczal sluga karczmarza.
-"Co z salatką dla hrabiny?"
-"Ano jest tu, zanieś jej"
Dla Aarona nie bylo ważne kto otworzy drzwi, ale sluga... Co jesli sluga nawali?
Szczęście było dziś po jego stronie, sluga stanął przy ścianie oglądając malunki.
Slusznie.
-"Czego?" - zagrzmiał strażnik.
-"Przynioslem hrabinie salatki..."
-"Pokaz. No dobrze..."
I drzwi się otworzyły...
Radość trudno było ukryć, ale dał radę. Sluga polozyl Salatkę na szafce i wyszedł. Drzwi się zatrzasnęły.
Hrabina przeciągnęła się i odwróciła. To był ten moment. Ta magiczna chwila. Sekundy, które należały do niego.
(http://szmagiel.googlepages.com/Skrytbojca1.JPG)
Ogłuszył ją młotem, szybkim i mocnym uderzeniem - nie będzie krzyku. Potem w ruch poszedł sztylet - będą zadowoleni...

Skoczył pod łóżko. Strażnik wpadł do sypialni, zostawiając drzwi otwarte. Szeroko.
(http://szmagiel.googlepages.com/Skrytbojca2.JPG)
Jak wszedł tak i chciał wyjść. Cwany strażnik stanął jednak w drzwiach:
-"Nikt nie wyjdzie stąd!" - donośny głos rozszedł się po całej karczmie.
Pojawił się problem... Jak wyjść? Jak uciec? Jak... Oczywiste...
(http://szmagiel.googlepages.com/Skrytbojca3.JPG)
Gdyby ktos go widział, zobaczyłby jak twarz wykręca sie w paskudnym usmiechu.
Sluga. Szepnął mu do ucha co nieco. Sługa sprawdził się. Przekonał strażnika, aby udał się po gwardzistów.
Nie zastawiał już drzwi. Idealnie...
(http://szmagiel.googlepages.com/Skrytbojca4.JPG)
Suzumaru udał się do banku. Po niedługim czasie, dotarł i zleceniodawca. Zapłacił pozostałą kwotę.
-"Jest jeszcze ktoś... Jednak to innym razem" - po tych słowach usmiechnął się.
-"Aczkolwiek, nigdy sięnie spotkaliśmy i nie rozmawialiśmy..."
Oczywisćie... Wszystko zgodnie z planem.
Ruszył dalej... po kolejnych...
Tytuł: Skrytobójca - początek.
Wiadomość wysłana przez: SolTell w 2007 11 05, 21:18:44
*gulp* zaczynam sie bać. Aaron znów uderza :)
Tytuł: Skrytobójca - początek.
Wiadomość wysłana przez: Rudus w 2007 11 05, 21:41:17
Zleceniodawca spokojnie wkroczyl do ciemego pomieszczenia. Przespacerowal sie pomiedzy krzeslami na ktorych siedzieli cicho inni.

Nie ... nie lubial ich .. z drugiej tez strony kazdego z nich poratowalby gdyby zaszla taka sytuacja i gdyby nikt nic nie podejrzewal - wiedzial ze oni postapiliby tak samo. Ale... ale zadnych podejrzen - nigdy sie nie spotkalismy, widze go pierwszy raz, co to za czlowiek ?

Usiadl na swoim miejscu i wykonal kilka ruchow dlonia. Odpowiedzialy mu inne dlonie, inne ruchy - nikt nic nie powiedzial a wszyscy wiedzieli.

Zleceniodawca wstal i podszedl do malego stolika w rogu. Szczypczykami podniosl maly odwaznik z pudeleczka i ulozyl na jednej z kilku szal skomplikowanej wagi. Waga zadrzala i przechylila sie. Nierownosci pomiedzy roznymi szalami prawie zanikly. Obrocil sie szeleszczac plaszczem i usmiechnal promiennie - rownowaga, tylko to sie liczy...
Tytuł: Skrytobójca - początek.
Wiadomość wysłana przez: Alvor_Lucard w 2007 11 08, 13:31:52
no i musialo tak byc....

Nigdy spokoju nie bedźie, ktos kiedys tak powiedxial a mlodźiutki elf byl sklonny sie ź tym źgodźic - chociaź raź w pelni swiadom prźytaknal cźlowiekowi w jego wywodach.

Ulice yew, drźewa, piekne niebo wsźystko to co cźyni elfa sźcźesliwym codxiennosci w jakiej źmusźony jest bytowac,  spokoj źaklucony bo i cźlowiek na cźarno ubrany. W prźesźlosci mej obeźnany, elf skonsternowany bo ludź wygadany. Heh slow konca nie bylo - źlecenie, praca spokoju źburźenie.

Idź, wykonaj

prźesźlosc swa poźnasź

coź robic bylo?   krokow w cieni beź liku, okna skrźypienie i kriss w plecy wbity. Proch. Nicosc - cholerna magia. Cźlowiek w cźerni obraźony bo ksiegi ni widu. Co robic? prxysźlosci cźekac, w cwicźeniu nie ustawac....niech i tak bedźie.

Drogi sie roźesźly lecź na jak dlugo?


dźieki źa fajna źabawe - oby wiecej temu podobnych źlecen bo i źycie w UO ciekawsźe i profesja uźytecźna nie tylko pod  kierunkiem pvp.
Tytuł: Skrytobójca - początek.
Wiadomość wysłana przez: Rudus w 2007 11 08, 14:09:13
Czarny płaszcz zaszelescil i postac stanela nad waga. Szczypczyki zawisly nad calkiem sporym odwaznikiem i postac westchnela... Siegnela po mniejszy i lzejszy odwaznik - w koncu nie zawsze wszystko sie udaje a o rownowage trzeba i tak dbac...

Prosze bardzo :] Zrob Cos z tymi klawiszami bo sie smiesznie czyta :D
Tytuł: Skrytobójca - początek.
Wiadomość wysłana przez: Szmaglomea w 2007 11 08, 22:18:26
Smęcił. Czekał. Nudził się. Ćwiczył, ale obietnica większego zlecenia wciąż była niespełniona.
Polecenia były. Krawiec, kochanek, rozbójnik. Nikt nie był ważny. Zwykli ludzie. A zależało mu na czymś wyjątkowym. Na kimś ważniejszym. Nie mógł przestać. Głosy w jego głowie pochodziły od Pana, a one nigdy nie spały i kazały mu kontynuować żniwo. A sposób był dobry.
Gdzież więc się podziewasz? On wie, że chcesz się go pozbyć, ale nikt nie ma odwagi się do niego zbliżyć. Napewno?...

Niekoniecznie...


Jedziemy z koxem? :P
Tytuł: Skrytobójca - początek.
Wiadomość wysłana przez: SolTell w 2007 11 08, 22:21:28
Szedł z planami pod pachą do Świątyni, spojrzał się za siebie... to był tylko pies... przetarł czoło i lepiej chwycił plany... miał szczęście tej nocy. Nikt nic od niego nie chciał...
Tytuł: Skrytobójca - początek.
Wiadomość wysłana przez: Rudus w 2007 11 08, 22:23:12
Postacie przy stole siedzialy i czekaly... znow - a moze jeszcze ? Moze dopiero ? Czas nie jest istotny... nie jest wcale a wcale istotny bo to juz sie zdarzylo... nieskonczenie wiele razy - my tylko dbamy aby wydarzylo sie znow - aby rownowaga byla zachowana.

Spokojnie - nie spieszy sie nigdzie zapewniam was ze lepiej zaczac powaznie trenowac :]

Ach zapraszam na PW kazdego skrytobojca wannabe (wymagania stelf hid + odpowiedni poziom klimatu) nie bede za wami biegac w grze przeciez :>
Tytuł: Skrytobójca - początek.
Wiadomość wysłana przez: Darogan w 2007 11 09, 00:29:41
A oni przybyli.. i zaczęli szukać.. tropić... , w pościg za nim ruszyli...
Tytuł: Skrytobójca - początek.
Wiadomość wysłana przez: sokoya w 2007 11 09, 02:42:06
Cytat: "Rudus"Ach zapraszam na PW kazdego skrytobojca wannabe (wymagania stelf hid + odpowiedni poziom klimatu) nie bede za wami biegac w grze przeciez :>
Wybaczcie wtrącenie, ale: zgłaszajcie się, zgałaszajcie, bo miło się czyta. :mrgreen:
Tytuł: Skrytobójca - początek.
Wiadomość wysłana przez: Szmaglomea w 2007 11 21, 19:35:07
'...Gdzież więc się podziewasz?'
Myśl ta przepadła w mgnieniu oka, gdy stojąc w portowym mieście nowego kontynentu spostrzegł przybysza.
Podszedł spokojnie do studni, oparł się o nią. Na rękawicach widniały wyraźnie wyszyte inicjały J.V.
Nie zdążył nic powiedzieć. Ba, minął go bez słowa. Nie zauważył? Nie chciał zauważyć? Nie ważne.
Nie to było istotne. Liczyły się słowa, które za chwile wypowiedziane, miały Aaronowi przynieść chęć do działania.
Zauważył, odezwał się. Krótka wymiana zdań, zbyt krótka by o niej wspominać. Zwieńczona wręczeniem listu.
-Szczegóły... - pomyślał. Mylił się. Nie lubił tego uczucia, ale gdy przeczytał treść złe uczucie minęło i ruszył w drogę.
'Na Północ od Papuy' - właśnie to jedno, krótkie zdanie wypisane było w liście. Nim piaski klepsydry zdążyłyby drgnąć, Aaron
był już za Papuą. Tam, spotkał zleceniodawcę. Rozmawiali. Filozofia nie było jego mocną stroną. Ograniczał się raczej do własnych
przemyśleń niż rozległych rozmów. Tutaj Vindicus miał przewagę. Rozmowa jednak nie miała ukoić niepokojów duszy.
Paradoks.
Kiedy łowca staje się ofiarą, a ofiara łowcą, kto wygrywa starcie? Mała komplikacja. Wprowadził go w szczegóły.
Pewien elf zażądał serca wiedźmy, której chce się pozbyć już od dłuższego czasu. Znał go - Don Montique. Nie stanowił trudnego celu.
Było tylko jedno 'ale'. Wiedźma również chciała się pozbyć elfa. Oferowała 50k za podanie jego serca. Z kolei oferta Don'a wciąż była tajemnicą.
Cóż więc zrobić? Zabić elfa dla 50k, czy może skusić się o wiedźmę? Trzeba znać obie strony medalu. Pożegnali się.
Musi porozmawiać z długouchym, koniecznie...

Tytuł: Skrytobójca - początek.
Wiadomość wysłana przez: Alvor_Lucard w 2007 11 21, 20:05:21
Cos sie konczy, cos zaczyna....gdzies to juz czytalem - pomyslal elf.

Wielu przed toba probowalo - jednemu sie powiodlo - jaki sekret sukcesu ma byc?

Cisza posrod zgielku codziennosci. Ten czekal - bo i czekanie bylo jego profesja - czy ktos by zdziwil sie ze kowal kuje? nie sadze.

Cienie byly przyjacielem mlodego elfa a ten posrod nich jak w rekach matki, kojacy dotyk bycia niewidzialnym. Czekal i sluchal bo informacja to potega, ktorej mial jeszcze za malo.
Kazano mu wypatrywac znaku, cwiczyc. Caly czas to robil - lecz co kiedy nauka sie konczy?

czas na dzialanie...
Tytuł: Skrytobójca - początek.
Wiadomość wysłana przez: Rudus w 2007 11 26, 00:14:47
Mala waga byla mistrzostwem i idealem konstrukcyjnym. Na kazdej z dwoch duzych szal postawione byly mniejsze ktore oddzialywaly na siebie jak i zawrowno na wieksza szale.

Zleceniodawca stal nad stolikiem i przygladal sie ciaglemu ruchowi wagi... Ciezaru przybywa i ubywa a tylko on zna wage... Szczypczyki powedrowaly do pudeleczka i wyciagnely odwaznik. Precyzyjne i dokladne ruchy przeniosly go na jedna z szal. Waga zadrzala i przechylila sie lekko. Tak.... To bylo przynajmniej na tyle. Obrocil sie czujac na sobie wzrok innych postaci. Usiadl i spojrzal na srodek stolu gdzie spoczywala mapa.

Nadchodzi czas...
Tytuł: Skrytobójca - początek.
Wiadomość wysłana przez: Alvor_Lucard w 2007 11 26, 23:15:16
Czul sie glupio, szczycil sie tym ze jest niewidzialny, nie do wytropienia, jedna osoba potrafila go wykryc.
Zleceniodawca udzielal informacji a elf sluchal, Minoc, zadanie, trucizna.

Wszystko poszlo bez problemow, Bankierka wypila wino i poczela sie wic w konwulsjach, elfowi nie podobalo sie - szczerze mowiac likwidowanie kobiet nie bylo najprzyjemniejsze, przez chwile zrobilo mu sie jej szkoda, tylko przez chwile bo slyszal juz kroki...

- Zawaliles...
- nie sadze, nie zdarza mi sie.
- tym razem jednak zawaliles, ona zyje, ledwo - jest w spiaczce ale zyje.
- spiaczka to tez forma smierci - elf sie usmiechal uroczo, lecz to nie spodobalo sie zleceniodawcy.

- naprawisz to, mamy umowe, ty czerpiesz z tego korzysci, potrzebujesz wiedzy - wiedzy ktora tylko ja posiadam - nie sprzeciwiaj mi sie!

Wiedzialem ze nie bylo wyjscia.

Ponownie Minoc, Klamca dal inne wytyczne, dal kontakt a kontakt posiadal informacje oraz sprzet...




cdn.