DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: Korgail w 2007 12 06, 21:09:42

Tytuł: Górnicza przygoda
Wiadomość wysłana przez: Korgail w 2007 12 06, 21:09:42
Jest to pierwsza część opisu przygody jaką sam sobie zorganizowałem, chce się podzielić...

Nienawiść, nienawiść rasowa, wredna, podstępna, naiwna, bezczelna, wieczna i głęboko zakorzeniona w każdym z nas. Długie uszy, krzywy ryj, niski wzrost czy nawet pieprzony kolor skóry nie są niczym innym jak zróżnicowaniem, które czyni świat pięknym. Każdy zapomniał o tym bo i po co pamiętać o życzliwości i pomocy?
- Mamusiu? Czemu to nasze życie jest takie do dupy? – Zapytał mały berbeć, ciekawski i śmiesznie ubrany. Był nim krasnolud o imieniu Yerpen
- Syneczku, to nie życie, to świat – Kobieta poprawiła tylko dłuto w dłoni. Zastanowiła się chwile po czym znów zaczęła rzeźbić.
Błysk, pisk i ciemność, długa, nieprzenikniona, tajemnicza ciemność.
- Lej że no piwska kobito! – Jeden z karłów uszczypał karczmarkę w pośladek. Najwyraźniej to było źródłem pisku, który wyrwał Yerpena z potoku wspomnień. Szybko zrozumiał, że zamyślił się zbyt intensywnie.
Siedział długo, wysoko w górskiej karczmie, w chwale i w dumie krasnoludów, w ich twierdzy. Kolejne godziny przywoływały makabryczne obrazy, wojny, bitwy i pieprzony ból.
- Wrr! – Zawarczał do siebie zaciskając dłoń na owiniętym szmatą przedmiocie. – Dolejesz mi jeszcze gorzałki Juli?
   Pił, pił i wspominał, ignorował spojrzenia ciekawskich podróżników co chwila poszeptujących do siebie na ten przedmiotu owiniętego szmatą. Słuch jak na swój wiek miał całkiem dobry.
- Myślisz? Co ten karzeł tam ma? – Ubrany w szpiczasty kapelusz człowiek ukrył usta za kubkiem czegoś ciepłego, było widać parę...
- Zapieprzył elfa, zabrał piękny miecz. To jest długie, dam głowę ,że miecz  i ... -  Yerpen nie wytrzymał. Kobieta o głębokim dekolcie zauważyła jego spojrzenie.  Przybysze natychmiast przerwali swój dialog.
   Został prawie sam, Juli biegała po karczmie myjąc podłogę, zbierając naczynia. Ona jedyna nie wkładała nosa w nie swoje sprawy, chodź lubiła wkładanie innych rzeczy w inne miejsca – Yerpen wyrwał ulotną chwile z księgi pamięci. Łoże tamtej nocy..
Już przypominał sobie wszystko, jej piski, jęki, zapach skóry i tą przyjemność gdy nagle ujrzał przed sobą elfa. Tego samego, którego zamordował – za szpiczaste uszy.
   Elf był snem, zmorą i koszmarem. Krasnolud uświadomił sobie to gdy otworzył oczy, najwyraźniej usnął na małą chwilkę ponieważ Juli dalej tańczyła z miotłą czyszcząc podłoge.
- Do zobaczenia moja droga – Poprawił kapelusz i chciwie schował swój tajemniczy przedmiot pod kubrak, jakby ten szmaciany pokrowiec nie wystarczył. Juli podniosła głowe, uśmiechnęła się do niego. Spojrzał na nią tak jak patrzy pies z kością na osobę, która chce mu tą kość odebrać.
Źle.
Tytuł: Górnicza przygoda
Wiadomość wysłana przez: Papa Smerf w 2007 12 06, 21:40:48
Pogratulować. Bardzo dobrze się czyta. Masz Waszmość talent.
Tytuł: Górnicza przygoda
Wiadomość wysłana przez: Korgail w 2007 12 07, 17:25:03
Dięki Corv, jednak ktoś to czyta  :wink:
Czy ktoś jest zainteresowany? Może chętny do przeżycia tej przygody?
Nic nie jest jeszcze rozwiązane, niestety.

Czemu opowiadam od końca? Czy ta scena z karczmy jest ostatnią?
Tylko bajki, klechy i opowiastki rodem z cukierkowych krain zaczynają się smutnie i kończą wesoło. Zastanów się czym można nazwać szczęśliwe zakończenie.

Spora komnata. Owalne, duże okna przez które światło wbijało się tak agresywnie i mocno, że można porównać to z chęcią walki w imię ojczyzny dezertera. Yerpen zmęczony, przebrany w stare, podarte spodnie poprawił okulary na puchnącym od chłodu nosku. Nawet przez głowę jego nie przedarła się myśl o cieplejszym ubranku, nie interesowało go byle gówno. Był zajęty czymś innym, cholernie ważnym.
- Kurwa jego cholera mać! – Wrzasnął otwierając chwycony przypadkiem zwój. Przypadkiem podniesiony nim ciecz z przewróconego kubka dotarła do niego.
Woda ściekała po stole, kapała na kamienną podłogę twierdzy i zakurzony jak wampirze łóżko dywanik.
- Współrzędnych odczytać łatwo nie będzie, musisz rozszyfrować zagadkę. Pozostawiłem po sobie ślady, szlaki. Kieruj się wilka wyciem i śladami łez – Przeczytał szeptem krasnolud początek zwoju. Pergamin był obszerny i zapisany w innym języku. Yerpen dobrze znał pismo runiczne.
   Księżyc bezczelnie zaglądał przez okna, płomyczek świeczki przygasł jakby zawstydzony światłem srebrnej kuli. Wszystko było dobrze widać, nawet skurczonego w rogu izby krasnoluda. Było widać łzę, ściekała pełna dumy. Rozkosznie wtopiła się w brodę. Rozkosznie i szybko.
- Znajdę Cię, znajdę! – Powtarzał wciąż, jego oczy błyskały się srebrem, chciwością i podnieceniem jednocześnie. Sprawiały wrażenie zaślepionych i opętanych, wampirzych.
Metalowe drzwi do komnaty przeszyło puknięcie.
- Jest już późno, panie proszę odpocząć. Pracuje pan już trzeci dzień – Młodzik bez najmniejszego śladu rumieńca wywołanego zimnem wepchał ryj między otwierające się drzwi. Owy ryjek nie zamykał mu się, aż Yerpen krzyknął.
- Przepraszam, wybacz mi jestem bardzo zajęty. Mogę się tu zdrzemnąć? – Brodacz zaraz po krzyknięciu uspokoił chłopca kawałkiem słodkiej bułki, leżącej na stole.
- Coooo pan tem me? – Młodzieniec jadł bułeczkę tak łakomie, że jego policzki stały się wielkim spichlerzem, a zęby chociażby miały ścisk porównywalny do dłoni golema nie dałyby rady tego przeżuć.
Nic dziwnego ,że seplenił.
Zęby okazały się silniejsze.
- Parę wskazówek, chcę udowodnić ,że ta legenda jest prawdą. – Yerpen zrzucił ręka na jeszcze mokrą od cieczy podłogę i dywanik resztę pergaminów.
- Legendę? – chłopak ostatni kawałek przełknął bez żucia.
- O lazurowej stali – Głos stał się szorstki, podrapał uszy tak jak drapie skórę papier ścierny.
Rozkosznie.
Tytuł: Górnicza przygoda
Wiadomość wysłana przez: Montaro w 2007 12 07, 18:25:11
Czekam na dalsza cześć :wink:  Fajne opowiadanko, pozostaje mi tylko pogratulować talentu :mrgreen:
Tytuł: Górnicza przygoda
Wiadomość wysłana przez: Korgail w 2007 12 07, 20:30:24
To miło ,że się podoba. Miałem to wrzucić jutro ale pokusiłem się  o zmianę planów.
Naprawdę zapraszam do zabawy, muszę zebrać zespół.

Jakiś bard rzępolił na swojej lutni. Pstryki, piski i drgania radowały dziwkę wkładająca swoje udo prawie na talerz klienta. Piski zgrywały się, jej i lutni. Tańczyły razem w balecie, różnymi figurami omijały w rytmie ucho krasnoluda.
- Co za pizda robiła tą zupę? Pewnie jakiś elf gotował, bo kiełbasy żałował, kaszy też mało i nie ma pływającego mięcha. To ma być krupnik? – Wewnętrzny i niezwykły monolog Yerpena przerwał przechodzący od miejsca gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę przez każde żebro aż do czubka czerwonego nosa dreszcz. Sekunda stała się wiecznością, zupa nagle zasmakowała, stała się sycąca. Jadł pospiesznie, chciał wyjść tyłem karczmy.
   Okno, cieniutka szyba i ta arystokratyczna morda, szpiczaste ucho i kij zakończony ostrzem. Yerpena zaskoczyło to, że postać z koszmaru – a raczej z zewnątrz musiała spojrzeć właśnie przez tą cieniutką szybę.
W głębi ducha chciał tego, nie znał jeszcze ceny tego spotkania.
   Wysoka postać odziana w czarną, zbitą wręcz idealnie zbroje owinięta śmiesznie według krasnoluda wyglądającą ciemną koszulą bez rękawów spokojnym, aż drętwym krokiem zbliżała się. Yerpen go znał, bo bez wątpienia był to mężczyzna.
- Dorwałem cię, dorwałem. Nie będę kłamał, zawiodłem się. Miałeś stworzyć mi artefakt, miałeś .. – Mroczny elf stojąc nad krasnoludem mówił, mówił i jeszcze raz mówił. Nie pozwolił wtrącić się w słowo. – Nie zrobiłeś tego, uciekłeś, wytropiłem cię – twarz mężczyzny zmieniła się, białe i równe ząbki stworzyły obrazek, którym nie pogardziłby  żaden z upiorów.
- Nie uciekłem, miałem.. zobacz, zobacz i sam się przekonasz – Brodacz wyciągnął zawiniątko, pokazał ukradkiem kawałek czegoś o kształcie bryłki. Ba! Pozwolił dotknąć, ale kosztowało go to wiele nerwów.
Oczy mrocznego elfa, przepełnione chciwością podniosły się w górę. Wyglądały jak dwa płomyczki jarzące się tylko dzięki resztce wosku.
Chwilę milczeli, w tym czasie karzełek zorientował się jak jest już późno, że wschodzi księżyc.
- Pomogę Ci, będę miał z tego korzyści. Nie próbuj mnie wykiwać durniu bo trące ci łeb, jasne? – Dłoń tego z diabolicznym uśmiechem rozkurczyła się. Ani jej właściciel ani Yerpen nie zwrócili uwagi na rozciętą część royalowej rękawicy, na płynąca powoli krew. Było coś ważniejszego.
Mały, lazurowy kamyk częściowo owinięty szmacianym pokrowcem. Światło świec odbijał tylko w jednym miejscu – miejscu splamionym krwią.


Mała, zarośnięta chatka Yerpena pełna brudu i pajęczych sieci poprzez dotyk mrocznego elfa, stała się piękna. Dobroczyńca kazał nazywać siebie Revixem.
Jej wnętrze wypełniały piece, stoły, fiolki. Jednym słowem laboratorium.
Krasnolud wiedział, że nad tym cudem wisi gęsta mgła, a we mgle czaiły się setki ostrzy.
Ostrzy gotowych w każdej chwili spaść z sufitu i zniszczyć jego i jego piękne laboratorium.
Nie miał już siły żałować, łza kręciła się w oku.
Księżyc nawet już nie chciał świecić..



Edit: Błąd w tekście, bezczelnie wyeliminowany
Tytuł: Górnicza przygoda
Wiadomość wysłana przez: Wirtuoz w 2007 12 07, 20:43:22
Mam nadzieje ze na opowiadankach sie nie skonczy, czekam z niecierpliwoscia na realizacje pomyslu^^
Tytuł: Górnicza przygoda
Wiadomość wysłana przez: Montaro w 2007 12 07, 21:41:27
Moge się przyłączyć do tego "questa"  :mrgreen: Jak co to pisz do mnie PW