DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: mae w 2008 02 22, 23:47:24

Tytuł: event
Wiadomość wysłana przez: mae w 2008 02 22, 23:47:24
Byl letni sloneczny dzien. Promienie slonca nadawaly hacjendzie z piaskowca czerwono-zloty odcien. Z daleka wygladala teraz bardziej jak budowla z czerwonej cegly niz moglo na to wskazywac jej pustynne dziedzictwo. W jej scianach podstarzaly mag zblizal sie wlasnie do drzwi wejsciowych. Robil to niespiesznie, poniewaz czesto miewal gosci o tej porze. Byl pewien, ze to ktos znajomy.
Drzwi otworzyly sie jednak przed twarza mlodzenca w uniformie pocztowca krolewskiego. Mag wyraznie przeklnal w myslach i niechetnie nawiazal rozmowe z nowoprzybylym. Na szczescie kurier wreczyl Mae'tallowi jedynie telegram, po czym uciekl. Niewielki zalakowany zwoj mogl miescic w sobie kazda tresc. Z pewnoscia nie byla ona jednak dobra. Mae nie uznalby jej za dobra nawet, jesli jej autor staralby sie taka wlasnie tresc na zwoju umiescic. Krotkie ogledziny wskazaly jednak, iz jest to wezwanie do kaplana w swiatyni Erenthii. Zwoj glosil dodatkowo:"niezwlocznie".
Kal Ort Por
*pufff...*
Magincia zawsze byla pieknym miastem, jesli pominac najazdy nieumarlych, demonow. Pewnie zakon za czas niedlugi wybuduje w nim cmentarz. Gdyby pokusil sie na ten krok wczesniej, pewnie dzis zajmowalby on powierzchnia cala wyspe. Na szczescie ciala mozna palic, a groby moga byc masowe, ciala mozna przesypywac wapnem. Dzieki bogom za wapno.
Kaplan czekal w glownej sali swiatynnej. Chociaz byl czlowiekiem niskim, chudym i podstarzalym, gdy pomyslalo sie o jego roli w tym miejscu, jego postawa nabierala dostojenstwa i godnosci. Z pewnoscia zyskiwal dzieki pelnionej funkcji. Budynek, w jakim stal, byl wysoki i monumentalny, a pomieszczenie epatowalo sila odczuwalnego w nim mistycyzmu.
Starzec skinal na maga, gdy tylko ten pojawil sie w jego polu widzenia. Po krotkim, lecz serdecznym przywitaniu zdecydowal sie przejsc od razu do rzeczy i zapytal o powiazania Maego z krolem. Mae'tall nie byl juz w sluzbie krola, ani nie pozostal juz nawet obywatelem ziem krolewskich. Oznaczalo to dla kaplana koniecznosc zdania przez maga insygiow adwokackich. Chociaz Mae nigdy nie byl bezposrednio prawnikiem jego kroleskiej mosci, to jednak faktycznie miano to zostalo mu nadane przez krolewskiego sedziego. Toga, na ktorej insygia umieszczono, byla jednak jego wlasnoscia. Misterna krawiecka robota. Czyms niezwykle cennym. Bylo to w istocie najwieksze dzielo jego zony, ktora byla najlepszym znanym Mae'mu krawcem. Nie mogl togi wiec tak po prostu oddac, a raczej nalezalo znalezc kogos dosc zdolnego, by insygia przeszyl. Kaplan chetnie zgodzil sie z tym spostrzezeniem i zadeklarowal sie poczekac w swiatyni do powrotu maga.
Kal Ort Por
*pufff...*
*szum siedmiu morz i oceanow*
Nie minelo wiele czasu, gdy Mae stal juz przed elfim arcymistrzem sztuki krawieckiej. Elfem, ktory tworzyl najmisterniejsze szaty w calej Sosarii i na Ilshenarze. Wydawal sie on odpowiednia osoba. Mae'tall musial wytrzymac poczatkowe skrzywienie elfa na widok czlowieka. Na szczescie ten czlowiek byl calkiem dobrze znany w elfim miescie jako maz jednej z elfek. Chyba tylko dlatego krawiec przemogl swoja poczatkowa niechec zastepujac ja szczerym usmiechem. Zgodzil sie zaraz pomoc, a nawet zaproponowal umieszczenie na materiale ksztaltnego elfiego pisma. Insygia prawnicze zostaly zastapiane przez insygia rodu, ktory reprezentowala ukochana maga, a wiec i on sam za jej sprawa. Pozostala juz tylko jedna sprawa.
*szum siedmiu morz i oceanow*
Kal Ort Por
*pufff...*
Kaplan w istocie czekal w umowionym miejscu. Bez problemu poznal ujrzana wczesniej szate i z radoscia uznal sprawe za zakonczona. Ku zadowoleniu wszystkich.