"W imię mego Pana Netherila"
Siła, którą obdarza ich Pan jest niczym strumień wody.
Otula swym ramieniem wszystko, co znajduje się w pobliżu.
Obdarzeni tą mocą czują niemal każdą zmianę w bliskim otoczeniu, najmniejsze poruszenia, najbardziej skrywaną myśl..
Tak było i tym razem. Czysty umysł. Otwarty jedynie na Pana Czarnego Śmierci i Przemijania...
Zaczyna..
Mimo że kaptur jest naciągnięty głęboko na twarz, widzi to niemal tak jakby jego wzrok był skierowany bezpośrednio na cel..
Wiatr delikatnie porusza liśćmi drzewa..Gdzieś na jego gałęziach małe żyjątka pędzą swój nic niewarty żywot (jak większość ludzkich istnień skromnym zdaniem nekromanty), kobieta na lewo targuje się z kupcem, na prawo dwóch wojowników ogląda zdobycze z wypraw. Gdzieś za jego plecami, energia na moment ulega zniekształceniu...Z ziemi stopniowo pojawia się szafirowy portal, z którego wychodzą dwa kolejne istnienia ludzkie...Bank jest zatłoczony...Nie ma sensu tam nawet wchodzić...I jeszcze tylko....
Urywa...
Ból? Nie, to bardziej jak delikatne, acz znaczące szarpnięcie.
Jest wzywany. To oczywiste. Po takiej ilości spotkań z nimi zdążył się do tego przyzwyczaić.
Proste słowa inkantacji. I już.
Oczą drowa ukazuje się położona w nieznanym miejscu siedziba Rady Nekromantycznej. To dziwne..nie czuje tu znajomej aury...
Wchodząc po wysokich schodach, drow zauważył, że strażnicy bacznie mu się przyglądają. To dziwne...Przecież zawsze byli zapatrzeni gdzieś, w nieskończoną otchłań, wydając się tylko materialnym odbiciem...
Wrota same się otwierają. Spokojnym krokiem, lekko przygarbiona, niska postać wchodzi wreszcie do komnaty. Wokół kamiennego stołu siedzą 4 postacie okryte czarnymi szatami.
Każda z nich nawet nie zwróciła uwagi na to, że wszedł.
Każda z nich wzrok wbity w stół kamienny ma.
Każda z nich wydaje się być nieobecna.
Ujrzał swe miejsce, chwile później już na nim siedząc przyglądał się przez chwile. Wreszcie, uniósł znacząco głowę spoglądać na Mistrza Rady.
I wtedy to poczuł. Poczuł się zupełnie nagi. Łaska Pana go opuściła w jednej chwili topniejąc niczym śnieg w upalny dzień. Drow z trudem ukrywał zdziwienie. Wtedy zdał sobie sprawę, że reszta radnych przygląda mu się uważnie. Pierwszy ruszał na niego nekromanta zwany Alvorem. W jednej chwili w jego dłoniach pojawiła się ciężka okuta laska. Uderzenie było celne. Koniec końców, Lucard zachował w sobie wiele z drowa. Zwinność i precyzja uderzenia zaskoczyły zdziwionego Dalurvitha. Chwilę później leżał na ziemi i czuł jak z jego nosa cieknie gęsta strużka krwi.
Czas się skończył.
Ze swoją wiarą lub bez niej, walczyć trzeba było.
Drow sięgnął energicznym ruchem po swój sztylet.
Wstając napotkał kolejny cios, który wytrącił mu z rąk dobytą wcześniej broń. Podnosząc ze zdziwienie głowę ujrzał swego Mistrza.
- Erenen? - Wysyczał przez zaciśnięte zęby Dalurvith.
Postać nie odpowiedziała.
Przeciwnie, ruszyła na niego otaczając się magiczną tarczą. Drow skupił się na chwile i podskakując odepchnął nieco niezdarnie od siebie licha.
Ten udając upadek energicznie kucnął i ściął nekromantę z nóg.
Kolejny upadek. Frustrujące.
Kolejne ciosy spadały na niego niczym deszcz. Z trudem uchylając się przed nimi ujrzał kontem oka Thazara czarującego jakieś zaklęcie.
Sekunda. Sekunda trwająca całą wieczność dla leżącego drowa.
Odepchnął się rękami i poturlał pod ścianę. Chwile po tym ognista kula przeleciała po miejscu, w którym jeszcze niedawno się znajdował.
Żelazne drzwi wyleciały z hukiem poza obszar budynku. Rzucając się dziko w stronę otworu, wyskoczył na schody i wtedy poczuł kolejne uderzenie. Spadając ze schodów myśli się o dziwnych rzeczach. Gdy wreszcie nieprzyjemna podróż dobiegła końca obolały nekromanta zerwał się na równe nogi i wskoczył pod schody. Wiedział, że zaraz wyjdą po niego. I wtedy ponownie to poczuł.
Thazar jest dokładnie nad nim. Wydaje rozkazy pozostałym.
Alvor razem z Erenem zbiegają ze schodów. Jest jeszcze jeden. Ale nie potrafi określić jego położenia.
To nie było ważne. Teraz musiał szybko coś wymyślić by tylko to przetrwać. Jedyne, co go ratowało to dostać się do swojej łodzi, która stacjonowała w pobliżu wyspy. Korzystając z mocy, która powróciła, przywołał kościany pomiot. Natychmiast zrywając z siebie szatę, nakazał ją założyć przywołańcowi i biec przed siebie. Koślawymi ruchami pomiot biegł, gdy nagle mignął koło niego cień.
Szybkie cięcie. Odgłos kości ścierającej się z doskonale wykonanym ostrzem. Wiedział już, kim była czwarta postać.
Mistrza Kapoera poznawał zawsze po pewnie trzymanej broni i równie pewnym kroku. Zapatrzony przed siebie, zawsze wykazywał się większą wiarą w Pana. Teraz stał 15 metrów przed nim i już doskonale wiedział gdzie schował się Dalurvith. Drow nie miał wyboru. Wybiegł spod schodów i czarując w biegu zaklęcie zbliżał się do Kapoera. Wtedy zobaczył to, co zaskoczyło go o wiele bardziej niż całe zajście.
Zza pleców Radnego wychylił się cały oddział rycerzy odzianych w lśniące zbroje z wyraźnym symbolem Błękitnej Róży. Znał ich. To paladyni.
Zatrzymał się niczym wryty. Od przodu biegli na niego uzbrojeni rycerze. Od tyłu zaś reszta radnych. Było już tylko jedno rozwiązanie.
Drow sięgnął po swą głęboką wiarę.
Wypowiedział starannie słowa zaklęcia. Kątem oka widział, że dzieli go od napastników już tylko kilka metrów.
Wreszcie!
Zaklęcie było gotowe. Teraz trzeba wybrać tylko obiekt do poświęcenia.
Wybrał siebie.
Poczuł się, jakby coś wypalało go od środka. A potem myśli ustały.
Cały obszar wypełniła biała aura wybuchu.
W imię mego Pana Netherila!
Cisza...
Dalurvith zerwał się z podłogi. Spojrzał na leżące przed nim księgi.
Oj tak często mu się zdarzało zasypiać nad pracą. Łatwiej w sumie było rzec, że rzadko zasypia we własnym łóżku.
Otarł zimny pot z czoła. Przewrócił się na bok i natychmiast zasnął.
A gwiazdy tego dnia świeciły kolorem szkarłatu...
Bo ten, nudziło mi się..
pogratulowac i pracy i checi do pracy:) tez bym w koncu cos napisal ale ostatnio slabo z czasem stoje:/
ja na czele zakonu :> rotfl, Aru bejbe historia za mocna ale kurde jakos nie moge zobaczyc siebie na czele korpusu pacyfikacyjnego zakonu w siedzibie rady :D nie nudz sie juz lepiej bo mi mozg psujesz :D, napisz jakas ballade albo poucz sie do przyszlorocznej matury :D
fajne :) mroczne :P
Pod wpływem tego opowiadania opracowałem już plan napadu na wampirowo i taktyke obrony. :D
hyhy :D pr0 :P ,opowiedz mi o tym w uo jak Dm wstanie aru :twisted:
to Ty teraz sie przyznaj czy to sen Dalurvitha czy Twój prawdziwy 8) fajne fajne maniaku... :twisted:
Dobrze sie czyta. :) co nie czesto mi sie tu zdarza. Tylko jedna mam watpliwosc, otoz na plaszczach paladynow (rycerzy swiatyni Methestela) umiescilbym jego symbol, czyli blekitny kielich, ale roza tez moze byc.
Kap: Nie chciałem Cie urazić :D Ale kierowałem się tym jak najczęściej wyglądają sny, czyli że mało co ma sens ;)
I wcale nie umieściłem Twojej postaci na czele zakonu. Oni tam po prostu wybiegli zza jej pleców :P
Patrol: załatwione ;)
Yacu: nie znam się na tyle na dmowskich Paladynach, ale opisałem symbol znany wszystkim i zauważ, umieściłem go na zbrojach ;)
dzieki za komenty ^^:]
Jak zacząłem czytać, to na początku starałem się dopasować opisane wydarzenia do faktów (przez chwile nawet myślałem, że cierpię na sklerozę :wink: ), a tu taka niespodzianka na koniec. :P
Jak zwykle, bardzo dobre opowiadanko Aruvin :)
Pogratuluje dobrego opowiadania i zawarcia w nim symbolu swej postaci oraz mocnej wiary w swego boga i całkowitego oddania się w obronie tej właśnie wiary .
Ciekawe opowiadanie jednego z przedstawicieli ....
Dobrze się czytało .
piękne Aru - masz wiecej talentu niz ja chciałbym miec.
Gratuluje
Nie schlebiaj mi tak Alvorze bo się rozpłyne ^^ :]
A i tak staram się Ciebie dogonić w poziomie utworów ^^
dobra, szczerze mi sie podobało, ale teraz moze by tak ktos zajrzał do ostatnich kronik i powiedział co powieniem w stylu pisania poprawic? bo jest to moje drugie dzieło dopiero ;]
*zaklada lamie skorzana obrozke*
*przypina smuczke i wyprowadza*
*lamu lamu kiriiiii*
;]]]]]]]]]
Jakby nie wstawka o tych znakach błękitnej róży w odniesieniu do paladynów, to byłoby idealne :wink:
Poza tym bardzo dobre, świetnie się czyta.