DM2: Dziedzictwo Mistrzów

Forum Projektu DM2 => Przygody => Wątek zaczęty przez: sake w 2008 03 11, 14:51:46

Tytuł: Duch lasu
Wiadomość wysłana przez: sake w 2008 03 11, 14:51:46
Przebudzenie w domu, w którym panuje pustka nie było niczym przyjemnym, ale też niczym nowym. Omiotła spojrzeniem przytulne wnętrze gościnnego pokoju, ubrała się pośpiesznie i opuściła zalegające ciszą mury.
Poranek zdawał się być mętny, senny lecz mimo to przyjemny. Zwinięte w niewielkie kłębki chmury, leniwie przesuwały się po nieruchomym niebieskim tle nieba. ,,Dobra pogoda na spacer...a może nawet trening?" – z lekkim niesmakiem spojrzała na kostur, który przywoływał na myśl widok obitych zwłok zwierząt i innych napotkanych stworów. Na samą myśl szybko potrząsnęła głową. Zawsze w takich chwilach starała się odpędzić dręczące wyrzuty sumienia. Przymknęła oczy, starając się wyobrazić coś przyjemnego, zazwyczaj trenowała kierując swoje myśli na inny tor. ,,Tak już musi być, taka jest kolej rzeczy.."- przypomniała sobie słowa własnego ojca – ,,jeśli nie nauczysz się bronić, sama padniesz ofiarą przemocy." Agresor może czaić się wszędzie – pomyślała ściskając w ręce drewniane narzędzie obrony.
Okoliczne lasy tego dnia były nad wyraz spokojne. Ruch powietrza był niemal nieodczuwalny, ptaki cicho ćwierkały, poddając się nastrojowi opieszałości porannego wiatru i leniwie operującego światłem i ciepłem Słońca. Atmosfera ogólnego spokoju, chwilowej stagnacji, zawieszenia, nie mobilizowały do forsownych ćwiczeń, jednak Saima postanowiła się nie poddawać.
Podążała lasem w kierunku zachodnim. Ku własnemu zdziwieniu, wszelkie konfrontacje z okolicznymi leśnymi stworzeniami nie sprawiały jej trudności. Trening szedł gładko i szybko, a las zdawał się milczeć drzemiąc w niezmąconej obojętności.
Tak było przez większość czasu, jednak w pewnej chwili wszystko uległo zmianie.
Nieco zmęczona już fizycznym wysiłkiem, podczas krótkiej walki ze zwierzęciem w ułamku sekundy doznała przedziwnego uczucia, jak gdyby zwierzę popatrzyło na nią ze smutkiem.
Odgarnęła prędko opadające rozwichrzone włosy, przymknęła oczy i potrząsnęła głową.
-To jakaś niedorzeczność.- wypowiedziała na głos do siebie, starając się uspokoić myśli. Przymrużyła lekko oczy, rozglądając się bacznie po okolicy. Korony drzew poruszyły się niespokojnie, rozbudzone nagłym podmuchem wiatru.
Saima ścisnęła mocniej kostur i ruszyła przed siebie starając się opanować nachodzące ją dziwne myśli. Ruszyła do walki ze szczurołakiem. Po ostatecznie zadanym ciosie, stworzenie padło nieruchomo na ściółkę leśną, a kobieta odniosła dziwne wrażenie, że ktoś jej towarzyszy.
   Wokół rozległ się dziwny szmer. Las zdawał się przeobrażać z biernego obserwatora, w niemal namacalny, potężny i mnogi organizm, który otaczał ją ze wszystkich stron i przytłaczał swoim ogromem. Serce zaczęło mocniej bić, a dotychczas posłuszny wierzchowiec, zrzucił swoją panią z grzbietu. Saima z przerażeniem spojrzała na konia.
-Co cię opętało Sunako?! – wykrzyknęła, czując się niezwykle samotnie.
Obrzuciła zdezorientowanym spojrzeniem okoliczne drzewa, które choć nieruchome, zdawały się dominować nad jej małą osobą. Gdzieś z głębi lasu dobiegł ją dziwny chichot, który nasilał się z każdą chwilą, aż w końcu zdawał się rozbrzmiewać z każdej możliwej strony.
Saima nerwowo oblizała usta, mamrocząc do siebie pod nosem:
-Chyba postradałam zmysły...
-Jest tutaj kto?! – krzyknęła bezradnie.
W tej samej chwili nieżyjący szczurołak uchwycił jej nogę. Dziewczyna odskoczyła wystraszona, obserwując z przerażeniem leżące zwłoki. Stwór zdawał się zerkać na nią z kpiącym uśmiechem. Saima przybliżyła się do Sunako, czując jak otoczenie ściska ją w niewidzialnej klatce i paraliżuje jej umysł, rozpędzając gorączkowe i absurdalne myśli.
Nagle zza drzewa wybiegł mały szczur. Stanął na dwóch łapkach przyglądając się ludzkiej istocie, a jego rozumne oczy przywiodły jej na myśl spojrzenie zabitego niedawno zwierzęcia.
Saima wzdrygnęła się na widok małej istoty a w głębi opanowała ją myśl, że wszystko co widzi, musi być wytworem jej wyobraźni. Szczur przyglądał się przez chwilę roztrzęsionej kobiecie, po czym zaatakował nagle, bez ostrzeżenia. Odruchowo uderzyła go kijem i pozbawiła życia stworzenie..
   Obrzuciła otoczenie rozbieganym wzrokiem, poszukując nerwowo źródła przeszywającego, piskliwego chichotu. Przygryzła wargi, starając się znaleźć jakieś wyjście i niemal natychmiastowo, pod wpływem jakiegoś impulsu, podjęła decyzję o ucieczce do najbliższego miasta. Pośpieszne wdrapała się na wierzchowca i rzuciła się pędem przed siebie, nie oglądając się za opuszczonym, przeklętym miejscem.
   Gdy dotarła do Vesper, zaczęła się gorączkowo rozglądać w poszukiwaniu ludzi.
Drżąc wciąż ze strachu, niezgrabnie zsunęła się z Sunako i stanęła pod bankiem wodząc wzrokiem niepewnie, wciąż nie ufając własnym zmysłom.
   Strażnik ziewnął znudzony, jednak szybko dostrzegł młodą, rozdygotaną kobietę.
-A cóż pani taka wystraszona? Coś się stało? – zwrócił się z zainteresowaniem.
-Tttam...w lesie...tam..ktoś jest! Zwłoki...ożyły! – wyrzekła niewyraźnie, z trudem dobierając słowa.
Strażnik pokiwał głową ze zrozumieniem dopytując się dalej:
-Tutaj w naszych okolicznych lasach Vesper?
-Ttaaak! Właśnie tutaj! – odpowiedziała, głośniej przełykając ślinę.
Strażnik pokiwał głową nie przejawiając zdumienia dziwnym wyznaniem przybyszki.
-Jak głoszą pewne źródła, w lasach tych grasują chochliki. Sam z resztą byłem tego świadkiem..
-Doprawdy?
– Saima wybałuszyła oczy po czym powtórzyła bezwiednie za mężczyzną – Chochliki...
-Tak, chochliki. Byłem z oddziałem w lesie i natknęliśmy się na te małe szkubaństwa.
-Chochliki...- kobieta powtarzała machinalnie, próbując poukładać wspomnienia w głowie.
-Trzeba na nie uważać...nie wyrządzą krzywdy, ale potrafią być złośliwe. Zawsze gdy panienka je spotka, proszę uciekać czym prędzej, bo różnie się może skończyć spotkanie z  nimi. No, a teraz proszę wybaczyć, wrócę do swych obowiązków, miłego dnia życzę!
Saima spojrzała z wdzięcznością na barczystego strażnika i pośpiesznie dodała:
-Dziękuję za wyjaśnienia...Panu również miłego dnia życzę! – po czym odwróciła się do swojego wierzchowca.
,,Czyżbym stała się ofiarą okrutnego żartu, zwykłych figli, leśnych, zamaskowanych stworzonek?" – zadała sobie pytanie w myślach, poszukując daremnie odpowiedzi. Coś jednak podpowiadało jej w duszy, że to, czego doświadczyła, nie mogło posiadać tak banalnej argumentacji, a na samą myśl o niezwykłych wydarzeniach poranka, wstrząsnęły nią dreszcze. Z trudem opanowała drżenie rąk, przytulając się do ciepłego grzbietu spokojnego Sunako.



Cdn.
Tytuł: Duch lasu
Wiadomość wysłana przez: sake w 2008 03 14, 11:16:58
Kolejnego dnia, emocje poprzedniego poranka zaczęły ulegać stopniowemu rozmyciu. Saima próbowała powrócić do codziennej normalności, a słowa strażnika spotkanego w Vesper zaczęły wypierać, nachodzące ją wcześniej niepokojące myśli na temat całego zajścia.
Udała się ponownie do miasta. W skrzyni bankowej pozostawiła sporą część pracy, którą choć niechętnie, zawsze sumiennie wykonywała.
W banku panowała cisza. Bankierzy beznamiętnie wykonywali swą mało urozmaiconą pracę, podając machinalnie interesantom ich kufry.
Saima podeszła do bankierki i poprosiła o swoją skrzynię. Kobieta ospale zareagowała na prośbę, ziewając ostentacyjnie.
- Ależ nuda! Ciągle tylko te skrzynie i skrzynie... - na głos zaczęła się żalić bankierka.
Saima spojrzała na kobietę współczująco, gdyż dobrze zdawała sobie sprawę z tego, co oznacza monotonna praca.
- Tak...coś o tym wiem. – podjęła – praca w banku musi być bardzo jednostajna i schematyczna...a przez to nużąca.
Bakierka przytaknęła skwapliwie wyrażając swoją aprobatę dla tego podsumowania. Poruszyła się nagle niespokojnie na krześle, po czym głośno i energicznie oznajmiła:
-Wiem! Wezmę trochę wolnego i poszukam zaklętego jednorożca!
- Zaklętego jednorożca?
– nie kryjąc zdumienia spytała klientka.
- Tak, tak właśnie. Tego, którego uwięziły chochliki i który musiał przybrać ich własną formę.
- Chochliki...
- Saima poczuła jakby nagle ktoś raził ją piorunem, a niespokojne myśli ponownie zaczęły opanowywać jej umysł.
- Tak chochliki. – potwierdziła spokojnie bankierka, najwyraźniej nie zauważając w spojrzeniu interesantki żadnej zmiany – proszę wybaczyć, muszę teraz powrócić do pracy. – co też natychmiast uczyniła.
Saima doznała wrażenia, jak gdyby znalazła kolejny puzzle brakujący do tej niejasnej układanki, a jednocześnie zupełnie odmienny i nie pasujący do pozostałych. Poczuła się przez to jeszcze bardziej zagubiona w natłoku szmerów swych własnych, chaotycznych myśli.
Przez chwilę trwała w bezruchu, czując jak jej umysł opanowuje dziwny chaos nielogicznych, a wręcz absurdalnych skojarzeń. Wreszcie postanowiła uspokoić rozedrganą i zagrożoną maniactwem świadomość i pośpiesznie udała się do Cove, gdzie miała nadzieję spotkać swoją najbliższą przyjaciółkę Firiel. – Co dwie głowy, to nie jedna. Opowiedziałam jej o tych chochliczych niedorzecznościach, muszę ją czym prędzej powiadomić o tym nowym tropie. – pomyślała trzeźwo i ruszyła w drogę.

cdn.
Tytuł: Duch lasu
Wiadomość wysłana przez: moriana w 2008 03 14, 21:13:13
Podążając przez lasy w okolicach Minoc, Firiel postanowiła wybrać się do jaskini Coventus. Kiedy tylko przekroczyła granice dziennego światła i ciemności, która panowała w jaskini, dostrzegła ciało młodej kobiety otoczone jaszczurami. Jej obecność odwróciła uwagę tych stworzeń, które teraz podążały w jej kierunku. Nie zastanawiając się długo wyciągnęła miecz za pasa i odparła atak gadów. Chwilę po tym jak jaszczury padły, oczom kobiety ukazała się dusza. Z jej jęków niewiele było można zrozumieć, dlatego też poradziła, aby dusza młodej kobiety wyruszyła do pobliskiego miasta Cove, a ona zbierze jej dobytek i przekaże go kiedy się tam spotkają.
 W chwili kiedy Firiel dotarła do bram miasta usłyszała za sobą znajomy głos wołający jej imię - Firiel!.
Kobieta odwróciła się spoglądając na nadjeżdżającą przyjaciółkę.
-Saimo! Witaj Moja Droga - uśmiechnęła się ciepło spoglądając na kobietę o granatowych włosach, odzianą w skórzana zbroje z ognistej skóry.
-Witaj Firiel.Jak dobrze, że Cię widzę. Miałam nadzieję, że Cię tu spotkam- uśmiechnęła się z dostrzegalną ulga na twarzy.
Firiel zmarszczyła lekko brwi widząc niepokój w oczach przyjaciółki.-Czy coś się stało?- Spojrzała pytająco na Saimę.
-Tak i nie - odpowiedziała Sama -Dotyczy to wydarzeń, o których wczoraj Ci wspominałam. Chodźmy do banku to opowiem Ci, o czym się dowiedziałam.
Firiel lekko skinęła głową i podążyła za Saimą do banku.
 W banku o dziwo był spory tłok. Bankierka z chwilowym opóźnieniem podała kobietom skrzynie. Pomimo szeptów, hałasów otwieranych skrzyni i odgłosów mieszanych mikstur w pomieszczeniu panowała względna cisza. Saima zaczęła opowiadać przyjaciółce o tym czego dowiedziała się zupełnie przypadkiem od bankierki w Vesper.
-Bankierka mówiła, iż chochliki uwięziły jednorożca i przemieniły go w jednego z nich. Podejrzewam, że to, co powiedziała nawiązuje do tego, co przytrafiło mi się w lasach Vesper. - powiedziała Saima.
Firiel przez cały czas przyglądała się przyjaciółce, ponieważ miała nieodparte wrażenie iż po wczorajszych wydarzeniach Saima nie może otrząsnąć się ze strachu. Każde jej słowo było wypowiadanie pośpiesznie i pełne niepewności.
 W czasie, kiedy starały się dotrzeć do sedna sprawy, do banku przyszła młoda elfka, która ukłoniła się lekko w stronę Firiel i powiedziała:
-Dziękuję Ci Pani za ocalenie moich rzeczy. Obawiałam się, iż mogę spisać je już na straty.
Firiel uśmiechnęła się lekko -Ależ nie ma za co dziękować, sama nie raz byłam w podobnej sytuacji, a więc doskonale rozumiem.
Wyciągnęła z plecaka worek i podała  elfce.
-Proszę i następnym razem niech Pani uważa na jaszczury w tej jaskini, zazwyczaj czają się tuz przy wejściu - powiedziała Firiel.
-Dziekuję raz jeszcze - uśmiechnęła się elfka -Na imię mi Eriviel.
-Miło mi, Firiel Elentari -wyciągnęła dłoń w stronę Eriviel, a ta odwzejmniła gest ściskając lekko dłoń kobiety. -A to moja przyjaciółka Saima- obie kobiety uścisnęły sobie dłonie i przedstawiły się sobie.
Przez jakiś czas kobiety dyskutowały na różne tematy dotyczące  wypraw, treningu, a także chochlików, kiedy nagle drzwi banku otworzyły się i zatrzasnęły niemalże w tej samej chwili. Nie było by w tym nic niezwykłego gdyby nie fakt, że nikt nie wchodził ani nie wychodził z banku. Po chwili powtórzyło się otwieranie i zamykanie drzwi parokrotnie. W banku zapadła niepokojąca cisza. Wszyscy zebrani odłożyli skrzynie i ruszyli w stronę drzwi. Firiel spojrzała na przyjaciółkę, która nerwowym wzrokiem rozglądała się po banku.
-Saimo czy wszystko w porządku? -Zapytała spoglądając na pobladłą twarz kobiety.
-Słyszałaś....słyszałaś ten..ten chichot?- rzekła nerwowo.
-Chichot? - Firiel zapytała zaniepokojona -Saimo jedyne co słyszałam to łoskot drzwi. Spokojnie Saimo, wszystko...-nim zdążyła dokończyć zdanie po pomieszczeniu rozległ się przenikliwy, skrzeczący chichot.- Na bogów...-Rozejrzała się uważnie doszukując się źródła śmiechu - Saimo... -spojrzała na kobietę, która oparła się o ścianę, zatykając uszy -Saimo, co się dzieje?-zapytała Firiel.
-Nie zniosę tego śmiechu, niech przestanie! -Saima wykrzyknęła przestraszona.
-Cóż jej się stało? -Zapytała zaskoczona Eriviel.
-To długa historia..- odparła Firiel-To, co się tu, teraz dzieje to robota złośliwego chochlika. Saimo - Wyciągnęła rękę do przyjaciółki - Chodź, nie bój się proszę. Lepiej będzie, jeśli wyjdziemy z banku.
Saima niepewnie wyciągnęła dłoń do Firiel, podparła się na jej ramieniu i pozwoliła wyprowadzić się na zewnątrz. Firi przez chwilę rozglądała się oczekując iż może chochlik pojawi się przed nimi. Niemożliwe, aby jedynie dla zabawy tak dręczył Saimę. Przez chwilę panował spokój, jednak Firiel w głębi serca czuła, że to nie koniec. Dlatego też pomyślała, że najlepszym rozwiązaniem będzie odnalezienie chochlika. Jeżeli sam nie chce się ukazać to one powinny go odnaleźć by dowiedzieć się czego rząda od jej przyjaciółki. Eriviel usłyszawszy treść planów kobiet zaproponowała pomoc, a po chwili do pomocy zgłosił się również mag, który przedstawił się kobietom jako Cronos. Widząc rozdygotaną Saimę, Firiel wiedziała, iż pomoc będzie niezbędna. Podziękowała za propozycję i przyjęła ją z ulgą. Wszyscy przygotowali się do podróży. Wsiadali już na konie gotowi wyruszyć w stronę Vesper, kiedy nagle Saima zaczęła krzyczeć i podbiegła do Firiel chowając się za nią.
-Firiel, ten koń....on...mi grozi...ja nie żartuje, nie wiem, naprawdę....nie wiem co się dzieje...ale spójrz na niego! -Wykrzyknęła -Spójrz jak na mnie patrzy! -Saima zacisnęła swoje dłonie na płaszczu Firiel, której strach przyjaciółki również powoli się udzielał. Kobieta spojrzała na konia Saimy, lecz nie widziała nic niezwykłego, koń sam nerwowo trzepotał ogonem, zastanawiając się zapewne co niedobrego dzieje się z jego Pania.
-Saimo -Objęła przyjaciółkę -Uspokój się proszę. Pomyśl co mówisz. Jakże koń może Ci grozić? -Ujęła twarz przerażonej kobiety i spojrzała w jej oczy-To Sunako, Twoj wierny koń. Poza tym to zwierzę, potulne i oswojone, jakież może stanowić dla Ciebie zagrożenie? -Zapytała Saimę starając się opanować drżenie własnych rąk i głosu. Sytuacja stawała się niedorzeczna. Zawsze opanowana i zdroworozsądkowa przyjaciółka popadała w paranoję. "Co tu się do licha dzieje?" -Pomyślała kobieta. Zaczęła ogarniać ją złość i bezradność, nie lubiła sytuacji, w których czuła się bezsilna. A ta sytuacja z pewnością do takich można było zaliczyć.
- Firi. Nie wiem co się ze mną dzieje. Naprawdę nie zniosę tego dłużej. Potrzebuję pomocy. -rzekła Saima słabym i roztrzęsionym głosem.
Całej sytuacji przyglądali się Eriviel i Cronos. Oboje spoglądali to na siebie to na obie kobiety. Sami nie wiedzieli co tu się dzieje i jak temu zaradzić. Jedno było pewne, w takim stanie Saima nie wyruszy z nimi do lasu Vesper.
-Firiel! - Zawołala elfka - Może niech Saima wybierze się do tutejszej Znachorki? -zaproponowała.
-O tak, tak-przytaknął mężczyzna-Zapewne ona cos zaradzi.
Kobieta nie myśląc długo wzięła Saimę pod rękę i podążyła w stronę budynku gdzie znajdowała się znachorka. Pomieszczenie, w którym pracowała było wypełnione woniami ziół wszelakich, miejsce było zaciemnione, a sama kobieta jak sądziła Firiel dobrze po 40-stce była odziana spódnicę i koszulę z drewnianą laska w dłoni. Stała przy stole mieszając, jak podejrzewała Firiel jakieś lekarstwa. Kiedy cała czwórka wkroczyła do izby, kobieta odwróciła się i spojrzała bez chwili zastanowienia na Saimę.
-Cóż się stało tej kobiecie?- zapytała brzmiącym o dziwo młodo głosem.
- Byłyśmy w banku, kiedy nagle...-rozpoczęła Firiel.
-Trzaskały drzwi i było słychać dziwny chichot- wtrąciła się Eriviel.
-Ta kobieta- mężczyzna wskazał na Saimę- Zaczęła krzyczeć, trząść się i majaczyć- Dodał Cronos.
Wszyscy opowiadać jeden przez drugiego.
-Cisza! - powiedziała głośniej znachorka - Kiedy tak jeden przez drugiego krzyczycie nie pomoże mi to zrozumieć co dolega tej kobiecie i nie będę mogła jej pomóc.
Firiel spojrzała porozumiewawczo na elfkę i maga -Saima -wskazała przyjaciółkę-Trenowała wczoraj w lasach Vesper. Spotkało ją coś niecodziennego i jak później się dowiedziała najprawdopodobniej to wydarzenie było sprawką chochlików, które jak się okazało panoszą się teraz w tamtejszych lasach.-nim zdołała dokończyć, znachorka uniosła lekko dłoń dając do zrozumienia, że więcej informacji nie potrzebuje. Podeszła powoli do Saimy, która dostala wypieków na pobladłej twarzy i drżała bardziej niż przed chwilą. Firiel przyglądała się uważnie zarówno znachorce jak i przyjaciółce. Kobieta przyłożyła dłoń do czoła Saimy i pokiwała lekko głowa jakby przytakiwała własnym domysłom.
-Chochliki powiadacie. To by wiele wyjaśniało. Obawiam się, że na tę oto kobietę została rzucona przez chochlika klątwa. Złośliwe stworzenia. Jeśli ktoś zrobi coś, co im się nie spodoba karają w ten sposób w ich mniemaniu niegodziwca.-powiedziała.
Saima uniosła głowę i spojrzała na znachorke. Miała zamglony wzrok i niemalże przymknięte powieki, sprawiała wrażenie jakby była w jakimś transie. Firiel coraz bardziej przerażała obecna sytuacją chciała jak najprędzej pomóc przyjaciółce.
-Co możemy zrobić aby zdjąć klątwę? -zapytała pospiesznie.
-Jedyny sposób to zabić chochlika, który ją rzucił.-odrzekła spokojnie.
-Zabić? Nie ma innego sposobu?- Spojrzała Firiel na Saimę.- Nie wiem czy Saima zdoła podróżować w tym stanie.
-Niestety to jedyny sposób.-odpowiedziała znachorka i odwróciła się wracając do swoich zajęć -Lepiej uczyńcie to czym prędzej. Im dłużej będziecie zwlekać, tym bardziej pewne, że ta kobieta nie przeżyje-powiedziała spoglądając beznamiętnie na Saimę. -Jeśli chce żyć to musi wytrwać do końca.
Firiel poczuła złość, lecz wiedziała, że znachorka nie mogła ich okłamać i jeśli to jedyny sposób to musza się pospieszyć. Nie pozwoli aby Saima umarła. Nie w taki sposób i nie teraz. Kiedy spojrzała na Saimę, ta z rozchylonymi lekko ustami jakby chciała coś powiedzieć z przerażeniem w oczach spoglądała na znachorkę. Zaczęła kasłać i z trudem nabierała powietrza. Firiel chciała jej jakość pomóc, lecz ta się wyrywała, krzycząc-Chcę stąd wyjść....natychmiast! Muszę stąd wyjść.
Firiel otworzyła drzwi, przez które z trudem wybiegła Saima. Upadła na kolana i zaczęła zdzierać z siebie skórzaną zbroję. Firi poprosiła Eirviel oraz maga aby poszli po konie a ona zajmie się Saimą. Możliwe, że ta sytuacja jest niedorzeczna i dziwna, ale tu chodzi o życie kobiety, która jest dla niej jak siostra. Nie pozwoli jej popaść w obłęd i umrzeć w męczarniach. Nie zasłużyła na to.Podeszła spokojnie do przyjaciółki, patrząc jak ta w opętaniu zdziera z siebie naramienniki z trudem łapiąc każdy oddech. Kucnęła, położyła dłonie na jej drobnych ramionach i zacisnęła je mocno, kobieta siedząca na ziemi próbowała się wyrwać lecz Firiel potrząsnęła nią lekko, skierowała ją ku sobie by móc spojrzeć jej w oczy.
-Posłuchaj mnie teraz uważnie -powiedziała spokojnym i pewnym głosem-Jeśli nie opanujesz się w tej chwili, to niebawem umrzesz, rozumiesz to prawda? Zarówno ja jak i Ty nie chce aby to się stało. Dlatego uspokój się. Teraz, w tej chwili!- podniosła głos.-To, co się teraz z Tobą dzieje to nie Ty. To wszystko iluzja tego przeklętego chochlika. Musimy go odnaleźć i zabić. To jedyny sposób, aby się to skończyło. A chcesz, by to wszystko minęło, prawda Saimo? -zapytałaFiriel.
Saima spoglądała przez dłuższą chwilę w milczeniu na twarz Firiel, po czym odpowiedziała-Tak, chcę...chcę aby się to skończyło-Powiedziała spokojniejszym i pewniejszym głosem. -Firiel ja nie chce tak umierać-mówiąc Firi dostrzegła w Saimy oczach dawną ją, wiedziała, że młoda kobieta jest w stanie się pozbierać i da radę przezwyciężyć strach. Saima opuściła lekko głowę i zaczęła zbierać części zbroji leżącej na ziemi.
Firi zwolniła uścisk i odsunęła się trochę -Nie umrzesz głupi  .Nie tu i nie teraz. Ubieraj się ruszamy do lasów Vesper.
Spojrzała na nadjeżdzających Eriviel i Cronosa. Uśmiechneła się lekko.
-Czas najwyższy zapolować na chochlika, prawda? -Spojrzała na zebranych.
-Tak, muszę odwdzięczyć mu się za to co mi uczynił- odrzekła z większą pewności i spokojem, kiwając przy tym głową, jakby chciała zapewnić sama siebie, że tak właśnie musi uczynić.


Cdn.