Noc zapadała nad lasem. Cienie dłużyły się na jego drodze, tworząc koślawe kształty, jakby wyjęte z fantazji jakiegoś dziecka. Szedł już cały dzień i wszystko go bolało. Począwszy od stóp, a na głowie skończywszy. Droga jego wiła się przez urodzajne pola, ale pod wieczór krajobraz jął się zmieniać. Na około wyrosły pagórki, stopniowo pojawiały się drzewa. Matka miała zatroskaną minę, a chłopak wściekle rude włosy i twarz niemal całą pokrytą piegami. Pozwolił im się minąć i przypatrywał się, jak znikają za zakrętem. Po wejściu na jeden z pagórków przystanął i rozejrzał się wokół. Tego dnia poczynił znaczny postęp i zbliżył się do masywu Gór Igielnych. Nie było mowy o pokonaniu go przed zmrokiem, a dopiero za przełęczami znajdowały się pierwsze miasteczka. Gospoda, która minął parę godzin temu nie wchodziła w rachubę jako nocleg, nie chciał się wracać po nocy. Przyłożył rękę do czoła, próbując wypatrzyć jakieś znaki ludzkiej bytności w tej resztce światła, która dawało chowające się za horyzontem słońce. Chyba...
-Zaraz...- mruknął do siebie. – Tam chyba... Tak, to dym. Może jacyś pasterze tam obozują... - przyglądał się jeszcze przez chwilę szarawym kłębom wydobywającym się zza jednego z pagórków, wyrastających między nim a masywem. Wzruszył ramionami i zaczął schodzić w dolinę.
Po godzinnym marszu wyszedł na polanę. Ostatnie promienie słońca oświetlały czubki drzew, w pod gałęziami zapanowała już noc. Po drugiej stronie polany stał na wpół zrujnowany szałas, ktoś rozpalił przed nim ogień. Zbliżył się do niego leniwie i powoli. Gdy był już w odległości dwudziestu kroków zaczął gwizdać. Reakcja była natychmiastowa, ujrzał w futrynie głowę młodego mężczyzny. Ten przyjrzał mu się bacznie i wyszedł z szeroko rozwartymi ramionami. Na twarzy widniał mu serdeczny uśmiech.
-Witaj! - powiedział podchodząc. – Też jesteś wędrowcem? To tak jak ja, właśnie szedłem w stronę miasteczek za górami, ale chyba nie zdążyłem przed nocą... Jedyny nocleg jaki udało mi się znaleźć to ten nędzny szałas. Właśnie sprzątałem go i układałem posłanie, gdy usłyszałem Twoje gwizdanie! – roześmiał się i spojrzał na nowoprzybyłego.
-Jestem Tenae, wędrowny lalkarz, a Ty? – powiedział i zaczął wpatrywać się w niego wyczekująco.
Faktycznie, mógł być lalkarzem lub jakimś innym wędrownym sztukmistrzem. Ubrany był pstrokato, w niebieskie spodnie i czerwoną kurtę. Na szyi zawiązaną miał chustę w całej gamie kolorów. Nawet twarz i posturę miał artysty, delikatną i poniekąd piękną przy drobnej budowie. ,,To jakiś nieszkodliwy cudak." pomyślał i rozluźnił się.
-Mówią na mnie Szary... - przedstawił się po chwili ciszy. Tenae uśmiechnął się.
-Więc siądź przy moim ogniu, Szary, i bądź moim gościem w tym bynajmniej nie moim miejscu. Szary to chyba nie jest Twoje imię, prawda? – zapytał, siadając na macie koło ogniska.
-Nie, moje imię zostało zapomniane i go poszukuję – odezwał się tonem pełnym niechęci. Tenae zdawał się tego nie zauważać.
-Intrygujące... Sądząc po twoim stroju jesteś jakimś magiem, prawda? Ubiór masz cały szary, stąd pewnie i twój ... ,,pseudonim"?
-Można to tak ująć... A magiem nie jestem... Ten strój – Szary również usiadł i powiódł ręką po sobie – jest tradycyjnym ubiorem mojego ludu.
-A skąd ten lud pochodzi? – Tenae aż się zarumienił z ciekawości.
-Zza południowego oceanu... Zza Morza Nadziei... - powiedział, starając się być uprzejmym.
- Wiesz... wybacz mi moją ciekawość , - zaczął lalkarz – ale musisz przyznać sam, że to wielce ciekawe. Młody mężczyzna, dziwnie ubrany, wyglądający jak mag, choć nim nie jest, pochodzący w dodatku z miejsca, o którym nigdy nie słyszałem... To musi wzbudzić ciekawość...
-Nie mniejszą niż lalkarz w samym sercu dziczy... - uciął Szary i wstał. Zanim Tenae zdążył cokolwiek powiedzieć, chwycił menażkę ze swojej podróżnej torby i udał się do strumyka po wodę.
Kolację zjedli w niezręcznym milczeniu. Na około panowała całkowita ciemność, tej nocy nie świeciły nawet gwiazdy. Spośród drzew dobiegały ich odgłosy nocnego życia lasu, ciągłej walki o życie. Pierwszy ciszę przerwał Szary:
-Tenae, wybacz mi moją szorstkość. Zareagowałem zbyt impulsywnie.
Ten przerwał pałaszowanie mięsa z patelni i powiedział:
-Nie, Szary, to ja powinienem prosić o wybaczenie. Zachowałem się zbyt wścibsko. Wybacz mi, a ja wybaczę Tobie, zgoda?
-Zgoda, przyjmuję przeprosiny. A teraz... - wstał leniwie – pójdę sobie przygotować posłanie. Zaraz wracam. - wyciągnął z torby świecę, zapalił ją od jednej ze szczap i udał się w stronę szałasu.
Posłanie Tenae znajdowało się w rogu najdalszym od otworu, w którym zapewne kiedyś znajdowały się drzwi. Leżały na nim pieczołowicie ułożone lalki, każda z przyczepionymi do nich krzyżującymi się deseczkami, służącymi do sterowania nimi w trakcie występu. Obok posłania ze słomy i koca leżał tobołek. Widać było wystające z niego kartony służące za dekorację, a także ... Szary rzucił swoją torbę w kat i podszedł bliżej. Spomiędzy płótna i kartonów wystawał róg książki. Miała spłowiały czerwony kolor, a podniszczony róg świadczył o częstym używaniu. Wyciągnął w jej stronę rękę...
-I jak tam posłanie? – usłyszał głos zza siebie. Tenae bezszelestnie zbliżył się do niego i teraz stał w wejściu oparty niedbale o ścianę.
-Ja... - zaczął Szary. Rozpaczliwie próbował się usprawiedliwić. – Masz piękne lalki... Wpierw chciałem je obejrzeć. Jeśli można, oczywiście...
-No jasne, po to chyba są, nie? – lalkarz podrapał się w potylice. – Tu po lewej jest trochę siana. Powinno wystarczyć na jeszcze jedno posłanie. Masz koc? – zapytał.
-Koc i menażka to właściwie cały mój dobytek... - powiedział Szary, jakby bardziej do siebie niż do drugiego mężczyzny.
-Dobrze więc. – Tenae podszedł do swojego posłania, delikatnie chwycił wszystkie lalki i wyszedł.
-Chodź, przyjacielu. Opowiem Ci o nich i o swoim fachu przy cieple ogniska, zgoda?
Jestem wędrownym lalkarzem. Chodzę od miasta do miasta, dając przedstawienia na rynkach, ku uciesze dzieci. Żyję z tego, co mi dadzą ich rodzice. Nie narzekam na swój los, jest znośny. Zwykle karczmarze pozwalają mi spać gdzieś u siebie za udzielenie pokazu w ich gospodach. Dziwne, ale wszyscy zdają się lubić lalki, niezależnie od wieku.
Tak się przynajmniej dzieje z moimi. Lalki to właściwie całe moje życie. Robię... je... Tak, robię je w zależności od potrzeby. Za masywem chcę dać pokazy mówiące o historii Pana Płaczących Cieni. Znasz ją? Chcę omówić dzieje młodego maga, Siona, który zbuntował się przeciw regułom Kapituły i uciekł niewiadomo dokąd. Powiadają, że udał się na Ścieżkę Cierni, legendarną drogę prowadzącą do Podświata, a wychodzącą... na jakiejś pustyni, o ile się nie mylę... Widzę, że jej nie znasz, cóż... Jesteś tu obcy... Tak więc będę musiał zrobić lalkę, która przedstawiałaby młodego maga, to dość proste, nie?
Mam już lalkę, przedstawiającą jego matkę i brata. O, to te tutaj, widzisz? Są piękne, nieprawdaż? Moje lalki są najlepsze, wiem o tym. I zawsze moje pokazy cieszą się niezwykłym powodzeniem. Spójrz na tego starca, jego włosy są praktycznie siwe, a płótno na twarzy jest pomarszczone. Albo na tę dziewczynkę, czyż i Ty nie widzisz, że jej włosy lśnią? Właściwie to ja kocham te lalki. To tylko marionetki, ale są dla mnie jakby rodziną... Darzę je uczuciem, może tak właśnie czują się ojcowie? Bez nich byłbym nikim, wszędzie z nimi chodzę... Kukiełki to moja... pasja. Opisałem ją nawet, widziałeś chyba książkę. Jest tam opisana sztuka wyrobu pięknych lalek... Zrobię furorę za Górami Czerwonymi, mówię Ci. Nigdy tam nie byłem wcześniej, ale wiem, że zarobię więcej niż kiedykolwiek. Na miejscu wykonam lalkę, przedstawiającą Siona i będę gotów do dawania wystąpień. A teraz udajmy się na spoczynek... Jutro musimy przejść
przez przełęcz, ale za to będziemy spać już w łóżkach!
Szary nie mógł spać tej nocy. Trwał w półśnie i półjawie. Budził się co rusz, a między przebudzeniami śnił... Spadał w przepaść i zatrzymywał się z nagłym szarpnięciem. Potem kołysał się bezwolnie na, czując więzy na rękach, na których wisiał. Z góry nadchodziły szarpnięcia, a on tańczył w ich rytm... Potem budził się, zlany potem.
I znów śnił. Chciał krzyczeć, lecz nie miał ust. Chciał biec, lecz coś krępowało każdy jego ruch. Próbował skupić na czymś swój wzrok, lecz wokół panowała ciemność. Wokół słyszał chichoty i śmiechy. Zbudził się i krzyknął cicho z przerażenia. Coś było nie tak, coś go niepokoiło. Może dlatego, że jedna z lalek miała w swych koralikowych oczach tyle smutku. A może dlatego, że inna znów miała wściekle rude włosy...
Wyruszyli z samego rana. Słońce jeszcze wschodziło, gdy na drodze rozległy się odgłosy ich sandałów i stukania kija Szarego. Wstąpili na stoki masywu i do wieczora się wspinali po zboczu. Po południu osiągnęli przełęcz. Rozciągał się z niej widok na drugą stronę masywu, można było ujrzeć wioski na stokach i dalej, w dolinie, miasteczka i miasta. Dzień był piękny, bezchmurny i słoneczny. Do wieczora doszli do wioski, gdzie żyli głównie pasterze. W centrum (o ile można użyć tego sformułowania do zbioru topornie zrobionych chat), przy trakcie mieściła się gospoda. Tenae nie miał jeszcze kompletu marionetek, więc uzgodnili, że wynajmą dwuosobową izbę, dzieląc się kosztami. A gdy zapadła noc...
-Idę na dół, posłuchać, o czym ludzie rozmawiają. –Tenae nałożył kurtkę i spojrzał na Szarego. Ten skinął głową i nie ruszył się ze swojego łóżka. Gdy lalkarz wyszedł, cicho wstał i udał się do drzwi. Wyjrzał na korytarz i ujrzał głowę Tenae znikającą, gdy schodził po schodach na dół. Szary cicho zamknął drzwi i rozejrzał się po pokoju. Jego wzrok spoczął na tobołku lalkarza. Książa, ona nie dawał mu spokoju. Czuł, że jest w niej coś niezwykłego, jakieś drugie dno jego tajemniczego towarzysza... Podszedł do niego powoli. Spomiędzy kartonów wyciągnął książkę Tenae. Była czerwona, choć kolor już dawno zmatowiał. Nosiła ślady użycia, a na środku okładki widniał arlekin. Czarno-biały szkic, przedstawiający chudą postać ze skrzyżowanymi nogami i rękoma na piersi. Wokół jednego oka miał namalowany czarną plamę, jakby wielką łzę na około oczodołu. Uśmiechał się, lecz był to uśmiech pełen smutku, ironiczny i pozbawiony nadziei.
Mężczyzna powoli otworzył książkę, a jego oczom ukazały się... Spróbował odwrócić wzrok, lecz coś chwyciło jego umysł w żelazny uścisk. Próbował się wyrwać, nadaremnie. Karty zamazały się, w miejscu, gdzie powinna być książka pojawił się prostokąt najczystszej czerni, który zdawał się go wsysać do środka. W pokoju rozległ się stłumiony krzyk rozpaczy Szarego.
Znów spadał... Spadał i próbował się chwycić własnego krzyku. Bo chciał krzyczeć, ale uświadomił sobie, że nie ma czym. Chciał się złapać, ale ręce pozostawały bezwładne. Nie mógł skupić myśli i zainkantować jakiegokolwiek czaru, jego mózg opanowało bezgraniczne przerażenie. Czuł, jak paraliżuje mu serce, jak odbiera władzę nad członkami. Oczy zaczęły go palić, a w uszach czuł ból, jakby w bębenki wbijano mu rozżarzone igły. To był koniec, umarł, a jego dusza miała zniknąć. Oh, łudził się, ale wiedział, że teraz czeka go coś znacznie gorszego... wieczne cierpienie. Dochodził do granic swojej wytrzymałości. Jeszcze chwila, a popadnie w obłęd, wiedział to... I wtedy, poczuł nagłe szarpnięcie, które definitywnie pozbawiło go przytomności i wysłało jego umysł w czerń...
Śnił i wydawało mu się, że kołyszę się w rytm dochodzących z góry szarpnięć...
Tenae cicho otworzył drzwi. Uśmiechnął się, gdy zobaczył, co leży na podłodze, obok jego łóżka.
- No to mamy komplet... - powiedział zadowolony i pochylił się nad otwartą księgą. Albowiem na niej leżała, plecami do góry, szmaciana lalka wykonana z szarego materiału...
Chichoty, wszędzie śmiechy i chichoty. Nie tylko... Są tu też okrzyki zdziwienia. Słyszę ciężkie oddechy, przepełnione wyczekiwaniem. Cała gama głosów i pisków. Są głosy poważne, stateczne, napominające. I są głosy urągające, głosy pełne niesforności... Ale skąd one się wydobywają? Dlaczego tylko słyszę? Bo boję się otworzyć oczy... Boję się... Czuję, że moje nogi się ruszają, choć nie kazałem im... Byleby nie otwierać oczu... Obudzę się zlany potem i będzie po śnie... Jeśli otworzę oczy, nie przeżyję tego... Umrę, z przerażenia pęknie mi serce...
A gdy otworzył, pożałował, że tak się nie stało...
Właściwie to ich nie otworzył... Po prostu zaczął widzieć. A tego, co ujrzał, żadną miarą nie mógł zrozumieć. Ujrzał przed sobą twarze dzieci. Olbrzymie twarze, a one... One... wpatrywały się w niego! Nie mógł ogarnąć wzrokiem miejsca, w którym się znajdował. Nie mógł pokręcić głową, nie mógł poruszyć nawet gałkami ocznymi... Patrzył tępo przed siebie, widząc tylko to, co było dokładnie naprzeciw niego... Czuł, że się rusza i wnioskował to ze zmiany rzeczy, które mógł zobaczyć. I czuł, że w górze ktoś nim szarpie... Słyszał śmiechy dzieci, widział, jak wskazują go sobie palcami... I słyszał z góry głos... Głos Tenae!
-Nie! Nie będę tego tolerował! – mówił głos, a perspektywa zaczęła mu się ruszać! – Odchodzę za wielką wodę!
Twarze dzieci przed nim zaczęły się zmieniać, obracano go w prawo...
-A was! – głos z góry był pełen pasji. – Was dosięgnie zemsta Pana Płaczących Cieni! Zobaczycie!
Obrócono go tak, że teraz widział... Inne lalki... I zrozumiał... Za późno, ale zrozumiał.
Stały tam, zawieszone na sznurkach przywiązanych do skrzyżowanych deseczek. Przerażenie wróciło... Bo była tam matka o smutnych koralikowych oczach, był chłopiec o rudych włosach, staruszek o pomarszczonym płótnie na twarzy, dziewczynka o lśniących lokach... Byli też inni... Byli tam wszyscy. I wpatrywali się w niego swoimi koralikowymi i guzikowatymi oczyma. Zanim ponownie został obrócony poznał, że mu współczują...
Był pewien, że przez chwilę oczy matki zaszkliły się łzami...
Tenae obrócił go w lewo, a Szary ujrzał jak dzieci wstają z krzykiem i zaczynają klaskać.
Niektóre wiwatowały, wołając radośnie na swoich rodziców. Potem wzrok mu się rozmazał i ujrzał kartonową podłogę. Dotykał jej szarymi bucikami, które były kwadratowym kawałkiem szmaty owiniętym wokół wypełnionej trocinami nogi...
Tenae zręcznie operował swoimi marionetkami. Zawsze na koniec pokazu wszystkie się kłaniały...
Lalkarz zarobił dużo tego dnia... Stać go było na wynajęcie pokoju z kominkiem. Szary widział jak pakuje się go starannie do tobołka razem z innymi lalkami. Czuł ścisk, lecz nie czuł bólu. Gdy czasem przez otwór tobołka zaświeciło słońce, widział, że leży na książce, a na wprost jego oczu znajdują się smutne oczy arlekina... Potem wstrząs i wyciągnięcie na łóżko. Pokój jest w miarę bogaty, Tenae rozpala w kominku. Widzi sufit, ale wie, że obok leżą inni. Jak długo tak trwają? Jak długo on jest w tym stanie?
Czas wydaje się nie istnieć, staje się rzeczywisty w tych chwilach, gdy świat porusza się, a wkoło wirują twarze dzieci. Ale teraz lalkarz nas wystawił. On się nami bawi, upaja się swoją mocą. Czujemy to z każdym pociągnięciem sznurka. I nie możemy nic na to poradzić... On nas rozstawia. Wiesza nas o sufit, jedna obok drugiej. Wisimy przed nim w rządku, wszystkie. Widzimy go, rozpala ogień w kominku i grzeję ręce. Te znienawidzone ręce... Ręce, które nas więżą! Wstaje i staje przed nami.
-Jak się czujecie? – jego uśmiech jest serdeczny i szczery... Odpowiada mu cisza, w której słychać trzask polan w kominku.
- Ty, Szary... - zwraca twarz w moim kierunku. – I kto okazał się wścibski? Ale nie martw się... I tak bym tobie pokazał tę książkę – jest dokładnie przed moją twarzą... O ile można to nazwać twarzą!
- Wiem, co czułeś... Przykro mi, że Cię bolało, ale od teraz będzie już dobrze. Będziesz moją gwiazdą, Szary... Dzięki tobie zarobię jeszcze więcej... Jesteś moją najpiękniejszą lalką...
Odpowiedzią jest cisza. Uświadamiam sobie, że go nienawidzę...
-Oh, Szary... Skąd w Tobie takie uczucia? Przecież będę o ciebie dbał... - uśmiecha się do mnie i odchodzi. Robi krok w tył i ogarnia wzorkiem nas wszystkich.
-Dziś mamy podniosły dzień, moje dzieci. – zaczyna. – Jedno z was mnie rani... I usunę je... Jedna z moich najstarszych lalek straciła chęć życia... Jej umysł wyparował, nie ma już w sobie duszy... Jest tylko zwykła marionetką, władanie nią nie sprawia mi już przyjemności, jest dla mnie wręcz przykre...
Zbliża się do lalki-starca i chwyta jego deseczki. Podnosi rękę przed siebie i przygląda się marionetce.
-Jak mogłeś mi to zrobić? Przecież ja... Ja dałem Ci nieśmiertelność! Tyle dla Ciebie zrobiłem – w jego oczach pojawią się łzy. On jest szalony... - Nie możesz umrzeć! Ja ciebie kocham, synu!!!
I wtedy to się stało. Tak szybko, lecz dla nas tak wolno... Chwycił lalkę-starca mocniej i cisnął nią w kominek. W powietrzu czuć nasze przerażenie, on się odwraca i uśmiecha się na tle ognia! Zza jego pleców słychać cichy pisk! Może mu się wydaje, ale kątem oka dostrzega poruszenie... Samemu chce się wydostać, musi się wydostać. Próbuje się skupić. Być może ta parodia jego umysłu, która tkwi w ciele lalki poradzi sobie z tkaniem magii... Przestał widzieć i skupił się na ciemności. Lalkarz robi tępą minę. Marionetka Szarego zaczyna się unosić, już nie wisi, sznury opadają.
- Ty durny magu! – rzuca się z wściekłością i chwyta lalkę obiema dłońmi. Szary otwiera oczy i widzi poczerwieniałą z gniewu twarzy Tenae. Potem widzi jak ten unosi nad nim rękę, coś w niej błyszczy... igła... Ręka opada, a on nie widzi już nic...
Ponownie chichoty... Ponownie przytłumione szepty, pełne oczekiwania. Znów te okrzyki radości i szczęścia... Wszystko wysysane z niego i dostarczane dzieciom... Ale tym razem
wyczuwa w nich coś innego... Wśród rzeczy, które rejestruje wyczuwa smutek... Smutek tak inny, że nie można go nie zauważyć w wiecznym świecie triumfalnych okrzyków. I głos... Moc trzymania sznurków przez Władającego Głosem słabnie w świetle Smutku...
Otworzył oczy. Metaforycznie, bo nie miał powiek. Zaczął widzieć. Dzieci... znów one. Zupełnie jakby istniał dla nich... Nie, istniał dla Lalkarza, a ten istniał, bo dzieci go pragnęły. Ponownie świat zaczął wirować w takt poderwań sznurków. Nie miał siły patrzeć na wyczekujące, wielkie twarze. Znienawidzi je także, kiedyś... Wśród tłumu pucułowatych i rumianych oblicz wyłowił jednak inne... To była... dziewczynka... Bardzo smutna dziewczynka, która nie patrzyła na nic. Nie mogła, bo... była ślepa? Tak, nie widać ogniskowania wzroku, nie widać odbicia słońca w źrenicy... Powieki ma zamknięte do połowy. Szary chciałby się jej przyjrzeć, lecz Lalkarz kieruje jego twarz na bok. Zaczyna się jego dyskusja z matką młodego maga, Siona, z przedstawienia, marionetką o smutnym wzroku. Po chwili znów monolog do tłumu, znów może ujrzeć dziewczynę...
Jej oczy... Ona patrzy na niego... Widzi go! Nie lalkę i marionetkę na sznurku, ale na istotę uwięzioną pod tą postacią.
,,Ratuj mnie! Błagam! Ratuj!" – myśli rozpaczliwie, próbując dać jej jakiś znak. Tenae coś wyczuwa, zająknął się w kwestii. Rozgląda się bacznie po tłumie, ale niczego nie spostrzega. Kontynuuje dalej. A dziewczyna... Powoli zbliża się do pierwszego rzędu. Siada między ciemnowłosym grubaskiem, a dziewczynką ubraną w czerwoną sukienkę.
Zdaje się być zaintrygowana przedstawieniem, Tenae niczego nie podejrzewa. Aż nagle... Ślepa dziewczyna rzuca się w stronę laleczki-Szarego. Lalkarz stoi zszokowany, nie rusza się. A ona znalazła już linki łączące mężczyznę z deseczkami. Próbuje je przerwać rękoma, nie daje rady. Z wściekłością zaczyna je gryźć. Już dwie przegryzła, gdy Lalkarz rzucił się na nią od góry z krzykiem. Tłucze ją pięściami po głowie, drapie po twarzy. Nie dysponuje jednak taką siłą, by jej przeszkodzić. Trzecia linka puściła...
Tenae wkłada jej palce w oczy... Może by poczuła ból, gdyby one nie były już martwe.
Ostatnia pinka puszcza... Przerażone dzieci widzą, jak z marionetki wybuchają płomienie, a Tenae wstaje i ucieka z krzykiem najczystszego przerażenia. W miejscu gdzie była kartonowa scena widać teraz tylko kłęby dymu. I nagle, gdzieś ze środka dobiegł uszu zszokowanych widzów drugi krzyk. Krzyk zaczynał się przerażeniem i bólem, ale skończył się na brzmieniu zemsty...
Tenae biegł przez leśne ostępy.
-Nie ma czasu, nie ma czasu... - szeptał zdyszany.
Tracił powoli oddech. Wbiegł jak szaleniec do gospody i wybiegł z niej trzymając tylko jakąś książkę... Teraz uciekał, byle dalej od miasteczka, byleby dalej od tej dziewczyny i tego krzyku, który doleciał do jego uszu, gdy dobiegał do skraju lasu. Gałęzie smagały go po twarzy, lecz nie zważał na nie. Nadal słyszał ten krzyk, jakby jego źródło go goniło...
Biegł i biegł, siły go opuszczał, ale lękał się zatrzymać... Zmęczenie zrobiło swoje, źle postawił nogę i potknął się. Księga wypadł mu z rąk wyrzucił ręce do góry z okrzykiem desperacji. Ale nie spadł na ziemię... Poczuł szarpnięcie, ktoś podniósł go do góry... Zobaczył, że na nadgarstkach ma powrozy, ktoś je narzucił akurat, gdy upadał... Wisiał między dwoma drzewami i rozpaczliwie wierzgał nogami. Wtedy go ujrzał... I poczuł esencję przerażenia. Szary unosił się metr nad ziemią, cały spowity w cienistą aurę. Wyglądało to tak jakby z jego szat wychodziły cienie i ginęły po sekundzie w blasku słońca. Miał zmarszczone brwi, poza tym żadnej oznaki emocji. Nie miał nawet wykrzywionych ust. Patrzył na Lalkarza, a pod jego wzrokiem Tenae zaczął odczuwać wymioty.
-Kkk... Kim ty jesteś! – wykrzyknął przerażony. Szary opadł powoli na ziemię. Jego laska nie była już sękatą gałęzią, była żywym cieniem, wijącym się w dłoni dzierżącego go młodego mężczyzny. Ten pochylił się i podniósł księgę i przyjrzał się arlekinowi. Po chwili powoli zaczął otwierać księgę. Lalkarz wziął głęboki oddech... A więc jest nadzieja!
Szary zaczął czytać książkę. I... nic. Chwycił ją w obie dłonie i wystawił w stronę Tenae.
Ten spojrzał na nią, nic nie rozumiejąc. Po chwili strony stanęły w płomieniach... Krzyk Lalkarza przepłoszył wszystkie ptaki z pobliskich drzew. Zaczął łkać, łzy pociekły mu po policzkach, ale twarz zachowała zwierzęcy grymas.
-Kim jestem, pytasz? – głos Szarego był spokojny, wibrował jakby wolniej. –Wiesz... to zabawne... Bo można to ująć tak... Jestem lalką, w którą mnie zamieniłeś. Chociaż teraz nie mam sznurków, Lalkarzu...
Wybuchnął cieniem. Zniknął w czarnej kuli, która rozprysła się, wystrzeliwując cieniste wypustki. Dwie z nich uderzyły go w pierś. Stracił przytomność...
Śnił. Zdawało mu się, że się kołyszę. Może to wiatr? Nie... Ktoś go popychał... Otworzył oczy. I serce zamarło mu z przerażenia. W nikłym świetle gwiazd ujrzał chłopca o wściekle rudych włosach, który bezmyślnie popychał jego ciało wiszące na dwóch konarach, jakby bawił się nim. Za nim stała jego matka... Za nią reszta... W oczach wszystkich pałała niczym nieskrępowana nienawiść...
Jakoś dotarła na szczyt. Lubiła to miejsce. Czuła tu dokładnie każdy podmuch wiatru. Była jesień, kto wie kiedy znów poczuje na skórze ciepły, południowy wiatr? Podniosła w górę ręce i delektowała się słońcem.
Nie usłyszała go. Domyśliła się, że nie przyszedł, po prostu się pojawił. Stał się nagle cieniem, nagłą plamą chłodu, oddzielającą ją od promieni słonecznych. Opuściła głowę i uklęknęła na ziemi.
-Nie zapomnę ci tego... Nigdy... - powiedział głos. Wiedziała kto to, to mógł być tylko on.
-Choćby i na krańcu świata, choćby w najczarniejszej godzinie i wśród największej grozy – nie zapomnę! Porzucę wszystko na twoje jedno zawołanie dziewczyno. Przysięgam na Wieżę Jedynego, na Pustynny Wiatr i na Morze pełne Nadziei. Przysięgam na wszystko, co kocham, a czego jeszcze nie zniszczyłem. Daję ci słowo, że przybędę na twój krzyk rozpaczy, na twoje błaganie o pomoc. I pozabijam wszystkich... Jak ci na imię – spytał?
-Alimea... - odpowiedziała cicho.
-Mnie zwano kiedyś... Sionem Luten. – powiedział, a chłód zniknął. Przestała czuć jego obecność, zniknął. A południowy wiatr pieścił jej skórę, obiecywał ciepło.
Ze wzgórza obserwował ich. Małe sylwetki krzątające się nad inną, rozpostartą między dwoma drzewami na linach. Rozpalali tam ogień. Westchnął ciężko, a gdy zawiał ciepły, południowy wiatr, otulił się w płaszcz i zniknął.
Ciekawe opowiadanie.
Dzieki. :)
Alimea 8) Bardzo dobry pomysł. Może łatwo mnie zadowolić, ale wykonanie też mi się bardzo podobało. ;)
Nie wykupiles praw autorskich, żeby używać mojego imienia ! :twisted:
To dosc dziwne, bo opowiadanie pisalem przed jakimis dwoma miesiacami. Imie wyszlo spontanicznie, a teraz czytajac sobie opowiadanka Kapa zobaczylem Twoj komentarz i skojarzyl mi sie z Lalkarzem. Piszac to nie myslalem o Tobie, ale chyba imie mi sie kojarzylo jakos z UO czy z forum.
Jestem sławna :o
:)
Napisalbym tu riposte na temat slawy alimeii ale popsulbym tylko topic o opowiadaniu morfina :). Super napisane :)
przepraszam, Kap, czyżbyś chciał zaćmić moj blask ? :lol:
Morfin, napisz coś jeszcze o Alimei :P
Niestety dysk z opowiadaniam zostal wlasnie permanentnie zawirusowany i oczekuje na niski format... A troche tego bylo :).