Rzemieślniczy los

Zaczęty przez Gwail, 2006 03 26, 14:06:03

Poprzedni wątek - Następny wątek

Gwail

Tekst wklejony na prośbę gracza.
**********************************************

Dochodziło południe. Otarł pot z czoła. Słońce osiągając już niemal najwyższy swój punkt swej wędrówki po nieboskłonie, przygrzewało dość mocno jak na tą - późno jesienną już porę roku. Tak dobra, bezchmurna pogoda utrzymywała sie od wczoraj. Wróżyło to dobry połów, więc nie wahał się ani chwili przed podjęciem decyzji o wypłynięciu na nocny rejs. W rzeczy samej, wynik kilku godzin ciężkej, mozolnej pracy był imponujący. Zadowolony był przede wszystkim znajomy alchemik, który juz o poranku wyczekiwał na przystani, aby jak najszybciek odebrać partię zamówionych czarnych pereł. Teraz pozostało już tylko sprzedać zalegające po całym pokładzie skrzynie z najróżniejszymi gatunkami ryb. Tej części swojej pracy nie znosił najbardziej. Od lat szukał kupca, który nie tylko zakupi od niego towar po najlepszej cenie, ale i będzie posiadał najdogodniejszą lokalizację i ze względu na dostęp do otwartych akwenów, i ze względu na wyładunek - bądź co bądź - cieżkich skrzyń.
- Co słychać Nesh ? - czyjś znajomy głos rozebrzmiał tuz nad głową rybaka. - Ty, widzę, znowu dźwigasz te ciężkie pudła. - rosła , barczysta postać roześmiała się.
- Łatwo ci sie śmiać Uglir - rzemieslnik odwrócił twarz od słońca i spojrzał na przyjaciela. - Jestes silny niczym tur. Dla ciebie taka skrzynka to fraszka. Ja jestem tylko rybakiem... Kilka kursów pomiędzy moja łodzią a sklepem tego sknery i dostaję zadyszki. Gdyby nie to, że przywożę z połowów sporo pereł dla znajmoego alchemika, a on odwdzięcza mi się nie tylko zapłatą w złocie ale i dobrej jakości czerwonymi miksturami, nosiłbym je pewnie do samego wieczora.
- Och! Przestań narzekac... Dziękuj bogom, ze masz spokojną pracę i nie spotykasz na swej drodze stworów rodem z Otchłani, jak ja. - Uglir chwycił za najbliższy pojemnik z rybami. - Pomogę ci, a ty odwdzięczysz mi sie wieczorem piwem w karczmie - zażartował.
- Niech będzie - z niewątpliwą ulgą w głosie Nesh przyjął propozycję wojownika.

   Po skończonej pracy usiedli wspólnie na ławce przy pomoście. Obserwowali jak inne załogi rybackie uwijały sie ze swoim towarem.
- Wiesz ... - Ugilr odezwał się po chwili. - Miałem Ci tego nie mówic, ale jak tak przyglądam się waszej żmudnej pracy, to nie moge przemilczec tego co mi chodzi po głowe.
- Kilka dni temu byłismy z przyjaciółmi w Yew. Taki tam rekonesans, rozumiesz ... - woj usmiechnał się złowieszczo na samo wspomnienie. - Nie będę cię zanudzał hostoryjkami o tym co sie tam wydarzyło ani jaki miało przebieg. Ciebie z pewnością zainteresuje fakt, że zauważyłem, iż na zachodnim wybrzeżu, juz poza murami miasta znajduje sie przystań rybacka. To co mnie zastanowiło w niej to fakt swobody obyczajów tam panujących. Wyobraź sobie, że kupiec rybacki nie stoi tam za ladą swojego sklepu, lecz bez żadnego zażenowania przebywa na nadbrzeżu i tam obsługuje swoich petentów.
- Nie może byc ! - Nesh aż podskoczył z wściekłości - Toż to przecież urąga wszelkim zasadom prowadzeina handlu i zdrowego przechowywania żywności!
- Masz całkowitą rację przyjacielu - wojownik z wolna pokręcił głową. - Smród jaki niósł się stamtąd był wręcz nie do wytrzymania. Dotychczas byłem święcie przekonany, że zapachy tego miasta są uwarunkowane głównie obecnościa w nim wszelkiej maści nekromantami i ich "podopiecznymi", wilkołakami, czy wampirami. Teraz dodatkowo doszła do tego portowa woń nadpsutych , wszędzie dookoła walających się ryb - Ugril skrzywił sie na same wspomnienie tego co wówczas poczuł. - Naprawdę nie zazdroszczę mieszkańcom tego miasta, jeśli tamtejsi kucharze przyrządzają potem z tego potrawy. Muszą byc wyjątkowo niestrawne - roześmiał się na głos.
Neshowi natomiast nie było do śmiechu. Rozmyślał właśnie nad udogonieniami dla tamtejszych rybaków jakie wiążą się z obecnością kupca tuż przy nadbrzeżu. Wiedział, że umozliwia to sprzedaż owoców morza niemal bezposrednio z łodzi, bez zbytniego wysiłku. Poczuł jak krew napływa mu do mózgu, a złośc mieszana z zazdrością wzbiera na sile. Zacisnął pięści.
Widząc zachowanie przyjaciela, Uglir klepnął go przyjaźnie po plecach.
- Wstawaj! Idziemy! - zaczął się podnosic z ławki
- Dokąd ? - odburknał rzemieślnik.
- Do karczmy. Zapomniałeś, że zalegasz mi piwo? - szeroka twarz woja obdarzyła przyjaciela szczerym uśmiechem.
- A tak... racja. Chodźmy więc. Zdecydowanie musze się napic!

----
Opisana sytuacja nie miała miejsca, choc mogłaby, gdyz opisane fakty są jak najbardziej prawdziwe.
Historyjka ta posiada oczywiście ukryty podtekst, ktorego - mam nadzieje - odpowiednie osoby się doszukają i wyciągną sprawiedliwe, korzystne dla serwera wnioski.
Byłbym im za to niezmiernie wdzięczny.

Ragnall

De facto w każdym portowym mieście Rybak powinien stać na mostku :wink: