Kryształy.

Zaczęty przez Kruk, 2006 04 24, 00:16:16

Poprzedni wątek - Następny wątek

Kruk

Uniósł wzrok na mieniącą się zielonkawym odcieniem powierzchnię machiny. Na szczycie tej przedziwnej konstrukcji balansował kapłan.

- Ilu jest magów? - zapytał kapłan-majster.
- Z Erionelem będzie trzech... - odparł młody głos rozejrzawszy się po towarzyszach.
- Piorunem! Strzelajcie! - padła krótka komenda, a Parseval usiłował nie spaść, gramoląc się z powortem na ziemię.
Trzy magowskie twarze spojrzały po sobie.
- W golema? - upewnił się jeden z nich.
- Tak! Prędko.
Nim słowa przebrzmiały, duszne powietrze Eksperymentatorium przeszyła pierwsza błyskawica. Następna uderzył wprost w czubek konstrukcji a kolejna tuż poniżej ucha.
Wielka, kryształowa postać zaczęła migotać i powoli drżeć.
Kolejny piorun i golem otworzył powieki, a następny wzruszył całym krzemowym cielskiem. Ostatnia z błyskawic ożywiła całość i.... pierwszym swym ruchem zmiótł golem z posadzki ciała dwóch magów. Krew pociekła po terakocie.
Pierwsza krew, by więcej przelane być nie musiało.

mae

Mocno obciales, moj Kruku ;)


Jak niemal kazdego wieczora, grupka myslicieli spotkala sie w laboratorium Minoc. Spotkanie tego wieczora bylo jednak wyjatkowe. Pojawil sie na nim kaplan ze swiatyni polozenej doslownie w sasiedztwie laboratorium.

Podloga zascielona byla okruchami i odlamkami jasnozielonkawych krysztalkow, a kaplan byl lekko poruszony, co zdradzalo nietypowosc sytuacji dla bystrego obserwatora. Rozejrzal sie on po przybylych.

Stal przed nim Nicolas. Wierny sluga miasta i osoba dosc znana. Przewodzil on myslicielami. Obecny rowniez niziolek przebywal caly czas gdzies w okolicach okna spogladajac z nieskrywanym podnieceniem w kierunku bram miasta. Mowil: "Chyba juz sa! Chyba juz sa!". Pozostala dwojka byla magami - jeden stal lekko z boku, a drugi bezposrednio nad krysztalami. To wlasnie do tego drugiego maga i do Nicolasa zwrocil sie kaplan: "Jaki macie profesje?".

Zadowalajaca odpowiedz rozpoczela dla tej trojki dlugi wieczor ciezkiej pracy. Preludium stanowila opowiesc kaplana, istota ich zadania - znalezc sposob na polaczenie kamieni w celu budowy  krysztalowego golema. Rozpoczela sie zatem noc badan i prob, prob i badan. Badan ciagle, ciagle i ciagle.... Nie pomagaly z poczatku nawet dlugie praktyki maga-umagiczniacza z podobnymi krysztalami usilujacego postepowac wedle zasad swej profesji. Powstawalo nawet wiele ciekawych pomyslow jak np "zupa z krysztalow". A kazdy sposob mial dawac nowa szanse, wiec musial byc realizowany. Kulinarne talenty niziolka tez jednak nie pomagaly.

Kaplan okazal jednak niezolmna cierpliwosc i spokoj. Dodawal tym wiary pozostalym. Podobnie z reszta bylo tez w przypadku Nicolasa. On jednak skrywal w sobie potezne emocje. Nie umial ich ukryc wczesniej. Obecna sytuacja stala sie dla niego zrodlem wielu obaw i pokazala mu kilka nowych spojrzen na zycie. Byc moze zbyt brutalnych, by nie okazaly sie tragiczne w oczach mlodego maga. Ten dzien zmusil go do walki na roznych polach bitew....

Za oknem rozpoczela sie juz bitwa. Emocje... strach... determinacja.... Od nastepnych minut mialo zalezec wszystko - los wielu wojownikow, obroncow miasta, a moze nawet los samego miasta.

W koncu nastapil jednak przelom. Stalo sie to za sprawa umagiczniacza. Skupiajac sie na odlamkach, udalo mu sie wyslac w nie fale magicznej energii. "Mae, co zrobiles?" - zapytal kaplan, a na pozostalych twarzach pojawil sie dlugo oczekiwany wyraz ekscytacji. Mag jednak nie do konca wiedzial, co bylo dobrze, a co zle i czy krok w dobrym kierunku nie byl tylko sprawa przypadku. Wiele dalszych wysilkow prowadzacych do na skraj jego sil i zdolnosci magicznych przynioslo jednak efekty. Udalo mu sie stworzyc niewyrazna konstrukcje, ktora chwiejac sie, przybierala z wolna ksztalt niemal ludzki. Sil jednak braklo i kontrukcja runela....

"Razem, skupmy sie wszyscy! Skupcie sie na krysztalach!" - polecil pozostalym kaplan. Wspieranemu innymi silnymi umyslami magowi udalo sie podniesc konstrukcje po raz drugi. Teraz nie zachwiala sie ona. Po chwili golem byl gotowy. Wycienczony uplywem energii umagiczniacz ucieszyl sie z konca swojej roli. Prym wiodl od tej chwili kaplan Parseval.

Ledwie chwile zajelo kaplanowi odnalezienie sposobu na uruchomienie golema: "uderzcie w niego blyskawicami!". Trojka zmeczonych magow silila sie do kolejnego zadania. Mae odczekal jednak chwile czujac sie zbyt zmeczonym. Kiedy jednak zauwazyl ze pozostalym magom potrzebna jest pomoc, wyslal rowniez w golema serie kilkunastu blyskawic az.... Golem poruszyl sie.

Mag podniosl odruchowo ramie. Bylaby to perfekcyjna zaslona... gdyby w reku mial wtedy kij.... Ramie golema nawet nie puczulo ciala. Zadany na odew cios nie stracil nic ze swojego pedu. Ten sam zadany na odlwe cios zgladzil i drugiego maga.

"Wiedzialem, ze beda jakies ofiary...." - slowa kaplana wypowiedziane po opanowaniu dzikiego krysztalowego golema. Golema - obroncy w bitwie o Minoc.

Deavonere

Sędziwy starzec przysiadł do swojego skromnego stoliczka i wytarłszy brodę z resztek zupy korzennej, zamoczył pióro w kałamarzu. Po jednopokojowej izbie w najlepsze hulał polny wiatr, podrywając ze stolika liczne kartki i drobiazgi w mnogiej formie.

Dom stał na zupełnym pustkowiu, a ślad o nim zdradzał tylko niewielki blask z drobnych okien i dym unoszący się wąskim pasemkiem nad wątpliwą chatą. Starzec przycisnął pióro do papieru...

Było to dawno temu, wiele, wiele lat wstecz, a działo się w miejscu które w owym czasie możecie wierzyć lub nie, było stolicą rzemiosła. Wielkie tam powstawały plany, a i niespokojne wydawało się to miejsce.

Historia owa zdarzyła się w porze opadających liści, roku 543. Zebrawszy swe siły niesławny Lord Blackthorn po raz kolejny zaatakował. Tym razem celem jego ataku było wspomniane miasto.

Nie będę opisywał, jak wyglądała walka, ani co się w niej liczyło, jest na to aż nadto ksiąg. To co było dla mnie ważne to wieczór pełen pasji, myśli, siły i precyzji. Chciałbym wierzyć, że był to powód naszej wygranej w owych dniach, ale wiem że byłaby to nieprawda.

W dzień starcia, gdy dało się słyszeć ryk wdzierających się ohydnych bestii chaosu, grupa wspaniałych myślicieli i konstruktorów zebrała się, by wesprzeć obronę miasta w jedyny znany im sposób. Do tej pory plany konstruowania  istoty o przeogromnej mocy i wątpliwej kontroli, były odsuwane na dalszy plan. Każdy z myślicieli zdawał sobie sprawę jak wielkie zagrożenie mogą sprowadzić nie tylko na miasto, ale i na całą Sosarię.

Mityczny twór, który przybył z niebios i którego pokonano w nieznany mi sposób, zostawił po sobie ślad w postaci kawałków kryształu. To dzięki nim miała powstać istota równie tajemnicza, co potężna. Pamiętam tą grupkę zdesperowanych istot, które zdawały sobie sprawę z zalewającej ich fali stworów mroku. Gdy cień bestii dostrzegł wątły niziołek drżący ze strachu przed ogromem ich mocy, wiedzieliśmy już, że nie ma odwrotu.

Był to wieczór zmagań. Nie potrafię opowiedzieć co właściwie zrobiono by połączyć kryształy, a nawet gdybym wiedział, uznaje to za wiedzę tajemną, równie niebezpieczną co sama Nekromancja. Nicolas, mistrz cechu myślicieli, będący głównym badaczem i potężny mag Mae`tall znający się również na tajemniczej sztuce runicznego nasączania mocą magiczną, grali w ten szczególny wieczór w najniebezpieczniejszą z gier. W wyścig z czasem o własne życie. Nie wiem jak ( ta wiedza pozostała tajemnicą na zawsze ), lecz w pewnym momencie Mae`tall połączył kawałki kryształu z planowanym komponentem. W wielkim wysiłku zebrano każdy drobny kawałek by uformować kształt konstrukta. Będący tam kapłan-konstruktor polecił Nicolasowi i Mae`tallowi stworzenie dwóch składowych części,  stanowiących serce i umysł konstrukta.

Myśli kapłana były czyste, a on przypominając sobie słowa dawnej księgi ,,Ars Constructa", zdecydował w jednej krótkiej chwili o tym co nastąpiło. Ten kto był wtedy w Laboratorium, poczuł ,,to" mrowienie na karku, gdy z wielu dłoni strzelały pioruny w błyszczącą górę kryształu. Z każdym nowym błyskiem rodziła się nowa część konstrukcji, a w umyśle konstruktora przebiegał plan kolejnego procesu kończącego dzieło.

Krzyczał by przestali, było jednak zbyt późno. Twór otworzył oczy i ruchem powolnym, acz niespodziewanym zmiótł dwóch magów jednocześnie.

,,Eh...wiedziałem że będą ofiary..."
...

Starzec rozsiadł się i w zamyśleniu powracał do tamtych chwil. Blask ognia z kominka tańczył na ognistozłotym amulecie, który nosił na szyi.
-  Kiedy się tak postarzałem ? – jakby do siebie, a jednak na głos - wypowiedział pustelnik.
Nie ucz pure craftera jak grac pure crafterem, nie opowiadaj niestworzonych rzeczy o jego mechanice. ;)

Deavonere

Nie ucz pure craftera jak grac pure crafterem, nie opowiadaj niestworzonych rzeczy o jego mechanice. ;)