Co krok to mrok.

Zaczęty przez Sul, 2012 01 16, 11:20:46

Poprzedni wątek - Następny wątek

Sul

Cichy, obłąkańczy śmiech rozchodzący się przez zapełnioną pustkę. Płynna, giętka i ulotna materia tym razem twarda jak skała. Dziwny, nieregularny, pulsujący na granicy postrzegania kształt, ale jednak kształt. Imponujące. Setki, tysiące pojedynczych głosów, każdy szepczący co innego, bez ładu, układają się w zrozumiałą wypowiedź.

Słucham i analizuję. Otwieram usta, chociaż jest to bez znaczenia. Prowadzimy bezgłośną rozmowę.

Odczuwam trudności w zachowaniu formy. Nie takie jednak jak zawsze. Nie rozpływam się, nie rozmywam. Wprost przeciwnie. Czuję się wtłaczany - jak woda do wypełnionej butelki. Chwytam kawałki przepływającej materii, rzeźbie. Przez chwilę wyczuwam kształty narzucone przez moją wolę. Niedługo. Brutalna siła skręca je i wywija według swojego wzorca. Wyczuwam go, oglądam, lecz nim udaje mi się pojąc jego zimną logikę, moje konstrukty zostają przeinaczone, parcie maleje a z nim odkształcenie znika.

Znów włączam się do rozmowy. Część słów umknęła mej uwadze. Strata, lecz większą stratą byłoby niebadanie. Ryzykuję swą integralność, dzielę się i multiplikuję.

Jeden z nas słucha i rozmawia. Część poświęca się i daje wchłonąć przez obcy wzorzec. W jękach agonii opowiadają co widzą. Badamy jednię miejsca/istoty/bytu. Im dalej od zmaterializowanego konstruktu tym nacisk woli słabnie. Nabieramy impetu. Wypadamy poza obszar względnej stałości. Zbyt szybko. Część z nas rozmywa się w niebyt.

Jesteśmy pod wrażeniem wielkości anomalii. Widzimy pojedyncze, ciekawskie istoty próbujące wtargnąć do wnętrza. Bariera wydaje się nie do przebicia, ale..

Wyczuwamy wezwanie, pora wracać. Resztkami sił łapiemy niezwiązaną materię, konsumujemy i pęczniejemy. Wprowadzamy się w wibrację, na tyle odwrotną do wzorca na ile udało się nam go zbadać. Wyczuwamy promieniującą wolę głównej kotwicy. Powrót jest łatwiejszy.

Nieme słowa cichną. Zawarto umowę. Zmieniło się wiele rzeczy, bo nic w Cieniach nie pozostaje stałe. Chociaż... cichy, obłąkańczy śmiech rozchodzi się przez zapełnioną pustkę.