Spragniony Wedrowiec

Zaczęty przez Gofer, 2005 09 25, 19:04:39

Poprzedni wątek - Następny wątek

Gofer

Szum kaskady nasilal sie... od dziesiatek lat plynaca nich skarga wyplynela na wierzch... poniosla sie w swait szukajac ludzi, ktorzy moga zrozumiec jej szum
życie za krótkie aby się denerwować innymi, po za tym jak się denerwujesz, to Ci się ręcę trzęsą, oddech masz urywany i muszka ze szczerbinką gorzej współgra

jestem przyjaznym GM-em - powiedziałem i rzuciłem 150 graczy na pożarcie Panu Smoków - najadł się
@Aqe " bo kobieta to tez czlowiek"

Bolek

... ich uszu dobieglo klekotanie zmurszalych kosci poruszonych silnym podmuchem wiatru. Odglos, ktory wydaly, sprawial wrazenie byc rozpaczliwym blaganiem o pomoc. Szybko udali sie w kierunku, z ktorego wiatr przywial dzwieki. Odnalezli ludzkie szczatki lezace pod drzewem. Porosniety mchem szkielet lezal zapewne mnostwo lat. Na twarzach bohaterow zarysowalo sie wspolczucie i troska.
- Cameron chyba odnalezlismy to cialo, o ktorym mowil szum fontanny - Stwierdzil Murinus
- Tak to na pewno to, pamietacie co jeszcze glosilo przeslanie?
- Wydaje mi sie, ze powinnismy oblac je woda z wodospadu, wiedzialem, ze moze sie przydac. Pamietam cos... o wodzie zycia... tak na pewno byla o tym mowa - Thiass staral sobie przypomniec wiecej z przekazanej prosby.
Cameron ostroznie wydobyla dzbanek z woda, tak aby nie uronic ani kropli. Powoli podeszla do zwlok i delikatnym strumieniem poczela je polewac.
- Tylko zeby sie nie rozlecialy, wygladaja na bardzo stare. Ostrzegl Castor.

Kosci zaczely chlonac ciecz zycia, niczym spragniony wedrowiec lapczywie chwytajacy kazda krople spadajacego na niego deszczu. Gdy dzbanek oproznil sie do polowy szkielet poczal drgac i prostowac sie. Czlonkowie wyprawy z zadziwieniem ogladali cudowne widowisko odbywajace sie przed ich oczami. Nagle kosci zniknely a ich miejsce zastapila postac mezczyzny, ktory natychmiast rzucil sie w kierunku dzbanka i duszkiem oproznil jego zawartosc. Jego pragnienie bylo tak ogromne, ze zaraz potem podbiegl do krawedzi skal i zanuzyl dzbanek w nurcie rzecznym. Ten takze oproznil w mgnieniu oka. I nastepny... i nastepny... Druzyna czekala cierpliwie, w milczeniu az w pelni zaspokoi swe pragnienie. Gdy nadszedl ten moment, nieznajomy pierwszy zabral glos.

- Wielkie dzieki, naprawde jestem wam ogromnie wdzieczny...
- Kim jestes? Co sie stalo? Thiass zaczal zarzucac obiekt poszukiwan pytaniami.
- Powoli -odparl - wszystko po kolei. Jestem spragnionym wedrowcem, ktorego Bogowie skazali na cierpienie, po wieki, meki pragnienia.
- Czym zes sie narazil Bogom? Jakiez to winy ciaza na tobie? Spytal zdumiony Castor.
- Juz wam wszystko wyjasniam, to dzieki wam znowu zyje i zaslugujecie na poznanie prawdy.

Wedrowiec rozpoczal swa historie od wyjasnienia kim jest i co go sprowadzilo w te strony. Okazalo sie, iz byl kaplanem Bogow Wszelkiego Urodzaju i to Ich gniew spadl na niego. Poczal wyjasniac jak to szedl z darami do Swiatyni aby zlozyc je w holdzie na oltarzu.
- Nioslem w ofierze 20 dzbankow przeroznych trunkow i 500 sztuk zlota -opowiadal -jednak moja glupia zadza zgubila mnie... Wypilem... wszystkie trunki a pieniadze... wydalem w karczmie... na kolejne -wydukal zawstydzony kaplan. - Droga moja wiodla przez te tereny, dotarlem tu szczesliwie jednak to wlasnie z tego miejsca mialem juz nigdy nie odejsc. Meczylo mnie ogromne pragnienie, nie wiedzialem jeszcze wtedy, ze jest to kara za moj wystepek. Gdy przebrodzilem rzeke i nachylilem sie aby zwilzyc wysuszone usta, oczom moim ukazala sie mroczna postac. Zmierzchalo juz, wytezalem wzrok jednak nie moglem dostrzec nic wiecej poza ogolnym zarysem. Postac zaczela zblizac sie w mym kierunku, jakby plawiac sie w powietrzu. Strach sparalizowal me czlonki i zacisnal gardlo. Nie bylem w stanie wydac chocby najdrobniejszego dzwieku. Gdy obcy stanal przede mna, moim oczom ukazal sie najpodlejszy i najochydniejszy obraz jaki kiedykolwiek widzialem. Postac byla szkieletem... - Wedrowiec zadrzal na to wspomnienie - czarnym szkieletem. W tym momencie przerwal opowiadanie i oproznil kolejny dzbanek wody.
- Przepraszam ale pragnienie wciaz meczy me cialo - wytlumaczyl
Czworka przyjaciol skinela glowami w gescie zrozumienia.
- Kontynuuj prosze - Rzekla Cameron.
- Szkielet powiedzial, iz jest Czarnym Magiem lubujacym sie w cierpieniu, a glos jego wibrowal w mej czaszce. Oznajmil mi, ze bede cierpial po wieki ku jego uciesze i zdematerializowal sie w smierdzacym siarka zielonym obloku gestego dymu. Jego miejsce zajal inny szkielet... dzierzyl on w reku miecz i tarcze. Dlugo jeszcze nie moglem sie poruszyc, strach skutecznie mnie unieruchomil. Gdy pragnienie nasililo sie do tego stopnia, iz nie moglem juz wytrzymac odwazylem sie poruszyc, chcac dotrzec do rzeki. Wystarczylo jedno drgniecie miesni i szkielet juz byl przy mnie przykladajac ostrze do mego gardla. Wtedy wlasnie zrozumialem na czym ma polegac me cierpienie. Smierc z pragnienia jest chyba najgorsza z mozliwych. Jednak i ona nie przyniosla spokoju mej duszy. Mialem cierpiec po wieki tak jak oznajmil mi to Czarny Mag. Pomimo ze me cialo zjadaly robaki, a pozniej me szczatki wysuszalo slonce ja dalej bylem swiadomy... i spragniony... Teraz gdy straznik zginal, a me cialo na powrot ozylo musze spelnic to co zostalo mi nakazane... musze doniesc ofiare na oltarz i oddac czesc Bogom Urodzaju. Jednak obawiam sie, ze nie dam rady przebyc tak dalekiej drogi. Musze sprobowac... by zaznac wreszcie spokoju.

Nastala dluga chwila ciszy, ktora przerywaly jedynie zawodzenia wichru wsrod wierzcholkow drzew.
- My ci pomozemy - denerwujaca cisze przewala Cameron -bardzo chetnie zaniesiemy dary za ciebie. Nie sadze zeby ktos mial cos przeciwko, prawda chlopcy? -spojrzala po kolei na czlonkow wyprawy.
- Oczywiscie, ze pomozemy -rzekl bez namyslu Thiass -powiedz tylko jakie maja byc dary i gdzie mamy je zlozyc.
- Mam przy sobie troche zlota myslisz, ze w ten sposob uda sie uglaskac  Bozy gniew?? -spytal Murinus
- Wiem dokladnie co ma byc zlozone i tylko w ten sposob moze sie to udac. Nakazane mi zostalo abym zlozyl 20 dzbankow po 2 kazdego rodzaju trunku oraz 4 sztaby srebra. Obawiam sie, iz tylko taki dar moze odniesc pozadany skutek.
- No to chyba nie ma problemu, ja posiadam w domu mnostwo wszelkiego rodzaju napoi - odparla zadowolona Cameron, posylajac w kierunku wedrowca intrygujacy usmieszek. - Powiedz tylko gdzie mamy sie udac z darami.
Kaplan wyjasnil pospiesznie jak dotrzec do kaplicy Bogow Urodzaju.
- I mam jeszcze jadna prosbe, wezcie to. - Wyciagnal w kierunku Cameron zacisnieta w piesc dlon - zlozcie to razem z waszymi darami, niech bedzie to zadoscuczynienie za me przeiwnienie.
Cameron chwycila niewielki przedmiot i szybko rzucila na niego okiem. Okazalo sie, iz jest to pierscien Upadlego Szamana.
- Nie zawiedziemy cie wedrowcze, odkupimy twe winy i udobruchamy Bozy gniew - rzekl dumnie Castor - w droge towarzysze to jest dopiero poczatek przygody...


Wielkie dzieki za doskonala zabawe i prowadzenie Questa.
Nie kazda przygoda musi zakonczyc sie sieczka...

Edit: Pewnie ze szamana juz poprawiam, moj blad

Gharlon

Gofer : gratuluję pomysłu... wypa¶ny que¶cik skleciłe¶
Bolek : ładnie spisane :) moznaby to jakiemu¶ skrybie w grze podyktować do spisania i uzupełnić w ten sposób biblioteczkę... już widzę te nagłówki w gazetach "Historia Upadłego Kapłana" bestseller Sosarii ;)... ale poważnie poszukajcie skryby - przydałoby się więcej ksi±g w grze xD

Gofer

Mala poprawka: Upadlego Szamana
życie za krótkie aby się denerwować innymi, po za tym jak się denerwujesz, to Ci się ręcę trzęsą, oddech masz urywany i muszka ze szczerbinką gorzej współgra

jestem przyjaznym GM-em - powiedziałem i rzuciłem 150 graczy na pożarcie Panu Smoków - najadł się
@Aqe " bo kobieta to tez czlowiek"

Thiass

...Niebieski portal stał otworem o¶wietlaj±c ulice Minoc. Czworo przyjaciół wyłoniło się z niego ruszaj±c pospiesznie w kierunku banku. Murinus szukał srebra w swej skrzyni bankowej staraj±c sobie przypomnieć gdzie mógł je położyć, Cameron za¶ stała po drugiej stronie banku przelewaj±c najróżniejsze alkohole do szklanych dzbanów. Thiass znudzony patrzył na swych przyjaciół rozgl±daj±c się dookoła.
-Cameron pokaz no jeden dzban, trzeba sprawdzić czy to co tam nalewasz będzie się nadawało
Cameron pospiesznie podała dzban elfiego wina Thiassowi. Ten przygl±dał mu się przez krotka chwile po czym wypił łyk wina.
Dzban rozbił się o ¶cianę w banku minoc
-To ma być wino?!- krzyczał Thiass- a niech bogowie się martwi± tym co im niesiemy, ja tymczasem udam się do karczmy przepłukać ten wstrętny poziomkowy smak.
Thiass postanowił opu¶cić już karczmę mimo iż tamtejszy rum smakował znakomicie. Zatrzymał się przed bankiem czuj±c dziwne dolegliwo¶ci w żoł±dku. Zwymiotował na ulice i pospiesznie ruszył dalej. Pod bankiem natkn±ł się na do¶ć ciekawa rozmowę tamtejszego strażnika miejskiego z burmistrzem miasta Minoc.
-Ale panie burmistrzu jak mam pilnować porz±dku skoro ludzie ci±gle zostawiaj± zwierzęta przed bankiem- mówił zdenerwowany straznik
-Spokojnie to ¶wiadczy jedynie o wła¶cicielach tych zwierz±t- uspokajał go burmistrz
-A co ze szczurami które znów rozpanoszyły się w banku- ci±gn±ł nadal straznik
-A ja chciałbym dodać ze tam za rogiem kto¶ wam zwymiotował na ulice- wybełkotał niezrozumiale Thiass po czym ruszył do banku.
Cameron, Murinus i Castor byli na niego bardzo Ľli że oddalił się bez ich wiedzy i pojawił się dopiero teraz. Czas naglił wiec przyjaciele dosiedli konie. Odjechali zaledwie kawałek od banku i znów cos zwróciło ich uwagę. Thiass przetarł oczy uważaj±c ze nadal jest pod wpływem alkoholu i to co widzi to jedynie jakie¶ zwidy. Na ¶rodku ulicy stal nagi mężczyzna, może nie było by w tym nic dziwnego gdyby ów mężczyzna nie był tamtejszym strażnikiem miejskim.
-Zapewne miasta nie było stać na zbroje dla tego biednego strażnika - domy¶lał się Thiass
Cameron ponaglała wszystkich. Przyjaciele ruszyli czym prędzej w kierunku wej¶cia do zaginionych l±dow.

To byl chyba jeden z bardziej rozrywkowych momentow w quescie  :D


Widze, ze juz Thiass na lika relognal, to spadamy - by order ;]

Fontein

Każdy ruch skrzydeł podnosił tumany piasku. Sam Pan Lasu wyszedł na powitanie wędrowców, zaskoczony, z jakiego to powodu przybywają na jego Świętą Wyspę. Rozpoznał wśród przybyłych Cameron i ze swoim zapytaniem skierował się do niej. Kilka zdań z ust Elfki wystarczyło, by pojął, jaki jest cel tej wyprawy. Wskazał na gąszcz krzewów i ruszył w tamta stronę. Po chwili doprowadził przybyłych do Drzewa Życia. Postawił tam ołtarz, wypowiedział jeszcze kilka słów i odsunął się na bok. Murinus ustawił na ołtarzu skrzynie, która zaiskrzyła, rozbłysła światłem i znikła. Potem przyszła kolej na sztaby srebra. One również rozbłysły światłem i rozpłynęły się w powietrzu. Ostatni dar na ołtarzu położyła Cameron. Był to Pierścień Upadłego Szamana. Położyła go delikatnie na ołtarzu. Jak i pozostałe przedmioty ten również rozbłysnął jasnym światłem ... ale nie znikł. W głowie a może w sercu, Elfka usłyszała cichy, chodź wyraźny głos  ,,Ten pierścień jest dla Ciebie" Nie mogła uwierzyć w te słowa. Równie delikatnie jak kładła pierścień, tak teraz podniosła go z ołtarza. Przyglądała mu się uważnie przez chwile. To już nie był pierścień, który trzymała w ręku przed chwilą, teraz to był Pierścień Szaman. Dar od Bogów dla niej... jak by znali jej przyszłość...

Jaskolka

Bardzo ciekawa przygoda :)
Gofer, swietnie sie spisales :D