Nieuczciwa konkurencja

Zaczęty przez ethanoll, 2013 11 16, 19:02:41

Poprzedni wątek - Następny wątek

Lindi

Lindi wciąż nie mogła pogodzić się ze śmiercią futrzastego przyjaciela. Piła i piła.. i jak to przy piciu bywa wpadła na pewien genialny pomysł. Chwyciła flaszkę bimbru, pociągnęła sowitego łyka i wybiegła z karczmy.













Podczas tworzenia screenów nie ucierpiał żaden (wartościowy) goblin.
"Dobry elf, to martwy elf" -Marszałek Milan Raupenneck

"-To nie gracz ma latać za GMem... To GM ma sprawić żeby gracze nie chcieli koxac/lać się po mordach a zechcieli pobawić się w klimat." Thiass

Cyganeczka

to lepsze niż serial  ;)
czekam na kolejny odcinek

Bazyli

szczerze mowiac... oczekiwalem czegos lepszego Lindi :P Sog wg mnie prowadzi :)
CytatQuot capita, tot sensus...

Rey

Pytanie co ON teraz spali, albo raczej czego nie... :D
Borry: "Papier przepakowany, nożyczki OK. Kamień"

"kolego jesli internet explorer ma odwage zapytac czy moze byc domyslna przegladarka, to Ty nie masz odwagi podejsc do dziewczyny i zagadac?"

Lindi

#19
Gdy Lindi ujrzała martwe krowy w zagrodzie, od razu wiedziała kogo trzeba winić. Poszła do banku gdzie spotkała akurat Magnusa i zwierzyła mu się z zaistniałej sytuacji. Jako, że on rozumiał ja jak mało kto, a do tego był współwłaścicielem karczmy napadanej przez małego zielonego gnojarza (jak zwykli go pieszczotliwie nazywać) postanowili podjąć drastyczne kroki.








Długo próbowali sforsować drzwi jednak bezskutecznie, wtedy przyszedł im z pomocą pewien przystojny mężczyzna. W końcu mogli zrealizować swe niecne plany.







Co by ryby lepiej gniły potraktowali je wodą z wiader.




Musieli być pewni, że nawet goblin z małym rozumkiem zrozumie przekaz.


Wszystko odbyło się kulturalnie, jak na szanowanych niziołków przystało.




Myśl przewodnia spotkania została wykrzyczana na pożegnanie.




"Dobry elf, to martwy elf" -Marszałek Milan Raupenneck

"-To nie gracz ma latać za GMem... To GM ma sprawić żeby gracze nie chcieli koxac/lać się po mordach a zechcieli pobawić się w klimat." Thiass

Bazyli

Czemu mam wrazenie ze Sog sie ucieszy z ryb? :> Pierwsza zasada: "poznaj swojego wroga"! Mysle ze gdybyscie tam posprzatali to bardziej by sie przejal :P
CytatQuot capita, tot sensus...

mae

A to nie jest tak, ze podrzuca sie tylko jedna rybe? Widzialem to kiedys na filmie!

ethanoll

6. Kto nie stał za wymordowaniem krów w zagrodzie Karczmy u Moczymordy i jak zareagował na niesprawiedliwie wymierzony weń odwet?

Niestety, czego sami bardzo żałują, to nie tajemniczy członkowie ,,Czacha Kundlu" stoją za wyrżnięciem krów w zagrodzie Karczmy u Moczymordy. Sog-Sog również za tym nie stoi, choć bardzo by chciał. Oczywiście wielokrotnie próbował wedrzeć się do zagrody i położyć trupem bydło, nigdy jednak nie zdołał sforsować furtki, zamkniętej zwykle na klucz.
Już kiedyś, przed paroma laty, Sog-Sog znalazł na progu swej karczmy anonimowy list z pogróżkami i jedną nieświeżą rybę. Wówczas wypatroszył ją i wykonał z niej trofeum, które do dziś zdobi jego gabinet na piętrze karczmy.
Gdy obudził się dziś wieczorem, a cały lokal zastał przystrojony ławicą śniętych tuńczyków, nie potrafił dojść przyczyn tak niespodziewanego zwrotu akcji. Sprawcy oczywiście domyślał się. Natychmiast zasiadł do stołu i skreślił krótki list. Niech wiedzą, że on nie jest z tych, których można kupić.



Dosiadł natychmiast swego wiernego likaona o wdzięcznym imieniu Kundlo i ruszył w kierunku banku Ocllo, gdzie mieścił się urząd pocztowy. Drogę dzielącą bank od Karczmy u Moczymordy musiał już pokonać pieszo, gdyż Kundlo został, aby zająć się rozszarpywaniem na strzępy rasowej kotki, która zajęła miejsce kocurka zatłuczonego na śmierć podczas poprzednich odwiedzin Sog-Soga w konkurencyjnym lokalu.

Oficjalny kanał irc Księstwa Ocllo: #bp

ethanoll

7. Co wiadomo na temat planowanego przez ,,Czachę Kundlu" ataku terrorystycznego, określanego kryptonimem ,,Operacja: Fanga na mordę"?

Zamach przygotowywany jest w ścisłej tajemnicy przez najwyższych dostojników w hierarchii ,,Czachy Kundlu". Wiadomo bardzo niewiele. Co prawda wywiadowcy Korony zdołali przechwycić
szczegółowe plany ataku, jednak zapisane one są starożytnym hieroglificznym pismem goblinów, którego nikt dotąd nie zdołał odczytać. Poniżej prezentujemy teść tajnych dokumentów (gdyby przypadkiem któryś forumowicz znał obrazkowy alfabet goblinów).







8.  Jak przebiegała pierwsza faza operacji Fanga na mordę?*
* Wszystkie dialogi odtwarzane są z pamięci, mogą przez to rażąco w swej formie odbiegać od tego, co faktycznie wydarzyło się w grze (ogólny sens i nastrój zostały zachowane). Wyjątkiem jest pierwszy dialog – zmyślony całkowicie w niecnym celu widowiskowego zawiązania akcji.   

Ocllo od zawsze cieszyło się szczególnymi łaskami Matki Natury, która ma tutaj swoje sanktuarium. Ochraniane przez nią, dziewicze rasy porastające wyspę zawsze pełne były dzikiej zwierzyny. Ostatnio jednak populacje niedźwiedzi, wilków, jeleni, a nawet dzikiego ptactwa uległy drastycznemu przerzedzeniu. Zaniepokojeni przedstawiciele władz: Jackee Green i Macil Asteppe pojawili się właśnie na rozległej polanie, gdzie odnaleziono całą watahę dzików obdartych ze skóry i najcenniejszych porcji mięsa.
– Powinieneś cieszyć się, że tego nie widzisz. – zapewniał niziołek prowadząc towarzysza pomiędzy resztkami zwierząt.
– Nie muszę widzieć. Wiem doskonale, co tu się stało. – odrzekł niewidomy druid. – To kłusownicy. Cała banda zuchwałych kłusowników.
– Może i cała banda, a może i jeden, ale bardzo ruchliwy – wymamrotał Jackee rozglądając się po miejscu zbrodni.

Żaden okoliczny krawiec czy kucharz nie mógł w owych dniach narzekać na brak surowców. Tymczasem cały kontuar w Karczmie Sog-Soga zastawiony był słupkami monet ułożonych jedna na drugiej według nominału. Goblin skakał wokół i usiłował oszacować swój kapitał. Nie było to wcale proste, odkąd w niedawnym pożarze utracił swoją kolekcję lakowych liczmanów i kolorowych patyczków do liczenia. Nie wiedział, ile złota już zgromadził. Nie wiedział też, ile złota potrzebuje, aby zrealizować swe plany. Skoro wyjaśnienie tej pierwszej zagadki przerosło jego możliwości, postanowił rozwikłać tę drugą.

Późne popołudnie wydłużało cienie kładące się na rynek w Cove. Młody, ledwie dwudziestoletni poszukiwacz przygód opuszczał właśnie gmach banku, gdy nagle usłyszał dziwny, podobny do żabiego skrzeku, dźwięk dobywający się zza rogu pobliskiej stajni. Głos nawoływał go. Młodzieniec podążył za głosem i zniknął w zaułku.
–  Ah! To przecież goblin.
–  Ah! To przecież jest młodzieniaszek, taki co chce zarobić dużo monet ze złota, bo jest taki cwany i nie chce także, żeby był umordowany zaraz.
–  Zarobić złoto? – chłopakowi zabłysły oczy. – Oczywiście, że  chcę zarobić złoto.
–  Zarobić złoto jest dla takiego, co jest bystrzak i zuchowaty, i taki, co się Sogu zdaje, jest to ty właśnie.
–  Masz swojego człowieka. Co miałbym zrobić?
–  Dużo ważnych i tajemnych typków od pewnego spisku musi dowiedzieć się od Sog-Sogu, jakie jest koszta zakupienia harmatów w ilości sztuk jeden, czyli jaka jest potrzebna kwota na przehandlowanie, żeby można było mieć posiadanie takiej harmaty do różnych celów.
–  Ale ja nie mam nawet pojęcia, skąd wziąć taką armatę.
–  On wie, ten cały Sog-Sog, on to powie teraz jemu. U Twierdzy Krasnoludków jest taki pewien kioskarz, co się zowie Kanonista. An ma harmat na przehandlowanie. Inny nikt nie jest, co je ma. Sog-Sog, on sam by poszedł i sprawdził, ale u krasnalów go ganiają strażnictwo i on nie może pójść i sprawdzić. Krasnale to są głupki, od nich nie jest dobrze widziane gobliństwo. Trzeba Sogu posłać takiego, co nie jest Sogiem, na zastąpienie, żeby ich oszukać na dudka. To zastępstwo to ty będziesz.
– Jak się tam dostanę?
– To jest na zapłacenie ceny podróży. – Sog-Sog rzucił mu kieskę z dźwięczącą zawartością i pociągnął za rękaw w kierunku nabrzeża. – Jak wróci, Sog mu wynagrodzi większą ilość. Tylko nie oszukuje z ceną, jak wróci, że powie oszukaną, albo że nie wróci i zrobi defraudowanie zaliczki. Sog znajdzie wobec tego i zabije jemu śmierć i jemu krewnych też śmierć. Boleściwie, więc bez sztuczek, ty wyrostku.

Młodzieniec wyruszył niezwłocznie w drogę. Sog-Sog został na miejscu, przykucnął i bardzo dokładnie przyjrzał się odciskowi buta swojego nowego pracownika. Musi zapamiętać ten wzór na wypadek, gdy przyszło mu zrealizować swe groźby. Chłopak jednak powrócił i zastał goblina biegającego wokół miejskiej studni, aby rozładować rozsadzający go niepokój o przebieg operacji.
– Sto tysięcy.
– Tyle tysiąców? Sto? – Sog-Sog pokiwał głową. Ta cena wydała mu się prawdopodobna.
– Tak jest. Sto tysięcy za armatę. Niestety, nie mają kul.
– Sogu u harmaty nie potrzeba kół, tylko strzelanie. W co będzie naparzał, to nie ucieknie, żeby potrzeba by kół.
– Kul, nie kół. Kul!
– Ah, amunicjów. – goblin machnął ręką. – On się niech nie przejmuje tym, to Sogu sprawa, on niech lepiej czmycha precz. Koniec już żartownisiostwa i gadaniny, on wyczerpał cierpliwość. Idzie precz bo popamięta. Tym razem Sog-Sog daruje. Następnym razem nie będzie takiej łaskawości od strony Sogu. On zważa, jest ostrzeżony i ostatnia szansa.
– Gdybym tylko był silniejszy... – młodzik zmarszczył brwi i zacisnął pięść. Goblin sprawiał wrażenie groźnego, a przynajmniej groźniejszego od harpii, z którymi miał dotychczas głównie do czynienia. Musiał zadowolić się drobniakami, jakie zostały mu z podróży. O reszcie wynagrodzenia nie było już mowy. Goblin zniknął.
Oficjalny kanał irc Księstwa Ocllo: #bp

Lindi

#24
Jestem fanką twojej twórczości artystycznej.. znaczy się soga :p

Ps. Mieliśmy umyć mu karczme, ale stwierdziliśmy, że niech się pokraka naschyla i namęczy :p
"Dobry elf, to martwy elf" -Marszałek Milan Raupenneck

"-To nie gracz ma latać za GMem... To GM ma sprawić żeby gracze nie chcieli koxac/lać się po mordach a zechcieli pobawić się w klimat." Thiass

WsC

Ech...widzę że nie wszyscy orientują się o co naprawdę jest ta wojna.Śmierdzące ryby miały jeden,konkretny cel i nie była to groźba ani ostrzeżenie.

ethanoll

9. Jak Sog-Sog wszedł w posiadanie broni tak niebezpiecznej, że dla dobra wszystkich istot zamieszkujących Sosarię byłoby lepiej, gdyby Sog-Sog nigdy nie wszedł w jej posiadanie?

Sog-Sog szwendał się po nabrzeżu portowym, wygwizdując melodię starego ludowego szlagieru ,,Trzej włóczędzy z Moonglow". Rozmyślał o armacie. Rozmyślał nad zasadą jej działania i skąd bierze się jej niewiarygodna, niszczycielska siła.
– Taki harmat, to on może rozwalić karczm u mordy? – zapytywał sam siebie. – Może by sprawdzić próbne odpalenie na karczm u Sogu, żeby nie było kompromitowania się potem? Ale nie, taki harmat to on na pewno może rozwalić taki karczm. Taki harmat, to on może rozwalić i świątynię Ahnbyhnyhmhm w Brytanii i zamek w Brytanii na pewno, a może też rozwalić i całe duże morze, taki to jest harmat potężny, rozwalić na drobne maki to wszystko.
   Pierwsza faza operacji ,,Fanga na mordę" polegała na zdobyciu informacji o kosztach zakupu tej potwornej broni. Faza druga to zdobycie środków i wreszcie upragniony zakup. Kilka tygodni kłusownictwa oraz innych machlojek i oto mieszek goblina wypełnił się dźwięczącym złotem. Sam nie mógł pojawić się jednak w Twierdzy Krasnoludów, gdyż krasnoludy jakoś nie przepadają za zielonoskórymi, których całkiem słusznie mają za przyczynę całego zła na świecie. Straż zaraz by go pogoniła. Musiał powierzyć tę zadanie komuś zaufanemu. Niestety, Sog nie ufał nikomu.
   Wtem na jego drodze pojawił się znów jakiś młodzieniaszek. Sog-Sog nigdy wcześniej go nie widział. Co prawda mógł go widzieć już dziesiątki razy, a po prostu nie zapamiętać. Przecież wszyscy ludzie wyglądają tak samo i tylko po kudłach na pysku idzie poznać, czy to jest samiec czy samica. Sog nie znał tego osobnika, ale on poznał Sog-Soga.
– Psst. Psst. Tutaj! – nieznajomy nawoływał Soga, aby poszedł za nim w ustronne miejsce. Goblin natychmiast pospieszył we wskazanym kierunku, podejrzewając, że chłoptaś zwyczajnie doprasza się o wciry.
W ustronnym portowym zaułku nie było nikogo prócz ich dwóch. Ale tamten nie sprawiał wrażenia, jakoby miał gotować się do walki. Zaczął natomiast gadać coś, w sposób bardzo niejednoznaczny i pełen aluzji. Sog-Sog nie bardzo z początku wiedział o co mu chodzi. Nazywał się Thorcośtam i cośtam jeszcze (Sog nigdy nie słucha, gdy się mu ktoś przedstawia, i potem nie wie, jaką kto ma nazwę). Mówił też coś o ,,Czasze Kundlu" i że jest wielkim jej sympatykiem i prawdopodobnie dawał do zrozumienia, że chciałby wstąpić w jej szeregi lub w jakiś inny sposób dopomóc słynnemu Sogowi. Bardzo Sog-Soga komplementował, ale Sog go przejrzał. Goblin myślał sobie w duchu tak:
– O ty! O ty jesteś taki cwaniaczek, co on  sobie myśli, że może robić bezkarnie drwiny z Sogu, że się Sog nie pozna na takich gierkach. On gada z taką emfatycznością i on gada z taką zadużością egzaltowania, że tak robi tylko parszywy aktorzyna, co coś udaje, ale bardzo słaby aktorzyna, co jego występowania by nie chcieli nawet psi i koci w Aurin oglądać. On udaje i nieprawdziwie mówi, kiedy mówi, że Sog jest wspaniały, a on tak naprawdę myśli, że Sog jest głupol.
   Ludzie mają wszystkich zielonoskórych za półgłówki. To głównie zasługa orków, które nie są zbyt bystre. Gobliny natomiast, mimo swobodnego podejścia do zasad składni, są stworzeniami bardzo pomysłowymi, mają zdumiewający talent do rozszyfrowywania prawdziwych intencji osób, z którymi się stykają. Sog-Sog również nie jest naiwniakiem, dlatego postanowił nie zdradzać się z własnymi odczuciami i kontynuować farsę. Najpierw umocni pewność siebie tego komedianta, później wykorzysta go do swoich celów, a następnie da nauczkę, że ten popamięta i do końca życia nie urodzi mu się w myślach pomysł pomagania jakiemukolwiek goblinowi. Odrzekł tak:
– Tak, Sog-Sog jest bardzo nieważny, żeby nie mógł należeć do ,,Czacha Kundlu" ale przypadkiem zna kogoś, kto zna kogoś, co on ma kontakt do takich ważnych typków od ,,Czacha Kundlu" i Sog może zaraz zrobić zaaranżowanie spotkania.  – zapewnił młodziana. – On się nigdzie nie rusza, zaraz ktoś tu przyjdzie dla spotkania.
   Po tych słowach goblin czmychnął, zostawiając Thorcośtama samego w zaułku. Nie minęło pięć minut a już wracał w to samo miejsce. Miał na sobie długi fioletowy płaszcz, który ciągnął się za nim po ziemi, a pysk skrył pod malowaną plemienną maską.
– No i jak Sogu? Co załatwiłeś? – zapytał tamten.
– On nie jest Sogu, on jest Zamaskowany Nieznajomy, wysoki postawiennik w hierarchii ,,Czachy Kundlu". – Sog-Sog (gdyż tak naprawdę był to on) wskazał łapą na maskę. – Sog-Sog to jest ktoś inny i nieważny i on teraz jest w innym miejscu, a nie tutaj zupełnie.
– A no tak! Wybaczcie, Zamaskowany. Musiałem się pomylić, zupełnie nie jesteście Sogiem.
Zamaskowany Nieznajomy wydawał się niezadowolony. Sog-Sog rzecz jasna nie wiedział, czym jest sarkazm, ale podświadomie wyczuł go w wypowiedzi rozmówcy. Było mu również przykro, że tamten tak szybko poznał się na jego przebraniu. Przedstawienie jednak musi trwać.
– Co on chce, że zrobił wezwanie do ,,Czachy Kundlu"?
– O wielki Zamaskowany, jedyne czego pragnę, to służyć waszej słusznej sprawie! – tamten wciąż utrzymywał ów irytujący swoją jaskrawą sztucznością ton i teatralną pozę. Zamaskowany Nieznajomy jednak przyjął jego pomoc, a jego samego wspaniałomyślnie przyjął w szeregi ,,Czachy Kundlu" w randze Pachoła. Tym samym liczba członków organizacji podwoiła się. Pierwsze zadanie świeżo powołanego Pachoła jest prostą próbą, mającą sprawdzić jego przydatność dla organizacji. Pachoł Thorcośtam miał udać się do Twierdzy Krasnoludów i za otrzymane złoto zakupić u tamtejszego kanoniera plany armaty.
Oficjalny kanał irc Księstwa Ocllo: #bp

ethanoll

Oficjalny kanał irc Księstwa Ocllo: #bp

Lindi

"Dobry elf, to martwy elf" -Marszałek Milan Raupenneck

"-To nie gracz ma latać za GMem... To GM ma sprawić żeby gracze nie chcieli koxac/lać się po mordach a zechcieli pobawić się w klimat." Thiass

gmyru