W sidłach pająka

Zaczęty przez Shane, 2015 05 10, 15:27:34

Poprzedni wątek - Następny wątek

Shane

      W pomieszczeniu panował mrok, rozświetlany jedynie paroma świecami, w kącie przy stole kulił się zakuty w kajdany ork. Kątem oka obserwował postać siedzącą w drugim końcu pokoju pochyloną nad nieznanym manuskryptem. Na stole poza papirusem znajdowały się jedynie świeca, wielka księga opasana czarną skórą oraz pióro, które postać maczała od czasu do czasu w kałamarzu. Za nią wisiał ogromny obraz przysłaniający prawie cały skrawek ściany, namalowana na nim była postać drowki ubranej w szkarłatne szaty z gniewnym, lecz pełnym uroku wyrazem twarzy. Podmuch powietrza spowodował, że postać szczelniej opatuliła się szatą. Przy tej czynności nieznacznie uchyliła rąbek kaptura odsłaniając twarz. Drowka miała zaciętą minę, spędziła już godziny, dni, a może i tygodnie nad tym pismem, próbując je skopiować dokładnie z pierwowzorem. Niegdyś wysoka matrona, Matka Opiekunka najpotężniejszego domu w Har'oloth Videnn, teraz pozbawiona łaski Lloth renegatka z upadłego domu. Po wielu latach tułaczki na powierzchni, oddalona od swej Pani, powróciła do tak dobrze jej znanych jaskiń i budowli. Dniami i nocami bada tajniki wszelakiej magii, aby ukoić gniew i urazę Pajęczej Królowej.
      W pewnym momencie podniosła lekko głowę pozwalając, aby kaptur zsunął jej się z głowy. Wyczuliła swe zmysły, coś było nie tak - pomyślała. Wibracje, które odbierała zmieniły się, dało się w nich wyczuć coś nienaturalnego. Wstała powoli z kamiennego fotela podchodząc do okna, niestety nic w krajobrazie nie dało po sobie poznać, że coś się dzieje. Otrzepawszy kurz z szaty, narzuciła kaptur na głowę i ruszyła do drzwi. Po drodze kopnęła w orka rzucając przez ramię, że do jej powrotu ma zająć się porządkiem w pomieszczeniu. Odchodząc spojrzała raz jeszcze na byłą twierdzę jej domu, skrzywiła się ze złości na myśl jak to miejsce można było przeznaczyć na akademie treningowe dla młodych drowów. Wróciła myślami do momentu, który rozproszył ją w pracy, idąc jaskinią w stronę mostu w oddali ujrzała ciemny kształt. Zmrużyła oczy, a jej dłoń natychmiast powędrowała do sztyletu ukrytego w fałdach szaty. Dziwne odkrycie nabrało na wyrazistości w miarę jak się do niego zbliżała, poznała, że to pająk, jednak nie taki zwykły. Wielkością przypominał pajęczego lorda widywanego na wyższych poziomach tuneli, choć barwę miał raczej ciemniejszą, pozwalała mu ona doskonale wtopić się w mrok. Stał tak chwilę w bezruchu po czym szybko ruszył w głąb miasta. Drowka próbowała go namierzyć swymi zmysłami, lecz bezskutecznie. Ledwo nadążała za tempem pajęczaka, który wyraźnie prowadził ją do podziemi ukrytych w kopalni. Schodząc w dół po stromych wyciosanych w czarnym kamieniu schodach, próbowała przebić ciemność wzrokiem, w oddali ujrzała jak istota się zatrzymała po czym odwróciła w jej stronę czekając. Zbliżyła się powoli mocniej zaciskając dłoń na sztylecie. W jaskini dało się wyczuć zmianę, to coś przemówiło, lecz głos istoty, chropowaty i dziwnie nienaturalny odezwał się jedynie w głowie drowki. Nie wyznał celu swego przybycia, opowiedział jedynie o głodzie, który trawi jego trzewia, o nieodpartej potrzebie pożywienia się... nawet drowem. Kobieta drugą dłoń opuściła za plecy w gotowości, starając przypomnieć sobie najlepsze zaklęcie, które pozwoli jej wyjść cało z opresji, jednak pająk przemówił ponownie. Zarządał głowy elfa wysoko urodzonego, w myślach pojawił jej się obraz mężczyzny odzianego w błękitną zbroję, rysy twarzy miał dość ostre, po wyrazie twarzy można było wyczytać, że nie jest to byle pachołek. Drowka zmarszczyła brwi zaciskając oczy, starała się uchwycić jak najwięcej szczegółów, które pozwolą jej go odnaleźć. Za elfem ujrzała fort, to przypomniało jej o ostatniej wędrówce po powierzchni, kiedy to wracała do domu. Po drodze ukryta w lesie nieopodal znajdowała się twierdza, której strzegli elfi gwardziści. Nie myśląc za wiele, skinęła głową po czym wybiegła z kopalni. Udała się do zbrojowni gdzie zarzuciła na siebie co tylko miała pod ręką. Nie zważała na zdziwione drowy przyglądające jej się z podejrzliwością, kiedy to bezszelestnie pędziła korytarzami miasta. Wbiegając do stajni przywołała swego jaszczura i popędziła ku powierzchni. Na szczęście na swej drodze do warowni elfów nie natrafiła na nic co mogłoby ją spowolnić.
      Kiedy dotarła do celu ujrzała ogromną bramę, na niej znajdował się jedynie jeden wartownik. Przykucnęła za budowlą nieopodal, obmyślając plan jak wywabić tego konkretnego osobnika. Spędziła tak całą noc obserwując zmiany wart i zachowania poszczególnych strażników. Postanowiła postawić wszystko na jedną kartę, wyszeptała słowa zaklęcia, chwilę po tym obok pojawił się średnich rozmiarów pająk spoglądając swoimi licznymi oczami na drowkę. Ta skinęła głową w stronę bramy mając nadzieję, że przynęta spowoduje iż we wrotach pojawi się ten właściwy cel jej wędrówki. Pajęczak ruszył pod bramę rozglądając się na boki, przystanął w odległości 40 metrów włócząc odnóżami po ziemi. Na murze dało się zauważyć poruszenie, wartownik wezwał drugiego. Drowka nie mogła uwierzyć w swoje szczęście. Mężczyzna który zjawił się na murze był tym tak przez nią upragnionym, lekko oblizała wargi mając nadzieje, że nic nie pokrzyżuje jej planów. Postać zniknęła z muru po czym wrota lekko się uchyliły, mężczyzna odziany w zbroję płytową, paweż i długi miecz ruszył ostrożnie ku przynęcie. Kobieta wydała z siebie cichy melodyjny gwizd słyszalny jedynie przez jej przywołańce, po czym pająk zaczął człapać powoli w jej kierunku nie prowokując przy tym elfa do gwałtownych zachowań oraz nie zdradzając swych zamiarów odciągnięcia go z zasięgu wzroku strażnika na murze. Kiedy znalazł się już w odpowiedniej odległości drowka wymruczała kolejne zaklęcie przywołujące, a obok niej pojawił się kolejny pajęczak tym razem pięciokrotnie przewyższający wielkością poprzedniego. Wydała mu proste polecenie, zabić! Gdy elf ujrzał wyłaniające się zza budowli monstrum próbował krzyknąć, lecz nie okazał się na to dość szybki. Jednym odnóżem został powalony i przygwożdżony do ziemi co odebrało mu dech w piersi. Kobieta nie tracąc czasu natychmiast znalazła się przy elfie, a w jej niedawno pustej dłoni znalazł się szkarłatny sztylet. Jednym gładkim cięciem przecięła gardło nieszczęśnika, z którego natychmiast buchnęła fala krwi, drugim cięciem odcięła głowę. Zerknęła na mur, lecz nie dostrzegła poruszenia, zaciągnęła więc resztki ciała do chaty nieopodal. Skinięciem dłoni odwołała swe sługi, a czerep elfa wrzuciła do worka utkanego z pajęczych nici.
      Odwróciwszy się, zasiadła na swym jaszczurze nie ukrywając zadowolenia pognała z powrotem do Har'oloth Videnn. Na miejscu zostawiła w zagrodzie swego wierzchowca i tym razem kryjąc się w cieniu, tak aby pozostać niezauważoną udała się na miejsce spotkania z nieznaną istotą. Pająk już tam na nią czekał, a jego podekscytowanie wyraźnie dawało do zrozumienia, że wyczuł już z oddali elfią krew. Drowka wyjęła głowę z zawiązanego worka i rzuciła pod odnóża stwora. Spojrzał na nią swym licznym wzrokiem po czym w głowie jedynie jej zadudniło - a teraz odejdź. Tak też zrobiła, wracając do swej siedziby biła się w myślach dlaczego zrobiła to co zrobiła, nie znała istoty, ani nawet jej pochodzenia. Nie miała pewności czy przysłała ją Lloth czy może.. no właśnie co bądź kto. W ciszy i zamyśleniu dotarła pod mury swej byłej twierdzy. Z niesmakiem pokręciła głową, nic nie przychodziło jej więcej na myśl, postanowiła natomiast być następnym razem bardziej wylewna. Niestety, ale wyprawa znużyła kobietę, która po wejściu do komnat nawet nie spojrzała na przestraszonego orka, który w popłochu uciekł w swój kąt. Usiadła przy stole jeszcze chwile rozpamiętując zaistniałą sytuację, po czym zmógł ją sen.