Z dziejów Królestwa Brytanii...

Zaczęty przez Dezzmond, 2024 12 13, 18:59:25

Poprzedni wątek - Następny wątek

Dezzmond


Gęsta mgła spowijała opustoszałe ulice Brytanii. Miasto, niegdyś tętniące życiem, przekształciło się w cmentarzysko pod rządami hordy nieumarłych. Główne trakty pełne były porozrzucanych szczątków i gnijących ciał. Na skraju miasta, na zamku królewskim znajdował się ostatni bastion Korony. Księżna Elizabeth British, młoda władczyni, wraz z garstką ocalałych i lojalną strażą, czekała w oblężeniu na nadejście posiłków. Ciemność za murami zdawała się niemal pochłaniać miasto, a każdy dzień w zamku był walką o przetrwanie, walką z głodem, rozpaczą i nieustannym strachem.

Po wielu dniach oczekiwania, gdy sytuacja wydawała się beznadziejna, na horyzoncie pojawił się oddział ochotników, którzy odpowiedzieli na wezwanie Księżnej. Na czele armii stanął Athelan Aldaron - Kasztelan miasta Skara Brae. Gdy oddział dotarł pod mury stolicy, nagle z bram miejskich wylały się hordy nieumarłych, które stawiły bezlitosny opór. Dzielni bohaterowie przedarli się do wnętrza miasta, którego ulice były gęsto zaludnione przez umarłych. Każdy krok naprzód okupiony był wielkim znojem i krwią.

Wśród umarłych dostrzec można było poległych w walce strażników, gwardzistów i zwykłych obywateli Brytanii, którzy po swojej śmierci zasilili szeregi wroga natchnieni mroczną siłą, której nie byli w stanie się oprzeć. Kiedy większa część miasta została oczyszczona, a serca bohaterów napełniły się nadzieją, nagle szczątki leżące na ulicach zaczęły formować się na kształt przerażającego monstrum, które ruszyło wprost na walczący oddział. Walka z przerażającą bestią ciągnęła się w nieskończoność, a wyzwoliciele stolicy byli zmuszeni odpierać jednocześnie nadciągające zewsząd ataki niedobitków nieumarłej hordy. Gdy monstrum runęło na ulice po mieście rozległ się potężny dźwięk dzwonów, odbijający się echem od kamiennych murów, dobiegający z Zamku Królewskiego.

Księżna czekała na bohaterów w komnacie audiencyjnej, pośród dworzan i mieszczan, którym udało się ujść z życiem i schronić w murach zamku. Na jej blady licu rysowała się powaga i ogromne zmęczenie, jakie odcisnęło się na niej przez wydarzenia ostatnich tygodni. Elizabeth osobiście przywitała wyzwolicieli stolicy i podziękowała za ich trud. Świętowanie zwycięstwa musiało jednak poczekać... Księżna wyjawiła, że inwazja rozpoczęła się w okolicach zejścia do kanałów, co mogło świadczyć o tym, że armia umarłych nie przedarła się do miasta z zewnątrz i kolejne fale umarłych mogą wciąż mieć otwartą drogę do stolicy.

Śmiałkowie nie zwlekali ani chwili. Ruszyli do zejścia prowadzącego do podziemnych korytarzy skrytych głęboko pod miastem. Uzbrojeni w odwagę i determinację zeszli do kanałów, gdzie czekała na nich śmiertelna pułapka. W ciasnych, wilgotnych tunelach rozegrała się dramatyczna walka, w której stal i magia przecinały się przez hordy napierających nieumarłych. Po długiej walce i poszukiwaniach bohaterom udało się odnaleźć wyrwę w murze, przez którą nieumarli przedzierali się do podziemi.

Bohaterowie postanowili podjąć desperacką próbę zablokowania przejścia. Potężny huk rozdarł ciszę podziemi, gdy uszkodzony strop runął wywołując potężny grzmot. Gruz zasypał przejście, tymczasowo odcinając drogę, którą nieumarli przedostawali się do miasta. Chmury gęstego kurzu wzbiły się w powietrze, przedzierając się przez wszystkie wejścia do kanałów. Wkrótce kłęby pyłu były widoczne nawet z powierzchni – przy południowej bramie, wzdłuż rzeki między wschodnią, a zachodnią częścią miasta oraz nad cmentarzem.

Choć nikt nie mógł być pewny, że zagrożenie udało się zażegnać bezpowrotnie, śmiałkowie postanowili wrócić do zamku. Na audiencji Księżna Elizabeth podziękowała im z całego serca za ich poświęcenie, zapewniając, że w swoim czasie zostaną sowicie wynagrodzeni. Jednak, jak podkreśliła, aktualnie Korona musi skupić się na odbudowie stolicy i odnalezieniu wszystkich ocalałych obywateli. Księżna obiecała, że w swoim czasie ponownie wezwie ich do siebie. Bohaterowie odeszli, zostawiając za sobą miasto, które chwilowo zaznało ulgi, choć w ich sercach tliła się obawa, że nie wszystkie sekrety zostały odkryte, a zagrożenie ze strony umarłych wciąż może być realne.

Dezzmond

#1
Cove pod lupą Korony – przybycie Komisarza

Nie minął nawet tydzień od kiedy posłańcy rozlali się po całej Sosarii w poszukiwaniu wprawnych rzemieślników skłonnych wesprzeć Koronę, gdy Księżna Elisabeth British postanowiła wykonać kolejny ruch. Przyszedł czas rozliczeń... Wschodni bastion Brytanii – Cove – od czasu przejęcia władzy przez królewskie oddziały był symbolem lojalności wobec Korony. Jednak gdy stolica ugięła się pod nawałą hord nieumarłych, a sojusznicy pospieszyli z pomocą, wśród nich zabrakło wojsk z Cove. To wydarzenie wstrząsnęło Księżną Elisabeth British. By wyjaśnić tę sprawę, Korona wysłała do miasta Komisarza, który ma rozwikłać zagadkę nieobecności wojsk z Cove w kluczowym momencie obrony stolicy.



Rejs ku prawdzie
Komisarz, wysłany przez samą Księżną, wraz z grupą śmiałych żołnierzy i sług, wypłynął z Brytanii o świcie. Rejs do Cove przebiegał spokojnie, choć ponura atmosfera wśród załogi nie pozostawiała złudzeń – sprawa była poważna. Wszyscy zastanawiali się, dlaczego Cove, znane z wyszkolonych wojsk i oddania Koronie, nie ruszyło na pomoc Brytanii. Czy zawiodło dowództwo? Czy władze lenna zostały sparaliżowane strachem? A może za kulisami kryła się zdrada? Gdy okręt zbliżył się do portu Cove, słońce chyliło się ku zachodowi, malując niebo na purpurowo. Port, zwykle tętniący życiem, sprawiał wrażenie opustoszałego. Czuć było stagnację, jakby miasto zapadło w letarg. Komisarz zmarszczył brwi, widząc zaledwie kilku strażników pilnujących nabrzeża – dziwny widok w mieście, gdzie wojsko winno być na posterunku.

Nowa siedziba i wezwanie do władz
Po zejściu na ląd, załoga spędziła niemal pół nocy na rozładunku zapasów i mebli. Tymczasową siedzibą Komisarza stała się opuszczona latarnia morska, której kamienne ściany przypominały o dawnych dniach świetności osady. W jej wnętrzu, przy zapalonych świecach, Komisarz nakreślił pierwsze raporty. O świcie po całym mieście rozniosło się wezwanie – wszyscy urzędnicy Cove mieli stawić się przed Komisarzem i zdać raport z sytuacji. Dlaczego ich wojska nie dotarły do Brytanii? Czy zawiódł dowódca garnizonu? A może władze miasta były nieświadome wagi sytuacji? Każde pytanie pozostawało bez odpowiedzi, a atmosfera gęstniała.

Cove na rozdrożu
Los lenna zawisł na włosku. Jeśli wyjaśnienia nie będą satysfakcjonujące, Cove może stracić zaufanie Korony, a nawet swoją autonomię. Komisarz nie przybył tu tylko po raporty – jego zadaniem jest również ocenienie, czy lenno jest nadal godne miana lojalnego bastionu Brytanii. Czy władze Cove stawią się na wezwanie? Jakie tajemnice skrywa to miasto, niegdyś będące tętniącym życiem ośrodkiem handlu, a dziś noszącym koronny sztandar garnizonem? Odpowiedzi poznamy w najbliższych tygodniach...

Dezzmond

Dziwne spotkanie
(Przesłane przez uczestnika zdarzenia)

Na tablicy odwiedzanej przeze mnie wręcz pedantycznie kilka razy dziennie pojawiło się kolejne ogłoszenie. Tym razem była to kartka, która przykuła mocniej moją uwagę. Zapowiedziano spotkanie z przedstawicielem ,,korony", które miało odbyć się w Skara. Postanowiłam przyjść i zobaczyć ilu rzemieślników nawoływanych i zachęcanych do współpracy zechce się jej podjąć.

Stałam oparta o słup pod daszkiem banku i obserwowałam, jak plac był całkowicie pusty. Na zegarku była... 17.59. Czyżbym coś pomyliła? Wtem na plac wmaszerował zacnie odziany jegomość w królewskich barwach wraz z jednym osiłkiem – gwardzistą.
Skinęłam im delikatnie witając się. Na twarzy dyplomaty malowało się zdziwienie. Zdziwienie tym, że zastał tylko jedną kobietę.
Po wymianie uprzejmości zaprosił mnie na pomost aby w spokoju porozmawiać...
Oznajmiłam na samym początku, że żaden ze mnie rzemieślnik.. ale ciekawa jestem tej współpracy. Miałam swojego asa w rękawie. Plan a i b.. a może i c? Dobrze jest być przygotowanym.
Pan się przedstawił jako Mathias Harenwvish. Nigdy o takim nie słyszałam.
Lubił dużo mówić.. wyniośle i nudno.
Zaproponowałam swoją pomoc w ich sprawach w zamian, za pomoc z wygnaniem piratów z Ocllo. Był chyba zaciekawiony? Albo mi się wydawało. To, co powiedział jednak później wcale mi się nie podobało.. rozmowę przerwał nam jedyny rzemieślnik który dotarł spóźniony na pertraktacje.

Mathias przeprosił mnie i obiecał kontynuację rozmowy. Po załatwieniu spraw z rzemieślnikiem wrócił do mnie. Znów podjął temat długiej i nudzącej mnie historii Ocllo sprzed 200 lat. Troszkę go popędziłam i w końcu padły słowa, które mnie zaniepokoiły – Korona ,,pomoże" ale uczyni z ziem Ocllo lenno Korony. Na to zgody dać nie chciałam.
Przeszłam do plany ,,b". Ujawniłam informację (niekompletne) o sprawie grzybów, obiecałam za WOLNE OCLLO oddać wszelkie dokumenty jakie zebrałam do tej pory.

Niestety.. sam dyplomata nie chciał podjąć decyzji na samą wzmiankę o dokumentach. On nie ufał mi- a ja jemu.
Nie widząc sensu dalszej rozmowy postawiłam sprawę jasno – wolne Ocllo w zamian za informacje, które mają wpływ na władze w przyszłości. Co z tym zrobi? Nie mam na to wpływu. W razie czego zawsze jest jeszcze plan ,,c". Co się stanie z koroną? Mam to gdzieś. Korona nie interesuje się resztą świata także czemu świat, miałby się interesować koroną?

Gucio

- Droghey! Droghey do licha! Wstawaj! Jakieś dziwne ludzie wielkie skrzynie i meble noszą z portu do latarni! - wykrzyczała karczmarka ciągając rękę Najpotężniejszego Maga.
- Daj mi spokój stara kuropatwo... znowu wzięłaś dożylnie jakiegoś syfu od alchemika i zawracasz mi dupę swoimi halucynacjami. Ostatnio co tam widziałaś? Jak Sinthia obściskiwała się z tym, jak mu tam... tym zielonym orkiem... Tally Hass'vo Nil-Cui? - bezbłędnie powiedział imię i nazwisko rodowe Tallego.
- Ale oni naprawdę tam są i coś noszą! Podnieś dupsko i zerknij za okno!

Czarodziej bardzo niechętnie usiadł na łóżku. Spuścił w dół nogi i pstryknął palcami cztery razy mówiąc pod nosem:
- Sandały, sandały, nałóżcie się.

Ni stąd, ni zowąd jego legendarne już ogniste sandały wyskoczyły spod łózka i bardzo dokładnie owinęły się wokół zadbanych stóp Najpotężniejszego.

W świecie Dziedzictwa Mistrzów krąży legenda, nie o samym Drogheyu lecz o jego sandałach, które mają niezwykłą moc... pozwalają biegać do tyłu.

Wracając do opowieści:

Podniósł się, wyjrzał za okno i rzeczywiście! Jacyś ludzie krzątali się po porcie, wyładowywali ze statku ogromne skrzynie i wszystko przymocowane do jucznych lam kierowało się w stronę latarni.

- To zrobimy tak... ja wrócę do spania, bo jestem dość zmęczony ratowaniem Sosarii. Oni niech zrobią co mają zrobić, a po skonczonej robocie pójdę do latarni i zobaczę o co w tym wszystkim chodzi. Za trzy godziny zejdę na dół. Przygotuj mi bigos z młodej kapusty, zawołaj Gerwazego i Andrzeja. Mają na mnie czekać. - rozkazał Mag miasta Cove i wrócił do łózka.

Dezzmond

Uczta na Zamku Królewskim

Z woli Dziedziczki Tronu, Jej Wysokości Księżniczki Elizabeth British, działającej w imieniu Korony na Zamku Królewskim zorganizowano uroczystą ucztę na którą zaproszeni zostali wszyscy dzielni Bohaterowie, którzy wsparli trudy obrońców stolicy podczas najazdu hordy nieumarłych i przyczynili się do jej wyzwolenia.


Słońce chyliło się ku zachodowi gdy do bram zamku zbliżyła się zwarta grupa ludzi, elfów i krasnoludów ubranych w odświętne stroje. Gwardzista pilnujący wejścia z sumienną starannością zweryfikował przybyłych z listą zaproszonych gości. Po okolicy rozległ się zgrzyt mechanizmu bramy. Stalowa krata ruszyła ku górze otwierając przybyłym dostęp do placu zamkowego.

Goście ruszyli przez główną bramę gdzie przejął ich Zarządca Zamku, który skierował ich na schody. Na piętrze, w połowie kamiennego korytarza prowadzącego ze schodów do królewskich komnat znajdowała się wyjątkowa sala, będąca wewnętrznym ogrodem zamkowym, pełniącym także funkcję biesiadną. Sala została wkomponowana prostopadle względem korytarza i otoczona solidnymi, kamiennymi murami, których surowość łagodzą pnące się rośliny i starannie przystrzyżony żywopłot. W samym centrum tej przestrzeni biegnie piaskowa ścieżka, ogrodzona bujnymi żywopłotami, prowadząca do eleganckiej fontanny z kamienną figurą, otoczoną kwiatami. Fontanna ta znajduje się tuż przed głównym stołem, przeznaczonym dla gospodarzy zamku.

Goście zajęli miejsca przy dwóch, długich kamiennych stołach rozmieszczonych po obu stronach sali wzdłuż jej bocznych ścian na których czekały starannie rozłożone srebrne talerze, sztućce i kielichy. Po chwili do komnaty, dostojnym krokiem wkroczyła Księżniczka Elizabeth British, przyodziana w wykwintną, niebieską suknię sięgającą do ziemi i biały, półprzezroczysty płaszcz opadający na jej ramiona. Zajmując miejsce przy stole centralnym przywitała się z gośćmi i poprosiła ich o przedstawienie się po czym spoczęła na drewnianym, bogato zdobionym, drewnianym tronie.

Uczestnicy uczty zaczęli kolejno wstawać i przedstawiać się zarówno Księżniczce, członkom jej dworu jak i pozostałym zaproszonym gościom, choć Ci zdawali się dokonale znać. Większość z nich pochodziła bowiem ze Skara Brae i należała do gildii Zdobywców. Wśród zaproszonych gości, którzy przybyli znajdowała się driada imieniem Sanjab wraz z Juko, jej towarzyszką. Na prawo od niej zasiadał elf Athelan Aldaron, będący przedstawicielem władz Skara Brae oraz dowódzcą, który poprowadził sojusznicze oddziały podczas ataku nieumarłych na stolicę. Zaraz obok niego miejsce zajął kolejny elf - Sul'larth, który ogłasza się jako Książe Elfów. Zapytany przez Księżniczkę Elizabeth British o swój rodowód uznał jednak, że to przydomek, który nadali mu ludzie, choć nie posiada on królewskich korzeni. Przy drugim stole, na prawo od stołu centralnego zasiadał Hideus Tankardt Cuttlar, mistrz gildii Zdobywców, pochodzący z jednego z najznamienitszych krasnoludzkich klanów. Obok niego miejsce zajął Mischrak, zdolny czarodziej, należący niegdyś do Kapituły Magów.

Zaraz po przedstawieniu się wszystkich gości, Księżniczka serdecznie podziękowała im za ich wkład w obronę Stolicy przed nieumarłymi i rozpoczął się nieoczekiwany przez nikogo występ elfa Sul'lartha, który osobiście poprosił o taką możliwość. Zaprezentowana przez niego pieśń zdawała się nie przypaść do gustu gości, a on sam przyznał, że nie posiada talentu muzycznego. Niezręczna atmosfera została przerwana przez gorące dania, które zagościły na stołach serwowane przez królewską służbę.

Po posiłku nadszedł czas na kolejną przemowę Księżniczki Elizabeth British, która zdradziła, że chęć podziękowania obrońcom stolicy nie jest jedynym powodem przez który postanowiła zorganizować ucztę. Przyznała, że choć jej ojciec, Król Wilhelm British, przygotowywał ją do przejęcia tronu od najmłodszych lat, nie czuje się jeszcze do tego w pełni gotowa. Sytuacja w której znalazło się Królestwo, tj. porwanie brata Elizabeth oraz zaginięcie jej rodziców sprawia, że nie ma innego wyjścia niż przyjąć koronę swego ojca. Choć jest wdzięczna doradcom i dworzanom Króla za ich dotychczasową służbę chciałaby otoczyć się ludźmi, którym ufa. W związku z tym planuje utworzenie królewskiej rady składającej się osób, które przypodobały się jej osobiście. W opinii Księżniczki, pierwszeństwo u jej boku należy się dzielnym obrońcom stolicy. Dlatego poleciła zaproszonym gościom, aby rozważyli jej propozycję nim spotka się z nimi ponownie, aby ją omówić. Poleciła także, aby w najbliższym czasie unikali podróży do Cove wobec którego władz toczy się aktualnie postępowanie w sprawie odwrócenia się od Korony w potrzebie i podejrzenia spiskowania z przedstawicielami władz Twierdzy Delucja.

Przemowa Księżniczki została przerwana gdy na sali rozbłysła czarna poświata otwieranego portalu z którego wyłoniła się sylwetka drobnej kobiety. Straż Królewska otoczyła Księżniczkę odcinając jej od intruza. Jeden ze strażników ruszył ku kobiecie szarpiąc ją i próbując wyprowadzić z sali. Okazało się, że jest to nikt inny jak Seelena Mac Cumhail, która również była zaproszona na ucztę. Na nic się miały jednak jej tłumaczenia, gdyż wtargnęła na zamek omijając wszelkie procedury bezpieczeństwa, stwarzając bezpośrednie zagrożenie dla Księżniczki i jej gości. Gwardia Królewska wyprowadziła Księżniczkę otaczając ją zwartym kordonem, któremu towarzyszyli kusznicy gotowi zestrzelić każdego kto choćby spróbuje się do niej zbliżyć. Uczta dobiegła końca. Goście opuścili zamek odprowadzeni przez wysokiego oficera, który zasiadał przy Księżniczce. Gdy oficer został znieważony przez na dziedzińcu zamkowym przez wyprowadzaną przez niego Seelenę Mac Cumhail, która ponownie zaczęła inkantowć słowa zaklęcia tworząc kolejną bramę magiczną dobył miecz i zamachnął się nim tracąc równowagę. Wpadł w portal prowadzący do Skara Brae raniąc Seelenę. Pospiesznie stając na nogi cofnął się w bramę znikając z oczu zszokowanych mieszkańców miasta.