Cmentarz Cove

Zaczęty przez Aruv, 2005 11 14, 16:26:08

Poprzedni wątek - Następny wątek

Aruv

Niespokojnym ruchem po raz kolejny sprawdzał czy zbroje są dobrze poprzyninane i czy czary ochronne dalej działają. Nie chciał mieć do czynienia nieprzygotowany z orczymy kusznikami osiadłymi przy fortyfikacjach Cove.
Przechodząc koło cmentarnych bram zauważył coś dziwnego...szkielety i inne zmory walczyły między sobą. Zdziwiony nekromanta skierował kroki w strone cmentarza. Poczynił na wstępie znak hebanowej laski, jednak nie wywarło to żadnego skutku na istotach. Co więcej teraz skierowały one swoje ślepia wprost na drowa rzucając się nań w otępiałym szale.
To przecież tylko wskrzeszeni - pomyślał.
Jednak im więcej ich padło martwych z ręki drowa, tym więcej nowych wskrzeszonych powstawało mu pod stopami. Coraz więcej dłoni unieruchamiało go, oplatało całe ciało. Coraz więcej łuków kierowanych było w niego. Zaklęcia trafiały w kolejnych wskrzeszonych rozrywając ich na strzępy. To jednak nie pomogło. Mroczny elf padł bez tchu na ziemie.
Wtedy właśnie poczuł znaną mu aure.
Z krypty wyłonił się mroczny lich. Sunąc po ziemi unieruchamiał wzrokiem kolejnych gotowych do ataku umarłych. Podchodząc do nekromanty spojrzał na niego i spytał:
- Dlaczego zabijasz me sługi?
- Atak z ich strony został na mnie przypuszczony, nie wiem co nimi kieruje - odpowiedział prawie martwy drow.
Poczuł jak jego siły wracają. Rany zasklepiają się. Aura witalna i magiczna odnawiają się. Po chwili stał już pełny sił.
Rubinowe ślepia licha zwróciły się na wskrzeszonych.
Na cmentarzu nagle zawitał chłodny wiatr...niebo zaszło ciemnymi chmurami otwierając się i zasypując umarłe istoty deszczem tańczących piorunów.
Gdy tylko ustał było już po wszystkim. Drow podpierając się na kosie przyglądał się zniszczeniom.
- Idź już sługo Netherila, czas nagli - wysyczał mroczny lich
Pełny pytań drow pokiwał jedynie głową i odsunął się, kierując swe kroki w strone fortyfikacji Cove...


Dzięki Qm'owi (nie wiem któremu:>) za umilenie koxu  8)

Sztyvny

Ciezki topor bojowy opadal raz po raz z trzaskiem, zmieniajac kolejne szkielety w nieruchome kupki kosci. Siedzacy na rumaku wojownik z pogarda zadawal kolejne uderzenia. Rumak ktorego dosiadal z gracja przestepowal nad lezacymi cialami oraz koscmi, tratujac te ktore jeszcze smialy sie poruszyc. Walka trwala krotko. Zaden z martwych nawet nie zarysowal zbroi wojownika. Wojownik odetchnal, zakonczyl swe dzielo, uwolnil to, co zakleto w nieumarle ciala. Akt laski - pomyslal. Powoli ruszyl ku bramie cmentarza.
Nagle znieruchomial. Instynktownie wyczul, ze powietrze wokol niego stalo sie zimne, przerazliwie zimne. Sam nigdy nie czul chlodu, lecz szron ktory w mgnieniu oka pojawil sie na furcie cmentarnej mowil wszystko. Wojownik odwrocil glowe. W tym samym momencie w jego glowie rozbrzmial glos - KTO SMIAL!!! KTO ZNISZCZYL MOJE SLUGI !!!
Katem oka dostrzegl ciemny ksztalt poruszajacy sie w mauzoleum. Szybko pchnal furte, popedzil rumaka w kierunku pobliskich zarosli.
Teraz cicho - przemawial do zwierzecia. Wiedzial, ze powinien sie stad zabierac, ale ciekawosc przewazyla. Obserwowal brame cmentarna, w poblizu ktorej zmaterializowal sie cien. Cien przybral forme licha. Mrocznego licha. Zmora zwrocila puste oczodoly w kierunku jego kryjowki. Tego juz bylo za wiele. Puscil sie pedem w glab lasu. Po krutkim biegu zatrzymal sie. Rumak dyszal ciezko.
Bezpieczny - pomyslal z ulga. Zanim jednak mysl zdazyla zgasnac, mrok nieopodal zgestnial, formujac sie do postaci licha.
Nie ujde mu - przerazliwa mysl rozblysla w jego glowie. BRON MNIE!!! - krzyknal do rumaka, oraz po to aby dodac sobie odwagi. Z uniesionym toporem zaatakowal licha. Wlaka ponownie trwala krotko. Wojownik widzial, ze nie moze wygrac. Wybacz - Szepnal do zwierzecia, po czym puscil sie biegiem w glab lasu. Tak jak przypuszczal, zajety walka lich nie ruszyl za nim.
Kilka minut pozniej powoli, skradajac sie wsrod zarosli wrocil n miejsce walki. Rumak lezal martwy. Po cichu zblizyl sie do ciala, wiedzial, ze lich nadal podaza za nim. Pochylil sie probujac wskrzesic zwierze.
To na nic - pomyslal. Chlod zrobil swoje, energia witalna zwierzecia zniknela i nie udalo mu sie jej przywrocic. Czul, ze lich sie zbliza. Odor smierci oplatal go coraz bardziej. Zaczal tracic nadzieje.
Nagle uslyszal rzenie. Rzucil sie pedem w tamtym kierunku. Za kepa zarosli stala klacz. Jakby nigdy nic skubala sobie trawe.
Nie obawiaj sie mnie. Zostan mym towarzyszem ... - Mimo zagrozenia glos wojownika brzmial spokojnie. Wiedzial, ze jesli sploszy konia to zginie.
Po chwili mknal ku Vesper. Spieniony kon wytrzymal. Wojownik uszedl, byl bezpieczny.


Aruvin wybacz, ze korzystam z twojego posta, ale temat nieodparcie mnie do tego zachecil :D Takze dziekuje GMowi, ktory tydzien temu pobawil sie ze mna w chowanego i ganianego po lesie.  :D

^Lil^^

Ładne, miło, że niektórzy gmi lubią się czasem zainteresować nawet małymi sprawami. Przyjemnie mieć własny cmentarz. Zawsze to ciekawiej niż zwykły ogródek  :wink: