Piach zgrzytający w zębach

Zaczęty przez Daltar, 2007 09 17, 21:56:02

Poprzedni wątek - Następny wątek

Daltar

Ziarno piasku, tak pospolite a zarazem niezwykle pożądane przez lud Vesper. Ziarno które uwierało i gniotło starzejącego się maga, drapiąc swymi ostrymi krawędziami wewnętrzną stronę powieki lewego oka. Stał już od od dobrych kilku dni na przesypywanej przez wiatr wydmie i przypatrywał sie młodym górnikom, przekopującym po raz setny kolejny pas plaży.  - Gdzieś tutaj musi być - myślał opentańczo o czystym, krystalicznym surowcu, który był tym, na co Vesperczycy oczekiwali najbardziej w ostatnich tygodniach.

Kolejne ziarno zabłąkane w oku Kru..i kolejne. Nerwowo przetarł wierzchnią częścią dłoni okolice pomarszczonej skóry powiek.  

Od kiedy Alchemik opuścił miasto, życie młodych adeptów "wiecznego ucierania" stało się swoistym koszmarem. Ta kwitnąca aglomeracja od dawien dawna słynęła z doskonałego zaopatrzenia magicznego i zielarskiego. Od niepamiętnych czasów wytapiano tutaj szkło do przechowywania różnego rodzaju mikstur i barwników. I nagle złoże skończyło się. Z dnia nadzień, bez ostrzeżenia, bez jakiegokolwiek powodu. Jakby diabeł ogonem nakrył!

Kolejne ziarenko, tym razem w oku prawym...tak szybko jak dostało sie tam z wiatrem, tak szybko wypłynęło z łzawą wydzieliną.

Alchemicy są dziwni, zawsze tacy byli. Jednego dnia grzebią w swoich cuchnących roztworach a już kolejnego pac i ich nie ma. Bez słowa, bez jednego "do widzenia" po tylu latach współpracy. Po prostu spakowane kolby i moździerze w jedną ciemną noc.

- Na lewo, bardziej na lewo! - Okuta laska wskazała kolejne miejsce w którym mogło czaić się ukryte, upragnione złoże...
Kopali coraz głębiej. Młodzi, krzepcy górnicy z Minoc myśleli tylko o jednym. Sumy obiecywane przez maga były co najmniej zadowalające, a wiadomo że i przyjemniej było pokopać na plaży, niżeli w duszącym od pyłów podziemnym korytarzu. Kiedy już wykop sięgał 15 łokci w głąb nagle piasek zmienił kolor. Zdawał się nieco bardziej żółtawy, ale też o wiele czyściejszy. Pobrana próbka, zsypana do skórzanego worka powędrowała ku górze, ciągnięta na konopnym sznurku.

Tak, to może być to..nie uważasz Panie? Mag zwrócił sie do jegomościa, który od dłuższego czasu towarzyszył mu, przyglądając się kopaczom.
-Nie wim, dość czysty, wygląda interesująco, ale przebadać muszem koniecznie! - Nieco niechlujnie wyglądający brodacz prawie przy każdym słowie opluwał ślina tryskającą przez szparę powykręcanych zębów swoją znoszoną tunikę.
-I ja przebadam u siebie. - Mag przyglądał się uważnie garści żółtawych ziaren skrzących się na jego pokrytej bladą skóra dłoni.

Kolejny podmuch nadmorskiego wiatru, niczym prastary rzeźbiarz począł zmieniać kształt wydm Vesperskiej plaży, w niekończącym się procesie tworzenia...  
Faza rem.