Skarb Maginci...

Zaczęty przez Pho3niX, 2008 03 08, 16:33:37

Poprzedni wątek - Następny wątek

Pho3niX

W komnacie panowała cisza... Gdzieniegdzie padał blask świec...
Na końcu komnaty spoczywała zakapturzona istota przeglądając którąś z kolei księgę...

***

Komnatę napełniał głuchy głos... Wokół cienia wezbrała się tajemnicza energia wypychająca go jak gdyby w zupełnie inne miejsce. Aura cienia poczęła zanikać, zagłuszana znacznie potężniejszą energią...

Deymous podniósł się ze swego obsydianowego tronu po czym zmrużył oczy. Rozległ się potężny świst. Adept miał wrażenie iż rozrywa go od środka.

Otworzył oczy, ślepia rozbłysły pełnym nasycenia rubinowym blaskiem.
Znalazł się w enigmatycznych katakumbach... Słyszał jedynie głośne ryki oraz pokrzykiwania.
Towarzyszyły im pobrzmiewania odbijanych ciosów.

***

Ujrzał przed swym obliczem kolosalną potężnie zbudowaną bestię. Temperatura była bardzo wysoka, powietrze falowało jakby od żaru piekieł...
Na plecach demona znajdowały się ujścia z których zionął ogień i para...

Demon zawył... Wtem Deymous zauważył brata borykającego się z bestią. W oddali nekromanta szeptał zrozumiałe tylko dla niego słowa. Katakumby stały się wielkim skupiskiem niewyobrażalnej energi, gdzie spinały się ze sobą moce śmiałków.

Walka była wycięczająca. Demon miotał wojownikiem o ścianę łamiąc mu kości.
Zmęczenie było już ogromne, szanse istot poza piekielnych malały z każdą chwilą...

Zdawało się iż nie ma szans na zwycięstwo, wtedy stało się coś nieprawdopodobnego.
Przed obliczem Deymousa ukazał się sam Niszczyciel - Daywados. Jego wściekłość była na tyle ogromna iż zmaterializowała się w potężne długie ostrze.
Monumentalna energia emanowała z powstałego oręża...
Dikall chwycił je ledwo trzymając - Furia Daywadosa niemal nie pozwalała wojownikowi zacisnąć dłoni.

Wojownik w posiadaniu największego daru był nieomalże niepokonany.
Na sam widok śmiercionośnej broni demon padł na kolana konając.
Głęboki zamach w serce oddany przez Dikalla zakończył wytężony bój.

***

Temperatura zaczęła gwałtownie spadać... Ciało poległej piekielnej istoty tonęło we krwi, która spływała strumieniem z ostatniej zadanej rany.

Adept odpiął płaszcz, po czym zamoczył go w ciemnokrwistej cieczy.
Materiał począł nasiąkać piekielną krwią... Stopniowo nabierał jej barwy...
Deymous schylił się po czym pewnie przypiął płaszcz złotymi klamrami do zbroji.

Krew ściekała obficie krańcami marząc szatę...
Wojownik wyrwał z dłoni demona zwinięty pergamin... Była to mapa...
Energicznym uderzeniem odciął łeb demona, po czym wrzucając go na barki ruszył z Deymousem do twierdzy.



Dziękuję Patrolowi za świetną zabawę. Liczę na równie dobry ciąg dalszy.
Pozdro dla dyśka, obliva i mekmara ;]
"Wiedźmy pośród nocy, wiodą mnie ku rogatemu księżycowi
Otwieram mą złą duszę by wzmocnić mą mroźną nienawiść
Zimny oddech czarnego serca wypełnia wszystko
Pogańskie skrzydła niosą mnie nad pałacem zła"

Dysiek

Zapowiadał się zwykły dzień. Dikall siedział w Leśnym Mieści i kręcił mikstury. Nagle spostrzegł ze Czarny Mag pojawił się przed bankiem, był to Mekmar wokół maga czuć było niewyobrażalnie silną energie. Lich podszedł do Dikalla i powiedział, że muszą sie oni udać do deceit w poszukiwaniu mapy skarbu dzięki, której odnajdą ukryty skarb magincji. Wojownik długo się nie zastanawiając przywdział na siebie zbroje i chwycił w dłoń młot.

Mekmar wykonał kilka gestów dłonią i wypowiedział magiczne słowa, po których pojawiły sie błękitne wrota. Po kilku ziarnach obaj śmiałkowie dotarli do lodowej jaskini.

W całej jaskini słychać było wycie i krzyk dziwnych istot, które próbowały przeszkodzić Mekmarowi i Dikallowi dojście do celu. Gdy już zbliżali się do końca lochu spostrzegli, że na środku komnaty leży upragniona mapa. Wojownik podekscytowany szybko podbiegł i chciał podnieść z ziemi mapę. ( http://two.xthost.info/rog/UO0006.jpg)  Nie spostrzegł jednak łańcuchów które uniemożliwiały podniesienie mapy. Gdy tylko mapa została ruszona ich oczom ukazała się dziwna postać, która natychmiast sie na nich rzuciła walka trwała dość któtko ( http://two.xthost.info/rog/UO0001.jpg ) i po kilku minutach bestia padła na ziemię. 9 http://two.xthost.info/rog/UO0005.jpg )

Po zabiciu besti Dikall wraz z Mekmarem wrócili do miejsca gdzie znajdowała sie mapa. Tym razem Lich wypowiedział dziwne słowa, które były zrozumiałe tylko dla niego. Oczom Dikalla ukazała się postać, która Nekromanta wskrzesił. ( http://two.xthost.info/rog/UO0007.jpg ) Mekmar rozkazał swoiemu słudze zerwać łańcuchy i tak też sie stało. Gdy wszystkie łańcuchy zostały zerwane oczą śmiałków ukazała sie oblżymia dziwna istota, która okazała się strażnikiem mapy ( http://two.xthost.info/rog/UO0009.jpg ) Postać przysięgła, że nie odda mapy i po tych słowach rzuciła sie na maga. Dikall szybko odciągbął bestię od maga i wziął ją na siebie. Walka trwała wiele godzin. Dwaj przyjaciele nie mogli dać sobie rady z potężną mocą bestii. Mekmar wypowiedział dziwne słowa i ściągną Brata Dikalla Daymousa. Po kilku minutach pojawił się także Gavin. Gdy Trzej śmiałkowei nie dawali sobie redy przed Dikallem pojawił sie sam Niszczyciel - Daywados, który wręczył Wojownikowi miecz, od którego biła ogrmna moc. ( http://two.xthost.info/rog/UO0010.jpg ). Gdy Dikall wziął bron w dłon poczuł ogromną moc, i gdy tylko podszedł do Demona demon padł na kolana i zaczął stękać z bólu. Dikall szybkim ruchem ręki odciął głowę Bestii.


Besta krwawiła okropnie. Dikall podszedł do ciała i wbił miecz w klatke piersiową bestii rozcinajac go na pół. Dikall schylił sie i zabrał mapę z łap demona.



Podziękowania dla Patrola za fajna zabawę. Przepraszam za ta historie była ona moja pierwsza pisana na forum :razz: