Ostatnie wiadomości

#61
Przygody / Odp: Mroczny Monsun
Ostatnia wiadomość przez Nim_Dragonus - 2025 02 13, 20:36:28
W najważniejszych ośrodkach badawczych Sosarii co raz częściej poparciem cieszyła się teoria o Niezrównoważonym Świecie.
Nieczyste moce, takie jak Wielki Demon Kopalni czy Mroczny Monsun zgodnie z jakimikolwiek wyliczeniami nie powinny nigdy pojawić się w naszym wymiarze. Musi chodzić o coś innego. Musiało się stać coś, co zachwiało nie tylko światem, ale jego zasadami jako takimi.
Taka właśnie teoria zdobywała coraz szersze uznanie. Tylko co to było? Pomysłów było wiele, tymczasem...

Na Tajnym Uniwersytecie Moonglowańskim uczony Blaseus [z krasnoludzkiego - Błażej, przyp. tłum] zapisywał kolejny pergamin obliczeniami, a pod nosem mamrotał:
- Jeden samiec niedźwiedzia polarnego waży 582 kamienie. Wyprawiona skóra z futrem na przykładzie pięciu pozyskanych egzemplarzy powinna ważyć około 54 kamienie. Rozmiar Wielkiego Dywanu Sosaryjskiego to ok. 25 x 25 dywanów. Daje to sumę 625 dywanów... - notował zaciekle na pergaminie, z wielkim mozołem, w czasach, w których zaklęcia najczęściej wygrywają z chłodną matematyką, słabo zaostrzonym piórem i bladym atramentem. Równania stawały w nierównym rzędzie: 25 x 25 = 625; 625 x 54kam. = 33 750 kam. Stawiając wielki kleks zamiast kropki nie mógł wiedzieć, że już wkrótce przemówi na XIII wielkiej konferencji naukowej, gdzie największym zainteresowaniem cieszyła się teoria o Niezrównoważonym Świecie. Jeśli pójdzie mu dobrze, wreszcie znajdzie promotora swojej pracy dyplomowej, a wówczas licencjat z Teorii Fundamentów Wszechsosarii ma w kieszeni.

- Szanowni przedstawiciele Świata Nauki! Dziękuję za tak liczne przybycie. Nazywam się Blaseus i jestem studentem na Tajnym Uniwersytecie Moonglowańskim. Pozwólcie, że bez ogródek przejdę do przedstawienia mojej najnowszej teorii nt. przyczyn zaistnienia tego, co ostatnio nazywamy Niezrównoważonym Światem.
Jak zapewne wiecie, Sosaria spoczywa na barkach czterech Słoni, które stoją na jeszcze większym Żółwiu. Równowaga naszego świata, co udowodnił już Lothan w wieku II naszej ery, zależy od równowagi Słoni. Kluczowy jest tu słoń podnoszący nogę i ustępujący miejsca chowającemu się pod Dysk słońcu. Słoń ten podpiera Sosarię w rejonie 3 stopnia szerokości geograficznej północnej i 17 stopnia długości geograficznej zachodniej. Właśnie dzięki temu oparciu, na skutek działania trzeciej zasady dynamiki Nunca, powstało pasmo górskie w rejonie Brytanii, jako wypiętrzenie od naciskającego słoniowego grzbietu.
Najnowsze badania dowodzą, że budowany przez niejakiego Nimroda Dragonusa Wielki Dywan Sosaryjski mógł mieć kluczowy wpływ na zachwianie równowagi kluczowego słonia. Punkt podparcia zyskiwał na przestrzeni wielu dekad łączną wagę trzydziestu trzech tysięcy siedmiuset pięćdziesięciu kamieni. Z racji bardzo powolnego wzrostu, słoń z powodzeniem adaptował się do tego ciężaru. Jego mięśnie i kościec prawdopodobnie się wzmacniały na przestrzeni tych lat.
Jak niestety wiemy, niecne czyny bogów doprowadziły do nagłego obrócenia dywanu w proch. Tak nagła utrata masy spowodowała, że słoń wykonał fałszywy ruch przy podnoszeniu nogi celem ustąpienia miejsca słońcu. Wszyscy znamy to uczucie kiedy chcemy podnieść kubek w naszej opinii pełny, a kubek okazuje się pusty. Podnosimy go zbyt silnie do tego stopnia, że gotów nam wypaść z ręki.
Zniknięcie dywanu szacuje się na godzinę 23. Jak potwierdzają astronomowie z Uniwersytetu Aurin, zgadza się to dla danego dnia z momentem podnoszenia nogi. Moja teoria, zgodnie z którą słoń podskoczył lekko do góry po znacznym zmniejszeniu ciężaru spoczywającego na jego plecach, przez co zamachnął się nogą, aby odzyskać równowagę, przez co kopnął lekko słońce, nie jest tak szalona jak wydaje się na pierwszy rzut oka.
Zapoczątkowany w ten sposób ruch obrotowy słońca potwierdzają ośrodki badawcze z Jhelom, Aurin, Minoc oraz Skara Brae. 'Kopnięte' słońce wysyła w naszym kierunku energię, która wcześniej była skierowana zawsze w przeciwnym kierunku. Jest to tak zwana Mroczna Energia Słoneczna.
To właśnie te promienie, które nigdy nie powinny docierać do naszej krainy powodują zachwianie zasad rządzących Sosarią. To właśnie stąd mówimy ostatnio o Niezrównoważonym Świecie.

Na sali rozległ się szmer aprobaty. Profesorowie ze wszystkich uczelni kiwali głową ze zrozumieniem. Niektórzy notowali coś w księgach.

- Czy jesteśmy w stanie odwrócić ten stan rzeczy? - zapytał pryszczaty doktorant z pierwszej ławki.
- Niestety. My nie. Tylko bogowie.


R.I.P. Wielki Dywan Sosaryjski.
Wspaniały Ojciec, Nauczyciel, Dywan.
2009/2012 [?] -2024.
Na zawsze w naszych sercach.



#62
Przygody / Odp: Mroczny Monsun
Ostatnia wiadomość przez Lindi - 2025 02 13, 17:43:58
Ło panie... to jest dopiero PowerGaming xD Moje "zabija" przy tym to pikuś :P
#63
Przygody / Mroczny Monsun
Ostatnia wiadomość przez Nim_Dragonus - 2025 02 13, 15:43:25
Po oficjalnym zamknięciu uniwersytetu moonglowańskiego badacze przenieśli się do badawaczego podziemia, a właściwie nadziemia - obserwacyjnej wieży badawczej, zamurowanej magicznym wapieniem i piaskowcem aż do dwudziestego metra nad ziemią. Poza jakąkolwiek jurysdykcją nadrzędnych jednostek badawczych, najtęższe umysły nieczynnego już uniwersytetu postanowiły kontynuować badania nad Ogólną Teorią Wiecznego Zaklęcia. Dostęp do wieży był jedynie za pośrednictwem całej sieci Magicznych Tuneli, będących czymś na pozór magicznej bramy portalowej, działającymi jednak w trzech wymiarach (jakby takową bramę rozciągnąć w przestrzeni). Magiczny Tunel pozwalał więc przenosić się w kilku wymiarach jednocześnie (to jak przenosić się w miejscu podczas przenoszenia się w miejscu).
Badania zostały napędzone przez niedawne rewelacje w sprawie Zaklęcia Wiecznego Kopania i poszukiwania sprawcy, który przywołał byty pozasoraryjskie siejące okropne zniszczenia. Dopatrywano się bowiem związku ustawienia księżyców z zapadaniem sosaryjczyków w Wieczny Trans.

Tego dnia obserwacja koniunkcji księżyca Luny i księżyca Perłowego odbywała się w nerwowej atmosferze. Całość zasłaniała kawalkada potężnych chmur.
Zwykle w takich warunkach przerywano badania, lecz tym razem obserwowanie chmury okazało się ciekawsze niż sama koniunkcja.
- To Mroczny Monsun. Taki sam, jak w roku 689. Należy natychmiast ostrzec władze Ocllo! - zakrzyknął badacz
- Nie możemy dopuścić, aby na jaw wyszła nasza obecność w tym obserwatorium. Pomyśl o misji, jaką mamy - chłodnym głosem odpowiedział Główny Badacz
- Panie, zginą setki ludzi...
- Już zginęły. Przed Mrocznym Monsunem nie ma ucieczki. Główny Badacz spojrzał w chmury ze smutkiem w oczach.

Nad Ocllo pojawiły się tego dnia dziwne chmury. Najstarsi wyspiarze je rozpoznawali - pamiętali jeszcze poprzedni Monsun. Potężne, przypominające nieco kształtem kadłuby statków. Niczym pozaziemska flota zwiastująca apokalipsę. Niektórzy próbowali się ratować. Inni widzieli, że nie mają na to szans. Postanowili stanąć oko w oko ze strasznym żywiołem. Spojrzeć w oczy swojej śmierci.

Następne minuty były brzemienne w krzyk i śmierć. Mroczny Monsun zebrał ponure żniwo.

#64
Przygody / Odp: Z dziejów Królestwa Bryta...
Ostatnia wiadomość przez Dezzmond - 2025 02 09, 15:39:19
Dziwne spotkanie
(Przesłane przez uczestnika zdarzenia)

Na tablicy odwiedzanej przeze mnie wręcz pedantycznie kilka razy dziennie pojawiło się kolejne ogłoszenie. Tym razem była to kartka, która przykuła mocniej moją uwagę. Zapowiedziano spotkanie z przedstawicielem ,,korony", które miało odbyć się w Skara. Postanowiłam przyjść i zobaczyć ilu rzemieślników nawoływanych i zachęcanych do współpracy zechce się jej podjąć.

Stałam oparta o słup pod daszkiem banku i obserwowałam, jak plac był całkowicie pusty. Na zegarku była... 17.59. Czyżbym coś pomyliła? Wtem na plac wmaszerował zacnie odziany jegomość w królewskich barwach wraz z jednym osiłkiem – gwardzistą.
Skinęłam im delikatnie witając się. Na twarzy dyplomaty malowało się zdziwienie. Zdziwienie tym, że zastał tylko jedną kobietę.
Po wymianie uprzejmości zaprosił mnie na pomost aby w spokoju porozmawiać...
Oznajmiłam na samym początku, że żaden ze mnie rzemieślnik.. ale ciekawa jestem tej współpracy. Miałam swojego asa w rękawie. Plan a i b.. a może i c? Dobrze jest być przygotowanym.
Pan się przedstawił jako Mathias Harenwvish. Nigdy o takim nie słyszałam.
Lubił dużo mówić.. wyniośle i nudno.
Zaproponowałam swoją pomoc w ich sprawach w zamian, za pomoc z wygnaniem piratów z Ocllo. Był chyba zaciekawiony? Albo mi się wydawało. To, co powiedział jednak później wcale mi się nie podobało.. rozmowę przerwał nam jedyny rzemieślnik który dotarł spóźniony na pertraktacje.

Mathias przeprosił mnie i obiecał kontynuację rozmowy. Po załatwieniu spraw z rzemieślnikiem wrócił do mnie. Znów podjął temat długiej i nudzącej mnie historii Ocllo sprzed 200 lat. Troszkę go popędziłam i w końcu padły słowa, które mnie zaniepokoiły – Korona ,,pomoże" ale uczyni z ziem Ocllo lenno Korony. Na to zgody dać nie chciałam.
Przeszłam do plany ,,b". Ujawniłam informację (niekompletne) o sprawie grzybów, obiecałam za WOLNE OCLLO oddać wszelkie dokumenty jakie zebrałam do tej pory.

Niestety.. sam dyplomata nie chciał podjąć decyzji na samą wzmiankę o dokumentach. On nie ufał mi- a ja jemu.
Nie widząc sensu dalszej rozmowy postawiłam sprawę jasno – wolne Ocllo w zamian za informacje, które mają wpływ na władze w przyszłości. Co z tym zrobi? Nie mam na to wpływu. W razie czego zawsze jest jeszcze plan ,,c". Co się stanie z koroną? Mam to gdzieś. Korona nie interesuje się resztą świata także czemu świat, miałby się interesować koroną?
#65
Przygody / Odp: Z dziejów Stolicy Korony....
Ostatnia wiadomość przez Dezzmond - 2025 02 06, 19:52:55
Cove pod lupą Korony – przybycie Komisarza

Nie minął nawet tydzień od kiedy posłańcy rozlali się po całej Sosarii w poszukiwaniu wprawnych rzemieślników skłonnych wesprzeć Koronę, gdy Księżna Elisabeth British postanowiła wykonać kolejny ruch. Przyszedł czas rozliczeń... Wschodni bastion Brytanii – Cove – od czasu przejęcia władzy przez królewskie oddziały był symbolem lojalności wobec Korony. Jednak gdy stolica ugięła się pod nawałą hord nieumarłych, a sojusznicy pospieszyli z pomocą, wśród nich zabrakło wojsk z Cove. To wydarzenie wstrząsnęło Księżną Elisabeth British. By wyjaśnić tę sprawę, Korona wysłała do miasta Komisarza, który ma rozwikłać zagadkę nieobecności wojsk z Cove w kluczowym momencie obrony stolicy.



Rejs ku prawdzie
Komisarz, wysłany przez samą Księżną, wraz z grupą śmiałych żołnierzy i sług, wypłynął z Brytanii o świcie. Rejs do Cove przebiegał spokojnie, choć ponura atmosfera wśród załogi nie pozostawiała złudzeń – sprawa była poważna. Wszyscy zastanawiali się, dlaczego Cove, znane z wyszkolonych wojsk i oddania Koronie, nie ruszyło na pomoc Brytanii. Czy zawiodło dowództwo? Czy władze lenna zostały sparaliżowane strachem? A może za kulisami kryła się zdrada? Gdy okręt zbliżył się do portu Cove, słońce chyliło się ku zachodowi, malując niebo na purpurowo. Port, zwykle tętniący życiem, sprawiał wrażenie opustoszałego. Czuć było stagnację, jakby miasto zapadło w letarg. Komisarz zmarszczył brwi, widząc zaledwie kilku strażników pilnujących nabrzeża – dziwny widok w mieście, gdzie wojsko winno być na posterunku.

Nowa siedziba i wezwanie do władz
Po zejściu na ląd, załoga spędziła niemal pół nocy na rozładunku zapasów i mebli. Tymczasową siedzibą Komisarza stała się opuszczona latarnia morska, której kamienne ściany przypominały o dawnych dniach świetności osady. W jej wnętrzu, przy zapalonych świecach, Komisarz nakreślił pierwsze raporty. O świcie po całym mieście rozniosło się wezwanie – wszyscy urzędnicy Cove mieli stawić się przed Komisarzem i zdać raport z sytuacji. Dlaczego ich wojska nie dotarły do Brytanii? Czy zawiódł dowódca garnizonu? A może władze miasta były nieświadome wagi sytuacji? Każde pytanie pozostawało bez odpowiedzi, a atmosfera gęstniała.

Cove na rozdrożu
Los lenna zawisł na włosku. Jeśli wyjaśnienia nie będą satysfakcjonujące, Cove może stracić zaufanie Korony, a nawet swoją autonomię. Komisarz nie przybył tu tylko po raporty – jego zadaniem jest również ocenienie, czy lenno jest nadal godne miana lojalnego bastionu Brytanii. Czy władze Cove stawią się na wezwanie? Jakie tajemnice skrywa to miasto, niegdyś będące tętniącym życiem ośrodkiem handlu, a dziś noszącym koronny sztandar garnizonem? Odpowiedzi poznamy w najbliższych tygodniach...
#66
Przygody / Odp: Luis - wieczny kawaler
Ostatnia wiadomość przez Aqe - 2025 02 02, 20:39:51
Za gorami, za lasami i siedmioma rzekami zyl sobie dzik, niezwykly to ssak byl, niemal ludzki.
Mimo wygladu i faktu ze chodzi na dwoch konczynach niewiele sie roznil od swini.
Ale przeciez nie wyglad swiadczy o czlowieku a jego czyny.


Pewnego dnia siedzial w stajni, miedzy konskim gownem zauwazony przez straznika, wierzchem brudnej dloni ocierajac lzy pisal, na podartym kawalku pergaminu zweglonym kwalkiem drewna.
A coz tam napisal ? pozostaje w wiekszosci sie domyslac bo pisac ledwo co potrafil, bledow tyle robil a jeszcze to pismo...
Zapewne o tym co zawsze czyli obral na cel i przelal zazdrosc, byc moze o miasto w ktorym wiecznie okrada, albo o elfa ktory arcydziela tworzy czy jak zazwyczaj marzyl o lodzi i kobietach.
I za kazdym razem tyle w tym prawdy co ryb na pustyni, nic to wiecej niz niespelnione marzenia.

Moglo tez tak byc ze na Bogow znow wyklinal, oby byl poza stajnia gdy bo piorun jasny trzasnie bo znow dach do remontu bedzie.



I na powaznie: ostrzezenie.

#67
Przygody / Odp: Luis - wieczny kawaler
Ostatnia wiadomość przez Lindi - 2025 02 02, 20:36:47
xD
#68
Przygody / Luis - wieczny kawaler
Ostatnia wiadomość przez Gucio - 2025 02 02, 20:04:36
   Za górami, za lasami, za siedmioma górami znajduję się małe, przesiąknięte słodkością miasto Skara Bare, które rządzone jest przez piękne małżeństwo, a czy dobre to ludzie czy złe to zostawiam Wam do oceny (ja tam ich lubię, choć oni mnie nie). Zadomowiłem się w tej mieścinie, tylko dlatego, że moje chytre, błyskawiczne rączki bardzo szybko znajdowały tam czyjąś kieszeń.

Dla zainteresowanej płci pięknej - zazwyczaj przebywam w stajni. Jest tam ciepło, pachnie świeżym sianem i jest gdzie się położyć w razie czego. Po prostu wejdź i powiedz na głos:
,,Kar, Kar, Kar, Ty mój złoczyńco." Obiecuję, że nie pożałujesz.

Pewnego dnia moje błogie lenistwo przerwał pewien nielubiany przeze mnie krzykacz, babiarz, muzykant, niejaki Lujis.

- WYNURZ KOTWICE ! - wydarł tym swoim paskudnym, udawanym, połelfickim akcentem. - CAŁA NAPRZÓD !

Znowu popłynął na ryby... znowu. Nic innego nie robi tylko łapie te swoje ryby... nic dziwnego, że w jego życiu nigdy nie było żadnej płci żeńskiej. Pomyślałem, że muszę mu pomóc, muszę wprowadzić w jego życiu zmiany. Postanowiłem, że zacznę mu uprzykrzać życie, żeby odpuścił już te połowy i zaczął się rozglądać za małżonką.

Ruszyłem na brzeg z lunetą. Dosłownie chwile zajęło mi namierzenie jego łodzi. Zawsze łowi w tym samym miejscu, raz wędką, raz sieciami, ale zawsze tam. Krzyczeć w Skara to mi nie można, bo zaraz zbiegną się strażnicy, ale mam sposób na przywołanie swojej Sterniczki Ake, siostry niegdysiejszej władczyni Cove. Piękna to była kobieta, hen, hen dawno temu... Teraz to już nieprawda, ale wciąż służy mi i mojemu dalekiemu kuzynowi o inicjałach D.G.

Po prostu mówię tak:
Szefowo Ake, szefowo Ake na czym stoisz?
Na beczce.
Co w tej beczce?
Kapusta.

Po kilku krótkich chwilach przypływa.

- Szefowo ! - krzyknąłem uradowany - Co u mojego Kuzyna? Dobrze Wam razem?
- Oj Kar, oczywiście, że tak. Cudowny z niego mężczyzna. - uśmiechnęła się słodko jak zawsze. - a teraz powiedz mi, dokąd płyniemy?
- Tam! - wskazałem palcem – Tam do tamtej łodzi, zrobimy ABORDAŻ!

No i ruszyliśmy...

Sterniczka Ake jest najlepsza w swoim fachu. Wiatr w żagle łapie tak szybko jak jej siostra Aqe złych ludzi łamiących regulamin. W ciągu 10 sekund byliśmy już przy jego małej łajbie.

- Lujis! - krzyknąłem – Lujis! Widzisz mnie? Halo, halo!

Już tak bardzo kocha te wędkowanie, że nie reaguje na nic... nic... nawet aligator czy mors nie jest mu straszny. Pomyślałem, nie no, tak być nie może. Muszę mu pomóc, muszę go wyleczyć, ale co będzie najlepszym lekarstwem? BRAK RYB I PEREŁ! Nawet nie musiałem się ukrywać, po prostu przeskoczyłem ze swojej łodzi na jego pokład i wziąłem się do roboty.



Okradłem go prawie ze wszystkiego co miał w plecaku, została mu tylko butelka starego rumu, za którą też się wziąłem. Wsadziłem ostatni raz rękę do pojemnika... aż tu nagle...

OBUDZIŁ SIĘ Z TRANSU!

- Wynurz kotwice! Cała naprzód w lewo! Zanurz kotwice! - znowu darł się tym swoimi dziwnym głosem w stronę sternika, ale takim głosem... automatycznym, bez życia. Bardzo mnie to wystraszyło, to nie była żywa istota, to był jakiś mech. Musiałem stamtąd uciec. Dzięki Bogom naszym Dmowskim, że akurat zacumowaliśmy z lewej strony i nie mógł ruszyć dalej... nie wiem co by było jakbym z nim odpłynął, nawet nie chcę o tym myśleć...



Wskoczyłem czym prędzej do Ake, wprost pod jej stery. Byłem przerażony... kierowniczka widziała strach w moich oczach.

- Zamienił się Mecha? - zapytała Ake
- Tak! Czym prędzej na ląd! Wysyłaj gołębia do siostry Aqe niech go sprawdzi!
#69
Przygody / Odp: Grzybowy Dziadyga
Ostatnia wiadomość przez SovieT - 2025 02 02, 17:49:00

Łuczniczka po krótkiej rozmowie z nowo poznaną kobieta wyszła przed bank. Była z kimś umówiona i chciała wyjść mu naprzeciw. Gdy się rozejrzała zobaczyła dobrze znaną jej postać. Nie traciła czasu tylko ścisnęła mocniej łuk i wyjęła strzałę. Wycelowała i puściła cięciwę.. strzała trafiła, a sam cel zaczął uciekać... Udała się w pogoń. Biegła i strzelała, stawała i szukała ukrytego mężczyzny.. znów podejmowała tropu i biegła. Cała zabawa w kotka i myszkę chwilę trwała aż udało jej się strzelić mu w kolano. Padł na ziemię. Ciało przeszukała znajdując kompromitujące notatki, a następnie wrzuciła truchło do rzeki.... On w tym czasie przedrzeźniał ją zza pleców.

Piep**ony dziadyga... niech jego krew zamieni się w błoto, a oczy wyschną jak rodzynki- pomyślała, jednak nic nie powiedziała na głos.


Żył, miał czelność żyć! Coś tam krzyczał.. żeby niby nie strzelać, ale nie słuchała. Życie nauczyło ją aby pierw działać, potem gadać.
Kolejna pogoń, kolejne strzały. Dziadydze mocno zależało na odzyskaniu notesu, więc odłożyła go w najbezpieczniejsze miejsce – do banku.

Belmus znów podszedł i próbował tym razem grozić.. chciał odzyskać zapiski.
Chwilę poawanturowali się przed bankiem a mężczyzna zostawił ją ze słowami groźby – jeśli komuś powie o notatkach to zostanie zabita.
Ważna informacja jaka padła z jego ust była taka, że nie działa sam. Jest ich cała, zorganizowana grupa, są silni i gotowi by zabijać.


Kobieta wróciła do banku, wyjęła notes i przeczytała go jeszcze kilka razy. Zdenerwowana całą sytuacją wrzuciła notes do bezpiecznej skrzyni a wieko zamknęła z głośnym trzaśnięciem.
Zdradzić sekret, czy może przemilczeć i zobaczyć co będzie dalej? Rozmyślała tak siedząc na niewysokim płotku przed bankiem... wtedy ujrzała tego, na którego czekała.




#70
Przygody / Odp: Między piekłem a niebem
Ostatnia wiadomość przez Hagrim - 2025 02 01, 05:40:58


Katreen'a to postać pełna sprzecznych emocji. Relacja z Ojcem - Guesseppe'em, wydaje się być pełna skrajności, z jednej strony nieskończona miłość, a z drugiej strony poczucie bycia wykorzystywaną i traktowaną jak marionetka. To wywołało w niej ogromne poczucie zdrady, zwłaszcza wiedza iż jej Ojciec za którego była gotowa skoczyć w ogień postrzega ją tylko i wyłącznie jako instrument do realizacji własnych, samolubnych celów.

Mimo tak wielkiego gniewu i pragnienia zemsty, Katreen'a zmuszona jest to ukrywać. Posiadanie tego typu emocji przez tak długi czas wymaga olbrzymiej kontroli, a jednocześnie stwarza dla niej jeszcze większą, wewnętrzną walkę. To, jak w końcu zdecyduje się wymierzyć cios, może być jednym z najważniejszych momentów w jej dotychczasowym nieżyciu – zaplanowany każdy krok. Stała się pełnoprawnym członkiem Rodu. Jest Wężem jeszcze bardziej wyrafinowanym i sprytnym niż jej Stwórca.

Oczekiwanie dobiegło końca...

Katreen'a i Guessepp'e stanęli w piaskowym budynku na cmentarzysku Nujelm. To tam skrywa się przed światem ich pierwszy cel - Amarella. To ona będzie rozpoczynać te krwawe żniwa. Wybudzona wampirzyca spojrzała wzrokiem pełnym gniewu, lecz niezdolna do obrony. Nie wiedziała co się dookoła niej dzieje, dwie sylwetki a tylko jedna z nich znajoma. Wiedziała, że to spotkanie nie zakończy się dobrze. Obydwoje nie zamierzali okazać litości, Guessepp'e nie mówił nic. Zadał śmiertelny cios.
Katreen'a patrzyła na upadającą wampirzyce chłodnym spojrzeniem. Ojciec, cichy i przebiegły, podszedł do niej, kiedy ta padała martwa. Potajemnie, zerwał z nadgarstka wampirzycy bransoletę. Nie chciał aby Katreen'a dostrzegła cokolwiek. Sądził, że jego tajemnica zostanie bezpieczna z Nim.

Noc była jeszcze długa, nie było przestrzeni na zwłokę. Córka została natychmiast wysłana w kolejne miejsce aby stawić czoła Wężowi

W opuszczonych ruinach zamku wampirzyca dostrzegła sarkofag. Widziała jak Ojciec wykonuje rytuał krwi stąd też wiedziała co powinna uczynić aby spotkać się twarzą w twarz z Septusem. Spojrzała na bezbronnego wampira, który choć nieśmiertelny, był wyczerpany i bezsilny po tak długim śnie. Jego ciało było wysuszone, a oczy pozbawione pewności, jednak nie chciał zdradzić ani słowa. Mimo wysiłku jakiego się dopuściła, żeby dowiedzieć się od Niego czegokolwiek, on wciąż milczał.
Zbliżyła się do niego, pewna swojej mocy, i brutalnie przyparła go do kamiennego muru. Oparła go o zimną posadzkę, nie dając mu możliwości wykonać jakiegokolwiek ruchu. Jego milczenie było jak wyzwanie, które musiała podjąć.
Katreen'a, pozbawiona skrupułów, wyciągnęła kły, a jej dłonie zaczęły drżeć z krwistej żądzy. Bez wahania wbiła je w jego szyję, racząc się jego krwią. Każdy łyk nie był tylko pożywieniem – to była transfuzja jestestwa. Rytuał przejęcia potęgi i wspomnień innego Immortha był zakazany przez duże ryzyko jakie się z nim wiąże dla niedoświadczonego nieśmiertelnego, lecz w tym momencie zmuszona była wykorzystać wszystko czego nauczyła się dotychczas.

Krew płynęła wolno, a z każdą chwilą Katreen'a czuła, jak wzrasta jej siła, a obraz wampira w jej oczach zaczyna się zmieniać. Jej ciało drżało coraz mocniej, lecz nie przerywała rytuału, wiedząc, że w tej chwili jego tajemnice były jej. Przez chwilę wydawało się, że wampir zdoła się wyrwać, lecz jego opór stawał się coraz słabszy. Katreen'a zdobyła to, czego pragnęła – władza nad tym, co niegdyś ukryte.
Zerwała mu z szyi naszyjnik, który był nacechowany emblematami Rodu węża. Podobną biżuterię zerwał z nadgarstka jej Ojciec podczas spotkania z Amarellą.
Była bardziej niż pewna, że będzie jej to potrzebne w niedługim czasie.

Każdy z sarkofagów, który dotychczas nawiedziła skrywał jeszcze jedną, bardzo ważną tajemnicę. Informacje które zdobyła zaczynają się układać, brakuje jeszcze tylko kilka elementów aby ułożyć całość układanki i stanąć na piedestale... ściąć głowę najważniejszego Węża.
lecz do tego jeszcze wrócimy