Ostatnie wiadomości

#71
Przygody / Grzybowy Dziadyga
Ostatnia wiadomość przez SovieT - 2025 01 27, 12:20:02


Zmęczona i obryzgana krwią wróciła dopiero do miasta ze swymi kompanami, gdy na ławce jej kamrat przyuważył ,,grzybowego dziada" (pseudonim ten, trzeba nadmienić, nadała mu sama, gdyż imieniem się nigdy nie przedstawił).
Podeszła bliżej do kłócących się mężczyzn i przyjrzała po raz pierwszy z bliska ,,dziadowi". Nie wyglądał jakoś szczególnie odmiennie, poza jego togą która zdawała się być żywa. Jej same koniuszki dotykające ziemi starały się jakby jej dosięgnąć i zapuścić korzenie. Pomyślała od razu, że to może być przyczyną grzybowej apokalipsy. Stanowczym tonem kazała zrzucić szatę w celu jej spalenia. To, w jej głowie powinno pomóc. Dziadyga jednak ani myślał postępować tak, jak mu zaleciła. Nie chciał też się za nic zamienić, nie interesował go alkohol ani jedzenie. Czego taki dziad może chcieć? Tego nie wie chyba nikt. Gdy ich towarzystwo się rozeszło kobieta ponowiła prośbę o togę.. Dziadyga ani myślał jej ustąpić. Chyłkiem rzucił za siebie małego grzyba, który wylądował w krzakach... Oczywiście wypierał się, że coś takiego uczynił. Łuczniczka oko ma jednak dobre i od razu to zauważyła. Wycelowała strzałę w grzyba i nabiła go jak szaszłyka. Podała grzyba starcowi trzymając daleko za promień. Dziadu był nieco zmieszany, ale uznał, że to dobry moment na konsumpcję owego grzyba. Chwilę później szybko oddalił się w nieznane miejsce.

Kobieta odetchnęła z ulgą rada, że problem jest zażegnany i obędzie się bez strzelających pyłkiem grzybni. Sprawdziła jeszcze okolicę, czy mężczyzna na pewno sobie poszedł i wtedy znalazła jego notatki. W notesie, między innymi,  były opisane metody usuwania grzybni. Spokój, nie trwał jednak długo... wkrótce wychodząc z banku wyczuła w powietrzu delikatny zapach grzybów.. nosa nie ma tak dobrego jak oczu, jednak po krótkich poszukiwaniach odnalazła niewielkiego grzyba obok banku. Popędziła prędko po spirytus (zalecany w notatkach dziadygi) i postąpiła według wytycznych- podpaliła alkohol. Grzyb szybko się uprażył, jednak razem z grzybem ogniem zajęło się też pobliskie drzewo!
-Ratunku! Pali się- wołała przerażona. Ponieważ pomoc nie nadchodziła, pobiegła do banku prosząc swojego kompana o ugaszenie. Ten czym prędzej wybiegł i wylał na ogień cały wodospad wody prosto z chmur. Ogień był ugaszony a wykończona kobieta popędziła na zasłużony odpoczynek.
Jak się potem okazało, zaraziła się krążącą ostatnio chorobą, jednak i na to znalazła się szybka rada. Teraz, czeka na odpowiedź osób znających się na sprawie, aby wspólnie zakończyć ten rozdział w historii Sosarii.




Post grzecznościowy
#72
Przygody / Odp: Brunatny Wilk
Ostatnia wiadomość przez Dezzmond - 2025 01 26, 16:54:59
Riven w głębi duszy wiedział, że pierwszy krok ku odzyskaniu dawnego życia prowadzi do świątyni Księżycowej Pani. O świcie, gdy promienie słońca nieśmiało przebijały się przez mglistą zasłonę nocy, dotarł na plac rozciągający się przed majestatyczną świątynią. Była ona stara, wzniesiona przed wiekami, ale doskonale utrzymana, jakby czas nie miał nad nią władzy. Zbudowana z granitu o delikatnym, szarym odcieniu, zdawała się idealnie komponować z otaczającą ją naturą. Na placu stały trzy wysokie obeliski, przy których ustawiono ławki. Sam ołtarz znajdował się na podwyższeniu poprzedzonym szerokimi, wysokimi schodami. Po obu stronach ołtarza wznosiły się dwa mniejsze balkony, które dopełniały symetrię budowli. Plac był pusty – nie było tam nikogo poza Rivenem. Mężczyzna przyodziany w błękitną szatę i płaszcz, mieniące się w świetle poranka niczym księżycowa luna, położył się ostrożnie na zimnej posadzce, twarzą ku dołowi, rozkładając ręce na boki w geście pojednania i oddania. Przez wiele godzin trwał w bezruchu, pogrążony w zadumie, zrzucając z serca ciężar minionych lat. Gdy nastała noc, a promienie księżyca spływały na plac, mężczyzna podniósł się z wolna z ziemi, powoli unosząc głowę ku górze, a w jego ciele zaczęła budzić się bestia. Trzaski pękających kości rozniosły się po okolicy, a jego sylwetka zaczęła zmieniać kształt. Skóra porosła brunatnym futrem, a dłonie i stopy przeobraziły się w potężne wilcze łapy. Gdy przemiana dobiegła końca, uniósł swój wilczy pysk ku górze i zawył przeciągle, kierując żółte ślepia wprost na tarczę księżyca. Echo tego wycia niosło się po okolicy, rozdzierając nocną ciszę na wskroś.



Wilkołak, poddając się pierwotnym instynktom, wyruszył na polowanie. Śnieg chrzęścił cicho pod jego łapami, gdy ruszył tropem jelenia. Pochylił się nad białym puchem, wciągając głęboko powietrze. W nozdrzach poczuł zapach zwierzyny – świeży i intensywny. Bezszelestnie podążał za wonią, niknąc między ciemnymi pniami drzew. W końcu dostrzegł swoją ofiarę – wielkiego jelenia, który krocząc dostojnie przez zasypaną śniegiem polanę, nie zdawał sobie sprawy z obecności drapieżnika. Brunatny Wilk zamarł na chwilę w cieniu drzewa, a jego żółte oczy przeszywały mrok, skupione na swoim celu. Nagle ruszył z miejsca, odpychając się potężnymi tylnymi łapami. Skok był szybki i precyzyjny. Jelenie parsknięcie wypełniło okolicę – wilcze pazury rozdzierały ciało zwierzęcia, które szarpało się w rozpaczliwej walce o życie. Krwawy pojedynek trwał chwilę, aż w końcu jeleń opadł na ziemię, pokonany, oddając ostatnie tchnienie. Wilkołak zatopił szpony w ciepłym ciele, rozrywając je na strzępy i zanurzył pysk w gorącej krwi.



Po zakończonym polowaniu Brunatny Wilk ruszył dalej, zatapiając się w głębi lasu. Jego ruchy były płynne, niemal hipnotyzujące, gdy poruszał się między pniami drzew. Las zdawał się żyć własnym rytmem. Ptaki, spłoszone obecnością drapieżnika, milkły, a drobne gryzonie czmychały w popłochu do swoich kryjówek. Wilkołak zauważył w oddali sarnę, która zamarła w bezruchu, zanim rzuciła się do desperackiej ucieczki. Natura, choć dzika, instynktownie wyczuwała zagrożenie. Brunatny Wilk kontynuował wędrówkę, aż w pewnym momencie zatrzymał się, czując znajomy, metaliczny zapach ludzkiej krwi. Oczy zapłonęły mu czerwonym, nienaturalnym blaskiem, znamię na przedramieniu zaczęło palić żywym ogniem, a furia zawładnęła jego umysłem. Ruszył w stronę obozowiska amazonek, które, nieświadome nadchodzącego niebezpieczeństwa, przygotowywały się do nocnego odpoczynku. Wilkołak zaatakował z brutalną siłą – pazury i kły stały się narzędziem destrukcji. Z każdym ciosem rozrywał ciała, czerpiąc niepokojącą przyjemność z brutalnego aktu. Gdy ostatnia z amazonek padła martwa, wdrapał się na stertę ciał, kąpiąc się w krwi swoich ofiar. Jego triumfalne wycie przetoczyło się przez las, a czerwone oczy błyszczały w mroku niczym dwa rozżarzone węgle.



Riven ocknął się w ciemnej, wilgotnej jaskini. Chłód przenikał jego ciało, a szron pokrywał skalne ściany. Otworzył z trudem oczy, które z wolna przyzwyczajały się do panującego półmroku. Odór śmierci wypełniał jego nozdrza. Czuł na sobie zaschniętą krew, która przylegała do jego skóry. Wilgotne, śliskie podłoże jaskini potęgowało poczucie osamotnienia i bezradności. Każdy mięsień jego ciała pulsował bólem, jakby resztki wilczej formy próbowały rozrywać jego ludzkie wnętrze. Gdy uniósł się na drżących rękach, spojrzał na swoje odbicie w kałuży wody, ściekającej ze sklepienia. Był zmęczony, wycieńczony, a w jego oczach czaił się strach. Ciemność jaskini zdawała się pochłaniać jego duszę, przypominając mu o tym, co utracił i co jeszcze może odzyskać. Wiedział jednak, że jego więź z Boginią była osłabiona. Nie czuł jej obecności, co przeszywało jego serce goryczą. Był świadomy, że to oddanie się furii i dopuszczenie się okrucieństw pozbawiło go jej łaski. Jednak teraz, bardziej niż kiedykolwiek, wiedział, że droga ku odkupieniu będzie długa i pełna bólu. Mimo to, iskra nadziei wciąż tli się w jego sercu – maleńki płomień, który może w każdej chwili zapłonąć na nowo, jeśli tylko znajdzie w sobie siłę, by walczyć o to, co pozostało z jego człowieczeństwa.

#73
Przygody / Brunatny Wilk
Ostatnia wiadomość przez Dezzmond - 2025 01 10, 11:45:56
Minęły lata odkąd Riven zaprzysiągł wierność Daywadosowi, który w zamian obiecał obdarzyć go jeszcze większą mocą. Pod wpływem piętna nałożonego przez Pana Chaosu i Destrukcji, jego wilkołacza natura została całkowicie wypaczona. Lata spędzone w murach Delucji sprawiły, że stał się bezwzględny, całkowicie oddając się instynktom i woli swego Pana. Wiele lat temu Daywados powierzył mu rolę wsparcia kultystów swego sprzymierzeńca. Kult Yyloth – Pana Demonów wymagał krwi, cierpienia i bezwzględnego poświęcenia, a Riven, ze swymi umiejętnościami łowcy, był idealnym narzędziem w ich rękach. Pod osłoną nocy przemykał między wioskami, tropiąc i eliminując tych, których wskazano jako wrogów Chaosu.



Kiedy przychodził czas na polowanie, wilkołak poruszał się wśród gęstych lasów niczym cień. Jego ruchy były ciche, precyzyjne, niemal niewidzialne dla oka zwykłych ludzi. Miękkie poduszki łap niemal nie wydawały dźwięku, gdy dotykały porośniętej mchem ziemi. Mroczna sylwetka przesuwała się między drzewami, śledząc potencjalne ofiary. Migotały mu przed oczami obrazy - człowiek zbierający chrust, karawana kupiecka, nocni wędrowcy szukający schronienia. Każdy z nich był dla niego jedynie kolejnym celem. Pazury rozdzierały ciała, a krew przesiąkała ziemię, pozostawiając za sobą tylko ciszę przerywaną wyciem wilka, dzięki któremu ofiary w ostatnich chwilach swojego życia, uświadamiały sobie co było powodem ich zguby.



Pewnego poranka, gdy słońce wychylało się zza horyzontu Riven obudził się u stóp ogromnego drzewa Yew. Jego ciało było ubrudzone krwią ofiar, a włosy przesiąknięte zapachem śmierci i wilgotne od potu. Skóra, miejscami poraniona od brutalnych walk, nosiła ślady zacięć i drobnych skaleczeń, które nie zdążyły się w pełni zregenerować. Kiedy rozejrzał się wokoło, dostrzegł cmentarz znajdujący się nieopodal. Coś przykuło jego uwagę - nagrobek, który wydał mu się boleśnie znajomy, choć widział go po raz pierwszy w życiu. Z trudem podszedł bliżej, a jego oczy spoczęły na wyrytym imieniu - jego matki. W tym momencie czas stanął w miejscu. Wszystkie wspomnienia, które dotychczas wydawały się zakopane w mroku umysłu, wybuchły z siłą burzy. Riven zrozumiał, że w pogoni za potęgą, oddając się w służbę Bóstw Chaosu, nawet nie zauważył, że stracił to, co najcenniejsze - rodzinę i swoje własne człowiecze serce. Przysiadł na ziemi, a wilgotna łza spłynęła po jego twarzy. Była to pierwsza łza od lat – zwiastun powrotu emocji, które zostały stłumione przez piętno Daywadosa, którym został naznaczony. Nagle ideogram Chaosu na jego przedramieniu rozbłysnął jasnym światłem i zaczął palić żywym ogniem, a po chwili pękł niczym łańcuch, a jego ciągłość została nieznacznie przerwana. Riven odzyskał wolną wolę.



Zrozumiawszy, że przez lata był jedynie marionetką w rękach Bóstw Chaosu, postanowił zerwać z przeszłością, opuszczając na dobre mury Delucji. Wiedząc, że sam nie poradzi sobie z wpływem potężnego piętna, postanowił zwrócić się do swego dawnego stada. Byli oni kiedyś jego rodziną i wsparciem, zanim wkroczył na ścieżkę destrukcji. Liczył, że pomogą mu nie tylko odzyskać kontrolę nad wilkołaczą formą, ale także powrócić do łask Bogini Luny. Wiedział, że tylko Bogini, która obdarzyła go swym darem, mogła na nowo przywrócić harmonię jego duszy. Riven postanowił, że za wszelką cenę odzyska utracone człowieczeństwo i zwróci swe życie w ręce Pani Księżycowego Blasku, które od zawsze było jej własnością. Pomocną dłoń po raz kolejny wyciągnął do niego ojciec, który wstawiwszy się za nim u Starszyzny Stada zapewnił mu możliwość powrotu i rozpoczęcia od początku swojego nowego, utraconego przed laty życia.

#74
Przygody / Odp: Między piekłem a niebem
Ostatnia wiadomość przez Hagrim - 2024 12 29, 18:32:47


W tych czasach nawet problemy doczesne spotykają nieśmiertelnych. Katreen'a chcąc wejść do swego elizjum natknęła się na urzędnika, który to jak gdyby nigdy nic wręczył jej "nakaz eksmisji" - w początkowej fazie tego spotkania miała ochotę wyrwać mu gardło po czym zatopić usta w jego świeżej krwi. Jednak byłoby to rozwiązanie doraźne, które nie sprawiłoby, że ów problem zostanie rozwiązany całkowicie.
Nie czas i miejsce na to. Miała przed sobą spotkanie, w którym musiała odegrać rolę życia "zaślepionej, w pełni oddanej córki". Nie mogła pozwolić sobie na nawet najmniejszy błąd, dlatego też sprawy, które mogłyby ją rozkojarzyć nawet z żalem, musiała odłożyć na półkę.

Gueseppe jak gdyby poprzednie ich spotkanie nigdy się nie odbyło, próbował uspokoić Kat. Pogładził ją po policzku, powiedział to co według niego powinna chcieć usłyszeć.
Niczego się nie domyśla pomyślała i odgrywała dalej swą rolę. Przytakiwała tak jak przytakiwać powinna wierna córka, gotowa skoczyć w ogień na jedno skinienie Ojca.
Nowy plan miał się rozpocząć. Głowy węży miały spadać jedna po drugiej. Wampirzyca z dbałością wykonywała rozkazy seniora, które miały ich przybliżyć do celu jakim było kompletne zniszczenie rodu.
Gueseppe stawał się nieostrożny, dlatego też była w stanie rozwiązać parę razy jego język zdobywając przy tym istotne dla siebie informacje, które pozwoliły jej dostosować się do nagle zmienionego scenariusza.


rozwinęli obraz, który na odwrocie posiadał mapę ze wskazanymi dokładnie kryjówkami węży
Kolejnej nocy przygotowania się zakończą. Nastąpi nieunikniona rzeź. Wycedził przez zaciśnięte zęby Guesepp'e.
Ktoś sczeźnie w kałuży własnej krwi, by ktoś sprytniejszy zatryumfował.

Immortha wróciła do swego azylu. Wzięła głęboki wdech, po czym uśmiechnęła się spoglądając w niebo
To moje przeznaczenie.czule rzekła do krwistoczerwonej róży
Po raz pierwszy od lat poczuła wolność i pełną kontrolę nad otaczającą ją rzeczywistością. Choć wiedziała, że ostatni zakręt do niej będzie wyjątkowo krwawy.
#75
Przygody / Z dziejów Królestwa Brytanii.....
Ostatnia wiadomość przez Dezzmond - 2024 12 13, 18:59:25

Gęsta mgła spowijała opustoszałe ulice Brytanii. Miasto, niegdyś tętniące życiem, przekształciło się w cmentarzysko pod rządami hordy nieumarłych. Główne trakty pełne były porozrzucanych szczątków i gnijących ciał. Na skraju miasta, na zamku królewskim znajdował się ostatni bastion Korony. Księżna Elizabeth British, młoda władczyni, wraz z garstką ocalałych i lojalną strażą, czekała w oblężeniu na nadejście posiłków. Ciemność za murami zdawała się niemal pochłaniać miasto, a każdy dzień w zamku był walką o przetrwanie, walką z głodem, rozpaczą i nieustannym strachem.

Po wielu dniach oczekiwania, gdy sytuacja wydawała się beznadziejna, na horyzoncie pojawił się oddział ochotników, którzy odpowiedzieli na wezwanie Księżnej. Na czele armii stanął Athelan Aldaron - Kasztelan miasta Skara Brae. Gdy oddział dotarł pod mury stolicy, nagle z bram miejskich wylały się hordy nieumarłych, które stawiły bezlitosny opór. Dzielni bohaterowie przedarli się do wnętrza miasta, którego ulice były gęsto zaludnione przez umarłych. Każdy krok naprzód okupiony był wielkim znojem i krwią.

Wśród umarłych dostrzec można było poległych w walce strażników, gwardzistów i zwykłych obywateli Brytanii, którzy po swojej śmierci zasilili szeregi wroga natchnieni mroczną siłą, której nie byli w stanie się oprzeć. Kiedy większa część miasta została oczyszczona, a serca bohaterów napełniły się nadzieją, nagle szczątki leżące na ulicach zaczęły formować się na kształt przerażającego monstrum, które ruszyło wprost na walczący oddział. Walka z przerażającą bestią ciągnęła się w nieskończoność, a wyzwoliciele stolicy byli zmuszeni odpierać jednocześnie nadciągające zewsząd ataki niedobitków nieumarłej hordy. Gdy monstrum runęło na ulice po mieście rozległ się potężny dźwięk dzwonów, odbijający się echem od kamiennych murów, dobiegający z Zamku Królewskiego.

Księżna czekała na bohaterów w komnacie audiencyjnej, pośród dworzan i mieszczan, którym udało się ujść z życiem i schronić w murach zamku. Na jej blady licu rysowała się powaga i ogromne zmęczenie, jakie odcisnęło się na niej przez wydarzenia ostatnich tygodni. Elizabeth osobiście przywitała wyzwolicieli stolicy i podziękowała za ich trud. Świętowanie zwycięstwa musiało jednak poczekać... Księżna wyjawiła, że inwazja rozpoczęła się w okolicach zejścia do kanałów, co mogło świadczyć o tym, że armia umarłych nie przedarła się do miasta z zewnątrz i kolejne fale umarłych mogą wciąż mieć otwartą drogę do stolicy.

Śmiałkowie nie zwlekali ani chwili. Ruszyli do zejścia prowadzącego do podziemnych korytarzy skrytych głęboko pod miastem. Uzbrojeni w odwagę i determinację zeszli do kanałów, gdzie czekała na nich śmiertelna pułapka. W ciasnych, wilgotnych tunelach rozegrała się dramatyczna walka, w której stal i magia przecinały się przez hordy napierających nieumarłych. Po długiej walce i poszukiwaniach bohaterom udało się odnaleźć wyrwę w murze, przez którą nieumarli przedzierali się do podziemi.

Bohaterowie postanowili podjąć desperacką próbę zablokowania przejścia. Potężny huk rozdarł ciszę podziemi, gdy uszkodzony strop runął wywołując potężny grzmot. Gruz zasypał przejście, tymczasowo odcinając drogę, którą nieumarli przedostawali się do miasta. Chmury gęstego kurzu wzbiły się w powietrze, przedzierając się przez wszystkie wejścia do kanałów. Wkrótce kłęby pyłu były widoczne nawet z powierzchni – przy południowej bramie, wzdłuż rzeki między wschodnią, a zachodnią częścią miasta oraz nad cmentarzem.

Choć nikt nie mógł być pewny, że zagrożenie udało się zażegnać bezpowrotnie, śmiałkowie postanowili wrócić do zamku. Na audiencji Księżna Elizabeth podziękowała im z całego serca za ich poświęcenie, zapewniając, że w swoim czasie zostaną sowicie wynagrodzeni. Jednak, jak podkreśliła, aktualnie Korona musi skupić się na odbudowie stolicy i odnalezieniu wszystkich ocalałych obywateli. Księżna obiecała, że w swoim czasie ponownie wezwie ich do siebie. Bohaterowie odeszli, zostawiając za sobą miasto, które chwilowo zaznało ulgi, choć w ich sercach tliła się obawa, że nie wszystkie sekrety zostały odkryte, a zagrożenie ze strony umarłych wciąż może być realne.
#76
Przygody / Odp: Tajemnicza Grzybnia
Ostatnia wiadomość przez Nanuki - 2024 12 10, 19:44:28
Aurora, uzbrojona w fiolki z miksturą wybuchającą, powróciła do serca problemu – do starego banku, gdzie grzybnia Lunarga rozrosła się w pełnej okazałości. Towarzyszyli jej kilku zaufani strażnicy, niosąc lampy olejowe, które rzucały migotliwe światło na wilgotne, pulsujące ściany porośnięte magicznymi grzybami.

Gdy dotarli na miejsce, księżna zatrzymała się, by ocenić sytuację. Grzybnia emanowała cichym, hipnotyzującym blaskiem, który zdawał się oddychać razem z otoczeniem. Powietrze było ciężkie od trujących oparów, które wywoływały halucynacje. Strażnicy zaczynali szeptać o dziwnych wizjach, ale Aurora, dzięki determinacji i silnej woli, pozostała skupiona.

— Rozstawimy fiolki wokół całego obszaru grzybni — powiedziała stanowczo. — Musimy upewnić się, że każdy jej fragment zostanie zniszczony.


Strażnicy, mimo obaw, podążali za rozkazami. Aurora sama rozstawiła kilka fiolek, upewniając się, że znajdowały się w strategicznych punktach: na środku głównej kolonii, przy największych korzeniach oraz w pobliżu miejsc, gdzie grzybnia sięgała najdalej.

Kiedy ostatnia fiolka została ustawiona, Aurora spojrzała na swoje dzieło.

— To musi zadziałać — powiedziała, trzymając w dłoni zapaloną pochodnię.

Księżna wycofała się na bezpieczną odległość. Strażnicy, choć pełni niepokoju, schronili się za filarami starego banku. Aurora rzuciła pochodnię w stronę fiolki znajdującej się w centrum grzybni.

Płomień dotknął szkła, a chwila ciszy wydawała się trwać wieczność. Nagle rozległ się głośny, głęboki huk. Potężny wybuch wstrząsnął całym przedmieściem, a fioletowe światło rozbłysło, wypełniając przestrzeń. Powietrze przeszył dźwięk przypominający świst, jakby grzybnia wydawała ostatnie tchnienie.

Fala uderzeniowa rozeszła się po korytarzach, a razem z nią ulotne, fioletowe iskry, które zgasły, zanim dotarły do dachu. Po chwili wszystko ucichło.

Aurora ostrożnie wróciła na miejsce eksplozji. Strażnicy towarzyszyli jej, trzymając się blisko. Gdy dotarli do dawnego centrum grzybni, zobaczyli, że podziemia były zupełnie czyste. Ani śladu magicznych korzeni, ani oparów. Ziemia była wypalona, ale nie uszkodzona – mikstura zadziałała perfekcyjnie, usuwając grzybnię bez pozostawienia śladów.




Księżna odetchnęła z ulgą, ale w jej spojrzeniu widać było cień zadumy.

— Lunarg był dziełem natury, choć wymknął się spod kontroli. Może w innym miejscu i czasie byłby cudem, a nie zagrożeniem — powiedziała cicho.

Strażnicy spojrzeli na nią z szacunkiem, a jeden z nich odpowiedział:

— Uratowałaś Vesper, księżno. To najważniejsze.

Aurora skinęła głową i ruszyła w stronę wejścia. Wiedziała, że to nie koniec jej obowiązków – miasto potrzebowało odbudowy, a mieszkańcy musieli odzyskać spokój. Jednak w tamtej chwili czuła satysfakcję, że podjęła wyzwanie i ocaliła Vesper przed nieznanym zagrożeniem. Grzybnia była tylko jednym z wielu sekretów tego magicznego miasta, a Aurora wiedziała, że kolejne tajemnice czekają na odkrycie.
#77
Przygody / Odp: Tajemnicza Grzybnia
Ostatnia wiadomość przez Nanuki - 2024 12 10, 19:41:51
Aurora dotarła do zakurzonego zakątka miasta, gdzie znajdowała się pracownia alchemika. Budynek, choć niewielki, wyróżniał się charakterystycznym zapachem siarki i ziół unoszącym się wokół oraz kolorowym dymem wydobywającym się z komina. W środku czekał alchemik Meriel – mężczyzna w średnim wieku o przenikliwych oczach, ubrany w roboczą szatę poplamioną różnobarwnymi substancjami.

— Aurora? — zapytał, widząc ją w drzwiach. — Rzadko kiedy trafiają do mnie takie osobistości. Co mogę dla ciebie zrobić?

Księżna przedstawiła mu sytuację i wręczyła pergamin od Dileny. Meriel szybko przejrzał zapiski, mrucząc coś pod nosem. Jego brwi uniosły się z zainteresowaniem, a na twarzy pojawił się lekki uśmiech.

— Mikstura wybuchająca na bazie magicznych składników... Hm, z pewnością dzieło mistrza. Ale ostrzegam, księżno, to delikatna sztuka. Jeden błąd, a nie będziemy mieli ani mikstury, ani laboratorium.

Aurora odpowiedziała z determinacją: — Zrobię, co będzie trzeba. Poprowadź mnie przez ten proces, Merielu.


Meriel zaprowadził Aurorę do dużego, żeliwnego kotła umieszczonego w centrum pracowni. Płomień pod nim już się tlił, gotowy do pracy. Na półkach dookoła kotła stały fiolki z tajemniczymi cieczami i słoje wypełnione egzotycznymi składnikami.

— Zacznijmy od podstaw — powiedział Meriel, wskazując na pergamin. — Każdy składnik musi być dodany w odpowiedniej kolejności i w określonej ilości. Uważaj, księżno.


Meriel podał Aurorze pierwsze składniki: Korzeń Słonecznika Nocy, który został starannie rozdrobniony na proszek. Aurora wsypała go do kotła, a woda wewnątrz natychmiast zaczęła migotać srebrnym światłem.

— Dobrze. Teraz sproszkowane łuski Szafirowego Węża — powiedział, podając jej małą fiolkę z błyszczącym, niebieskim proszkiem. Aurora ostrożnie wsypała go do kotła, a mikstura zaczęła wydawać cichy, dźwięczny szum.

Następnie przyszedł czas na Kroplę Łez Feniksa. Meriel otworzył delikatną, kryształową fiolkę.

— Pamiętaj, tylko jedna kropla. Więcej, a mikstura stanie się zbyt niestabilna.

Aurora, z rękami drżącymi od napięcia, ostrożnie wpuściła kroplę do kotła. Płyn w kotle zmienił barwę na głęboki błękit, a temperatura wokół wyraźnie wzrosła.

— Teraz Olej z Ciernistej Róży — dodał Meriel. Gdy Aurora wlała kilka kropli do kotła, mikstura uspokoiła się, jej powierzchnia stała się gładka niczym tafla lustra.

Na koniec Meriel podał jej Proch Wulkaniczny.

— To ostatni składnik. Wymieszaj wszystko powoli i równo. Jeśli zrobisz to zbyt gwałtownie, mikstura może eksplodować przedwcześnie.

Aurora, z najwyższą ostrożnością, mieszała drewnianą łyżką. Mikstura zaczęła zmieniać kolor – od błękitu przez odcienie purpury, aż w końcu przybrała intensywnie fioletowy odcień.

Gdy proces dobiegł końca, Meriel spojrzał na nią z uznaniem.

— Udało się — powiedział z satysfakcją. — To jest wasza mikstura, księżno. Fioletowy blask oznacza, że jest gotowa. Wystarczy tylko jedno rozbicie jej fiolki na powierzchni grzybni, a wybuch załatwi resztę.

Aurora spojrzała na fiolkę w swoich dłoniach, wypełnioną płynem pulsującym subtelnym światłem. Była jednocześnie zachwycona i pełna obaw. Wiedziała, że teraz wszystko zależy od niej – od jej odwagi i determinacji, by raz na zawsze pozbyć się Lunarga z Vesper.
#78
Przygody / Odp: Tajemnicza Grzybnia
Ostatnia wiadomość przez Nanuki - 2024 12 10, 19:37:07
Aurora znalazła Dilenę w sercu miejskich ogrodów, w miejscu pełnym życia i zieleni, kontrastującym z szarą mgłą spowijającą Vesper. Ogrodniczka była kobietą w średnim wieku, o ziemistej cerze i dłoniach pokrytych drobnymi skaleczeniami od pracy w ziemi. Jej ubranie było proste, a włosy związane w niedbały kok, z którego wystawało kilka źdźbeł trawy.

Dilena na widok księżnej uniosła brew, przerywając podlewanie rzadkich roślin.

— Księżna Aurora — powiedziała oschle. — Zaskakująca wizyta. Cóż cię sprowadza do tak zwykłego miejsca jak moje ogrody?

Aurora zignorowała chłodny ton i bez owijania w bawełnę wyjaśniła, czego potrzebuje. Opowiedziała o grzybni Lunarga, o niebezpiecznych oparach i o potrzebie przygotowania mikstury, która mogłaby ją usunąć.

Dilena wysłuchała wszystkiego z kamienną twarzą, po czym odłożyła konewkę.

— Mikstura wybuchająca? — mruknęła. — Nie jestem alchemiczką, księżno. Ziemia to moja domena. Poza tym, nie jestem pewna, czy warto niszczyć coś, co należy do natury.

Aurora zmrużyła oczy. — Dileno, grzybnia zagraża mieszkańcom Vesper. Twoje opory mogą nas wszystkich zgubić. Nie prosiłam cię o radę, tylko o pomoc.

Ogrodniczka wyraźnie się spięła, ale nie próbowała się sprzeciwiać. W końcu wzruszyła ramionami z rezygnacją.

— Skoro nalegasz... Jest sposób, ale to wymaga precyzji. Magiczna mikstura nie jest czymś, co można przygotować z byle czego. Oto lista składników:

Korzeń Słonecznika Nocy – rzadkiej rośliny rosnącej tylko w miejscach, gdzie magia przenika ziemię.
Sproszkowane łuski Szafirowego Węża – składnik pełen energii, który napędza reakcję.
Kropla Łez Feniksa – symboliczny element, który oczyszcza i neutralizuje.
Olej z Ciernistej Róży – spowalniający rozrost magii po wybuchu.
Proch Wulkaniczny – dla siły wybuchu.

Aurora słuchała uważnie, notując składniki w pamięci, ale Dilena nie skończyła.

— Mikstura jest niebezpieczna w przygotowaniu — dodała. — To nie moja specjalność. Dlatego daję ci także to.

Z kieszeni ogrodniczka wyciągnęła starą, lekko postrzępioną kartę pergaminu, na której widniały dokładne instrukcje przygotowania mikstury. Litery były drobne, ale wyraźne, a ilustracje wyjaśniały proces krok po kroku.

— Zabierz to do alchemika, księżno — powiedziała Dilena, wręczając pergamin. — Ja nie wezmę odpowiedzialności za to, co może się wydarzyć.

Aurora schowała pergamin i spojrzała na Dilenę z determinacją.

— Zrobiłam już wiele, by ratować Vesper, i zrobię jeszcze więcej, jeśli będzie trzeba. Dziękuję za twoją pomoc, choć niechętną.

Dilena spuściła wzrok, a na jej twarzy pojawił się cień wahania, jakby nie była pewna, czy podjęła właściwą decyzję. Jednak księżna nie miała czasu na dalsze rozmowy. Z pergaminem w ręku ruszyła do alchemika, by jak najszybciej wcielić plan w życie. Grzybnia nie mogła czekać.

#79
Przygody / Odp: Tajemnicza Grzybnia
Ostatnia wiadomość przez Nanuki - 2024 12 10, 19:33:05
Dawno temu, w lesie oddalonym od Vesper o dzień drogi, znajdowała się Święta Polana Księżyca – miejsce owiane legendami. Mówiono, że raz na sto lat księżyc w pełni oświetla polanę takim blaskiem, że rosnące tam rośliny i grzyby nabierają magicznych właściwości. Pewnej nocy, podczas takiego wydarzenia, młoda zielarka imieniem Lywen, badająca polanę, znalazła w jej centrum niewielki grzyb o srebrzystym kapeluszu i migotliwym trzonie. Nazwała go Lunargiem.

Lywen zauważyła, że Lunarg pochłaniał energię księżycową i potrafił przekazywać ją w otoczenie, wspierając wzrost roślin i harmonizując naturę. Uważała, że grzyb ten mógłby pomóc mieszkańcom Vesper, gdzie ziemia była jałowa, a plony coraz marniejsze. Zabrawszy kilka zarodników Lunarga, zasadziła je w różnych miejscach miasta.

Grzybnia początkowo była niepozorna i niegroźna. Jednak natura Lunarga była inna, niż przypuszczała Lywen. W przeciwieństwie do zwykłych roślin, Lunarg nieustannie poszukiwał energii do wzrostu. W mieście, pełnym magii i tajemnych rytuałów, grzybnia zaczęła niekontrolowanie rozrastać się, karmiona resztkami magicznych zaklęć i energią pozostawioną przez magów.

Z czasem grzybnia zaczęła wydzielać luminescencyjne opary, które wywoływały u ludzi wizje – nie zawsze przyjemne. Były to raczej wspomnienia i echo dawno zapomnianych magii niż celowe trucizny. Gdy korzenie grzybni dotarły pod stary bank miejski, znajdujący się nad dawnym miejscem rytuałów, doszło do gwałtownego jej wzrostu. Miasto zaczęło widzieć Lunarga jako zagrożenie, choć w jego naturze nie było złośliwości – raczej instynkt przetrwania.



Oarien skończyła opowiadać i spojrzała na księżną.

— Lunarg to nie demon ani klątwa — powiedziała Oarien, kiedy Aurora opowiedziała, co widziała pod bankiem. — To twór natury, chociaż napędzany magią. Jest piękny i potężny, ale jego miejsce jest w dzikich ostępach, nie tutaj. Jeśli chcesz usunąć grzybnię, musisz działać ostrożnie – gwałtowne metody mogą wyrządzić więcej szkód.

Aurora spojrzała na nią pytająco. — Masz pomysł, jak to zrobić?

Oarien uśmiechnęła się lekko. — Znam tylko teorię. Aby wyeliminować Lunarga, trzeba przygotować miksturę wybuchającą, która nie tylko spali grzybnię, ale także usunie magiczne resztki z gleby, nie pozwalając jej na odrodzenie. Nie znam jednak dokładnych składników. Ale jest ktoś, kto może pomóc – miejska ogrodniczka, Dilena.

Aurora zmarszczyła brwi. — Dilena?

— Tak — potwierdziła Oarien. — To kobieta, która od lat bada ziemię w Vesper. Jeśli ktoś zna składniki potrzebne do stworzenia takiej mikstury, to ona. Znajdziesz ją w miejskich ogrodach, niedaleko placu targowego. Pamiętaj tylko, księżno, Dilena nie jest przychylna mieszaniu magii z naturą. Będziesz musiała ją przekonać, że to jedyne wyjście.

Aurora podziękowała i wyruszyła w kierunku ogrodów, gotowa na kolejne wyzwanie. W głębi duszy czuła, że Lunarg nie jest jedynie zagrożeniem – może skrywać w sobie sekret, który warto zrozumieć, zanim zostanie zniszczony.

#80
Przygody / Tajemnicza Grzybnia
Ostatnia wiadomość przez Nanuki - 2024 12 10, 19:29:41
Aurora otworzyła oczy, poczuła w powietrzu coś dziwnego. Jej komnaty, które kiedyś tętniły życiem, pokryte były delikatną, luminescencyjną pleśnią. Przez pęknięte okna wpadał chłód poranka, a na zewnątrz rozciągało się zmienione miasto. Vesper, niegdyś wspaniałe i pełne życia, spowite było szarą mgłą, która wydawała się pulsować jakby żyła własnym życiem.

Księżna postanowiła zejść do serca miasta. Jej uwagę szybko przyciągnęło dziwne zjawisko pod starym bankiem miejskim – miejsce, które dawniej przechowywało bogactwa Vesper, teraz emanowało niepokojącym, niebieskawym światłem. Z ziemi wyrosła tam gigantyczna grzybnia, której kapelusze miały wielkość wozów, a ich trzon wydawał się żyć, powoli pulsując jak oddech wielkiego stworzenia.

Aurora zbliżyła się ostrożnie. Im bardziej podchodziła, tym bardziej czuła coś dziwnego – wspomnienia z przeszłości mieszały się z obrazami, które nie mogły być prawdziwe. Zobaczyła swoich dawnych doradców, lecz ich twarze były zdeformowane, oczy błyszczały jak rubiny, a z ust wyrastały grzyby. Halucynacje zaczęły przekształcać rzeczywistość w koszmar.


Nagle zza jej pleców dobiegły głosy. To byli mieszkańcy Vesper, którzy z trudem zbliżali się do księżnej, ich twarze wykrzywione przez strach i szaleństwo. "Księżno, proszę, pomóż nam!" – wołała starsza kobieta, której dłonie pokryte były niebieskim nalotem. Aurora, z trudem otrząsając się z wizji, zdała sobie sprawę z prawdy. Grzybnia emitowała trujące opary, które wnikały w umysły ludzi, wywołując halucynacje i odzierając ich z rozsądku.
Księżna spojrzała na przerażonych mieszkańców, a jej serce zadrżało. Wiedziała, że Vesper jest w niebezpieczeństwie. Grzybnia nie była naturalna. Ktoś, albo coś, musiało sprowadzić ją do miasta. Jej celem mogło być zniszczenie Vesper od środka – poprzez ludzkie umysły.

Aurora, przywołując magię, która płynęła w jej żyłach od narodzin, uniosła ręce. Powietrze wokół niej zadrżało, a z jej dłoni wytrysnęło światło, próbując oczyścić grzybnię. Lecz gdy tylko jej magia zetknęła się z dziwną substancją, efekt był znikomy.
Księżna zrozumiała, że grzybnia była tylko częścią jakiejś magicznej, niezrozumiałej dla niej dzikiej plantacji, postanowiła zaczerpnąć wiedzy u specjalisty.

Aurora, otrząsnąwszy się z początkowego szoku, szybko zorientowała się, że potrzebuje pomocy, by zrozumieć naturę grzybni. Wiedziała, że miejskie legendy często wspominały o Meriev, zielarce, która przez dziesięciolecia leczyła mieszkańców Vesper i znała niemal każdą roślinę, korzeń czy mech w okolicy.

Wąskie uliczki prowadziły księżną do małej chatki na skraju miasta, której dach porastał dziki bluszcz. Drewniane okiennice były uchylone, a zapach ziół i dymu unoszący się z wnętrza zdawał się być jedyną oznaką życia. Aurora zapukała lekko, ale nie czekając na odpowiedź, weszła do środka.

Meriev, drobna kobieta o zmęczonych oczach i dłoniach pokrytych plamami od pracy z roślinami, spojrzała na nią znad kociołka, w którym bulgotał ciemnozielony wywar.


— Księżna Aurora? — zapytała z niedowierzaniem. — Wiedziałam, że kiedyś wrócisz... Ale to oznacza, że miasto jest w prawdziwym niebezpieczeństwie.

Aurora pokrótce opowiedziała o grzybni pod bankiem i dziwnych oparach, które dręczyły mieszkańców. Meriev wysłuchała jej uważnie, ale gdy księżna skończyła, westchnęła z rezygnacją.

— Niestety, księżno, grzyby to nie moja domena. Rośliny, zioła, kora drzew – to wszystko, co znam. Ale te organizmy... Są z innego świata. Nigdy nie widziałam czegoś podobnego. Mogę spróbować przygotować coś na halucynacje, ale źródła tego zjawiska nie rozumiem.

Aurora poczuła ukłucie rozczarowania, ale zanim zdążyła się odezwać, Meriev dodała:

— Jest jednak ktoś, kto może wiedzieć więcej. Plotki głoszą, że wędrowna badaczka imieniem Oarien ma rozległą wiedzę o takich rzeczach. To kobieta tajemnicza, nie wiadomo skąd pochodzi, ale często bywa w karczmie. Jeśli ktoś zna odpowiedzi, to właśnie ona.

Księżna podziękowała i szybko opuściła chatkę, kierując się do karczmy. Znajdowała się w centralnej części miasta i była miejscem, gdzie zbierały się zarówno szumowiny, jak i poszukiwacze przygód. Jej zdobiona fasada wyglądała na nadgryzioną zębem czasu, ale wnętrze wciąż tętniło życiem.

Aurora weszła pewnym krokiem, wzbudzając poruszenie wśród gości. Wzrok obecnych zatrzymał się na kobiecie w kącie sali – wysokiej, o czarnych włosach splecionych w warkocz, ubranej w ciemny, podróżny płaszcz ozdobiony dziwnymi naszywkami przypominającymi symbole runiczne. Oarien uniosła głowę znad kielicha i spojrzała prosto na Aurorę, jakby wiedziała, że księżna jej szuka.

— Wiedziałam, że prędzej czy później znajdziesz drogę do mnie — powiedziała spokojnie, unosząc kielich w geście powitania. — Grzybnia, o której mówisz, nie jest zwykłym dziełem natury. Ale jeśli chcesz wiedzieć więcej, usiądź. To historia, która wymaga czasu i odwagi, by ją wysłuchać.

Aurora zajęła miejsce naprzeciwko niej, czując, że Oarien skrywa tajemnice, które mogą być kluczem do ocalenia Vesper.