Uchyliwszy wieko...

Zaczęty przez Krowi_Bog, 2006 09 10, 14:05:04

Poprzedni wątek - Następny wątek

alderon

Zadanie, które otrzymał od nieznajomej nie było łatwe. Sprawa mogła nabrać rozgłosu na całą Sosarię.
Osoba, która byłaby władna mu pomóc,  była nieosiągalna, zapewne spała snem kamiennym. Chociaż Dracus przemierzał wszystkie miasta, nie znalazł śladu obecności szukanej osoby. Byc może dziś... jutro .. ?

Siedział zadumany na zydlu opodal pieca.
Samo odnalezienie jej to jedno. Pytanie co dalej ?
Jak zareaguje ten ktoś na propozycje ?
Czy zgodzi się na to co będzie chciał otrzymac ?
A jeśli...  to za jaką poręką ?
Jakie plany ma nieznajoma względem tego co otrzyma... jeśli w ogóle mu sie uda ?

- Yainell...
To zwrot, którego użyła do nieznajomej ta druga.
- a więc tak brzmi jej imię.. !? - mruknął
Zarys postaci niewiasty znów przesunął sie przed oczyma.

- to zbyt często powraca - cichy szept uniósł slowa w mrok.
Wzdrygnął sie.
I znów popadł w zadumę. A było o czym myśleć...

alderon

Piasek zaskrzypiał pod nogami gdy opuszczał bramę gwiezdną.
Miasto spało jakby snem umarłych. Pustka i ta straszna cisza dookoła, ktora aż krzyczała w uszach.
Tu i ówdzie tylko nikły blask kaganków rzucał mizerne światło na bruk ulicy oraz liczne cienie,
które  niczym tańcząca horda umarłych migały na ścianach domów.
To co kiedyś lśniło w blasku zlota i chwały, dziś pokrywal mrok zapomnienia.
Twarz jeżdźca przybrała posępny wyraz.

- po co tu wrócił ?
nieme pytanie znów nie otrzymało odpowiedzi.
- miasto zapomniane przez Bogów i ludzi - szepnął cicho

Koń puszczony samopas doszedł aż do brzegu morza.
Ciepłe fale od niechcenia uderzały w końskie kopyta.
Wzrok nieznajomego pobiegl w dal, hen ku niewidocznemu horyzontowi.
Patrząc w odległe miejsce jakby oczekiwał czegoś co być może juz nie nadejdzie.
Gęsta noc mrugała do niego tysiącem gwiazd. Według podań gdzieś tam na firmamencie nieba była ponoć i jego.
Uśmiechnął sie na wspomnienie słów starej wiedzmy, które w młodości Ta do niego rzekła:
- wszystko co na tym świecie zapisano w gwiazdach... pamiętaj o tym.

Tak... zapamiętał to do dziś lecz gwieździste niebo tej nocy milczało.
Spojrzał w górę po czym wzrok pomknął ku miastu.
Zamyślony powrócił pamięcią do minionych wydarzeń.
- czy historia zapisana w gwiazdach pozwoli wrócić do tych zdarzeń ? być możę i to miasto otrzyma kiedyś to co straciło ?
- co zapisano w gwiazdach o kobiecie, która będąc widmem stała się bardziej realna niż głoszą wieści ?
To co było, być może bezpowrotnie minęło. Nowe, które może nadejdzie ziści się po jakimś czasie, czasie którego już nie miał.
Nikt i nic nie odpowie na nieme pytania tej nocy, na które już sam nie chciał znać odpowiedzi.
- nic tu po mnie - mruknął
Pchnięty łydkami wierzchowiec poniósł jeźdźca w strone portalu, którym tu przybył.

MaUa

"Znowu, znowu mnie do czegoś zmusza... Znowu ja mam załatwiać jej interesy" pomyślała Eryanna wypowiadając słowa mocy. Moonglow... jakże dawno tu nie była... tak dawno. Ale ona tam czekała, nie było czasu na przemyślenia. Gdy tylko otworzyła drzwi Ona ją zauważyła - Służko! oto nasz majster! - powiedziała. "Zołza... Wredna zołza... Znowu mnie upokarza" zdusiła w sobie zdanie i ukłoniła się przed swą Panią, a ta zniknęła pozostawiając ją sam na sam z krasnoludem.

"Przedwieczny broń... rozmawiać z gburem..." pomyślala, jednak przemogła się i poczęła opisywać swe zamówienie. Kula z obsydianu, zdawała sobie sprawę jakie to nietypowe, jednak ciągnęła dalej, jak ma wygladać, jak ma być duża. Krasnal jednak zażądał opisu na piśmie. "Nierozgarnięty... I jemu mam to zlecić... Przedwieczny broń! Prostych wytycznych zapamiętać nie potrafi!" pomyślała opisując swe zamówienie w niewielkim woluminie.

Powróciła tam... "Ach... Moonglow" poczula dziwny sentyment do miasta. Byl tam, czekał, podała mu notatki, "teraz musi to wykonać, ma wszystkie wytyczne". Była przygotowana na jego drobne rządanie... Diamenty i obsydian, to miały być wszak główne komponenty. Za trzy klepsydry - tak orzekł.  "Niedobrze... tuż przed świtem... " westchnęła, ale zgodziła się, zależało jej na kuli, a jeszcze bardziej zależało jej na aprobacie Yaineil.

Trzy klepsydry minęły, "Już czas, wiem to... Już ją skonstruował, wręcz czuję jej moc, będzie doskonała!" pomyślała i natychmiast wyruszyła w umówione miejsce.

Czekał tam na nią, stał sam... Jakże pazerny... jakże chciwy. "Ale czy bardziej chciwy niż Yai lub ja?". Podeszła doń zamyślona. Czekała na ofertę. orzekł trzy miliony. "To śmieszne! nawet gdybym taką sumę miała... Nie... to za dużo" pomyśłała Eryan i zaśmiala sie krasnalowi w twarz.

Spojrzała za okno w banku "Lux Alba... choroba... zabiorę go tam, przerazi się... może odda kulę" stwierdzila w duchu i przeniosła ich oboje w miejsce, które budzi grozę wśród śmiertelnych.

Wyjął ją! Była piękna... Wzywała wręcz Eryannę... "Tak, to będzie doskonały komponent" pomyślała targując się z krasnalem. Cóż, milion... Tyle zażądał - wciąż zbyt wiele. Spojrzala na kulę, uslyszała jej wołanie, tak... ona chciała być sercem, nie można było dopuścić, by została w jego pazernych łapskach.

Eryanna skupiła swe myśli na czarnym obiekcie, poczęła przezeń do niego mówić, kusić aby ją oddał... Krasnal był jednak uparty. "Kuszenie nic nie da..." pomyśłała "potrzeba mi czegoś silniejszego...". Spojrzała na krasnala poprzez kulę, wśliznęła się do jego jestsestwa stwarzając ból. "Taaak... zaczyna odchodzić od zmysłów, cudownie!". Wampirzyca wyciągneła dłoń.
- Oddaj mi ją, a ból minie. Czy na pewno jest tego warta? Warta szaleństwa, obłędu? Oddaj ją... uwolnię cię od tego. - Powiedziala cichym, ale dobitnym głosem.
Krasnal nie wytrzymawszy odłożył kulę, porzucił ot tak. "Doskonale moj brodaty przyjacielu, wyśmienita robota" pomyślala chwytając kule i przesuwając czule palcami po jej powierzchni.

- Bywaj! Krasnalu! - zaśmiała się upiornie i wypowiedziała słowa mocy.
"Teraz Yai będzie ze mnie zadowolona... mam ją a kosztowało mnie to jedynie garść kamieni i obsydianu" zaśmiala się w duchu, tuląc kulę do piersi...

Krowi_Bog

Wciągnęła powietrze głęboko w nozdrza. Miliardy cząstek elementarnych połączyły się z receptorami jej komórek węchowych. Jej mózg - doskonały w wyniku otrzymania Daru w chwili przeanalizował dane. - Taaak. Ten zapach jest odpowiedni. Znam go. - Skupiła się na grupie cząstek o podobnej aurze i podążyła oczyma wyobraźni drogą, którą z powietrzem dotarły do jej nozdrzy. Minęła kilka budynków, uniosła się wzdłuż mostu nad rzeką, aby ostatecznie zajrzeć do kopalni, gdzie ujrzała mechanicznego golema, a przy nim człowieka uderzającego mozolnie kilofem w twardą skałę. - Aaron - pomyślała. - Jest odpowiedni. -

Idąc spokojnym krokiem w stronę kopalni starała się nie spoglądać na towarzyszącą jej Eryannę. - Bardzo dobrze spisała się z tym krasnoludem i baterią. Kula jest idealna. Nie mogę dać jej jednak do zrozumienia, jak bardzo jestem zadowolona. Niech niepotrzebne myśli nie pojawiają się w jej głowie.-

Aaron Suzumaru. Odkąd pamiętała zawsze mieszkał w Minoc. Widziała wiele przedmiotów wykonanych jego rękoma. Zawsze zadowalające, zawsze idealne, zawsze takie, jakimi powinny być. Była jeszcze jedna istotna rzecz. To pamiętała jak przez mgłę, gdyż zdarzyło się wtedy, gdy była tylko namiastką dzisiejszej siebie. - Nic mnie to nie będzie kosztowało - powiedziała do siebie w duchu - podchodząc do ku niemu ze swoją służką.

Czaszka przypominająca humanoidalną, większa jednakże od ludzkiej o połowę. Stworzona z wykonanych z gwiezdnego szafiru drobnych elementów, dokładnie do siebie dopasowanych. Zachowująca jedynie pozory anatomicznego odwzorowania. Wydrążona wewnątrz, o grubych ścianach. Wnętrze czaszki połączone drobnymi otworami  z oczodołami. Żuchwa nieruchoma.

Spodziewała się czegoś takiego. Jako zapłaty zażądał uśmiechu. Cóż to dla Eryanny, która pod swoją sukienką miała już niejednego mężczyznę i conajmniej jedną kobietę. Dla niej uśmiech jest niczym upuszczenie krwi śpiącemu dziecku. Wzdrygnęła się i skupiła. Zdobyła się na wielki wysiłek. Mięśnie mimiczne jej twarzy drgały z całą swoją mocą by w końcu kąciki ust uniosły się ku górze i bokom. Ile ją to kosztowało...

Jego pracownia. Różnorakie narzędzia, których używał, a których znaczenia nie pojmowała. Nie musiała. Nie musiała wiedzieć wszystkiego. Wystarczyła świadomość, iż czynności które wykonywał mistrz majstrzego fachu zbliżały ją ku ostatecznemu celowi.
Godziny za godzinami, podczas których nieruchomo wpatrywała się w to, co kształtowało się w dłoniach Suzumaru, by ostatecznie ukończone dzieło spoczęło w jej dłoniach.


- Jeeeeest! - Krzyknęła wybiegając z upragnionym przedmiotem z warsztatu. Pstryknęła palcami i rozpłynęła się w powietrzu, by następnie zmaterializować się w miejscu wypełnionym jedynie przez czerń i setki drobnych czerwonych punkcików. - Jeeeeest! - Krzyknęła ponownie. Ze wszystkich stron odpowiedziało  jej jedynie popiskiwanie drobnych szarych gryzoni.

MaUa

Znowu... Znowu kolejne zadanie. Tym razem uśmiercić jednego z nas, z rodu Vampirica. Przez długi czas Eryanna krążyła po Zamku obserwując mieszkające tam wampiry. Krótka rozmowa, rozeznanie. Wiedziała już kto będzie potencjalną ofiarą.

"Śmierć musi nadejść cicho, szybko." pomyślała Eryanna krocząc po alejach Minoc. "Srebro..." wiedziała, że ono przynosi śmierć, wystarczyło wyłozyć kilka monet by uzyskać przeklęty kawałek metalu.

Przyjrzała się swej przyszłej ofierze. Kobieta... "Jak mam to zrobić po cichu, skoro to kobieta?". Ale pamiętała, że istnieje zaklęcie, jednak wymagało ono nietypowych składników... Tylko jakich? I jakie były słowa inkantacji?

- Pani powinna wiedzieć, powinna pamiętać. - Mruknęła pod nosem wypowiedziawszy słowa mocy.

Była tam, w ich domu, siedziała jak zawsze na swoim miejscu, a wokół niej szare szczury o krwistoczerwonych oczach. Były chyba jej jedynymi przyjaciółmi, prócz Eryanny, z czego sobie sprawy nie zdawała.

Eryanna podeszła.
-Pani, byłam w Zamku, znalazłam ofiarę. Istnieje jednak jedna przeszkoda... To kobieta... -  powiedziala cicho. Yaineil spojrzała na nią, kiwnęła głową bez słowa i rzekła - Tak.. z pewnością nie jest jak Aiko. - Eryannę zalała fala złości. "Jak ona śmie mi o tym przypominać! Jak może! Wie przecież, że próbuję upchnąc to w najciemniejsze zakamarki umysłu."
- Pani, znam Twą mądrość - powstrzymała sie przed wybuchem - Wiem, ze istnieje pewna iluzja....
Eryan nie musiala mówić nic więcej... tak... Yaineil wiedziała, zawsze potrafiła czytać w jej myślach, zaklęcie przemiany, zamiana płci... Dość skomplikowane, ale w tym przypadku - niezbędne.

Eryanna położyła zwój pergaminu na stole. Ten kierowany siłą umysłu Yaineil rozwinął się powoli, poczęly się na nim pojawiac litery składające sie na magiczna inkantację. Yaineil wzięła kolejny pergamin, poczęła ze skupieniem spisywać wszystkie potrzebne składniki.

- Oto i magiczny zwój Eryanno, nie zgub go, strzeż go! - podała oba pergaminy i usiadła na swoim miejscu.

Zaciekawiona Eryanna poczęła przegladać spis składników. - Kropla męskiego nasienia - jęknęła cicho. Yaineil tylko zmierzyła ją wzrokiem od stóp do głow i stwierdzila - Zdobędziesz...

Aruv

Trochę się was boję, moje wampiry. O_o

Osoba siedząca na dużym kamiennym tronie, zawieszonym gdzieś w nie-świecie, przyglądała się uważnie przez zaklęte lustro. Choć dobrze wiedział jak to się skończy, oglądał wszystko udając chyba przed samym sobą, że dobrze się bawi.
- Interesujące. - dodał, a zabrzmiało to prawie jak szczerze.

MaUa

Szczur pisnął cicho przyglądając się kobiecie w czerwieni gdy ta niespiesznie poczęła wyjmować znoszone męskie ubranie ze skrzyni. Stanąl na tylnych łapkach, pomachał wąsikami i odwrócił się do niej ogonkiem. Podbiegł do reszty czerwonookich stworzeń, gdzieś wgłąb kanałów.

Znalazła odpowiednie miejsce, rozłozyła ingredienty tak, jak poinstruowała ją jej Pani. Trzy rubiny na wprost. Po prawej nieco pajęczej sieci, na lewo mandragora i krew, na sam koniec zaś, ten niekonwencjonalny składnik, nieco męskiego nasienia.

Eryanna wciągnęła głęboko powietrze, w jej nozdrza wdarł się nieprzyjemny odór ścieków. Uniosła ręce wysoko w górę i wynioslym głosem zaintonowała: Vas Ylem Leitha Vultus!

Przez chwilę nie otwierała oczu, przez chwilę myślała, ze nic się nie stało. Poczuła się dziwnie... jakby zawroty glowy, jakby to nie była już ona. Otworzyła szeroko oczy, spojrzala na swe dłonie. "Udało się! Udało!" rozradowała się w duchu widząc męską rękę. Delikatnie opuszkami palców dotknęła swej twarzy chcąc poczuć jej nowy kształt.

Zamek... Tutaj znajdowała sie ona... jej ofiara. Eryanna nieco nieprzyzwyczajona do męskiego ciala starała się kroczyć pewnie przez podwórze. Uniosła nieco głowę, spojrzała na wieżę i uśmiechnęła się do siebie w duchu.

Treserka jakby na nią czekała, uwijając się w swej pracy. Eryanna zmusila się do uśmeichu, nadała swemu nowemu głosowi miękki przyjemny ton, poczęła ją kusić. "Jakież to proste... banalne." pomyślała prowadząc treserkę w miejsce odosobnienia.

Eryanna wiedziała, że to miejsce ją zauroczy. Kałuża krwi, zapach śmierci wokół, upojona tym treserka uklękła i poczęła modlić sie do Ojca. "Wspaniale moja droga... jesteś prostym celem" stwierdzila Eryan ostrożnie wyjmując srebrny kryss. Blask świec migotał na przeklętym ostrzu, jakby chcial ostrzec biedną kobietę... Nie zdązył. Wiedzione pewną ręką ostrze szybko odnalazło gardło wampirzycy i upuściło zeń cała krew.

Eryanna uśmiechnęła się do siebie w duchu pakując zimne, białe zwłoki do worka. Skupiła swe myśli na lochu, wypowiedziała kilka słów.

Szczur własnie skonczyl pokrywać samicę. Wyniuchal tak dobrze sobie znany zapach i pobiegl w jego kierunku. Tupot jego malutkich łapek odbijal się cichym echem w korytarzach. Zobaczył ją. Wygladała inaczej, ale zapach pozostał ten sam. Ciagnęła za sobą worek... Cóż za zapach... świeże mięso. Pobiegł szybko za nią, chcąc pochwycić chociaż kawałek, tego co w worku. Ona jednak spokojnie schowała ciało do skrzyni, wypowiedziala niezrozumiałe dla niego slowa i odzyskała swą postać...

Krowi_Bog

Alderon - tak się nazywał śmiertelny, który słowa przed czyny stawiał. Jeżeli nie on, to uczyni to ona ze swoją służką...

"... Trzysta sieci pajęczych, grzybów zapomnienia dwa tuziny, krwi fiolka, dwa otoczaki i trzy perły, także para powiek śmiertelnej istoty..."

Piękno jest czymś, czemu warto poświęcić czas na badania...

MaUa

Kolejny wyklad, po nim kolejne pytania... Zmęczona już Eryanna poczęła odpowiadać na pytania swej Pani i Mistrzyni już automatycznie, już wiedziała czego Yaineil oczekuje.

Usłyszała głośny pisk szczurów, coś się działo, coś innego. Rozejrzała się wokół, spojrzała na swoja Panią. Rogi! wielkie kościane twory poczęly wyrastać tuż nad jej czołem. Potem twarz, zaczęła się zmieniać, wydłużać, na kształt czaszki jakiegoś potwora. Jej ciało poczęło rosnąć w zastraszającym tempie. Przerażona Eryanna postąpiła krok w tył patrząc jak z czarnej sukni pozostają strzępy. I ten odgłos rozrywanej skóry gdy bialy jak śnieg kręgosłup przebił plecy.

Potwór! jej Pani zamieniła się w istotę tak okropną, tak obrzydliwą... Eryanna spogladała na nią starając się ukryć strach. Yaineil jednak wciąż zadawała swoje pytania, jakby to czym sie stała było czymś naturalnym.

Moc! Potęga! Tak stwierdziła Yaineil. Teraz była tego ucieleśnieniem, kwintesencją Mocy.

Yaineil wytężyła umysł, skupiła się i poczęła powracać do swej dawnej postaci.
- Czy zwątpiłaś we mnie Eryanno? - spytała.
- Nigdy, Pani... Wiem, że Twa moc jest nieogarnięta. - odpowiedziała i zabrały się do spisywania kolejnego zaklęcia, Zaklęcia Iluzji Głosu Imperatywnego...

Krowi_Bog

Właściwą ścieżką prowadzę za sobą Eryannę. Przemiana sprzed kilku dni jest tego najwyraźniejszym znakiem. Cielesna forma, którą wybrała dla mnie tętniąca w moich żyłach moc wprawiła mnie w zadowolenie. Jeszcze większą satysfakcją napełnił mnie fakt, iż moment przemiany w żaden sposób nie wpłynął na mą świadomość. Mimo reorganizacji układu kostno-mięśniowego i struktury genetycznej konkretnych grup komórek nadal mogłam testować swą służkę i uczennicę. Z obojętnym zadowoleniem spoglądałam na wpatrującą się we mnie z lękiem Eryannę. Odczuwałam satysfakcję, gdy stanęły przy mnie zwłoki tych, którzy zmarli w moich kanałach. Zrozumienie, gdy przyrzekli mi służyć. Mi. Yaineil z Tibaneh. Yaineil Nieśmiertelnej...

   Te jakże trywialne myśli krążyły w umyśle Yaineil, gdy ta razem ze swą służką Eryanną stała w gęstym lesie nieopodal Skara Brae. Spojrzała swymi ciemnymi oczyma na uczennicę, która skrupulatnie układała elementy zaklęcia na leśnej ściółce. Na stercie znacznej ilości pajęczych sieci kładła po sobie grzyby, otoczaki, drobne czarne perły, by następnie polać wszystko odrobiną krwi. Ostatecznie Eryanna wyjęła zza pazuchy jedwabną husteczkę i wyjęła to, co w niej się znajdowało – dwie ludzkie górne powieki – jeszcze niedawno należące do czyściciela kanałów. Je także położyła wśród innych składników zaklęcia i skinęła głową. Yaineil wypowiedziała słowa banalnej inkantacji. Powietrze zawirowało i uformowało się na kształt humanoida zbudowanego wyłącznie z krążącego w wirującym powietrzu piachu i liści. – Już – wypowiedziała spokojnie obojętnym tonem.

- An Hur Ex Kaane Emine – wypowiedziały symultanicznie po dwakroć obydwie wampirzyce, a Eryanna cisnęła w leżący na ściółce stos ognistą kulę. Powietrze jakby zgęstniało. Z płonących składników zaczął ulatniać się szary dym. Bezwłosa wampirzyca pstryknęła palcami, a żywiołak powietrza wchłonął skondensowaną chmurę magicznego dymu. Yaineil tym samym obojętnym tempem wypowiedziała słowa następnej inkantacji. Nieopodal powietrze jakby pękło i pojawiła się w nim mieniąca się błękitem luka. – Idź – rzekła wampirzyca, a posłuszny przywołaniec wleciał w magiczną bramę. Odprowadziły żywiołaka wzrokiem, wypowiedziały słowa mocy i zmaterializowały się w zupełnie innym miejscu.

- Z tamtej strony. Szybko! – krzyknęła Yaineil do Eryanny. Obydwie kobiety pobiegły w dwie różne strony placu bankowego Vesper. Niczym był dla nich magiczny siwy dym rozpościerający się na obszarze całego placu. Zręcznie manewrując wokół śpiących na bruku strażników zaczęły wyjmować z ram płótna i zwijać je. Jedno za drugim. Szybko. Konsekwentnie. – Spiesz się! – krzyknęła nawet nie patrząc za Eryanną, chociaż wiedziała, iż uczennica robi to, co miało zostać zrobione. Nagle... Błyskawiczne ukłucie świadomości. – Pospiesz się! – zaklęcie przestaje działać.

- Straaaż! Do Broni! – zakrzyknął jeszcze zaspany gwardzista Vesper biegnąc ku dwóm kobietom osnutym przez mroki nocy oraz resztki magicznego dymu. Te dzierżąc w dłoniach ,,Erotyki na Dziesięć Płócien" właśnie się dematerializowały

Krowi_Bog

Z zadowoleniem szła ulicami miasta zmierzając ku starym kanałom. Świstek papieru przekazany w ręce tej pazernej śmiertelniczki nie znaczył nic. Cóż. Śmiertelna myślała zapewne co innego. Mogła za to ubrać się jak arystokratka, najeść jak kapłani, albo zfinansować przynajmniej połowę budowy własnego domu. Jeżeli jest panną, z takim posagiem z chęcią przygarnąłby ją każdy kawaler.  Zamlaskała schodząc na dół, szczury jak zwykle zapiszczały w radosnym geście powitania.
Wszystko jest takie doskonałe. Ten gest sprzed kilku chwil będzie pierwszym krokiem ku temu, by dowiedzieć się czy Kitab Azif rzeczywiście więziony był przez Glaaki. Krok ku temu by dowiedzieć się czy Glaaki jest rzeczywiste. Gdyby było to prawdą dałoby szansę nowym możliwościom, mocom, wiedzy. Tak, groziłoby też unicestwieniem. Zaśmiała się.
Pstryknęła palcami, drzwi ku jej domostwu otworzyły się. Była zadowolona. Angus spisał się doskonale. Badania przez niego przeprowadzone, uwieńczone dokładnymi wyliczeniami pozwoliły jej poszukiwać współwykonawców jej głównego planu. Z zadowoleniem przypomniała sobie noc, gdy weszła przez drzwi do sali wykładowej Akademi Nauk. Była wypełniona po brzegi chętnymi wiedzy i mocy śmiertelnymi. W mgnieniu oka przypomniała sobie rozmowę z Egrenderem, następnie z kapłanem Requanisa. Zamlaskała na wspomnienie obsydianowej kuli, którą wraz z badaniami Angusa oddała w jego ręce. Dzień największego natężenia światła słonecznego w roku został obliczony. Istnieje grupa śmiertelnych, która będzie w stanie napełnić baterię. Wszystko zmierza ku uwieńczeniu planu.
Usiadła i ponownie zamlaskała. Jeszcze tylko kilka drobiazgów. Eryanna zbyt wolno studiuje niezbędne umiejętności. Ostatnie nocne polowania zbyt ją rozkojarzają, chociaż - uśmiechnęła się - dają wiele zadowolenia. Ach... Zamyśliła się. I jeszcze Srebrnooki. Eryanna mówiła, iż zdobył niezbędne ciała, dlaczego jednak nie sprowadził ich jeszcze? Odkąd wszedł we władanie tego... Wciągnęła powietrze... Nic to. Trzeba poczekać.

Pstryknęła palcami, a w powietrzu przed nią zmaterializowała się niewielka księga. Kartki książki zaczęły się przewracać by zaprzestać mniejwięcej w jej połowie. Yaineil zastygła w bezruchu spoglądając na litery spisane jakże dobrze jej znanej ręką.

Krowi_Bog

NOC

Niewiele by brakowało, a "Ptaszek" sprawiłby, iż wszystko zostałoby zaprzepaszczone. Gdy usłyszała echo kroków rozchodzące się po kanałach wiedziała, że Podkomorzy nie jest w najlepszym nastroju. Okute obcasy butów do jazdy konnej uderzały o starą posadzkę mocniej i szybciej niż zazwyczaj. Gdy stanął przed nią wybuchnął złością. Nie podobały jej się groźby. Żaden z nieśmiertelnych nie lubi, gdy mówi mu się, iż będzie płonął na stosie. Żaden. Wiedziała, iż w zaistniałej sytuacji to, co powie nie będzie miało znaczenia. Nie będzie go miało z dwóch powodów. Po pierwsze Ilidriash zbyt wielką miłością darzy swoją żonę, zbyt jest od niej zależny, po drugie - wyczuwała w powietrzu zapach tuzina koronnych gwardzistów. Zazwyczaj nie zapuszczają się bez powodu tak daleko. - Mnie nie wysłucha. Wysłucha Eryanny. - Dała jej delikatny znak ręką, ta niespiesznie ruszyła za Sibril'em. Nie minęło wiele czasu, gdy jej służka, uczennica czy jak ją ostatnio nazywała - córka wróciła. Zapach Ilidriasha i jego podwładnych ulotnił się. Wiedziała, że tym razem niebezpieczeństwo zostało zażegnane, wiedziała też, że naszyjnik i wszystko, co go dotyczy nie będzie już przedmiotem jej zainteresowania. Ma wieczność. Trzeba o nią dbać... "Ptaszek" zaś... Cóż. To zależeć będzie od Eryanny. To ona go wybrała.

TAKŻE NOC

Nie była pewna czy tam go będą przetrzymywać. Miała jednak rację. Czek przekazany obwoływaczce okazał się skuteczny. Rzekome mordy koło Trinsic, słowa podszepnięte we właściwe ucho i w królewskiej celi pojawiła się istota, której oczekiwała. Jedno spojrzenie na sługę Glaaki sprawiło, iż zwątpiła, że uda się przekonać demona do współpracy. Coś, co stworzyło coś tak chaotycznego i nie dającego się opisać nie może być spełna umysłu. Jednakże Sion widział w tym potencjał. Sion rzadko się mylił. Rozpoczęła rozmowę. Zdawała sobie sprawę, iż ta nędzna imitacja wampira, bardziej przypominająca ghula jest jedynie sondą i przekaźnikiem, wykorzystywaną przez Glaaki do kontaktu z otoczeniem. Rozmowa z czymś takim nie była łatwa. Kiedy rozmawiała z pustą skorupą, a kiedy z samym demonem? Czy Glaaki na prawdę nie dostrzegło w Niej potencjału? Czy było aż tak chaotyczne? Z każdą następną minutą była coraz bardziej przekonana, iż musi być to jeden z mniej logicznych tworów Daywadosa... Z niezadowoleniem wyszła z celi... Cóż Yaineil - tym razem się przeliczyłaś.

JESZCZE JEDNA NOC

Jest coraz bardziej doskonała w tym co robi - pomyślała mgła-która-była-Yaineil wsłuchując się w Eryannę mamiącą potencjalnego sługę, a na pewno śniadanie... Chwile, gdy śmiertelni wkraczają do jej domostwa są takie słodkie. Tak było i tym razem. Niczego nie spodziewająca się istota, prowadzona przez jej służkę i córkę, a także on - "Ptaszek". Najpierw nauczy go pokory, a potem? Odda do dyspozycji Eryannie. Ten jeden jedyny raz. Widok śmiertelnego nacinającego tętnice nadgarstka ofiary był przeżyciem jakże zabawnym w pełnej stagnacji egzystencji. O tak. Niech cierpi poprzez robienie tego, co jest tak nieludzkie. Niech się ukorzy przed nią. Gdyby nie jego nierozważne zachowanie przy żonie podkomorzego, domostwo nie znalazłoby się tamtej nocy w niebezpieczeństwie. Z rozkoszą przyglądała się, gdy śmiertelnik chwycił za krwawiącą dłoń Tego-Który-Został-Śniadaniem i spijał jego krew. Był moment, gdy sprzeciwił się. Wystarczyło zagrozić mu, iż jeszcze raz zamieni go w świnię. Tym razem na wieczność.

Krew Śniadania była znakomita, wiodącą nutą była człowiecza. Wyczuła także nutę wilczą i elfią. Jakże niespotykana kombinacja... Cieszyła się, iż Śniadanie się nie wyrywało. Jakże nie lubi smaku zakrzpłej krwi, ta powinna zawsze żywo wpływać do jej ust w rytmie bicia serca, gdy zaczyna stygnąć staje się mdła i nieprzyjemna. Nie daje wtedy radości. Zaspokaja jedynie głód... pragnienie...

Mówiła. Mówiła wiele. Czasami zdarzało się, iż Posiłek dostawał szansę. Wielu z niej korzystało - ci wkraczali na nową drogę swej śmiertelnej egzystencji. Drogę, którą owierało jej imię - Yaineil. Inni kończyli jako doskonale zakonserwowane członki, które miała nadzieję wykorzystać w coraz bliższej przyszłości lub też jako pokarm dla jej przyjaciół - szczurów. Byli też tacy, którzy odchodzili nienaznaczeni. Niewielu dotknęła takowym kaprysem.

Śniadanie wyszło razem z "Ptaszkiem". Miała nadzieję, iż uczynią to, co zostało im przykazane. A "Ptaszek"? Córka dała mu szansę. Zobaczymy, co tym razem z tego wyniknie...

Ilidrius

Był zdenerwowany. Nie, był wściekły...

Oszukały go, nabiły w butelkę. Nie tym razem. Wreszcie zatrzymał się przed bramką, dał znać gwardzistom by zaczekali. Otworzył ją własnym kluczem, przeszedł przez krótki korytarzyk i stanął przed biurkiem... - Yaineil... -

Agresja, zdenerwowanie samo płyneło z jego ust, nie mógł przeciesz przepuscić tej starej, niedosyć, że nieumarłej to na dodatek bezczelnej wampirzycy, przekroczenia granicy jego rodziny! To on rozdawał karty tym razem. Wiedział, że teraz to on zadecyduje o przyszłości. Wyszedł każąc im się wynosić...

Jednak miękki głos służki odnalazł go w połowie drogi do wyjścia. Wysłuchał jej, wyraził raz jeszcze swoja frustrację lecz cały czas była jego przyjaciółką, bez względu na to, że jej matka to perfidna stara jędza. Pozwolił im zostać, pierwszy i ostatni raz, a sam bijąc się ze straconym zaufaniem i zdnerewowaniem, wraz ze swoimi żołnierzami, ruszył w kierunku wyjściowych drabin...

Krowi_Bog

Spojrzała w przypominające dwa księżyce oczy wilkołaka. Znała go od wielu lat. Pamiętała go jeszcze, gdy był tą bezbronną istotą, która w swej humanoidalnej postaci pisała dla niej wiersze. A teraz?
Oczy wilkołaka zaszły krwią.
Furia.
Jest tylko tym. Jest esensją agresji i pragnienia mordu.
Jego złość i nienawiść sprawiły, iż nie była pewna rezultatu ich spotkań. Dawno utraciła nad nim kontrolę. Z zadowoleniem przyjmowała fakt, iż ich spotkania kończyły się bez rozlewu krwi. Drogocennej krwi dwóch według niej doskonałych istot. Jej i Jego.

Popatrzył na nią pełnymi wzgardy ślepiami. Torsje wstrząsnęły jego ciałem. Pysk bestii rozwarł się w niewyobrażalny sposób. W następujących po sobie sekundach wilkołak zwymiotował ludzkie członki... Uśmiechnęła się nieznacznie. Od razu poczuła pulsującą od nich aurę. Eteryczna woń towarzysząca Trinsic i to coś, co przy zamkniętych oczach pozwalało jej widzieć samotną wieżę zamieszkaną przez dwóch bliźniaków, jak zawsze ich nazywała... Ciała paladyna i nekromanty. Koniec jest bliski...

Wilkołak uderzył łapą o bujną trawę polany. Naghhhhroooodaaaa... - Ni to zawył, ni zasyczał. - Przyyypomnnnnęęę cssssiii sssięęę -

Bez słowa udali się w dwóch innych kierunkach.

MaUa

Już dawno się tak nie nudziła. Nawet szczury to zauważyły czym prędzej znikając jej z oczu. Pustym wzrokiem poczęła wodzić po plugawych ścianach kanału.
- Idziemy do Nujel'm, Eryanno. - rozległ się beznamiętny, suchy głos Yaineil.

'Nujel'm. To okolice tego miasta zamieszkują. Tu gdzieś ukryta jest ich wiedza i sztuka.' Rozmyślała Eryanna krocząc zdewastowanymi uliczkami miasta. Wszędzie dookoła unosił się odór śmierci i trzy tak odmienne zapachy. Troje żywych, tak, czuła ich wyraźnie. Ich krew pulsowała tak słodko, z każdym uderzeniem ich śmiertelnych serc zdradzali się ze swoją obecnością.

Eryanna spojrzała na swą Matkę, uczyniła niewielki gest dłonią w kierunku jednego ze zdewastowanych budynków. Yaineil skinęła tylko głową. Tak, ona również czuła ich zapach.

Byli tam, kobieta i dwóch strażników. Wszyscy przerażeni, skrywali się przed niechybną śmiercią. Cała trójka spojrzała nerwowo na dwie istoty wkraczające w ich azyl. Pytające, przerazone spojrzenia, wyborny widok u kolacji, pomyślała Eryanna.

Podeszła kilka kroków ku przyszłym ofiarom. Jej wzrok przeciagnęła jednak suknia kobiety. Delikatna, zwiewna materia o doskonałej barwie nocy. Tkana przez wyjątkowe dłonie kobiet Tibaneh. Iskra chciwości zabłysła w oczach Eryanny. Zerknęła na Yaineil, ciekawa czy i ona zauwazyła wspaniały wyrób. Ta jednak zanadto skupiła się na przyszłej kolacji.

Krwistowłosa wampirzyca była nieco zawiedziona, tak niewiele wysiłku trzeba było wlożyć w zwodzenie tej trójki. Wystarczyła krótka obietnica pomocy, zaoferowanie bezpiecznego schronienia w Stolicy. Jacyż ci śmiertelni są podatni... Sprowadzeni do domostwa wampirzyc poczuli niepokój. Każdy go czuje, niektórzy chcą uciekać, niektórzy walczą desperacko, niektorych paraliżuje strach.

Obaj strażnicy, ku swej niechybnej zgubie, obnażyli miecze. W korytarzach
Kanałów rozległ się głośny śmiech Yaineil. Jeden krótki gest, jedno spojrzenie wystarczyło aby obaj wyzionęli ducha.
- Eryanno, zakonserwuj ciała - rozkazała Yaineil nie zwracając uwagi na trzecią śmiertelniczkę.

Eryanna siłą woli ułożyla zwłoki na dnie kanału. Kobiety jednak nie spuszczała z oczu. Podeszła do niej powolnym, statecznym krokiem i delikatnie ujęła śmiertelną pod ramię. Drżącą z przerażenia niespiesznie zaprowadziła do swej Matki, podając jej dłoń kobiety. Yaineil kiwnęła głową z zadowoleniem i przebiła kłami delikatną skórę nadgarstka. Kilka łyków, kilka kropel krwi. Tak, żywa krew smakuje wiecznością.

Eryanna złozyła dłonie na ramionach śmiertelnej. Delikatna struktura materiału jej sukni wrecz ją przyciagała, krew nie miała teraz znaczenia, znaczenie miał jedwab Tibaneh.

Delikatnie musnęła paznokciem szyję kobiety Przedsmak tego co sie stanie. Eryanna delektowała się skrajnym przerażeniem tej ciemnoskórej istoty. Szybki ruch ręką, paznokieć rozdzierający skórę. Z szyi niewiasty poczęła sączyć się dziwnie czarna krew wnikając w suknię.

Martwa kobieta osunęła się na ziemię. Eryanna ostroznie zdjęła z niej suknię przyciskajac ją do piersi. Do ciemnoskórego ciała wnet przybiegło stadko szczurów łapczywie obgryzając mięso od kości.

- Co trzymasz Eryanno? - spytała Yaineil świdrując swą córkę i służkę wzrokiem.
- To jest moje, Matko! Moje! - wykrzykneła Eryanna z wyrazem niepohamowanej chciwości w oczach. Yaineil jednak spokojnie do niej podeszła i wymierzyła córce policzek.
- Wspaniale córko. Egoizm. Egocentryzm. Jesteś na dobrej drodze ku wielkości.