Runa barbarzyńców

Zaczęty przez Michak, 2007 05 19, 22:11:31

Poprzedni wątek - Następny wątek

Michak

Obydwaj biegli szybko niczym pantery. Mijali rozmaite tropikalne drzewa, palmy, rośliny. Ubrani jedynie w ognistą utwardzaną zbroje wiedzieli że stado goryli, które ich goniło zaraz ich dopadnie i zabije. Jeden z nich wysoki, dobrze umięśniony, tęgi mężczyzna imieniem Farsiss biegnąc wyjął z worka czanego grzyba i szybko go spożył. Jego przyjaciel Ins patrząc na swojego kompana zrobił to samo. Ins był starym człowiekiem ale silnym i doświadczonym przez swój wiek. Nagle obydwaj jeszcze bardziej przyśpieszyli i momentalnie oddalili się od wroga.
Nadal biegli powoli zwalniając, w końcu idąc. Farsiss rzekł:
- Mało co a by nas dorwały te bestie.
- Może ty tak uważasz. Ale mój berdysz zrobił by z nimi porządek - zaśmiał się Ins.
- Sugerujesz, że jestem słabeuszem? - oburzył się jego przyjaciel - To tak właściwie dlaczego ty też uciekałeś?.
- Po prostu... - odpowiedział bezsensownie. Farsiss nie chcąc nie kłócic ruszył przed siebie, a jego przyjaciel za nim. Ich natura była zupełnie inna niż pospolitych barbarzyńców. Oni swoje przekleśtwo traktowali jako dar. Każdy z nich wiedział, że chce zostać potworem bo dawało to większe możliwości. Mijając kolejne drzewa rozglądali się po buszu. Było bardzo duszno i padała lekka mżawka. Ins zatrzymał się. Pokazał gest swojemu przyjacielowi mówiacy, że coś jes nie tak. Jednak Ins dobrze wiedział o co chodzi. Szybki ruchem odwrócił się i zamachnął berdyszem trafiajać w jakaś bestie. Wydala ona okropny dzwięk i padła.
- Tygrys... - stwierdził Farsiss - Właściwie daleko jeszcze?
-  Nie wiem. Ale czuje, że runa barbarzńców jest gdzieś pod nami. Niedługo staniemi się jeszcze silniejsi. Zobaczysz - rzekł starzec uśmiechając się.


A więc jak coś to jest moje opowiadanko i każdy może uczestniczyć w dalszym jego tworzeniu :D

Michak

Ins podrapał się po wąsach. Szli nadal dalej z Farsissem w kierunku obojętnym. Nie mieli wyznaczonego dokładnego kursu, więc było to dość męczące. Robili kółka bez przerwy. W końcu Ins wrzasnął:
- Gdzie do jasnej lamparcicy jest ta runa!
- Nie wiem - odpowiedział Farsiss.
- Jeżeli zaraz nie znajdziemy tropu kogoś zabije! - i wtedy zapadla cisza. Kolega Insa gapił się w niego z przestrachem. Wiedział, że jego kompan nie żartuje i jest trochę nerwowy. Kolejna godzina milczenia nastala...

***

Po całych pięciu godzinach zrobiło się ciemno. Zacząc było słychać dzwięki komarów, świerszczy. Nastała spokojna noc. A bynajmniej tak sie wydawało. Duchota nie ustępowała. Cały czas byli spoceni. Ich zapasy wody powoli się kończyły. O jedzenie sie nie martwili bo zwierzyny tu było mnóstwo. Rozpalili ognisko i zbudowali mały szałas.
- Nie wiem jak ty ale ja idę odpocząc - stwierdził młodzianek.
- Idź, idź...
Ins ciągle zastanawiał się gdzie szukać ich skarbu, ich przeznaczenia. Trudno było coś sensownego sklecić. Ins wyjął pochodznie i po chichu ją zapalił, aby nie budzić swojego towarzysza. Ruszył w stronę ciemnego boru, zupełnie sam.