Kampania: Pan Smokow

Zaczęty przez Gofer, 2005 10 13, 04:04:55

Poprzedni wątek - Następny wątek

wiedzmin

..................Armia opuściła już Cesarstwo żołnierze zabrali najlepsza broń teraz to oczekiwać wroga i tej wspaniałej bitwy ..............

skorzak

W Yew wrzało jak nigdy jeszcze... przygotowania do obrony, każdy zaprzątnięty swoim kawałkiem pracy...może raczej ogromem pracy... nie zdążą przygotować wszystkiego jeno część...znikomą część... Armia Pana Smoków posuwała się szybciej niż sądzili, a jej liczba wciąż rosła...

Odleciały tak szybko jak przyleciały, pozostawiając przerażenie wśród mieszkańców... Mało brakowało a weszłyby do komnat Księżnej Akiny... Grupa śmiałków ruszyła w pogoń... próbowała nadążyć za skrzydlatymi stworami, które kierowały się na wschód...

Przyparty do muru niebieskawy demon o wyglądzie żaby nie miał wyboru...mówił, dużo mówił, nie tylko śmiałkowie przysłuchiwali się tej rozmowie... błysnął piorun, spopielając szczątki demona, a im oczom ukazała się śmierć...

Usiadł ciężko w karczmie, nadciągająca armia to siła, jakiej Yew się nie oprze...Jedno pytanie chodziło po głowie...Co robić? ... Zawsze nachodziła jedna oczywista odpowiedź...
Walczyć do ostatniego jak stary Morna, jak przodkowie, zabrać ze sobą tylu wrogów ile się da...

Mała grupa, z kilkoma jucznymi obładowanymi po kres wytrzymałości grzbietów wyruszyła za północną bramę... Chwile minęło nim wrócili wyraźnie zadowoleni, a i jucznym wyraźnie lżej było...
,,<Lilianna> ale ja cie juz nie lubie" <- i nawzajem wszystkiego najlepszego :*
mae (gm dm 26.10.2011):
"Przeciez to tylko fabula, ktora latwo mozesz olac, skorzak. Nikt ci niczego nie zabiera, nie kaze niczego pla

sod

Bandera księsta Yew pojawiła się na horyzoncie. Krasnoludy dobrze znały rozkazy burmistrza i już czekały na przybicie okrętu. Wszędzie w porcie Khazad-Dum widać było paczki z prowiantem i składy oręża. Brodacze z niewiarygodną starannością kończyły szlifować swą broń. Sojusz zobowiązywał, a i krasnoludzki naród od dawna szukał kolejnej okazji do wykazania się. Wypływali na wojnę...

skorzak

Przestali już bić w dzwony, teraz były to już tylko ciche alarmy... Takie właśnie jak ten, kolejna grupa demonów przeszła przez wrota Pana Smoków... kolejna grupa zwiadowcza... Niewielka, bo pięcioosobowa drużyna ruszyła ponownie za mury Yew, mieli przewagę... bynajmniej nie liczebna... horda demonów już czekała...

PS: Jest do dopisek do wczorajszej, nocnej wyprawki na demony... było... zabawnie ;]
,,<Lilianna> ale ja cie juz nie lubie" <- i nawzajem wszystkiego najlepszego :*
mae (gm dm 26.10.2011):
"Przeciez to tylko fabula, ktora latwo mozesz olac, skorzak. Nikt ci niczego nie zabiera, nie kaze niczego pla

ZeMaN

W mgiełkach ukazała mi się Księżna i to z jej rozkazu znalazłem się na Lodowej Wyspie wraz z Kapłanem Ahn'bysa - Xantosem. Za zadanie otrzymałem, które w swej doskonałości potwierdziło, iż jestem najlepszym z żyjących zielarzy, znalezienie Śnieżnego Kwiatu. Obumierający kwiat znalazł swoje miejsce obok pomniku Wielkiego Doriana, a z niego zaś wyrósł Skrzydlaty Wojownik Światła.
Teraz los Yew został powierzony, małemu, niewinnemu kwiatu...

skorzak

Wszystko przygotowane, wszyscy sojusznicy przybyli, armia na murach czeka z niepewnością... nad obozem Pana Smoków widać coraz to mocniejsze wiązki energii.. ostatnia grupa zwiadowcza, na której czele stał sam Generał wracała... Czy można było to nazwać rozpoznaniem, raczej walką...
- To będzie walka... - przemknęła myśl po głowie... - Walka, jakiej nasi przodkowie będą mogli jeno pozazdrościć... - zerknął na stadu przelatujących kruków...- oby wygrana...
Jeden naprawdę wielki Czarny Kruk usiadł tuż przed nim na palisadzie... wpatrywał się w dowódcę...
- Badb... Sláinte chugat* Badb Catha... - generał wpatrywał się w czarnego kruka, długo...rozpoznając w nim starą gaelicką boginie... - Badb Catha, téigh í seo armtha go glóir!**
Kruk odleciał po chwili... po jeszcze dłuższej chwili ziemia zadrżała... w oddali pojawiły się wielkie demony hordy, górujące nad drzewami...

* Bądź pozdrowiona Badb
**Badb Catha, prowadź tą armie do chwały!
,,<Lilianna> ale ja cie juz nie lubie" <- i nawzajem wszystkiego najlepszego :*
mae (gm dm 26.10.2011):
"Przeciez to tylko fabula, ktora latwo mozesz olac, skorzak. Nikt ci niczego nie zabiera, nie kaze niczego pla

skorzak

- Fortel, mały podstęp, drobny rytuał przed walką... to może być szansa... Jest tylko jedno małe ale... - Tulkas spojrzał na rozmówce pytająco, ten górował nad nim, unosił się tak naprawdę metr nad ziemią... od jasnej poświaty wojownika zabolały go oczy..- Musisz zostać złożony w ofierze Panu Smoków... na starym ołtarzu... rytuał nie będzie pełny, nie będzie on miał nad tobą żadnej władzy, ale musi tak myśleć...

Wojownik światła prowadził go do podziemi nie daleko Yew... podziemi, które sam kiedyś zasypywał... Błysk sztyletu... krótki ból...

Złudzenia... same omamy... ściane, które się przesuwały i lita skała przez która przechodził... wzdrygnął się...
- Cieszę się że pozostawiamy te trupy za sobą – odburknął do Seeleny – teraz już są przynajmniej martwe... Tak wiem wiem... Zrzęda ze mnie, ale długi rejs i rum poprawi mi humor... - pociągnął nosem – już czuć może...

Stał przy ołtarzu z najstraszliwszym demonem... starannie usypany krąg z siarki został przykryty spadającymi liśćmi... zapach lasu, tak to znowu Yew, drzewa jednak były czerwone w kręgu krwi... za kręgiem stali przyjaciele... nie mogli wejść z nim...Głos Pana Smoków pulsował mu w głowie, wychwalał swego nowego sługę... przez ścianę krwi przechodził ostatni już ofiarny smok...młoda jeszcze bestia i potulna...oswojona, jakże mu było żal tych istot...
Ułożyć na ołtarzu i wyciąć serce... to było teraz jego zadaniem...
Smok umierał, musiał się śpieszyć, musi wyskoczyć z kręgu nim siarka, się zapali i zaklęcie zacznie działać...spędzić sześć lat w jednej ,,celi" z Panem Smoków...to zdecydowanie zbyt dużo...
Demon wył ze złości, szarpał ciała smoków...nie wydostał się jednak za barierę magiczną... Straszliwy wrzask z niedowierzaniem jakby...
- NIEEEE...?!? – urwany ciszą ...

PS: To coś jeszcze wróci...
,,<Lilianna> ale ja cie juz nie lubie" <- i nawzajem wszystkiego najlepszego :*
mae (gm dm 26.10.2011):
"Przeciez to tylko fabula, ktora latwo mozesz olac, skorzak. Nikt ci niczego nie zabiera, nie kaze niczego pla

skorzak

I wróciło... zaskoczony hukiem wywazanych drzwi odwrócił się na pięcie... ujżał coś, czego się nie spodziewał... pustkę jeno zwisająca w powietrzu toga i ogniki w miejscach gdzie normalnie powinny być oczy ...
- Gdzie on?? – głos niczym krzyk wewnątrz jego czaszki... świdrujący zakątki jego umysłu, próbujący wyrwać informacje... - Jestem Giermkiem Pana Smoków, Panem Zniszczenia...gdzie go uwięziliście...
Przez rozum starego berserkera przeleciała jeno jedna myśl... czy oni nie mają imion? Jeno same tytuły...Nie wiedział pewnie, że poznać imię demona jest tym samym, co uzyskać nad nim władze...no władze to może przesad, ale przynajmniej możliwość uśmiercenia...
- Gdzie Pan Smoków – pytanie się powtórzyło, tym razem wojownikiem szarpnął niezwykle silny cios, który rzucił nim o ścianę ... - Mów albo zginiesz...
- Zdaje się, że znam już śmierć we wszystkich postaciach... Czym więcej możesz mi zagrozić?? - to było złe pytanie, demon sięgnął do jego umysłu i wybrał... przysięgę... strzec życia księżnej kosztem własnego... Wojownik poczuł to macki demona w umyśle i wiedział co odnalazły...wyścig wygrał jednak on zagradzając własną tarczą przejście do komnat Akiny...
- Równieś odważny co głupi, nie masz ze mną szans...nie zabije cię jednak... - Pan Zniszczenia podszedł do obrońcy i wyssał z niego ciało, zostawiając jedynie kości...
- Ból...!!! - trudno to nazwać bólem... zdziwieniem demona było gdy wojownik miast osunąć się na ziemię, rzucił się na przeciwnika z dzikimi przekleństwami okładając go toporem...- Go n-ithe an cat thú is go n-ithe an diabhal an cat ! – co w języku górala znaczy Niechaj pożre cię kot, a kota niech pożre diabeł... - Dołączysz do swego pana...
Nie wiele robił sobie demon z ataków górala, bardziej napawał się zdziwieniem... zakończył walkę potężnym ciosem, gdy się znudził...
- Powiecie gdzie Pan Smoków, albo wrócę po Akine i stanie się ona naszą nałożnicą... - zdjął z siebie togę i znikł... - wrócę nazajutrz...


Rytuał przywracania ciała był równie bolesny, świeże ciało pozbawione całkowicie sił, uginające się pod ciężarem własnej zbroi... Miał szczęście był to czas Beltaine... celtyckiego święta przywitania wiosny... magiczny dzień a raczej wieczór, za dawnych czasów wierzono, że tego wieczora bogowie schodzą w ogniach beltaine rozpalanych w kręgu druidów by okazać swą łaskę... Wojownik usiadł ciężko jeszcze osłabiony, przyglądając się na ognie... to był naprawdę piękny zachód słońca... Znajoma druida położyła ręke na jego głowie sprawdzając czy rytuał przeszedł poprawnie...

PS: Gofer sorry, że wtrąciłem Beltaine, ale wszystko idealnie się skomponowało... ognie, emoty, komentarze...zachód słońca... idealne Beltaine tylko brakowało Dagdy (wikipedia. Najwyższym bogiem panteonu celtyckiego zdaje się być Dagda. Jego imię oznacza 'Dobry Bóg' - 'dobry' nie tylko w sensie moralnym, lecz we wszystkim, co robił (wszechpotężny))
Ostatnio trafiasz w mój ulubiony klimat... thx ;)
,,<Lilianna> ale ja cie juz nie lubie" <- i nawzajem wszystkiego najlepszego :*
mae (gm dm 26.10.2011):
"Przeciez to tylko fabula, ktora latwo mozesz olac, skorzak. Nikt ci niczego nie zabiera, nie kaze niczego pla

Avenavo

Byla noc, pol-wilk opetany przez moc grzybow rozmawial niczym oblakany z mlodym mieszkancem Minoc. Zauwazyl cos niepokojacego, cos co spowodowalo dreszcze na jego calym ciele, koscistego stwora blakajacego sie po lesie, kwalki zgnilego ciala wisialy na jego szkielecie, stwor zanikl w gestym ciemnym lesie tak szybko jak sie ujawnil.
Nieco zaniepokojony barbarzynca udal sie do miasta aby odpoczac przy stole rozmawiajac z lokalnym bankierem, na miejscu byl Kru, stary mag z dosc daleka przeszloscia.
Wtem stwor ujawnil sie poraz drugi, powtarzal wciaz to samo zdanie, kierowal je do maga.
- Umrzesz jutro - brzmialy slowa wielkiej zjawy
Mag powstal, wraz z nim barbarzynca...
Zjawa pojawiala sie i znikala, belkoczac kontynuowala monolog.
- Jutro umrzesz Kru, lecz wczesniej przyjde po Nia, uslyszysz placz Yew...
Barbarzynca opanowany stresem zapamietal tylko te slowa.
zjawa znikla, zas mag oraz pol-wilk poczeli  zapadac sie pod ziemie.
Kru dzieki swej magii uratowal sie ze szpanow zaklecia, po czym wciagnal swa okuta laska towarzysza.
Oboje zdruzgotani sytuacja zasiedli przy stole rozwazajac co sie stalo, co im sie przytrafilo i dlaczego akurat im.
Wódkę ciurkiem tak

mader

Czerwone ślepiska jakby z pod ziemi pojawiły sie przed wojownikiem. Poczwara z chrzęstem kości i zawodzącym okrzykiem " na Yew" ruszyła przed siebie w dzikim pędzie nie bacząc na jeźdźca i przeszkody. Zaskoczony berserk przetarł oczy po czym pomyślał " albom już zgłupiał do reszty, albom za dużo tych grzybów zeżarł ".
Ślady na ziemi jednak wskazywały , że to nie przewidzenie. Berserk jakby wiedziony instynktem podążał śladem istoty, podążał na północ .........

Daltar

Zdawać by się mogło, że sprawa Pana Smoków jest odległa i zamglona. Odległa chociaż  dla Kru. Nawet spokojne życie emerytowanego nauczyciela nie zapewniało jednak bezpieczeństwa. Niczym oślizgła ośmiornica, swymi dalekosiężnymi mackami Pan Smoków dosięgał wcześniej czy później wszystkich. Kiedy usłyszał groźby pod swoim adresem w Vesperskim Banku z początku uznał to za halucynacje. Ślady na podłodze jednak nie były omamem. Nieco poszarpane odbicia plugawiące wypolerowana posadzkę były jakoby pieczęciami potwierdzającymi, że to co miało nadejść jest najprawdziwszym koszmarem maga.
- "...Gdy usłyszysz płacz w Yew..." - Powtarzał, nie mogąc się uwolnić od natrętnej muchy myśli, które zawładnęły jego stara głową. - "..Gdy usłyszysz płacz w Yew..."  
Faza rem.

Gofer

Pan Pogardy Gardzil Yewenczykami

gardzil tak bardzo...
pozwolil im nawet odsluchac piesni o sobie

niech przez moment posluchaja o czyms wiecej niz ich nedzne zywoty

... a potem on Wezmie Pierwsza z nich jako naloznice, a potem nia wzgardzi...
życie za krótkie aby się denerwować innymi, po za tym jak się denerwujesz, to Ci się ręcę trzęsą, oddech masz urywany i muszka ze szczerbinką gorzej współgra

jestem przyjaznym GM-em - powiedziałem i rzuciłem 150 graczy na pożarcie Panu Smoków - najadł się
@Aqe " bo kobieta to tez czlowiek"

Jaskolka

- Ciężko być dyplomatą...- rozmyślała o spotkaniu idąc powoli przez bagna.
- Mam kupę roboty na wczoraj, a teraz jeszcze to!- pomyślała ze złością.
- Cóż teraz zrobić, od czego zacząć?- przystanęła na chwilkę zauważywszy brzeg morza.
Rozejrzała się dookoła próbując wypatrzyć w ciemności swego towarzysza.
- No pięknie! Zgubił się! Czy on nigdy nie może iść obok?- syknęła cicho.
Zatrzymała wzrok na postaci kroczącej powolnie w jej kierunku. Zmrużyła oczy próbując ocenić kim on lub ona jest.
Postać zbliżała się coraz szybciej, a z każdym krokiem dźwięk przypominający chrzęst kości stawał się coraz wyraźniejszy.
- Cóż to?- powiedziała cichutko sama do siebie. Otworzyła szerzej oczy i nie wierząc w to co widzi bez zastanowienia wypowiedziała słowa zaklęcia In Lor!. Mrok rozproszył się a przed nią stanął potwór o 3 głowy wyższy. To nie był ogr ani ettin, lecz coś co żyje dzięki śmierci. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziała: kości połączone stawami tworzące spójny szkielet, zwisające gdzieniegdzie kołyszące się i ociekające krwią poszarpane kawałki mięsa oraz te ślepia... czerowne i agresywne ślepia! Niecodziennie ohydny widok. Nawet rozebrane wiszące w rzeźni zwierzęta wyglądały przyjemniej niż to ,,coś".
Odskoczyła próbując opanować strach. Potwór obojętnie przeszedł obok pozostawiając za sobą ślad krwi.
- Kim jesteś?- spytała nieśmiałym głosem nie mogąc pohamować swej ciekawości.
Kości zazgrzytaly zastygając w bezruchu. Z czaszki wydobyły się przytłumione dźwięki:
- Jestem Giermkiem Pana Smoków.
Odwrócił się spoglądając nieprzyjaznymi, czerwonymi ślepiami.
- Spalę Yew! A Akina będzie mą nałożnicą!- wycedził z nienawiścią.
Przyglądając się kobiecie ciągnął dalej:
- Ty też będziesz moją kochanką... jesteś piękna!
Zaśmiał się głośno, a echo poniosło ten śmiech aż na drugi koniec bagien.
-Orfeusie!- krzyczała najgłośniej jak mogła. Z krzaków wyłoniła się postać jeźdźca w kolczej zbroji z trójkątną tarczą i mieczem.
- Zostaw ją! Ty potworze!- krzyczał wojownik pędząc kobiecie na ratunek- Odejdź! Bo zginiesz!!!!
- Śmierć jest mym przyjecielem.- śmiejąc się odparł potwór-  A ta kobieta- wskazał- będzie mą kochanką! Jest piękna a uczynię ją jeszcze piękniejszą, TAKĄ JAK JA!
- Nie będę twoja! Nigdy!- wrzasnęła kobieta chowając się za wojownikiem.
- Słyszałeś?! Nie będzie twoja! A teraz odejdź!- mówił głośno rozwścieczony wojownik mocno akcentując każde słowo.
Bestia rzuciła złowrogie spojrzenie.
- Wróce tu! Wróce tu po ciebie! A wtedy już będziesz tylko moja! Nikt cię nie obroni! Hahaha!- wydobył z siebie demonicznych śmiech, po czym zniknął wśród zarośli.
Wszystkie zwierzęta w okolicy przyjęły jego postać. Wojownik wraz z kobietą kroczyli wśród nich spodziewając się najgorszego. Na szczęście nic więcej się nie wydarzyło.

skorzak

Chodzil w kółko po pomieszczeniu ratusza... jeszcze raz powtarzali na szybkiego plan, musi się powieść...Spojrzał na zebranych przybyli licznie, nawet Brucowie zwalczyli nienawiść do jego osoby i przyjęli jego wezwanie... jakże się w stosunku do nich pomylił, jak tak mógł, może kiedyś wybaczą... Otrząsnął się...
- Pamiętacie plan?? – wszyscy odpowiedzieli potwierdzająco... ochoczy do walki, dawno tylu nie widział... tylu wspaniałych obrońców Yew...
Stanęli w cieniu komnat Akiny, a ukrywała ich magia różnej postaci...czekali... wiedzieli, że chce jej...
Każdy dobry, wręcz doskonały plan ma wadę...szybko bierze w łeb, zwłaszcza zasadzka przeprowadzona przez ludzi o gorących sercach... pierwszy Dikall nie zniósł czekania wybiegł jak tylko obaczył Giermka przy banku... Szybka decyzja, czarny grzyb...

...stał przed komnatami Akiny, obudził się z wrzawy bitewnej, gdy towarzysze zaciągnęli go tu... w komnatach stali bracia Bruce, nie wiele rozumiał z rozmowy jeszcze oszołomiony, ale wiedział...to ich zwycięstwo...
- Go glóir Mac Bruce – zakrzyknął...
,,<Lilianna> ale ja cie juz nie lubie" <- i nawzajem wszystkiego najlepszego :*
mae (gm dm 26.10.2011):
"Przeciez to tylko fabula, ktora latwo mozesz olac, skorzak. Nikt ci niczego nie zabiera, nie kaze niczego pla

Pho3niX

Siedział na swym kamiennym tronie pogłębiając swe tajniki magiczne, wtedy otrzymał informację od swego brata... Słudzy Pana Smoków pragną pochwycić Akinę, uprowadzając ją siłą.
Mimo swego dość wrogiego nastawienia w stosunku do niektórych mieszkańców osiedlających Wolne Księstwo Yew, nie zastanawiał się długo. W końcu chodziło o księżną i jej bezpieczeństwo. Deymous nie mógł narażać dobra Yew, wiedział zresztą iż Brat potrzebuje jego pomocy.
Bez chwili zawahania udał się do miasta. Miasto pogrążył kompletny chaos, mieszkańcy spodziewali się najgorszego. Wyruszając do miejskiego ratusza w drodze starał się dokładnie przeanalizować plan... Wszystko szło po jego myśli, obstawiając wraz z Dikallem, Tulkasem i Gavinem komnatę Księżnej czekał na pojawienie się jednego z demonów.
Ziarenka piasku w klepsydrze przesypywały się nieubłaganie, jednak nadal trwała cisza - niezręczna cisza.
Wtem jeden z Braci Bruce - Dikall, nie wytrzymując całego napięcia, wybiegł z komnaty i ruszył na plac miejski... To była chwila - Rozpoczęła się walka. Moc demona była wielka, legło wielu śmiałków, jednak bestia opadała po mału z sił.
Nastała krótka cisza, wtem rozległy się głośne okrzyki. Wojownicy poczęli rzucać orężem ponad głowami, była to radość wielka, gdyż wszyscy walczyli w słusznej sprawie.
Dikall posiadający możliwość zaklęcia duszy demona, rozpoczął rytuał - Udało się, stworzenie zostało zniewolone.
Deymous bez chwili zastanowienia ruszył od razu do izby Księżnej, sprawdzając czy jest bezpieczna. Zadowolenie starca było duże, jednak wiedział że to jeszcze nie koniec. Brucowie przeprowadzili rozmowę z Księżną, wszystko poszło po ich myśli. Akina wyraziła swą wdzięczność i szacunek, co było sporym wyróżnieniem dla Bruce'ów. Wtedy też zapowiedziała kolejne ataki...
"Wiedźmy pośród nocy, wiodą mnie ku rogatemu księżycowi
Otwieram mą złą duszę by wzmocnić mą mroźną nienawiść
Zimny oddech czarnego serca wypełnia wszystko
Pogańskie skrzydła niosą mnie nad pałacem zła"