Kampania: Pan Smokow

Zaczęty przez Gofer, 2005 10 13, 04:04:55

Poprzedni wątek - Następny wątek

Dysiek

Przybył zaledwie do Yew załatwiając swoje interesy gdy usłyszał, że Księżna Akina wzywa wszystkich obrońców Yew do siebie. Chodź z dużą nie chęcią wstał z krzesła i udał sie do komnaty Księżnej. Zdziwiło go trochę to, że jedyny stawił sie na wezwanie. Przyboczna Straż Księżnej opowiedziała mu wszystko o planie Pana Smoków, że chce on porwać Księżną..
Śmiałek długo się nie wahając przyrzekł Księżnej wierność udał sie do Banku przywdział zbroje i czekał na dalszy ciąg wydarzeń.  

Korgail

Zbliżał się środek nocy, Laura jak zwykle przygotowywała kąpiel właścicielowi domu dla którego pracuje. Jedyne światło zapewniały jarzące się pusto świeczki gdy nagle przed domem pojawił się potwór. Duży, obwieszony kośćmi i mięsem stwór z rogami. Uderzył łapami drzwi i wszedł do góry wciągając powietrze. Wystraszona kobieta upuściła ze strachem całą, pełną wody urnę. Ciecz wylała się i powoli spływała między nogami potwora przez schody.
-Żebyś była taka jak teraz, przyjdę po Ciebie..
Wyszeptał przez zęby potwór unosząc głowę przez co mało nie zahaczył rogami o sufit w domu.
Roztrzęsiona kobieta padła na kolana w kałużę wody, wtedy wbiegł on.. wspomogło ją to o poczucie jakiegoś bezpieczeństwa....

skorzak

Usiadł ciężko na tronie pośrodku swojej komnaty w zamku Fanny. Rozglądał się po pomieszczeniu tak długo, aż jego oczy natrafiły na topór oparty o kamienny kominek. Stał tak od wielu lat, połyskując lekko zgniłą zielonkawą barwą. Zamyślił się przez chwilę, jego umysł stoczył samotną walkę z samym sobą, po czym kazał mięśniom karku pokręcić głową... zaprzeczyć samemu sobie.
Wstał powoli z nie obitego niczym, twardego tronu i ruszył powolnym krokiem w stronę łoża również przypominającego jedynie twardą deskę przykrytą kocem. Przyzwyczajony do niewygód od dziecka, wychowany tak aby nie czuć bólu, nie czuć rządz materialnych, aby służyć ludowi... służył walcząc przez tak wiele lat... teraz w jego głowie rodziły się wątpliwości...
Tej nocy nie spał dobrze, budziły go koszmary sny - wspomnienia dawnych walk... Budził się z krzykiem, stwierdzając ku własnej uciesze, że zamek stoi pusty a jedynie co mogło go usłyszeć to ettin buszujący pod murami... Zasypiał powrotem już po krótkiej chwili błagając Badb o spokój snu... nie uzyskał go.

Może sen to jedynie przestroga? Może to zapowiedź nieuniknionego? Może motywacja do działania zesłana przez bogów?
Wstał gdy przez okno osadzone w grubych zamkowych murach weszły pierwsze promienie słońca... Uśmiechnął się powoli przypominając sobie słowa starego szamana ,, oddajmy hołd słońcu, jego wzejście stanowi połowę dnia". Mało kto wie, że dla Gaelów nowy dzień zaczyna się o zachodzie słońca... Zastanawiając się nad tym kiedyś przez chwilę doszedł do wniosku, że jest to pozostałość po dawniejszych, mrocznych czasach, kiedy zachód słońca oznaczał początek walki o przetrwanie z bestiami, które noc ukochały. Walka o przetrwanie nocy...
Rozwiewając kolejne błędne myśli, głębokim łykiem ciemnego piwa, zmusił umysł by powrócił do koszmaru, który zapamiętał najostrzej tej nocy...
Postawił piwo przed sobą na biurku, przy którym właśnie zasiadł.
- Jeśli sen się spełni, trza  by spisać co go dopełniło... zostawić ślad...- otworzył pustą księgę, obitą w skórę czarnego demona, czekającą jedynie na tą okazje. Na pierwszej stronie widniał już napis: ,,Pan Smoków – wspomnienia Tulkasa Mac N'Hary", drobnym prostym pismem na dole strony dopisano: ,,Największy koszmar".
Cytat
Rok 540
   Wtedy się wszystko zaczęło , ponad dwadzieścia lat temu. Miałem wtedy zaledwie 33 lata, piękny był to wiek, spokój ducha, radość, piwo i śpiewy. To wszystko minęło, zostało brutalnie przecięte. Pierwsze doniesienia o nadejściu wielkiego zła dało się wyczuć już kilka lat nazad. Szamani zapowiadali zło w czystej postaci kroczące po ziemi śmiertelnych, powrót starego władcy Yew... oczywiście kto by się tym przejmował, wszyscy zapatrzeni w swą siłę...
Wiele demonów przybywało tego roku do wymiaru śmiertelnych każdego dnia, a każdego z nich odpędzano, gdy jego ciało padało z wielkim hukiem na ziemie. Nie uznaliśmy więc i tego demona za coś nadzwyczajnego, ot kolejne wyzwanie dla Vandlota. Szczycił się on mianem największego pogromcy demonów w całej sosarii... Razem z Jasprem, arcymagiem którego sztuki magicznej nikt nie przebił Vandlot pokonywał wszelkie bestie, które wypełzły z otchłani.
Czarn chmury zakotłowały się nad wyspą Valoru, co zazwyczaj zwiastowało przybycie mrocznej istoty o wielkiej sile...
Nie było mnie przy pierwszej walce Vandlota z demonem. Legendy jeno mówiły, że nikt nie oparł się choć jednemu ciosowi tej bestii...
Prób pokonania Czarnego Półkownika było wiele, a każda drużyna zostawiała coś po sobie na tej wyspie, która już zasłużyła sobie na miano piekła... Szczęśliwie okazało się z czasem, że każda dość zacięte próba osłabiała moce demona.
Nadszedł czas, gdy zebrała się porządna drużyna z Yew, wszedłem w jej skład, choć ma rola nie była wielka. Dla bezpieczeństwa przywdziałem wtedy ciężką royalową  zbroje i ognisty cudowny topór, sprowadzało się wszystko do tego, że w razie kłopotów miałem czynić wszystko by reszta drużyna miała chwilkę czasu na przegrupowanie. Cóż to była za pogoń, do dziś na mym ciele pozostały wypalone blizny.
Walka trwała długo, Vandlot odegrał swój śmiertelny taniec wojny z demonem bezbłędnie, unikał ciosów atakując gdy trza było...
Ciało demona uległo zniszczeniu przez moc uwolnioną w chwili jego śmierci. Po trzech latań zmagań...
Uznalim walkę za skończoną, powrót do Yew napełniał nasze dusze nową mocą...

Rok 543
Jakież było nasze zdziwienie, kiedy doszły nas słuchy, że był to jedynie posłaniec większego demona. Pan Smoków został wyzwolony z pradawnych więzów, dzięki mocy nagromadzonej prze półkownika.
,,Starszy brat półkownika" jak się okazało był oczywiście wściekły za śmierć krewniaka, nie wiele zresztą słabszego od niego. A może to był strach?
Jego armie ruszyły prosto na Yew skąd pochodzili śmiałkowie, zgodnie też z legendą ziemie Księstwa zajmowały dawny teren jego włości. Miasto zmęczone jego atakami, nie mogło odpowiedzieć skutecznymi atakami.

Rok 550
Któregoś dnia z wieży zamku Fianny zauważyłem łunę nad Serpents Hold, nie mogłem w to uwierzyć w pierwszej chwili, ale to stało się prawdą. Ktoś naprawdę walczył z Panem Smoków. Zbierając wszystko co pomocne w leczeniu ran ruszyłem w stronę wyspy. Śmiałkami okazała się drużyna Tomera i Yorghala, cóż to była za walka...
Pokonali oni wtedy Pana Smoków, dokonali niemożliwego!

Rok 551
Szczęście nie trwało długo, Pan Smoków okazał się niczym Feniks odradzający się z prochów... powrócił do wymiaru śmiertelnych szybciej niż go odesłano siły trzymające go tu były zbyt potężne.

Rok 556
Wielu przepowiedziało miastu zgubę już po ataku armii szczuroludzi, potem nadeszły jeszcze armie górskich trolli, ettinów i barbarzyńców. Miasto było wyczerpane a główna armia była dopiero w drodze. Przemarsz tak wielkiej armii składającej się głównie z demonów hordy i nałożnic był powolny. W ten czas Yew zdążyło ściągnąć pomoc od swych sojuszników z Tol En Estel, Khazad-dum i Papuy. Utrzymanie takiej armii w jednym mieście wymagało wielkich zapasów żywności sprowadzanej ciągle Ocllo drogą morską.
Przygotowania do walki szły zgodnie z planem, małe zwiadowcze grupy demonów były wycinane w pień. Siły Pana Smoków nadal silne mimo nękających ich grup podjazdowych parły naprzód. Ciągle przeważały one liczebnie wszystko co Yew, Ocllo, Tol, Papua i Khazad mogło postawić naprzeciw im. Sprawa wydawała się przesądzona. Byliśmy przegrani...

Rok 557
Pan Smoków uległ swej pysze, został uwieziony podstępem podczas rytuału, którego jednak opisać w tej księdze nie zdołam i nie chcę. Lepiej by nikt nie znał tej tajemnicy Giermkowie ciągle go szukają, starają się uwolnić swego Pana... rytuał dał nam 7 lat zwłoki.


Rok 563
Pogłoski mówią, że odnaleziono i pokonano czwartego giermka Pana Smoków, wedle tych samych pogłosek grupą śmiałków, która walczyła z potworem dowodził burmistrz Jhelom Narayan.



Roku 564 Pan Smoków zostanie wyzwolony ponownie... rozpoczął się wyścig, trza odnaleźć ostatniego z giermków.
Mam już pięćdziesiąt sześć lat, wiek mój nie wskazuje na takie walki, zmagam się z Panem Smoków pół mego życia, wizje o końcu Yew nawiedzają mnie w snach, wizje demonów...wizje własnej śmierci.

Wstał powoli od biurka, usiadł ponownie w fotelu ogrzewając nogi przy kominku...
- Ponowna młodość,  marzenie każdego starca... - mamrotał coś do siebie pod nosem.



Edit : dzieki timon ahh ten MSWord :roll:
,,<Lilianna> ale ja cie juz nie lubie" <- i nawzajem wszystkiego najlepszego :*
mae (gm dm 26.10.2011):
"Przeciez to tylko fabula, ktora latwo mozesz olac, skorzak. Nikt ci niczego nie zabiera, nie kaze niczego pla

skorzak

Usiadł spokojnie w karczmie pociągając głębokie łyki piwa... ten dzień się zbliżał... nadchodził nieubłagalnymi krokami... nie ma innej możliwości... jedyny słaby punkt... może uda się odwlec atak o kilka lat...
Wychodząc z banku już w pełnym rynsztunku popatrzył na yew z dziwną żałością... czuł, że nie wróci... pożegnał się...

Cieszył się, że spotkał na ilshenar znajomą twarz... łucznika... imienia jednak nie pamiętał wiedział jednak, że to człek zaufany i przeniesie list mu powierzony...
- Proszę daj to komuś z Yew... oddaj to w dobre...
Dokończyć zdania nie mógł, przerwane mu zostało przez szpon wbity gdzieś pod żebra... z drzew spadła na niego Czarna Wrona czy co to za cholerstwo inne było... Odwrócił się by zadać kilka ciosów... jednocześnie popędzał łucznika w stronę Aurin...
- Donieś listy proszę...
Nie był przygotowany na walkę... Uszedł zatem kierując się dalej w stronę więzienia Pana Smoków...
Odór rozkładających się ciał, mieszał się z zapachem jego własnej krwi... przedzierał się przez kolejne legiony nieumarlych... wiedział, że on gdzieś tu jest...
W jego głowie zahuczało był to głos niczym z piekieł, znał ten głos...ulga? Ulga że wreszcie stawił mu czoła... cień, którego najbardziej się bał wyszedł zza rogu...
Oto stał przed nim Pan Smoków, natchniony do niego równą nienawiścią...
- Twoja krew zbyt znajomo pachnie... To ty śmiertelniku... przyszedłeś tu żeby znów oszukać? By mnie znów uwięzić, dobrze wiesz, że czas minął... twój podstęp nie zdał się na wiele...- chwila ciszy przerwana dalszymi słowami – a może chcesz mi służyć? Jesteś sam nie przyszedłeś więc walczyc...
Tulkas poprawił topór w ręce, wiedział że jego plan już na nic... wiedział też, że tego nie przeżyje... pożegnał już wszystko i wszystkich...
- Jaki wojowniczy...- drwiąc pan smoków ruszył na niego..
- BADB CATHA pozwól mi umrzeć jak żyłem!!! Fianna go Brátch!!!
*Krótki jazgot w katakumbach urwany ciszą i potwornym śmiechem...*

PS: No to pa...
Ten kto dostanie list Tulkasa w swoje łapki może go tu zapisać, będę wdzięczny....
Pan Smoków od dzis w loocie ma exp demona...
Slan!
,,<Lilianna> ale ja cie juz nie lubie" <- i nawzajem wszystkiego najlepszego :*
mae (gm dm 26.10.2011):
"Przeciez to tylko fabula, ktora latwo mozesz olac, skorzak. Nikt ci niczego nie zabiera, nie kaze niczego pla

Gofer

Czy jeśli "zgwałcę" Darogana/innego chętnego GM-a byliby chętni za zamknięcie niektórych niedokończonych wątków w Panu Smoków?
życie za krótkie aby się denerwować innymi, po za tym jak się denerwujesz, to Ci się ręcę trzęsą, oddech masz urywany i muszka ze szczerbinką gorzej współgra

jestem przyjaznym GM-em - powiedziałem i rzuciłem 150 graczy na pożarcie Panu Smoków - najadł się
@Aqe " bo kobieta to tez czlowiek"

skorzak

No pewnie, ale najlepiej jakbyś poprowadził questa do końca sam i niestety nie przed wrześniem ;)
,,<Lilianna> ale ja cie juz nie lubie" <- i nawzajem wszystkiego najlepszego :*
mae (gm dm 26.10.2011):
"Przeciez to tylko fabula, ktora latwo mozesz olac, skorzak. Nikt ci niczego nie zabiera, nie kaze niczego pla

Gofer

Dom zniszczenia - prolog



Jaskinia była wilgotna, kapiąca woda wywoływała nieprzyjemne uczucie. Czuła, że nie była sama. Czuła przed sobą potęgę. W głowie pamiętała słowa: "pójdziesz do jaskiń w górach mroku i otworzysz księgę czterech..." To było zadanie.

Straciła rachubę czasu przeciskając się przez ciasne korytarze. Strach i niepokój zaczynał w niej coraz bardziej narastać. Nie spotkała żadnego stworzenia przed sobą. Za kolejnym zakrętem ujrzała blady poświt, delikatnie oświetlający kamienne schody. Z drżeniem serca podeszła bliżej. Schody prowadziły w górę. Spinała się dobre dwa pacierze, zanim osiągnęła kamienne drzwi. Pchnęła je lekko. Nie drgnęły nawet. W głowie kołatała się myśl... że wszystko na próżno. Ze złością uderzyła w zwiniętą w pięść dłonią w drzwi. Cichy szelest jeno towarzyszył ich otwarciu się. W środku groty na postumencie, stała księga przykryta kurzem. Podeszła i z niepewnością otworzyła ją.

Na kartach księgi było wypisane:
Wpatrując się w grób ostatniego z rodu Etharil, podjąłem decyzje o spisaniu tej Księgi. Klątwa bowiem jednak istnieje i dosięga tych, co nawet przemijaniu oprzeć się mogą. Jestem ostatnim strażnikiem pieczęci.
Czterech z nas ja, Enidaul, Theront i Bramal, w tajemnicy nawet przed własnymi rodami wygnaliśmy podstępem Demona z naszego świata. Stworzyliśmy portal, w którym uwięziliśmy Demona. Założyliśmy cztery pieczecie wykute w Krasnoludzkich kuźniach.
Moja pieczęć wykonana została z metalu, co teraz zwany jest królewskim i którego Demon bardzo sobie upodobał, jego tez uwięziwszy w jednej z wież mego Ludu, w Szkatule z tego metalu zamknąłem. Klucz do niej mam do dziś przy sobie, zakle... [runa słów zostały wypalone], aby nikt go nie zabrał i nikt nie rozpoznał. Jeżeli odejdę, odejdzie i ów klucz, to moja ostatnia nadzieja, aby Demon nigdy nie powrócił.
Edinaul, pieczęć ze złota dzierżył i Złotego Demona na wyspie pod stolica swą zaklął. Klucz do złotej szkatuły w kwiat zamienił i w jednym z ogrodów ponoć ukrył. On pierwszy ze strażników odszedł, pierwszego go bowiem przekleństwo dosięgnęło.
Theront pokonał Zjawę Wieczną swym młotem gromowładnym, takoż przez to nabył moc wielką i stał sie kluczem do Skrzyni z Mithrilu, w której mą skrzynię, uprzednio do złotej włożoną zamknięto. Mędrcy Krasnoludzcy powiadają, że wraz ze swym młotem pochowany został. Odwiedziłem grób jego... [runa zostaly wypalone] tajemnica strzeżona została dokładnie.
Przyjaciel mój Arvendui, zaiste przebiegle uczynił. Wszystkie insygnia swego klanu takową samą wielką mocą magiczna obdarzył i ukrył – poza diademem, który jako i pieśń Elfów opisuje:

Sui Eronthol ar naeg andaith
Revia an El'aur ned fan
Mae a ab Ho maidh lim brassen roch
Ion Gil Aur Bramal
O sant Tiri lim ranc tegi
Brannon Taur idh ri andaith
Tegi he ah ho an abyss adab
Anna he law al gar al'er
Tharn golf ai tulu taur
Crom an ti uireb oltha
Ant Iluvatari rhach neithan
Sui thenid-col ri ned haudh dolen
Dar an ortha al ped
Sui a in tirith gloss-roch
Cair's ned brassen bo annun rinc
Na annun Anor hen Taur hollen
Bo annun pada an ah gwador's ertha
An Brassen Gil ertha
Gwaith Gil ab Taur can
Ah Gwaith Tawar can
Pelia or ardhon Iluvatar's hen
Ir thinna Gil ai ti sila
Amar anna andaith balan
Ah al Taur dar sui hell
Sant a Gobel ned nienor ne
Ti ai na sui al'na
Aur ar arad teli
Ir Gil El'Aur ad ortha
Ped Taur brona in hwest
Man Eldar's si na hwest

ze nawet ja nie mogę powiedzieć które z insygniów do szkatuły z żywego drewna jest kluczem. Ona pierwszą szkatuła i w niej pozostałe złożone zostały.

Księgę te umieszczę w szkatule, musi być ona wykonana ze wszystkich rud, gdyż zapisuje w niej także wiedzę, jak wykonać pieczecie. Ujawni się ona jedynie mojemu ludowi, bądź potomkom tych, co demona wygnali. Moc zawarta w księdze jest już na tyle wielka, ze zwraca uwagę istot szukających mocy.

Nagłe poruszenie za plecami kobiety spowodowało, że zamknęła księgę i szybko się odwróciła wyciągając nóż.
- Schowaj broń dziecię, dowiodłaś, że godnaś przekroczyć bramę do nowego świata - powiedział kapłan, który wysłał ją w tę podróż.
- Oto twój portal. Niech Ci się darzy - rzekł i przywołał jaśniejącą bramę... Gdy brama zamknęła się, za kobietą skóra kapłana pękła i jako wąż wyłoniło się monstrum. Czas się dopełnia.
życie za krótkie aby się denerwować innymi, po za tym jak się denerwujesz, to Ci się ręcę trzęsą, oddech masz urywany i muszka ze szczerbinką gorzej współgra

jestem przyjaznym GM-em - powiedziałem i rzuciłem 150 graczy na pożarcie Panu Smoków - najadł się
@Aqe " bo kobieta to tez czlowiek"