Wampir Panowie! W lesie grasuje wampir!

Zaczęty przez LoBo, 2007 10 17, 22:28:06

Poprzedni wątek - Następny wątek

LoBo

Co tu dużo gadać, wampiry to dalej elita klimatyczna shardu :wink:




   Słońce dawno już schowało się za horyzontem. Noc była chłodna, śniegu po kolana albo i lepij... a ja siedziałem w krzakach i przyglądałem się zajściu... przedłóż to sobie Panie. Jakiemu zajściu pytasz? Sam nie wiem Panie czy wolno mi opowiadać, siły nieczyste były zamieszane... przedłóż to sobie! Nieczyste jak jasna cholera! Aaaajjj, skoro oferujesz kufel piwa nie odmówię, co to to nie! Do rzeczy więc.

   Siedziałem w tych cholernych krzaczorach, pokłutym przez nie jakbym się z jeżami zabawiać lubował, cholerne krzaczory. Racz nie poganiać Panie, juże mówię com widział! No więc było tam dwóch mężów. Oboje konno. Jeden chyba szukał w lasach spłoszonych koni... tyle tu bitew, tyle kuni się błąka... taki tam... zwykły obywatel, chybam widział go kiedyś na jarmarku w Minoc . Imieniam nie spamiętał. Gerlard... Gerdard... Gerbard... nie pamiętam, w każdym razie jakoś tak trochę głupio.

   Widzę, że słuchaczy przybywa... a mnie w ustach zasycha. Jasne Panie, że chętnie napiję się piwa na Twój koszt. Bogowie Ci wynagrodzą. Tak więc ten drugi... mag chyba bo z kosturem podróżował. Miał na sobie togę z kapturem nisko na twarz naciągniętym. Toga ta osobliwa jednak wydała mie się. Z doskonałej kryjówki w kłujących w rzyć krzakach doskonalem widział na niej dziwne runa i znaki mówiące mi niezaprzeczalnie,  że osobnik ten demonim bękartem był i na stosie spłonąć powinien.

   Dwóch tych osobników dyskrus prowadziło zajadły. Ten w todze chciał żeby koniarz zdjął karczek od zbroi ognistej, którą miał na sobie, a koniarz nie chciał... no i mieli problem. Też bym zdjąć nie chciał mówiąc po prawdzie, czuć było w głosie tego pomiotu diabelskiego, że podstęp knuje jaki. Troche mnie Ci dwaj zaczęli nudzić, tożem miał zabierać się stamtad coby o podsłuchiwanie posądzonym... i osądzonym nie zostać, ale kiedy wstałem i pierwszy krok dałem w kierunku Vesper usłyszałem groźbę tego w todze.

   - A wsadzić Ci to srebro w dupę? - wysyczał mag przez zaciśnięte kły

   Odwróciłem głowę. Koniarz w dłoniach trzymał przed sobą odbijający księżycowe światło miecz. Arcydzieło kowalskie ten miecz powiadam wam zacni Panowie. Runy jakie wyryte na całej długości... odczytać ni przyjrzeć się nie mogłem bo koniarz miał takiego pietra, że łapy mu latały jakby chciał klindze zrobić dobrze. W każdym razie... ten mag zachwycony odwagą woja nie był. Myślałem, że zaraz wymamrocze jakiś swoje czary-mary i w jakiś efektowny sposób koniarz się z życiem pożegna, ale ten przytomnie schował miecz zanim mag schował je za niego w obiecane miejsce.

   Kłócili się jeszcze chwilę w sprawie tego karczka...
   - Zdejm ten cholerny karczek
   - Nie zdejme
   - Zdejm
   - Po co?
   - Zdejm
   I tak dalej...

   W końcu woj uległ. Zaczął rozpinać karczek a dłonie mu tak drżały... tak mu drżały... jak mnie jak ze dwa dni nie Pije! A to moi Panowie, przedłóżcie sobie, NIE W KIJ DMUCHAŁ! W końcu mu się udało. W łapskach trzymał skrawek utwardzanego materiału. A później...

   Panowie... ja chyba nie mogę dokończyć... z szacunku dla koniarza... Jeszcze jedno piwo chcecie postawić? Nie odmówię...

   Ten mag dopadł wojownika w oka mgnieniu. Poruszał się niebywale szybko. Zanim zdążyłem się połapać w tym co się dzieje już miał kły głęboko wbite w szyję koniarza. Z początku próbował się mężczyzna bronić... machał rękoma... a później jakby cała siła z niego uszła i z dłoni wypadł mu ten karczek, którego tak bardzo nie chciał zdjąć. Strużka krwi kapała z otwartej rany plamiąc śnieg.

   W końcu mag oderwał się od ofiary. Puścił jego ciało i pozwolił mu przytulić się do końskiego łba. A potem się uśmiechnął, tak obrzydliwego uśmiechu w życiu nie widziałem, kły miał długie jak u wilka... i cały był we krwi upieprzony. Już miał odjechać, ale ten koniarz go zatrzymał i zapytał, głosem słabym i cichym, takim żem ledwo dosłyszał.

   - Przez karczek się nie przegryziesz? - zapytał i zaśmiał się cicho nie przerywając prób zatamowania krwotoku obiema dłońmi.

   - Przegryze... ale smak to psuje... - i odjechał w las a jam go już nie widział i zobaczyć nie chce bo jeżeli to nie diabeli syn to diabeł sam bez wątpienią żadnego... przedstawcie to sobie cni Panowie. W naszych lasach... diabeł...

Allas

Sa gusta i gusciki ale wlasnie takie opowiadanka lubie :)

Bardzo fajne LoBo :) tak dalej

p.s krew wybeltana z przepocona skora ?? obrzydliwosc :)


Pozdrawiam
Nie ucz wampira jak grac wampirem, nie opowiadaj niestworzonych rzeczy o jego mechanice[/color] by Terminator & mlekolaki [/b]
http://r6.bloodwars.interia.pl/r.php?r=23360

Shem

Bronic sie jest rzecza naturalna :wink:

seo

ładne - mi się podoba :)

*podaje kufel ciemnego piwa*

sokoya


LoBo

Wow, naprawdę wam się podoba? :mrgreen:
Było nie słodzić, teraz będziecie musieli czytać następne jak tylko najdzie mnie ochota je napisać :razz:


Cytat: "Shem"Bronic sie jest rzecza naturalna :wink:
Znaczy, że następnym razem jak wyjmą srebro mam pkować tak? :twisted:

Allas

Jezeli w takim samym stylu pisz ile wlezie baaardzo chetnie poczytam :)


Pozdrawiam
Nie ucz wampira jak grac wampirem, nie opowiadaj niestworzonych rzeczy o jego mechanice[/color] by Terminator & mlekolaki [/b]
http://r6.bloodwars.interia.pl/r.php?r=23360