Yarrick..

Zaczęty przez SolTell, 2007 05 23, 22:55:11

Poprzedni wątek - Następny wątek

SolTell

oto co tam naskrobałem w pewnym-podforum, było pisane jedno dziennie (łącznie 5 dni, oddzielenia są widoczne) . to jest "moje" wyobrażenie sytemu walk wirtualnych armii by Simon.

są buraczki

Dowódca Daltin Yarrick, stary doświadczony żołnierz zasiadł na fotelu i rozłożył jedną z wielu swoich ksiąg. Zatytułowana "Umysł Orka" zawiera wiele przykładów potyczek z orkami oraz wiele porad dla każdego młodego taktyka.

=- Rozdział pierwszy zachowanie orka.

"... ork to bestia sprytna jednak zbyt pewna siebie. W dużych grupach atakują frontalnie i zaciekle lecz bez wodza są one niczym masą biegnącą pod ostrza. Wodzowie na polu bitwy zwykle wyróżniają sie wzrostem oraz uzbrojeniem. Ich doniosłe krzyki kierują zieloną rzeką mięsa. Ork czuje pewien rodzaj respektu i strachu przed istotą większą niż sam on, przykładowo golemy potrafią złamać kilku młodych orków i spowodować masowe ucieczki. Tak samo też czynią machiny wojenne, ogień jak wiadomo to wróg i przyjaciel, ten bez wyjątku działa równie dobrze..."

=- Rozdział drugi anatomia i typy orków.

"... orki rosną wciąż aż do śmierci, najwięksi, najsilniejsi i najstarsi zostają wodzami bandy (małej grupki która nęka najazdami wioski) hordy (grupy dość sporej zdolnej oblegać słabe miasta) lub też całego szczepu (czego przykładem było Yew). Typowy ork ma zieloną skórę oraz bardzo umięśnione ciało, nie przejmują sie również odciętą kończyną gdyż to dla nich równe jest bliźnie a samą odciętą "część" da sie przyszyć.
młode orki zwykle są posyłane jako mięso armatnie, często wrzeszcząc próbują złamać morale. nieco starsze orki służą jako zwiadowcy lub szeregowi wojacy, z orkowskiego ich nazwa to "Chopaki" wzrostem dorównują człowiekowi . Z orkowskiego języka wynika iż najsilniejsze orki zwane są "Burszujami" są znacznie większe od koni. Największe orki (tak zwane orki giganty) są specjalnie hodowane w szczepie i służą jako machiny oblężnicze.
Samo pozbycie sie armii orków nie jest sukcesem. ich tempo reprodukcji jest ogromne pozbycie się źródła jest niemal niemożliwe, zwykle zanim dotrze większa armia orki zdążą poukrywać sie lub zmienić lokacje całego ich szczepu."

=- Rozdział trzeci taktyki orków

"... główny atak zwykle poprzedzany jest głośnymi okrzykami z ich gardzieli, ma to na celu złamanie słabszych żołnierzy po stronie obronnych. Następnie - jak wcześniej napisałem, wysyła sie młode orki wspierane małą ilością starszych. kolejne fale to tylko zwiększanie ilości i dosyłanie lepszych, starszych orków.

Jednak kilku orków wodzów potrafi chwile pomyśleć i zastosować znane ludziom taktyki. wykorzystują podczas pierwszego ataku kilku najlepszych i silniejszych współplemieńców tylko po to aby złamać flanki oraz morale a następnie stratować młodych którzy szarżowali jako pierwsi (wódz Wargutz użył tej "taktyki" podczas walki z oddziałem najemników broniących przesmyku) ..."

...Yarrick zamknął księge, jego oczy niemal same sie zamykały, postanowił że poczyta swoje dzieło później.

Daltin Yarrick po wieczerzy ze swoją liczną i zamożną rodziną udał sie do swojego gabinetu w którym już płomienie kominka zapraszały do fotelu i księgi którą zaczął wczoraj czytać. Rozmyślał też o swoim synu który odszedł od rodziny i nie interesował sie wojskowością a rzemiosłem. Łyknął tą prawdę z trudem, wszak to z jego rodu wywodzą sie najlepsi taktycy i żołnierze.

=- Rozdział czwarty Orkowska broń
"...Wszelkie orki preferują brutalną broń, wymagającą siły a nie zwinności. Wszelakie obuchy czy broń sieczna (miecze, topory, halabardy) jak i własne pięści (ich używają najmłodsze orki). Siekają na oślep często trafiając swoich jednak który by sie tym przejmował. Znane są również bronie dystansowe, krótkie łuki dość słabej jakości lub prymitywne ciężkie kusze oraz proste acz skuteczne machiny wojenne tarany ręczne, katapulty i balisty które rozpadają sie po kilku wystrzałach, mikstury są również używane, szczególnie fioletowe, te na bazie siarki..."

=- Rozdział piąty Magia Orków
Materią magiczną jaką operują z ich języka jest "Wahggg" (które brzmi raczej jak okrzyk). Orkowscy szamani operują tą materią zręcznie i dobrze użyta kreuje proste acz skuteczne czary. Najstraszniejszym czarem jest "Stopa Wahggg" zgniatająca nawet spory oddział. jednak ten czar jest rzadko używany przez szamanów oraz wymaga długiego czasu koncentracji. Siły magiczne dla ludzi tak zwana "mana" jest długo regenerowana i wymaga koncentracji. z dziką magią "wahggg" wystarczy jedynie donośny okrzyk "wahggg" aby szaman odzyskał siły.

Daltin zamknął książke i pomyślał czy aby nie sięgnąć zatytułowanej "Tacticus Imperialis" lecz zrezygnował i udał sie do sypialni...

Kolejny nudny i leniwy dzień dobiega końca, jak wczoraj Daltin Yarrick zaszedł do swojego gabinetu. Jak sobie obiecał sięgnął po "Tacticus Imperialis" i otworzył świeżą jeszcze ibogato zdobioną księgę którą zdobył z pomocą starego przyjaciela.

"... Wstęp ...
I tak oto Dowódcy Armii Britain postanowili spisać typowe manewry w tej oto księdze, ma ona służyć edukacji dowódców w Akademii Wojskowej..."

"... Armia Korony
Każdy oficer musi wiedzieć iż Armia naszego Państwa składa sie z doborowych oddziałów piechoty i konnicy, może na niej całkowicie polegać ..."
Daltin parsknął ze śmiechem.. - "Doborowi" - rzekł rozbawiony - to tylko zaciągani na siłe do wojska chłopi i mieszczanie, poprzez terror zmuszani do ćwiczeń, potem odziewani w zbroje i wysyłani aby bronić swych ziem tak niedawno zmiażdżonych mimo "doborowości" wojsk. Jednak - zamyślił sie stary dowódca - konnice jednak mają jedną z lepszych, trzeba to przyznać, chociaż zbyt często sie zdarza iż są to rycerze i szlachcice którzy nie mają w sobie nic z dyscypliny

"... Dowódcy Korony
są najlepiej wyszkolonymi taktykami i żołnierzami ich rozkazy winne być nim a nie pustymi mętnymi słowami, wymagana jest od nich szybkość działania i podzielność uwagi..."
Daltin pokiwał głową. Może i są to żołnierze, wspaniali taktycy jednak logistyką i długie kampanie nie należą do ich specjalności. Często morale żołnierzy jest zdruzgotane głodem, ba muszą kraść by przeżyć, morale wracają gdy jeden z nich wisi na drzewie. Dowódcy często wysyłają oddziały cały czas naprzód, nie myśląc wcześniej, prawda niektórzy są szaleni i biegną przodem, do tego czasu aż wróg odpuści, wtedy wkracza ta cała ciężko zbrojna kawaleria która dokańcza sprawę. Oni celebrują, piechota cierpi - dumał pod nosem Daltin.

"... Uzbrojenie jest najwyższej jakości
miecze tną wrogów Korony, zbroje chronią Jej lojalnych żołnierzy ..."
Znów parsknął śmiechem stary żołnierz. Zapomnieli wspomnieć iż to wszystko dzięki Minoc, a większość rynsztunku piechoty to zbierane po poległych kamratach

"...Korona potrzebuje was
młodzi dowódcy, uczcie sie pod jej ochroną i niszczcie wrogów których Ona wam pokaże..."
I dlatego są tacy ludzie jak ja - mruknął Daltin i zamknał czysto propagandowy podręcznik a następnie udał sie do sypialni. Jutro może przejrzę "Wojna podjazdowa"? - powiedział sam do siebie

Daltin miał dziś urodziny, dziękował tym w górze za tak barwne życie jakie on miał, życie żołnierza. Zjawił sie nawet jego syn, rzemieślnik. Przyniósł mu zdobiony napierśnik. Wciąż jednak żałował że jest on tylko zwykłym rzemieślnikiem, do tego wkracza na ścieżkę kapłańską.

Po tym całym przyjmowaniu gości, podarków i ciągłym rozmowom oraz uczcie poszedł do swojego gabinetu aby robić to co lubi i wciąż może. Rozmyślać o wojnie.

Stary Dowódca sięgnął po "Wojnę Podjazdową", ta stara i zużyta książka we wstępnie mówiła o zastosowaniu lekkiej piechoty oraz konnicy zamiast ludzi w konserwach. Zapewne na polu liczy sie kto nosi cięższa zbroje ale nie w lesie.

"... Lekkość, zwinność, obeznanie w terenie. Takie są cechy wojownika lasu i terenów niezbyt wygodnych dla ciężkich wojsk.
Gdy piechur zawalczy w lesie z lekkozbrojnym wojownikiem zapewne zmęczy sie o wiele szybciej, ziemia zwykle śliska utrudni mu walke.
Jeżeli to nie pojedynek a większa potyczka lekkość liczy sie jeszcze bardziej. W Haszczach trudno ciężko zbrojnym utrzymać tak potrzebną formacje. Właśnie w Dłoniach Matki Natury stalowa pięść zamienia sie w nagą dłoń... "

"... Las to wróg ciężkiej konnicy, trudno manewrować między drzewami, łatwo sie wywrócić i nie wiadomo co leży tuż pod liśćmi. Konie ciężko zbrojnych zwykle są oślepione klapkami, a widok samego jeźdźcy jest ograniczony przez hełm który nosi. A i jedynym kierunkiem jest "naprzód" gdy ściga jednego jeźdźca łatwo traci kierunek, gdy on łatwo może go odciągnąć i wystawić sie strzał z łuku który każdy wojownik Lasu dzierży ..."

"... I na pustym polu lekkie jednostki mogą coś z siebie dać. Jak w tytule jest to wojna podjazdowa. Ciągłe nękanie obozu przeciwnika kilkoma strzałami, powodowanie iż muszą cały czas być na warcie zmieniają losy bitwy która następuje potem..."

"... pamiętajcie Dowódcy o tym co skrywa w sobie las, haszcze, wilcze doły, kłody na linach czy zwykle liny. Te proste pułapki znacznie obniżają skuteczność waszych ciężko zbrojnych jednostek ..."

"... lasy skrywają też bestie które znają ci co w lesie żyją, nigdy nie wiadomo co obserwuje powolne stąpanie po ściółce leśnej głośnych ludzi w metalu, i zbroja nie uchroni gdy odetnie sie droge..."

Daltin westchnął, pamiętał te czasy kiedy stacjonował w pobliżu puszczy Yew, okropne miejsce. Co noc nękały jego oddział kreatury, morale spadało, wokół nic tylko dzicz. Nie wiadomo co jeść, co pić. Pamiętał o jednym. O Ogniu. Oczyszczającym ogniu który zabiera ze sobą wszystko co w lesie żyje tworząc ponury widok, ale nie natura i drzewa liczą sie w wojnie. Liczy sie to kto kogo zabije, kto wygra. Wygrana nie potrzebuje wyjaśnień, przegrana nie dopuszcza żadnych. Odłożył księgę i poszedł do sypialni.

Wolnym krokiem szedł na mównice, to był dzień w którym wygłaszał swoją naukę synom, dowódcom grup najemników i innych wojskowych. Tematem zebrania była "Obrona". Przedstawiło sie już wielu posiadaczy zamków wokół Minoc którzy mieli swoje schematy obronne na wypadek oblężenia. Jednak kapitanów i liderów milicji osad wokół Minoc interesowała obrona miast, nie zamków.

Daltin wreszcie doszedł do mównicy i rozłożył swoje książki. po czym przemówił

"Widzę to po waszych twarzach panowie, oczekujecie aby ktoś wam wyjaśnił jak bronić waszych domostw, gospodarstw i prosiaków.

Cóż podstawowym czynnikami które zapewnią miastu bezpieczeństwo jest zapas żywności , garnizon, umocnienia i wróg. Gdy któryś z tych czynników jest zachwiany całość sie sypie na pozytywną lub negatywną stronę.

Nie da sie jednak opracować taktyki Doskonałej mości panowie, wszystko zależy od jednego złego ruchu, jednej nie przewidzianej akcji a na następnego dnia wasze głowy będą nabite na pal.

Ustalmy prosty schemat obrony podczas oblężenia miasta w którym obradujemy, Minoc. Chronionej od wschodu przez góry i rzeke, od północy przez ogromną równinę wiecznie ośnieżoną, od zachodu morzem a od południa murem nasypowym kształcie "L".

Również musimy ustalić która strona jest oblężona, od północnej żaden ludzki oddział stacjonować nie będzie. bez zaopatrzenia długo na mroźnej równinie bez schronienia nie utrzyma oblężenia.
od zachodu mało jakie statki przepłyną przez lodowe kry a desant jest niemal niemożliwy gdyż walka od razu przeniosła by sie na ulice miasta ograniczające manewry jednostek które gdzieś wysiąść muszą.
od wschodu, góry i rzeka. utrudniają ale lasy umożliwiają ukrycie wojsk. jednak zagrożenie ponownie sprawia odcięcie zaopatrzenia oraz zagrożenie ze strony Vesper będącej w pakcie z Minoc.
od południa jest największa szansa na atak. dlatego stoi tam mur. trudny do zniszczenia a armia dobijająca sie do bram jest wciąż poddana na ostrzał z murów. Oblężenie jednak może trwać dłużej, większy teren, lasy oraz spore możliwości zaopatrywania armii.

i właśnie na południu sie skupie. Będę mówił o armii ludzkiej, nie znam sie na biesach chaosu, jedynie na wojnie. Wiara mnie nie interesuje. Walczę z tym co stoi przedmną.

Zapewne trzeba utworzyć opcjonalną drogę ucieczki dla ludności i wojska. droga do Vesper lub łodzie. Zapasy żywności rozdawać równomiernie jedynie w potrzebie. Wojna nie jest dla słabych, żywność powinna trafiać dla tych którzy bronią miasta.

Również wymagana jest rozesłanie posłańców o pomoc to nie żadna hańba. Wojna nie jest dla chwały i bohaterów.

Kluczem jest jak najdłuższe utrzymanie się aż do czasu dotarcia posiłków, nie należy probować robić akcji wyjazdowych, to strata sił i ograniczonych środków.

Tyle z ogółu, o taktykach nie będę rozgłaszać, wszystko jest zmienne podczas wojny, większość zależy od waszych żołnierzy i waszych umiejętności przekonywania ich że trolla da sie powalić tak łatwo jak krowę w rzeźni. Dobre morale i utrzymywanie świadomości wygranej.

Daltin zebrał rzeczy i zszedł z mównicy, sala na chwile ucichła po czym wypełniła sie rozmowami i komentarzami. Stary Dowódca wyszedł z budynku wsiadł na swojego konia i ruszył do domostwa..."


niach niach.

SolTell

Historia rodu Yarrick, mężnych wojów, dzielnych żołnierzy i rozsądnych dowódców. - data spisania: Narodziny Słońca roku 560, data śmierci ojca Julianosa - Dalitna Yarricka autor księgi: Julianos Yarrick.

rok 506, puszcza Yew
Kolejny dzień na służbie, tak długiej i męczącej iż na licach każdego widać zmęczenie kampanią jaką zorganizował im ich przywódca - Cortfail de Trimtan, młody rządny sławy oficer, który zapewne przez wpływy ojca dostał się tak wysoko w Złotych Ostrzach - gildii najemników z Minoc

Warunki co prawda były dobre przez całą kampanie, w obozie jak zwykle kilka przypadków chorób, żywności pod dostatkiem bo wiosna a puszcza pełna zwierzyny, dostawy tylko kilka razy sie spóźniły ale nie wymagały prowizorki. Po prostu wymarzone warunki dla dowódcy

Jednak żołnierze wiedzieli jak nie udolny był Cortfail. Daltin też wiedział. Postanowił to wykorzystać. Spisywał, a raczej zapamiętywał każdy błąd oficera, a najlepszym argumentem była ostatnia batalia jaką stoczyli...

... Wymasz nastąpił w nocy, w obozie otoczonym palisadą zostawiono kilku rekrutów którzy, według Cortfaila, zasłużyli na trochę alkoholu aby utrzymać morale załogi. W zastępie który wymaszerował był sierżant Daltin, miał pod komendą kilku ludzi którzy ufali mu i dostrzegali sens w każdym jego rozkazie. Prowadził tylnią straż. Wraz ze świtem mieli odpocząć niedaleko małej karczmy, na polanie skąd mieli przygotować atak na małą grupę niedożywionych elfickich banitów. Tam Daltin nikogo nie zauważył. Dał swoim ludziom chwile odpoczynku, pomyślał że Cortfail ze swoimi żołnierzami zabłądził w lesie. I miał racje. Niedługo po tym jak żołnierze spoczęli na polanie, na koniu przyjechał młody żołdak wołając "Sierżancie! Orki, nasz oddział biegnie tu ścigany przez te stwory!". Daltin prędko wydał odpowiednie rozkazy. Wiedział do czego zdolne są te dzikie bestie. Zwiadowca nie powiedział jakie to były orki. Daltin zmarkotniał - "Głupi Cortfail, nie wie z jakimi orkami walczy, jeżeli to stare orki przejadą po nas i nikogo nie da rady poskładać"

Całe szczęście, oddział miał wysokie morale, Daltin kazał ustawić odpowiedni szyk w kierunku do wycinki skąd miały nadejść orki, a mały oddział ukrył w drzewach niedaleko, tak aby odciąć drogę ucieczki. Wtem słychać było prędko biegnący oddział Cortfaila, bez sztandarów, kilku żołnierzy brakowało. "strata ludzi i sprzętu..." moment później nadbiegły orki zanim Cortfail zdołał dobiec do Daltina, jego oddział ledwo zdołał schować sie za ludźmi Daltina. Orki na szczęście były młode i niezbyt zorganizowane, dostrzec można było wśród nich szamana. Okrzyk orków zagrzmiał na mojej polance, ptactwo już dawno uleciało bo kroki bestyj ciężkie.

Naparły na ciężko zbrojnych wypoczętych żołnierzy Daltina, rozpoczęła sie batalia, sam Daltin wraz z kilkoma żołdakami stał w obwodach. Jego oddział miał ze stu ludzi, orków było na oko trochę więcej, no był jeszcze Szamana. Krzyki i krew zaczęły powoli zmieniać sielską polankę ubojnie. Kończyny latały, ciała padały. Ukryci wojowie prędko wybiegli i odcięli drogę ucieczki orkom, dorwali prędko szamana który nie zdołał nawet bardzo zaszkodzić... po około dziesięciu minutach było po wszystkim. Poległo niewielu, a orki zostały wycięte.

Jak sie okazało potem Cortfail zabłądził ze swoim oddziałem w lesie, a elfy na które mieli zaatakować zostały zaalarmowane przez harmider który spowodowała ta batalia i zdołały uciec wgłąb puszczy.

Po powrocie, mniej więcej wieczorem zastali bramę obozu otwartą. W środku czekała niemiła niespodzianka. rekruci spowodowali burdę a dowódca jaki tam pozostał został pobity. Wszystkich rekrutów następnego dnia wychłostano. Tydzień potem przyszedł list aby oddział powrócił do Minoc.

Jak regulamin organizacji wymagał, trzeba było złożyć raport.
Cortfaila zdegradowano, a Daltina awansowano. Został również zauważony przez pewną osobę...


cdn.

SolTell

rok 507, Minoc
... ów osobą był arystokrata zwany Firmith Des Gorwell, który cenił sobie wszelkich znamienitych dowódców. Dziwnym trafem po tym spotkaniu Daltinowi coraz częściej zdarzało sie jadać wśród znamienitych osób. Mimo że z początku zachowywał się wśród tego towarzystwa po żołniersku z czasem obrał ogłady. Lata, miesiące mijały. Nadano mu szlachecki tytuł. Również prędko awansował w Gildii po czym przystąpił do regularnej Armii Minoc i dano mu pod komendę cały regiment. Przez ten czas Daltin nie zaprzestawał nauki, wtedy to zdobywał wszelkie egzemplarze ksiąg traktujących o taktykach. Stał sie sławny a pełnia jego sławy wkrótce miała nadejść

miesiąc przed datą Oblężenia Minoc i stworzenia Kryształowego Golema, Minoc
Ożenił się z Irmillią z rodu Glitweave. Dość młodą szlachcianką, która podobno wpierw ożeniła się dla zaszczytów a potem naprawde pokochała Daltina.  Tydzień przed oblężeniem i bitwą o Minoc, regiment pod wodzą Daltina wyrusza do walki na południe, zatrzymując część armii Blackthorna.

Reszta to tylko wydarzenia rodu.. żywot Daltina był owocny i barwny...
roku 527 urodził sie pierwszy potomek rodu Yarricków zwany Eliphiasem - dziś Eliphias żyje w Minoc, trenuje młodych rekrutów Straży Miejskiej.
roku 530 urodziła się Clivia, miała niebywały talent magiczny, dziś jest medyczką w armii Minoc
roku 533 urodził się Julianos, nie chciał iść w ślady Eliphiasa, dziś jest Kapłanem Araknasela i zacnym rzemieślnikiem
roku 540 urodził się Sturnn, młody oficer świeżo po szkole oficerskiej w Britain, dziś ma pod komendą oddział 50 ludzi w armii Minoc.

Żona i rodzina opłakiwali śmierć Daltina Yarricka roku 560
roku.