Nocny rajd.

Zaczęty przez psiut, 2008 04 07, 11:33:06

Poprzedni wątek - Następny wątek

psiut

Był chłodny i mglisty wieczór. Głęboko w puszczy Yew liczne zwierzęta pochowały się do swych legowisk, delikatny wiatr łagodnie przesuwał korony drzew, a skowyt wilków mroził krew w żyłach żyjącym nieopodal istotom. Mrok powoli ogarniał wnętrze kępy ograniczając widoczność, a sowy głośno huczały dając solidny koncert.
     Tego właśnie wieczoru, gościńcem jechało gęsiego trzech mężczyzn. Pierwszy ubrany był w solidną zbroję płytową koloru czarnego. Na plecach umocowane miał wielkie wojenne widły o podobnym kolorze co zbroja, a założony na głowie hełm ukrywał tożsamość ów jeźdźca. Za nim podążał wysoki, szczupły mężczyzna na szarym koniu, o zielonych jak
trawa włosach. Smukłe rysy twarzy oraz spiczaste uszy zdradzały jego elfią rasę. Z boku siodła wsadzona była pionowo długa na trzy metry azurytowa włócznia, na korpus miał elf nałożony cisowy łuk a na plecach wypełniony strzałami kołczan. Przyodziany był w lekką skórzaną zieloną zbroję, która nie ograniczała zbytnio jego ruchów. Ostatni jechał w milczeniu na wielkim, bojowym pancernym smoku. Jego długie brązowe włosy opadały łagodnie za ramiona, w ręku ściskał prosty, drewniany kostur, a u pasa zaczepione były liczne mikstury i zwoje. Jego ciało zakrywała piękna jedwabna beżowa toga.  
Charakteryzowała ów jeźdźców jedna podobna cecha. Wszyscy mieli na swych odzieniach wyryty symbol koloru krwisto czerwonego, który to przedstawiał obraz zachodzącego słońca. Pewność oraz wyraźny spokój na ich twarzach wykazywał, iż jeźdźcy znali doskonale te tereny, więc niestraszna im była ciemność ogarniająca ogromną puszczę.
Jechali tak godzin dwie, mijając za sobą liczne leśne potoki, przecinające gościniec, aż wreszcie dotarli do celu swej podróży. Ich oczom ukazał się stary niski kamienny budynek o jednym wejściu. Wszyscy trzej zeskoczyli ze swych wierzchów, mocując lejce u gałęzi jednego z drzew, chwycili za broń i ruszyli w kierunku wejścia. Szli długimi, krętymi schodami w dół, na ścianach paliły się stare pochodnie, a każdy wykonany krok podwyższał ich poziom adrenaliny we krwi. Po krótkiej chwili dotarli do wielkiej sali, gdzie liczne pochodnie rozświetlały cały jej ciąg. Na samym środku stał duży kamienny stół, pod którym wsunięte były również z kamienia krzesła. Na suficie namalowany był olbrzymi obraz, przedstawiający przeróżne artefakty okultystyczne, a na samym końcu sali tej stał purpurowy pomnik mężczyzny trzymającym w ręku wielką i długą włócznię. Obok pomnika stały dwie postaci ubrane w ciemnoszare togi. Jedna z nich była piękną kobietą o krótkich błękitnych włosach, stała uśmiechając się delikatnie, a ręce miała schowane w rękawach. Na lewo od niej stał mężczyzna o długich jak krucza czerń włosach i małej bródce. Cerę miał ciemną, coś w rodzaju mocnej opalenizny, a w ręku trzymał czarną hebanową laskę. Trzech mężczyzn podeszło wolnym krokiem do ów postaci witając się z uśmiecham na twarzy. Rycerz w ciemnej zbroi ściągnął hełm. Był on niemal cały łysy na głowie, poza jednym dość długim zapuszczonym z tyłu głowy warkoczem. Wszyscy uścisnęli swe dłonie nawzajem, po czym wysunęli krzesła i zasiedli przy wielkim stole. Głos zabrała kobieta, mówiła długo, lecz powoli i dokładnie dobierała słowa. Czasem wtrącił się mężczyzna o ciemnej karnacji, dodając coś od siebie. Miny słuchaczy ogarnął lekki szok. Elf otworzył usta ze zdziwienia, rycerz siedział nieruchomo, lecz jego ręka drżała delikatnie, a trzeci długowłosy mężczyzna przymknął oczy, a palcami dotykał swej skroni. Kobieta wraz z mężczyzną ciemnej karnacji mówili godzinami, a z każdą minutą komnatę wypełniała purpurowa aura. Mężczyźni słuchali uważnie od czasu do czasu głęboko oddychając.
         Wreszcie kobieta skończyła i wbiła w nich pytający wzrok. Wszyscy przytaknęli, lecz z twarzy ich nie znikała powaga i zaskoczenie. Wstali od stołu, pożegnali się przyjaźnie i kroki swe skierowali ku wyjściu. Odwrócili się jeszcze na chwilę, ukłonili się przytakując i wyszli. Na niebie widniał idealnie jasny księżyc, który umożliwiał im w miarę dobrą widoczność. Odwiązali swe wierzchy, dosiadając je i ruszyli powrotnym gościńcem w głębie puszczy Yew, nie odzywając się do siebie ani jednym słowem.
Mieli dokonać teraz wyboru... Wyboru, który wpłynąłby na ich dalsze losy oraz wielu innych ludzi...
Learn to swim, learn to swim, learn to swim, learn to swim, learn to swim, learn to swim, learn to swim, learn to swim, learn to swim, learn to swim,  [...]