Spaczony Jednorożec

Zaczęty przez Cai-a, 2008 09 23, 22:01:33

Poprzedni wątek - Następny wątek

Cai-a

Jak zwykle, późnym popołudniem siedziała przy kominku porządkujac w głowie sprawy związane z wydarzeniami w mieście. Za oknem słychac było szum morza. Drzewa łagodnie kołysały się na wietrze. Niebo nabierało łagodnego koloru dojrzałej dyni. Zapach kwiatów z ogrodu wlatywał do wnętrza cichej komnaty. Szelest kroków na trawie właściwie wpisywał się w ogólna idylliczność. Kroki...
-Kto ośmielił się naruszyć mój spokój? Kto wszedł do mojego ogrodu?! Jeśli moje roślinki będą połamane to...- myślala z irytacją. Szybko zeszła na dół i wyszła powoli do ogrodu.
 Zobaczyła mężczyznę, który stał na czubku fontanny. Mimo, że stała ukryta za kolumną, zobaczył ją i zeskoczył na trawę. Ale te widmowe skrzydła... Inkkub. Czarna szata opinała jego idealne ciało. Kruczoczarne włosy wiły się wokół twarzy. Idealnej twarzy. Jego doskonałość budziła w lędźwiach przyjemne dreszcze, które zjeżyły każdy włosek na jej ciele.
 Podszedł cicho do sukkuby, wypalając ślady na trawie.
-Mój ogrodnik ma dziś wolne.- Zaśmiał się na jej słowa. Podszedł jeszcze bliżej i spojrzał jej w oczy. Kolejna fala dreszczy sprowadziła specyficzne myśli. Po chwili podał jej coś, co zmaterializowało się w jego dłoniach.
 Prastare Poroże, czarne, skręcone, twarde, w dotyku przypominające korę, rozwidlało się na końcach tworząc jakby koronę starego drzewa. Ciemna moc mrowiła pod opuszkami.
 Popatrzyła na niego zdezorientowana. Usłyszała tylko, że przyda jej się gdy nadejdzie czas. Odszedł kawałek i znikł.
-Ten trawnik naprawdę wymaga teraz większej uwagi.-stwierdziła, patrzac krytycznym okiem na spaloną trawę.
 
 Udała się w kierunku wejscia do domu, z zamiarem zbadania tajemniczego przedmiotu. Z wewnątrz dobiegały przerażone parsknięcia jednorożca. Kopał w drzwi, chcąc je wyważyć. Po chwili udało mu się to i wybiegł do ogrodu, tratując po drodze bezcenne rośliny.
-Stój zwierzaku krnąbrny! Dhava!- popędziła za nim.-Stój!
 Dopadła go w końcu. Złapała za uzdę i trzymała silno aby jednorożec się nie wyrwał. Zaczęła głaskać delikatnie jego chrapy, pozostawiając na nich niebieskie ślady magii. Z najróżniejszych zakamarków umysłu sączyły się same pytania. Czy to wina nieznajomego? Czy to on spłoszył wierzchowca? Czy może coś innego? Popatrzyła na czarne Poroże i podsunęła je bliżej łba zwierzęcia. Jednorożec znow zaczął się szarpać. Teraz przynajmniej znała odpowiedź na jedną zagadkę. Schowała to w fałdach sukni i wyciągnęła jednorożca z ogrodu.

...życie za życie...
...sama zadecyduj...

Zaczęła się rozglądać. Głos nadal wibrował jej w głowie, na nowo odtwarzając zasłyszne słowa jak swoistą mantrę, niemalże hipnotycznie. Bezimienny znów się pojawił, z szyderczym uśmieszkiem na doskonałych ustach.
-Decyduj.- powiedział zerkając na jednorożca.
-Domyślam się, że chodzi o jego życie. A kogo jest na drugiej szali?
-Wiesz... Wystarczy,że odetniesz róg.- znów znikł.
 Ale słowa zostały. Zaczęło się ściemniać. Pierwsze gwiazdy poprzedzały nadejście Luny. Sukkuba objęła Dhavę i wtuliła się w miękką grzywę. Ciekawość narastała, mieszała się ze strachem i żalem.
-Jesteś taka czysta... Chce Cię mieć... Chcę abyś była moją... - spojrzała na jednorożca.
 Stał spokojnie, rżąc cicho. Zamknął oczy. Kryształowe łzy spłynęły po chrapach. Jedna spadła na kamienie, wyrósł z niej kwiat tuż przy posążku Niebiańskiej Pani.
-Wybacz...- sięgnęła po sztylet, jej oczy zaszły mgłą. Przystawiła ostrze do rogu i szybko go ucieła.
 Zwierze padło natychmiast. Inkkub zjawił się. Śmiał się głośno.
-Nawet jednej kropli krwi... Nic...- patrzyla na róg w ręce.
 Bezimienny podszedł do ciała i rozpruł jego brzuch czarnym szponem. Włożył rękę we wnętrzności spływające srebrzystą posoką. Szperał dość krótko. Odwrócił się do niej i pokazał na dłoni migocący, świetlisty kryształ.
-Czysta Dusza.
 Zabrał ją. Wyciągnął rękę w jej kierunku. Na brzegu szaty powoli zastygała jasna krew.
-Daj mi Prastare Poroże.
 Położył je obok głowy jednorożca. Tajemnicza rzecz jakby ożyła. Zaczęła pełznąć. Szlamowate macki wdzierały się w nozdrza i oczy Dhavy. Z lekkim bulgotem znikła ostatnia kropla. Powietrze wypełnił syk płomieni. Ciało zwierzęcia uniosło się i zaczeło ciemniec, jaby było wypalane od środka. Rany się zasklepiły w magiczny sposób. Usłyszała ogluszający trzask. Teraz przy niej stał Spaczony Jednorożec. Uderzał kopytem w kamienie. Z chrap wydobywały się kłęby dymu. Czarna sierść lśniła w świetle księżyca. Oczy... spojrzała w nie i wiedziała już, że jest jej. Tylko jej. Zgrane umysły tworzące jedność. Dusze rezonujące ze sobą.
-Tylko moja...
 Wskoczyła na Spaczonego Jednorożca i pognała przez las. Jak najszybciej, jak najdalej. Razem.


                                                   ****************

Wielkie dzięki dla Enkila :*
Vulnerant omnes, ultima necat.