Historia rodu Er'luin

Zaczęty przez Rowen, 2009 04 07, 15:33:13

Poprzedni wątek - Następny wątek

Rowen

Historia Rodu Er'luin
Czyli Dar Życia i Przekleństwo Istnienia
      Początek historii rodu Er'luin zaczyna się w tym samym czasie co początki istnienia choroby przez ludzi zwanej likantropią . W czasach gdy Luna druzgotana była po zmianie ukochanego w bezmyślną bestię nocy ,lecz przed założeniem Świętej Inkwizycji przez króla Troseta.
      Anerion był elfem zamieszkującym wraz z żoną lasy pomiędzy siedzibą elfów piękna wyspą Tol en Estel a sercem Korony Brytania. Znany był z tego iż nikt nie dorównywał jego umiejętnościom łowczym . Żył on w zgodzie z wielkimi Bogami i starał utrzymywać harmonie w lesie . Wszyscy jego pobratyńcy szanowali go i obdarzali wielkim szacunkiem za jego mądrą rade a czasem i bolącą ,lecz słuszną uwagę. Fizycznie był to elf niski i chudy , jedyne co go wyróżniało były to piękne szmaragdowe oczy .
      Był to ciepły letni wieczór  ,elf właśnie żegnał się z swa ukochana żoną Amerie . Zabrał najważniejsze rzeczy  potrzebne do łowów i szybkim ruchem ruszył ku drzwiom . Nagle coś złapało go za ramie i usłyszał :

-Nie wyruszaj dziś na polowanie ... mam złe przeczucia – rzekła smutna Amerie

-Widząc żal w twych oczach ukochana skłonny byłbym zostać lecz ja również mam przeczucie i czuje ,że musze wyruszyć gdyż ta noc odmieni me życie – mówiąc te słowa zrobił taka minę iż zona nie próbowała go już powstrzymać

-Dobrze więc idż i wiedz ,że będę na ciebie czekać

-Nie martw się , wrócę tak szybko ,jak tylko będzie to możliwe -po tych słowach szybko otworzył drzwi i ruszył ku leśnej dróżce

Amerie długo patrzyła na ścieżkę ,która ruszył jej mąż po czym bardzo zmartwiona wróciła do swych zajęć .

Puszczyk był tej nocy bardzo ożywiony . Czuł  mroczną aure ,która nawiedziła las i wiedział ,że tej nocy stanie się coś co go odmieni . Anerion spojrzał w stronę Luny , która dopiero budziła się po dziennej drzemce .  Las wydał mu się dziś zdecydowanie zbyt mroczny  i ponury  ,może nawet pomyślał iż żle zrobił wyruszając dziś i nie słuchając rady ukochanej .Jednak teraz nie przejmował się tym i dalej ruszył w głąb puszczy . Do domku myśliwskiego było jeszcze jakieś  cztery godziny drogi przez puszcze .  Złowieszczy skowy wilków rozlegał się w całej puszczy strasząc większe i mniejsze zwierzęta.

Puszczyk przeskakiwał z nogi na nogę wypatrując czy to ofiary czy czegoś ciekawego . Słyszał z oddali zbliżanie się dwóch istot jednak obie były za duże by móc się stać jego pożywieniem dzisiejszej nocy

Tylko elfa zwinność uratowała go przed straceniem głowy . Uniknął ciosu wyprowadzonego z niezwykłą siłą i szybkością . Anerion jeszcze zanim wyciągnął swój miecz obejrzał się w tył, to co tam zobaczył przeraziło go i wryło w ziemie . Likantrop miał około 2 metrów wysokości , futro jego było  czarne niczym smoła ,  pysk wraz z wystającymi kłami zdolny był złamać pewnie nawet najlepszy miecz . Jednak nie to przeraziło elfa najbardziej , gdy spojrzał w prosto w oczy bestii zobaczył szał . Istna Furie przekazana przez Gaverina tylko po to by zabijać i tworzyć nowy stada likanów . Bestia ruszyła na elf całą swą siłą . Anerion czuł ,że nie może wygrać z taką potęgą z każdym następnym ciosem stracił grunt pod nogami . Lata treningów zdały się na nic przeciwko tak potężnemu wrogowi .

Puszczyk z góry przyglądał się zmaganiom dwóch istot . Tym razem było w nim cos dziwnego... Obserwował walkę tak jakby był człowiekiem i wiedział co się dzieje ... i co się stanie...
Nie czuł bólu był zbyt zmęczony... Zmarnował całą swą siłę by utrzymać się przy życiu ,lecz i to było za mało . Leżał w kałuży własnej krwi a nad nim stał jego oprawca . Gdyby ktoś to widział uznałby iż wilkołak się uśmiecha albo śmieje ,lecz nikogo tam nie było .. Bestia uznała ,że taki słabeusz nie może stać się członkiem jej stada więc chcąc mieć pewność ,że elf nie otrzymał od niej daru wydłubała mu oczy oraz zdjęła skalp .... Po czym szyderczo zawyła i odszedł spełniwszy swe sadystyczne zachcianki.
Zwierzę czekało aż bestia odejdzie. Nie mogło ustać w miejscu jakby cierpiało od wewnątrz . Gdy likantrop odszedł jak najszybciej podleciało nad ciało i usiadło przy nim ... Nagle Puszczyk zaczął się świecić i przyjmować ludzkie kształty . Po chwili nastąpił blask i nad ciałem siedziała już kobieta...  Był piękna , jej ciało nie posiadło żadnej skazy prócz jednej. Płakała niczym dziecko jej łzy spływały po policzkach i spadały na twarz zmarłego elfa. Była to sama bogini Luna , siedziała nad ciałem i płakała bo wiedziała ,że to jej wina . To przez nią giną niewinni ludzie ,elfy krasnoludy i wszystkie żywe organizmy . To przez nią świat za niedługo zacznie zamykać się w nocny i modlić by jak najszybciej wstał świat  . To przez nią jej  ukochany zmienił się w bestie żadna krwi , śmierci wszystkich napotkanych po drodze istot . Płakała i była wściekła a jej łzy spadały na Aneriona .... Nagle poczuła ruch .. nie patrzyła na ciało jednak wiedziała ,że jest martwy . Spojrzała więc na niego jeszcze raz i zobaczyła iż jego włosy odrosły a oczy są na swoim miejscu , lecz był jeden problem były całkowicie białe ... Nad ciałem znów stał tylko biały Puszczyk ,który chwile póżniej odleciał .


Jest to po krótce historia jak powstali Er'luinowie i dlaczego są tacy jacy są . Proszę o wyrozumiałość to pierwsze takie opowiadanie w moim życiu . Póżniej jak będę miał trochę czasu to dokończę i dopisze dalsze losy.

wowek

jakby nie bylo mnie sie fajnie czytalo :)

Alvor_Lucard

miło miło -kilka literówek - polecam po napisaniu tekstu - zapalic papierosa gdzies na uboczu, a pozniej przeczytac go jeszcze raz i poprawic bledy. Malo ale zawsze ;)
pozdrawiam i chetnie poczytalbym co bylo dalej. Nie trac weny.
*Mlask Mlask* Zastanawiasz się jak ciesze ryja kiedy płaczesz mi na PW o PK? - popatrz na Awatar :)

Rowen

Historia Rodu Er'luin
Furia

Biegł... nie wiedział gdzie, nie wiedział po co . Czuł tylko iż musi biec w tą stronę ... Przebłyski przeszłości , przyszłości męćiły mu w głowię . Biegł już naprawdę długo a nie czuł kszty zmęczenia , chciał biec ... lecz jego bieg nie był bez celu . Czuł ,że nie może przestać – czuł siłę nocy...

Bestia pożywiała się chwile,  co ubita sarną . Łapy jej łapczywie rozszarpywały zwierzę wywołując fontannę ciepłej jeszcze krwi .  Powoli likantrop zaspakajał swój głód , czuł jak jego siły szybko wracają . W pewnej chwili coś zaszeleściło gałęziami  ,gdy bestia się odwróciła ?humanoid? był już tylko kilka kroków od niej . Bestyja Nocy rzuciła się na ?człowieka? lecz to co zobaczyły gdy stanęła z nim twarzą w twarz przeraziło nawet ją .  Stał przed nią elfi myśliwy ,którego zabiła tej nocy . Jednak był on już inną istota niż ta ,która uśmiercił niedawno . Włosy jego były białe niczym świerzy śnieg ,który spadł tej nocy . A przecież oskalpował go...  Nic jednak nie mogło równać się z przerażeniem jakie wywołały u likantropa oczy elfa... Były one całe jakby nienaruszone , a jednak martwe... Brak w nich było żadnych źrenic czy obwódek a jednak widział nimi... Widział i to o wiele lepiej niż większość istot stąpających po tym świecie ... Jednak nie to go najbardziej przerażało ....

Gołe ręce były jedyną bronią jaką dysponował... Jednak była to najbardziej zabójcza broń jaka kiedykolwiek była widziana w tym miejscu. Anerion czuł , wiedział co i jak ma postępować – jednak te wszystkie zachowania tłumiła emocja tak silna i niepohamowana ,że nie oparł by się jej sam Daywados... Gniew ,który rządził Anerionem – to on tak naprawdę dyktował co ma robić jak pokonać stworzenie ,które go uśmierciło ? A może dało nowe życie ? Jeżeli tak to jakie?

Bestia leżała martwa w strudze własnej krwi . Elf tłukł ją tak długo aż wstał dzień , lecz nawet gdy nadszedł dzień on stał i zmieniał ciało w marmoladę z krwi , skóry i kości . Gniew nie dał mu przestać nawet na sekundę .

Ciąg dalszy nastąpi ;P